NM 44: Michał Nowacki – Rolnik (nie)profesjonalny, obalamy stereotypy o rolnictwie i rolnikach

  • 00:47:45
  • 29 czerwiec, 2021
  • 71,6 MB

Jakie masz wyobrażenie o rolnictwie? Z czym Ci się kojarzy? 

Ostatnio uświadomiłam sobie, że do hasła “rolnik” mam ciągle przypisany obraz starszego pana z kosą lub sierpem w ręku, który wstaje ze wschodem słońca i cały dzień spędza w polu, doglądając swoich włości. 

Wyobraź sobie moje zdziwienie, kiedy zobaczyłam na LinkedIn’ie profil Michała, który w swoich wpisach opowiada o dzisiejszym rolnictwie i jak życie rolnika różni się od tego, co myśli statystyczny mieszkaniec dużego miasta. 

Nie czekając długo zaprosiłam go do odcinka. A rozmowa z nim otworzyła mi oczy na kompletnie nowy świat!

Chcesz się dowiedzieć czemu?

Zapraszam do słuchania!

 

W odcinku “Michał Nowacki – Rolnik (nie)profesjonalny – obalamy stereotypy o rolnictwie i rolnikach” usłyszycie o tym:

  • jak wygląda życie dzisiejszego rolnika;
  • ile osób potrzeba do uprawy 100 hektarów ziemi;
  • dlaczego prowadzi kanał na YouTube;
  • co pchnęło go by zostać rolnikiem;
  • czy od pracy w gospodarstwie można wziąć urlop;
  • czy duże gospodarstwo może być ekologiczne;
  • jaka jest strategia biznesowa rozwoju gospodarstwa rolnego;
  • czy rolnikowi potrzebny jest marketing;
  • co mieszkaniec miasta powinien wiedzieć o rolnictwie;
  • jakie trudne decyzje musiał w życiu podjąć;
  • o czym marzy.

 

Według GUSu, w Polsce jest ok. 1 400 000 gospodarstw rolnych, a to czyni z rolników jedną z najliczniejszych grup zawodowych w naszym kraju!

To osoby, od których przede wszystkim zależy to, co ląduje codziennie na naszych talerzach, a tak mało wiemy o ich pracy i codzienności. Właśnie dlatego tak bardzo zależało mi na rozmowie z Michałem. Chciałam wyjść na chwilę ze swojej miejskiej bańki i dowiedzieć się czegoś o świecie, który będąc tak bliskim, był mi zupełnie obcy. 

A co z Tobą zostało po naszej rozmowie? Do kogo odezwiesz się, by wyjść na chwilę ze swojej bańki i dać sobie szansę na poszerzenie horyzontów? 

Daj znać w komentarzu i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

 

Więcej o Michale znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć, Michał!

Cześć!

Dzięki, że przyjąłeś zaproszenie do podcastu Napędzani Marzeniami. Bardzo to po tobie widać, że napędzany jesteś. Czy marzeniami, czy czymś innym, może przyrodą albo pasją do rolnictwa. Zaraz opowiesz.

Na start chciałam się zapytać, dlaczego nazwałeś swój kanał w mediach społecznościowych Rolnik Nieprofesjonalny?

Dlaczego to mnie to intryguje? Wyczytałam, przygotowując się do naszego spotkania, że prowadzisz wspólnie z rodzicami gospodarstwo wielkości 100 ha. Zajrzałam także do rocznika statystycznego GUS-u, w którym gospodarstwa rolnicze są klasyfikowane pod względem wielkości i ten największy przedział, największa kategoria gospodarstw to są gospodarstwa od 50 ha w górę.

Wyobrażam sobie, że prowadząc takie duże gospodarstwo, to trzeba być jednak profesjonalnym!

Zgadza się, z rodzicami prowadzimy ponad 100 ha gospodarstwo, ale w momencie, kiedy rozpoczynałem przygodę z social mediami, kiedy zakładałem bloga, a następnie kanał na YouTube, stwierdziłem, że pójdę troszeczkę inną drogą niż kreowaną w tym wirtualnym świecie, czyli wszyscy szczęśliwi, idealni, perfekcyjni.

Wymyślając nazwę stwierdziłem, że warto troszeczkę od tego odejść i zupełnie przez przypadek, trochę taka inspiracja, takie hasło „użytkownik profesjonalny”, mówię: to jest to Rolnik Nieprofesjonalny. Żeby troszeczkę pójść na przekór!

Czyli to nie jest takie w nawiasie, ono jest takie z przymrużeniem oka! Tak to odczytuję.

Zgadza się.

Rolnik. Mnie to tak bardzo intryguje. Czy to się dziedziczy? Powiedzieliśmy, że prowadzisz gospodarstwo wspólnie z rodzicami, czyli urodziłeś się na wsi. Czy to było tak, że de facto nie miałeś innego wyboru?

Nie. Był to taki naturalny wybór, ale moi rodzice nigdy mnie o tego nie przymuszali. Wiedza, że to jest ciężka praca, która wymaga wielu poświęceń i nigdy nie usłyszałem, że muszę zostać na gospodarstwie, że to moja ojcowizna.

Wiem, że takie przypadki się zdarzają, ale teraz już naprawdę coraz rzadziej. Mam wśród swoich znajomych bardzo dużo osób, które wywodzą się z gospodarstwa, ale rolnikami nie zostają. To też trzeba czuć.

Widać to już od dziecka, od małego, że 5-6-letnie dziecko zaczyna się tym interesować, idzie na pole, do krówek, jedzie z tatą, robi coś ciągnikiem. To wchodzi w krew. Ale są osoby, które po prostu tego nie czują i dużo gospodarstw zostaje bez następców.

Są sytuacje, że są gospodarstwa 10-50, czy nawet 300 ha. Znam też taki przypadek, 300 ha to jest naprawdę dużo na nasze, polskie warunki i zostają one bez następców, więc zawód rolnik w krwi nie przewozi. Wiadomo, że te czynniki, to wychowanie na wsi w pewien sposób na te nasze decyzje wpływa, bo rodzimy się w miejscu swojej przyszłej pracy.

Gospodarstwo to z jednej strony dom, z drugiej – praca. To otoczenie jest dla nas naturalne, ale nie oznacza to wcale, że ktoś, rodząc się na gospodarstwie tym rolnikiem musi zostać, że to będzie czuł i będzie to lubił.

Gospodarstwo to z jednej strony dom, z drugiej – praca. To otoczenie jest dla nas naturalne, ale nie oznacza to wcale, że ktoś, rodząc się na gospodarstwie tym rolnikiem musi zostać, że to będzie czuł i będzie to lubił.

Intryguje mnie, czy znasz chociaż jeden przypadek w drugą stronę. Że człowiek „z miasta”, ktoś, kto nie ma korzeni rolniczych, korzeni na wsi, został rolnikiem?
Znam kilka takich przypadków. Kilka osób, które poznałem przez prowadzenie kanałów w social mediach, ale też po prostu z takiego normalnego życia. Wiadomo, że nie są to takie typowe gospodarstwa i zajmują się głównie produkcją roślinną, ale znam kilka osób, które w swoim życiu wyłapały taką zajawkę i stwierdziły, że to jest fajne i to chcą robić. Tylko tutaj też nie ma co ukrywać, że gros tych osób po prostu prowadzi życie zawodowe jedno w pracy na etacie, bądź jest przedstawicielem, prowadzi swoją firmę, a gospodarstwo jest taką drugą częścią.

Niektóre gospodarstwa są w tej formie, które były przy zakupie, czyli np. 10 ha, a niektórzy idą w tę drugą stronę, czyli te gospodarstwa rozwijają z celem, żeby to gospodarstwo stało się numerem jeden, ale nie ma co ukrywać, że dzisiaj, by zostać rolnikiem ot tak sobie jest naprawdę ciężko.

Nie ma co ukrywać, że tego kapitału naprawdę potrzeba bardzo dużo, bo chociażby sama ziemia, która kosztuje w skrajnych przypadkach 90-100 tysięcy, to już jest taki próg, który jest dla wielu osób ciężki do przeskoczenia. Nie ma co ukrywać, że na 1 ha jest ciężko coś sensownego robić.

Poruszyłeś wiele wątków, o które chciałbym zahaczyć. Mówisz, że osoby z miasta nie prowadzą typowego gospodarstwa. Masz na myśli, że to są gospodarstwa bardziej eko?

Takie ukierunkowane wyłącznie na wąską specjalizację. Często nie mają budynków, zaplecza gospodarczego i wynajmują tylko i wyłącznie usługi.

„Typowe gospodarstwo” to siedlisko, budynki, garaż. Dom – a te osoby po prostu najmują usługi, mają tylko i wyłącznie narzędzie pracy, ale nie mają swojej stałej siedziby.

Czyli taka firma, która outsourcuje różne obszary działalności, a nie prowadzi wszystkiego samodzielnie.

Dobrze. Apropo firmy – wyobrażam sobie, że gospodarstwo 100 hA – będę zgadywać. Ile potrzeba ludzi do tego, żeby je prowadzić? A ty będziesz mówił, czy jestem blisko, czy nie.

Wyobrażam sobie, że liczba ludzi inna jest latem i w zimie, ale w szczycie na polu musi pracować, przy zwierzętach – 15 osób?

Nie.

Za dużo, za mało?

Pracuję ja, moi rodzice i mamy jeszcze pomocnika. Są to więc 4 osoby – i te 4 osoby pracują praktycznie przez cały rok, niezależnie od pory – czy to lato, czy to zima.

Ilość pracowników zależy od tego, jakie prowadzimy gospodarstwo. Jeśli będziemy mieć takie nastawione na produkcję zbóż, rzepaku – tam nie potrzeba dużej ilości ludzi. Zbiór wykonywany jest przede wszystkim mechanicznie. W skrajnych przypadkach wystarczy, że te pola obsługiwać będą dwie osoby.

Wiadomo, że tutaj im więcej ha tym pracy jest więcej, ale w przypadku, kiedy prowadzimy gospodarstwa sadownicze, warzywnicze, tamta produkcja jest zupełnie inna, bardzo dużo pracy mimo wszystko jeszcze na dzisiaj jest ręczna.

Pracowników tam potrzeba więcej.

U ciebie trzeba pole zaorać, nawieźć, może kilkukrotnie. Posadzić rośliny, opryskać, zebrać plony, przygotować – znowu zaorać. 100 ha to duży areał. I to wszystko 4 osoby? Jestem pod wrażeniem.

Domyślam się, że 4 osoby, ale pracujące długo, czyli pewnie wstające o…?

Bardzo różnie. Mówię – jeśli chodzi o gospodarstwa bardzo duże, też pracę wykonują maszyny i człowiek staje się operatorem, zarządcą, ale niekoniecznie musi tę pracę wykonywać fizycznie.

Kiedyś tych osób potrzeba było o wiele więcej. Chociażby z opowieści mojego dziadka wiem, jak to wyglądało kilkadziesiąt lat temu i na 6 ha naprawdę musiało pracować 20 osób, bo pracował tylko koń, był tylko wóz, snopowiązałka w późniejszych latach.

I tej pracy ręcznej było naprawdę od groma. Teraz wjeżdża kombajn i 6 ha to są dwie godzinki, żniwa są zakończone. Tutaj ten czas jest więc o wiele krótszy, a jeśli chodzi o pory wstawania… To jest zależne od pory roku. Jeżeli jest sezon, bardzo dużo prac, czasami jest to 5:00 – sezon jesienno-zimowy – 8:00, w zależności od tego, jakie są inne obowiązki. Tutaj w przypadku hodowli, którą prowadzimy są to obowiązki każdego dnia, więc nie ma świąt, niedziel. Jeśli chodzi o prace przy zwierzętach, też nie jest całodobowa, więc tutaj zrobimy tzw. obrządek i mamy czas wolny.

Jeśli chodzi o pory wstawania w moim przypadku nie ma jednej, stałej. Jeżeli są gospodarze, którzy, chociażby prowadza hodowle krów mlecznych, tam nie ma zmiłuj się. Tam każdego dnia jest wstawanie o 5:00, czasami o 4:00. Tam musi być wszystko, co do minuty.

Czy taki gospodarz, który prowadzi hodowlę – w twoim przypadku jest trochę inaczej, bo prowadzisz gospodarstwo wspólnie z rodzicami.

Zmierzam do pytania o urlop. W sytuacji, gdy jest małżeństwo, prowadzące gospodarstwo, hoduje zwierzęta i codziennie o 5:00 trzeba zrobić obrządek – czy można sobie pozwolić a urlop?

To znowu zależy. Jeśli chodzi o urlopy – w mojej sytuacji jest to tyle dobrze, że mam rodziców, którzy są, jeśli wyjadę i na odwrót. Sytuacja jest więc komfortowa. Jeśli chodzi o urlopy typu tydzień, dwa – logistycznie jest to troszeczkę trudniejsze, ale też się da. Dużo zależy po prostu od chęci samych rolników.

Są rolnicy, którzy wyjeżdżają na urlop kilka razy w roku.

Sąsiedzi pomagają czy zatrudnia się po prostu kogoś na ten czas?

Dużo zależy do tego, w jaki sposób hodowla jest zautomatyzowana. Tak jak w naszym przypadku mamy karmienie automatyczne, także dana locha dostaje jedzenie o danych porach, w danej ilości, praktycznie nie trzeba tam być, żeby ona to jedzenie dostała. Wiadomo, że trzeba przejść, zobaczyć jak to wszystko wygląda, ale nie ma takiego musu bycia tam o określonej godzinie.

Kiedyś czy znajomi, czy sąsiedzi, czy jakaś rodzina, która też się rolnictwem zajmuje, przyjeżdżała, pomagała, ale dzisiejszy świat jest taki, że automatyzacja pozwala na tyle, że hodowle, czy ta produkcja jest na tyle zautomatyzowana, że nie ma większego problemu.

Dużo zależy do tego, jakie mamy gospodarstwo, jaką prowadzimy produkcję i czy mamy chęci.

Apropo zmian w rolnictwie. Dużo mówisz o automatyzacji, urządzeniach różnego rodzaju.

Co takiego w ostatnim czasie cię najbardziej zafascynowało? Zadaje sobie pytanie, czy działają maszyny jak odkurzacze w domu, że włączasz go i on jeździ i samodzielnie odkurza.

Czy są takie maszyny, które włączasz i one po tym polu jeżdżą, nawożą, ścinają. W sensie, że nie musisz tej maszyny prowadzić?

Na polu tak, jeszcze nie na szeroką skalę. W polu może zadziać się naprawdę wiele różnych rzeczy, których nie da się przewidzieć, ale w hodowlach są już takie maszyny, które podobnie jak odkurzacz puścisz i posprzątają twoją oborę, więc takie rzeczy już są. Jeśli chodzi o zmiany w rolnictwie jest ich naprawdę dużo i patrząc na rolnictwo, jest to taka gałąź gospodarki, która wydaje mi się, że pod względem technologii będzie rozwijała się jeszcze bardzo dynamicznie.

Porównuję to do medycyny, gdzie można zrobić kroki milowe, technologie, które zrewolucjonizują jeszcze tę produkcję, działalność, a jeśli chodzi o zmiany – jak wspomniałem o dziadku. Kiedyś pracował na koniach, ta praca polegała głównie na pracy ręcznej. Teraz praktycznie wszystko na polu jest zmechanizowane.

Porównuję to do medycyny, gdzie można zrobić kroki milowe, technologie, które zrewolucjonizują jeszcze tę produkcję, działalność, a jeśli chodzi o zmiany – jak wspomniałem o dziadku. Kiedyś pracował na koniach, ta praca polegała głównie na pracy ręcznej. Teraz praktycznie wszystko na polu jest zmechanizowane.

Mamy takie systemy, które pozwalają nam za pomocą sygnału GPS z dokładnością do 2 cm. Mamy mapowanie pól przez satelity, możemy używać dronów, nawozić z dokładnością co do kilograma w danych strefach pola. Jeżeli jedna strefa będzie potrzebowała 50 kg azotu, to dostanie 50, a kolejna, jeśli będzie potrzebować 70 – dostanie 70.

Skąd wiesz, że potrzebuje 50 czy 70?

To już wszystko jest na podstawie analizy z satelity czy takiej robionej na bieżąco za pomocą urządzeń, więc te systemy są bardzo zaawansowane. Mówimy już teraz o rolnictwie 4.0, czyli takim, które bazuje na nowych technologiach, które bardzo mocno opiera się na tym, co daje nam technika, a niekoniecznie bazuje na człowieku.

Wiadomo, że rolnik zawsze będzie tą osobą decydującą, tym zarządcą, ale ma już tyle tych narzędzi wokół siebie, które pomagają w dokonywaniu decyzji, że niekoniecznie musi opierać się na swojej wiedzy, ale może już też za pomocą aplikacji, danych te decyzje podejmować.

Brzmi to fascynująco i naprawdę w bardzo zaawansowany sposób. Jak patrzę na ciebie, to wszystko jest spójne z tobą. Jesteś młody, ale jak sobie wyobrażam tradycyjnego rolnika w moich oczach to jest to człowiek w okolicy 60 lat, może nie jeżdżący konno, ale korzystający z tradycyjnego traktora i trudno mi sobie wyobrazić, żeby on korzystał z drona, z automatyzacji. Czy to jest tak, że moje wyobrażenie jest błędne, stereotypowe, czy faktycznie widzisz taki rozdźwięk pokoleniowy, że jest to pokolenie bardziej tradycyjnych rolników i nowe pokolenie, które w tym kierunku rolnictwa 4.0 bardzo silnie idzie?

Każdy rolnik jest inny. Są tacy, którzy swoje gospodarstwa rozwijają, którzy stawiają na nowe technologie, doszukują się nowinek, ale też są tacy, którzy uprawiają te pola od 10, 20 lat w taki sam sposób jak robił to ojciec, dziadek. Tutaj nie wprowadzają wielkich zmian.

Pod względem mentalnym też jest duży podział, że część rolników jest bardziej po prawej stronie, druga idzie w innym kierunku. Jeśli chodzi o młodych, widać, że chcą zmieniać. Jeżeli decydujemy się na to, aby na gospodarstwie pozostać, chcemy robić to z jak najmniejszym wysiłkiem, żeby mieć czas dla siebie, czas dla rodziny, żeby nie mieć za kilkanaście lat problemu z kręgosłupem, co jest bardzo częste, jeśli chodzi o rolników – tutaj ten podział jest widoczny.

Jeśli chodzi o technologie, osoby starsze – tak jak np. mój tata, ciężko jest do tych technologii ich przekonać, ale w momencie, kiedy się pojawiają, nawet już sami mówią – będziemy mieli GPS-a. Może weźmy kolejną maszynę, żeby można było wszystko podłączyć, żeby to już grało?

Jeżeli pokaże się tym osobom, ze naprawdę mogą coś dzięki temu zyskać, to już potem idzie z automatu. Sam widzę po moim ojcu, który przychodzi rano na śniadanie i przegląda sobie aplikację, patrzy co się dzieje itd. 5 lat temu to było nie do pomyślenia.

Aplikacje i patrzy co się dzieje. Masz pole podłączone do aplikacji, że można zobaczyć…?

Jest aplikacja odnośnie do hodowli. Przy swoim śniadaniu już wie, która zjadła, która nie, czy wszystko jest okej. W taki sposób to wygląda.

Wow! Chciałam jeszcze spytać o aspekt eko tudzież nie. Kolejny stereotyp, który w mojej głowie funkcjonuje to jest to, że duże gospodarstwa to są takie stosując dużo nawozów, roślin GMO, to jest dla nas niezdrowe, więc lepiej się skupiać na zakupach pochodzących z gospodarstw eko.

Czy ten stereotyp jest tylko stereotypem czy jest w nim coś z prawdy? Jak byś to skomentował?

W Polsce nie możemy uprawiać roślin GMO. To jest zakazane prawnie w całej UE. Może występować handel tego typu roślinami, chociażby jeśli chodzi o soję genetycznie modyfikowaną. To jest najbardziej popularne. Uprawiać ich jako tako nie możemy.

Ma to swoje plusy i minusy, to jest temat do innej rozmowy. Duże gospodarstwo wcale nie oznacza, że tych nawozów będzie więcej. To jest efekt skali, który sobie wyobrażamy. Wiadomo, że na gospodarstwie, które będzie miało 1000 ha będzie tych worków z nawozami stało więcej, bo po prostu hektarów jest o wiele więcej niż w przypadku gospodarstwa, które ma 10 ha i to zapotrzebowanie jest zupełnie inne. Są gospodarstwa ekologiczne, które mają 50, 100, 200 ha, nie chcę wymieniać, reklamować, ale jedna z takich farm jest często reklamowana w mediach.

Nie ma czegoś takiego, że duże gospodarstwo to takie, które używa więcej chemii. My porównując się do krajów europejskich pod względem zużywania środków ochrony roślin naprawdę wypadamy bardzo dobrze. W Polsce używa się ok. 2,5 kg substancji czynnych na ha. Wiem, że to strasznie brzmi, ale w porównaniu do średniej europejskiej, która wynosi 3,5 to już mamy przeskok, a w porównaniu do krajów Europy Zachodniej, gdzie używa się 6 kg, 7, 8. Tę normę mamy 2, 3-krotnie mniejszą. Tutaj, jeśli chodzi o polskie rolnictwo, ono w dużej mierze mogłoby być zekologizowane bez jakichś większych nakładów.

Małe gospodarstwa, które zajmują się hodowlą krów mlecznych, taką ekstensywną – tam nie potrzeba wcale dużo, żeby w tę ekologię wejść.

Jeśli chodzi o gospodarstwo i gospodarzenie, o rolnictwo, jestem jak najbardziej za zrównoważoną metodą. Nie osiągania wyników, które są maksymalne, które będą do pochwalenia się, ale do takich plonów, do takiego gospodarzenia, które będzie pozwalało na ochronę środowiska, będzie pozwalało mi żyć godnie, ale z drugiej strony nie będę musiał robić wielkiego nakładu, żeby zdobyć tę tonę więcej.

Jeśli chodzi o gospodarstwo i gospodarzenie, o rolnictwo, jestem jak najbardziej za zrównoważoną metodą. Nie osiągania wyników, które są maksymalne, które będą do pochwalenia się, ale do takich plonów, do takiego gospodarzenia, które będzie pozwalało na ochronę środowiska, będzie pozwalało mi żyć godnie, ale z drugiej strony nie będę musiał robić wielkiego nakładu, żeby zdobyć tę tonę więcej.

Dla mnie lepszy jest stabilny wynik, będę mógł powiedzieć „średnio do roku będę miał ok. 5-7 ton pszenicy, niż raz, że będę miał 10, a drugiego roku będę miał 2. To nie o to chodzi.

Ale widzisz, że to jest taki szerszy trend ogólnie wśród rolników czy to jest twoje unikalne podejście?

Nie. Jeśli chodzi o rolnictwo, to to zrównoważone jest coraz bardziej powszechne i coraz więcej osób zdaje sobie sprawę z tego, że nie jesteśmy jedyni na tej planecie i musimy patrzeć też troszeczkę szerzej.

Jeśli chodzi o rolnictwo zrównoważone – to jest też modne hasło, podobnie jak ekologia, ale o wiele częściej używane w praktyce niż właśnie gospodarstwo ekologiczne, które też się rozwijają. Jeśli chodzi o gospodarstwo ekologiczne, też jest bardzo duży przeskok, jeśli chodzi o technologię, używanie środków, jeśli chodzi o w ogóle taką produkcję.

Niektórzy myślą, że jeżeli jest ekologia, to jest pielenie ręczne, masa ludzi na polu. To już tak nie wygląda. Automatyzacja pozwala na to, żeby wyjechać maszyną, która widzi poszczególne rośliny, omija swoimi grabkami tak, że chwasty są zniszczone, roślina uprawna zostaje.

Rolnictwo ekologiczne też w bardzo dużej mierze poszło do przodu.

Na LinkedInie, do którego zaraz nawiążemy, widziałam taką maszynę, która wiązką lasera niszczy chwast. Potrafi rozpoznać roślinę, która powinna tam rosnąć, a co jest chwastem i niszczy bez środków chemicznych.

Faktycznie te technologie idą do przodu w sposób niewyobrażalny.

Dużo ludzi po prostu nie ma pojęcia o tym, jak zmieniła się wieś i rolnictwo.

I dlatego rozmawiamy! Mam nadzieję, że to dotrze do jak najszerszego grona.

Zanim do LinkedIna i mediów społecznościowych, to jeszcze chciałam cię spytać o aspekt biznesowy – strategia rozwoju. Czy masz coś takiego jak strategia dla swojego gospodarstwa? Czy wiesz czym chcesz się wyróżnić? Czy to w ogóle jest możliwe?

Jeśli chodzi o moje życie, to nie mam planu, że będę mieć 30-kę i musi być zrobione to i to. Mam taki wyznacznik, że chcę, żeby moje gospodarstwo było jak największej mierze samowystarczalne i żeby dostarczać ludziom coś, czego na rynku nie ma.

Nie chcę do końca zdradzić co, bo to jest akurat w przygotowaniu, ale nie chcę, żeby to było gospodarstwo tradycyjne w 100%.

Czyli masz strategię.

Jakąś mam, ale nie mam sztywnych ram, że do tego roku to, do tego to. Moje życie stawiam troszeczkę na szale przypadku i co się stanie, to się stanie. Po prostu wykorzystują szanse. Kiedyś bardzo dużo przemyślałem. Jeśli wpadł mi do głowy pomysł, to przez następne 3 dni myślałem o tym, czy to jest dobre czy nie. Czy to się da zrobić czy nie, czy to się wypali. Teraz, jeżeli mam pomysł, robię to.

Tak przyjąłem słowa mojego znajomego. Może to zabrzmi dziwnie, ale on powiedział, że głupi na 10 pomysłów zrealizuje 10, bo nie będzie o nich myślał. Któryś mu się uda! A mądry na 10 zrealizuje 1 i ma o wiele większą szansę, że ten pomysł będzie porażką niż ten, który jest głupi.

Bardzo ciekawe. Nie wiem, czy to sformułowanie „głupi” pasuje.

Po prostu cytując kolegę. Głupi i mądry – to nie jest tu do końca dobrze użyte, ale chodzi o ten sens. Że trzeba próbować, nie zostawiać zbyt długo nad czymś, bo jeżeli nie będziemy realizować swoich pomysłów…

Bo jest też inne powiedzenie, że głupotą jest oczekiwać innych rezultatów robiąc cały czas to samo.

Zgadza się.

Trochę od innej strony, ale też pokazuje, że warto próbować zmieniać, realizować nowe pomysły.

Najważniejsze jest to, żeby samemu sobie nie podcinać skrzydeł. To, że robią to inni, to wszyscy dobrze wiemy. Ale w momencie, kiedy my sami będziemy siebie ograniczać, to sami zamykamy się w złotej klatce.

Nie podcinasz sobie skrzydeł, tylko je rozwijasz. Rozwijasz m.in. w mediach społecznościowych.

Skąd pomysł na to, żeby uruchomić kanał w social mediach?

Byłem kiedyś bardzo nieśmiały, w pewnym momencie zmieniło się to o 180 stopni. Z osoby zamkniętej w sobie, która nie lubiła wychodzić przed szereg – nagle chciałem robić więcej, pokazać się gdzieś, ale nie w celebryckim znaczeniu, tylko robić coś ponad. Nie być takim rolnikiem typowym, że tylko i wyłącznie gospodarstwo i nic więcej. Takie zmaganie się jest po prostu złe i w pewnym momencie moja znajoma powiedział „Ty tyle gadasz na każdym spotkaniu o tym rolnictwie, weź sobie bloga załóż”. Mówię: „Ala, skończmy ten temat”.

Wróciłem do domu po tygodniu i pomyślałem, że może założyłbym coś na Facebooku. To był początek, a później same osoby, które trafiły na mojego bloga facebookowego powiedziały „Załóż taki kanał na YouTube jak Słomek czy Kula, MafiaSolec”, jak dobrze pamiętam.

Ja tego świata w ogóle nie znałem. Dla mnie kiedyś YouTube to była platforma do odsłuchiwania muzyki i nic więcej. Nie wiedziałem, że życie rolnicze istnieje na YouTube. Założyłem kanał, na początku w ogóle moja regularność była straszna, trzy filmy na pół roku i potem, jak nabrałem tej regularności, pewności siebie i ten kanał powoli zaczął się rozrastać.

To też było dla mnie szokiem, bo nie wiedziałem, że ktoś będzie chciał to oglądać. Chciałem przekroczyć próg – 1000 osób. W tym momencie jest prawie 40, do tego doszedł Instagram i potem LinkedIn. Ale to założenie kanału pozwoliło mi wyjść poza swoją strefę komfortu, ale to już otworzyło mi dużo furtek, pojawiło się dużo znajomości, też zacząłem się rozwijać na innych polach, o których nie myślałem.

LinkedIna założyłam na studiach podyplomowych z marketingu. W szkole technicznej, technikum agrobiznesu, gdzie się uczyłem, marketing mieliśmy, ale to było bardziej teoretycznie. Już wtedy mnie to zaciekawiło. I dopiero jak założyłem kanał zobaczyłem, że w takim marketingowym kierunku idzie i poszedłem na podyplomówkę. Moja opiekunka roku powiedziała „Macie LinkedIna?”. Podniosłem rękę i powiedziałem, że nie mam. „Masz założyć teraz i tutaj”.

Na początku też tam nie publikowałem, bo nie widziałem do końca sensu publikowania treści o rolnictwie na medium, które rolnicze nie jest. Można powiedzieć, że rolnictwo jest egzotyką, ale w momencie, kiedy taki już nawyk publikowania z innych social mediów nie pozwolił mi siedzieć tam cicho, stwierdziłem, że warto może to rolnictwo tez na tym LinkedInie pokazywać.

Znowu powiedziałeś tyle ciekawych rzeczy, że mam przynajmniej 3 pytania.

Czy rozpoczynając przygodę z Facebookiem YouTube miałeś pomysł na to, do kogo chcesz docierać, z jakimi treściami i po co?

Czy rolnikowi potrzebny jest marketing? Mówisz o tym, że poszedłeś na studia z marketingu, więc to mnie ciekawi.

I trzy – ten LinkedIn. Trochę chciałam pogłębić ten temat.

Zaczynając od tego pierwszego!

Jeśli chodzi o Facebooka, wtedy chciałem tworzyć tylko dla rolników. Jeśli chodzi o kanały Rolnik Nieprofesjonalny, są to kanały, które są dla rolników. Nie ma treści, które mogą zaciekawić osoby z miasta. Tam przede wszystkim stawiam na merytorykę, na to, co robię, czym – dlaczego. Nie skupiam się na tym, żeby rolnictwo pokazać z super fajnej strony, żeby przybliżyć właśnie te treści odnośnie do upraw czy hodowli osobom, które się tym po prostu nie zajmują.

Bardziej zależy mi na tym, żeby wymieniać doświadczenia między mną a moimi widzami, bo też takie informacji zwrotnej często oczekuję, nawet podpytuję, co oni robią, w jaki sposób, jak coś rozwiązać.

Jeśli chodzi o LinkedIn – tam jest zupełnie inne podejście. Tam rolników nie ma. I moje myślenie na LinkedInie musi się troszeczkę zmienić, że nie mogę mówić językiem typowo rolniczym.

Nie odczytuję tak tego, żeby to był język rolniczy. Ja ciebie znam z LinkedIna!

O to chodzi. Nie mogę tam takim zawodowym językiem mówić i pisać, bo byłoby to dla większości niezrozumiałe. Staram się obrać kurs jakbym ja mieszkał w mieście i chciałbym się czegoś dowiedzieć o rolnictwie. Czyli zupełnie inaczej.

Zanim drugie pytanie. Co twoim zdaniem mieszkaniem miasta, warto, żeby dla poszerzenia horyzontów, wiedział o rolnictwie?

Po prostu, jak się produkuje. Że to, co mamy w sklepie nie jest z półki, mleko nie jest z kartonu, warzywa nie są z koszyków, że ktoś za tym stoi.

Pogłębia się ten podział między miastem a wsią, brakuje elementarnej wiedzy. Pisałem o tym na LinkedInie, że w szkołach podstawowych przydałby się przedmiot o powstawaniu żywności i o żywieniu, żeby dzieciaki już od małego wiedziały, że jak jest mleko, to za nim stoi gospodarz, który hoduje krówki. Jeżeli jest cebula, to jest ogrodnik, rolnik, który uprawia te warzywa i że on wpada w to pracę.

Często idziemy do sklepu i bez refleksji coś kupujemy, nie myślimy nad tym, co z tym produktem stoi.

Taka podstawowa wiedza – widać to w social mediach, że ludzie używają słów, których totalnie nie rozumieją, jeżeli chodzi o kontekst rolnictwa. Dla wielu monokultura – to nie jest taka, że uprawia się rośliny kilka lat z rzędu po sobie na danym stanowisku, tylko dla niektórych osób monokultura to to, że na danym kawałku pola jest tylko jedna uprawa.

Mamy rzepak – to jest monokultura. To nieprawda. Monokultura jest w momencie, kiedy rzepak rósłby po sobie na tym polu 5 lat. W momencie, kiedy rośnie tam rok, potem wchodzi inna roślina, to nie jest monokultura, ale wiele osób ma zdawkowe informacje, które bierze za całkowitą prawdę i nie stara się szukać informacji w innych źródłach.

Myślę, że to, co powiedziałeś szczególnie do mnie docierają dwie rzeczy. O podziałach, że faktycznie nie znając rolnictwa, nie znając rolników, którzy de facto są nam niezbędni do życia, po prostu – bez fryzjera damy radę, masażysty, bez wielu zawodów damy sobie radę.

Bez rolnika nie.

Zaspokajamy te podstawowe potrzeby. Ta sytuacja, która nas otacza, która teraz trochę się uspokoiła – COVID-19, też to pokazało na samym początku, że oprócz pielęgniarek i lekarzy dziękuje się rolnikom. To było bardzo widoczne i miłe, bo dużo osób zdało sobie sprawę z tego, że gdyby rolników nie było, na półkach byłby pustki.

To jest ta pierwsza rzecz, a druga to jest podstawowa wiedza o tym, skąd pochodzi jedzenie na półkach sklepowych. Faktycznie, myślę, że dzieci, które urodziły się w Warszawie, nie mają rodziny na wsi – skąd one mają wiedzieć, skąd wzięła się kasza w pudełku i czy tę kaszę się spod ziemi wyciąga, czy ona rośnie? Może to jest drzewo? Takie elementarne rzeczy.

Widzę to, że – żyję w terenie mocno agroturystycznym, piękne widoki, jeziora, lasy, Bory Tucholskie, zresztą – zapraszam. I dużo osób przyjeżdżając w sezonie wakacyjnym pierwszy raz widzi krowę, owcę. Pierwszy raz widzi ciągnik na polu i niejednokrotnie byłem świadkiem sytuacji, kiedy ja sobie pracuję na polu, a rodzinka robi sobie na tym tle zdjęcie. Bo to jest egzotyka.

Żyjemy praktycznie obok siebie, ale w zupełnie różnych światach. Wiadomo, że – mówimy teraz o takim skrajnym podziale, ale bardzo dużo osób żyjących w mieście wywodzi się ze wsi, ale to się zmienia. Teraz każde kolejne pokolenie jest typowo mieszczańskie.

Ta pamięć się zaciera.

Żyjemy praktycznie obok siebie, ale w zupełnie różnych światach. Wiadomo, że – mówimy teraz o takim skrajnym podziale, ale bardzo dużo osób żyjących w mieście wywodzi się ze wsi, ale to się zmienia. Teraz każde kolejne pokolenie jest typowo mieszczańskie.

Ta pamięć się zaciera.

Wracając do marketingu. Czy rolnik potrzebuje marketingu?

Tak. Jeśli chodzi o marketing – gospodarstwa rolne w tym momencie coraz częściej przypominają normalną firmę, która musi patrzeć na budżet, która sprzedaje swoje towary nie w punktach skupu.

Marketing pod względem sprzedażowym, ale też dla całej branży. Jeśli chodzi o rolnictwo, niestety – bardzo mocno nam tego brakuje. Brakuje dobrego marketingu, dobrego przekazu informacji i brakuje też rolnikom dobrego PR-u.

Opieramy się tylko i wyłącznie na tym, że mamy dobrą opinię albo złą.

Związki rolnicze, związki zawodowe rolników – wiem, że może teraz nie będzie dyplomatycznie i politycznie poprawnie, ale nie robią nic w tym kierunku, żeby właśnie docierać z informacją o tym, jakie jest to rolnictwo na dzisiaj.

Nie kreuje wizerunku prawdziwego rolnika, chociażby w miastach.

To prawda. Rolnik – wracając do stereotypów, to jest ktoś, kto raz na jakiś czas przyjeżdża do Warszawy i blokuje drogi, wtedy są większe korki, więc w „nie lubimy” rolników za to!

Jestem przeciw blokowaniu, więc to nie ja!

Rozumiem, że to jest potrzebne, tylko odnosząc się do tego PR-u. Jeśli ludzie z miasta nie rozumieją tych działań, które rolnicy podejmują, to widzą je tylko z takiej negatywnej dla siebie perspektywy. Nie potrafią zrozumieć, skąd one się biorą.

To do mnie przemawia, o czym mówisz.

Jeśli chodzi o strajki, o których wspomniałaś. Mamy ten problem, że ciężko strajkować na polu. To jest jedyne wytłumaczenie, dlaczego rolnicy wychodzą na ulicę, chociaż ja jestem anty działaniom tego typu, bardziej skupiałem się, żeby działać trochę inaczej. Żeby nie uprzykrzać życia ludziom, którzy nie są niczemu winni. Co z tego, że zablokują rondo, skoro zablokuję je dla pielęgniarki, dla ciebie, dla kogoś, kto jedzie do pracy i w tym momencie może tę pracę stracić, bo jego etat wisi na włosku, a kolega czeka na to, żeby to przejąć.

Jeśli chodzi o strajki, o których wspomniałaś. Mamy ten problem, że ciężko strajkować na polu. To jest jedyne wytłumaczenie, dlaczego rolnicy wychodzą na ulicę, chociaż ja jestem anty działaniom tego typu, bardziej skupiałem się, żeby działać trochę inaczej. Żeby nie uprzykrzać życia ludziom, którzy nie są niczemu winni.

Rozumiem, że to jest ostateczny sposób, żeby dotrzeć do opinii publicznej tak, żeby w mediach pojawiły się informacje.

To się zgadza, bo to widać.

Dokładnie.

Wracając do początku naszej rozmowy. Napędzani marzeniami – co ciebie w tym rolnictwie napędza i co daje ci tę pasję, którą bardzo widać?

Zmienność. W rolnictwie nie ma stałych schematów, nie ma czegoś w 100% powtarzalnego. Każdego roku w uprawach dzieje się coś innego, każdego roku zdarzają się jakieś inne, mniejsze bądź większe wpadki, wypadki.

Ta natura, która człowieka otacza, ona jest bardzo podobna do nas. Mamy nasiono, które wschodzi, jest siewka, potem dojrzewa, następnie obumiera. To jest jak cykl życia człowieka w przyspieszeniu.

Człowiek w ten sposób też może spojrzeć na swoje życie, że dużo czynników na niego samego wpływa, ale rolnictwo – przede wszystkim to, że jest takie różnorodne.

Tutaj nie można się nudzić. Nie jest tak, że rolnik orze, sieje i to jest koniec. W tym roku dzieje się naprawdę dużo rzeczy też druga sprawa, że rolnictwo brew pozorom daje duże pole do rozwoju w różnych kierunkach.

Rolnik to nie tylko rolnik. To jest agronom, to jest chemik, fizyk, marketingowiec.

Przedsiębiorca, finansista.

Tak, to jest zawód, który łączy dużo dziedzin i specjalności.

To ciekawe, o czym mówisz, bo myślę, że ja już miałam tak przed naszą rozmową, że dla mnie rolnik to zawód, który – właśnie widziałam tę różnorodność. Po tej rozmowie widzę – czy w trakcie teraz – widzę jeszcze większą różnorodność i jestem po prostu pod ogromnym wrażeniem i zupełnie inaczej będę patrzeć na rolników.

Chciałam zapytać o lekcje i porażki, bo mówisz, że zmienność i dużo wyzwań. Zakładam, że nie wszystkie wyzwania kończą się sukcesem.

Czy jest jakaś jedna lekcja, sytuacja, która nauczyła cię bardzo dużo?

Jedna nie. Nie mam spektakularnej porażki, która mogłaby się za mną ciągnąć bądź zmieniła moje życie, ale te porażki mniejsze lub większe jednak się pojawiały. Z niektórych wyciągnąłem wnioski, z niektórych – nie ukrywam, że nie. Potem kiedy nie wyciągnąłem zazwyczaj dobijało się to kolejną porażką w bardzo podobnym stylu i wtedy już naprawdę było trzeba.

Te porażki też uczą i potrafią nas zweryfikować.

Czyli porażki były, wyciągasz z nich lekcje.

Czy jest jakaś konkretna decyzja – może dwie, trzy – które uważasz, że bardzo silnie zaważyły na twoim życiu, na tym miejscu, w którym dzisiaj jesteś?

Na pewno taką decyzją jest to, że chcę tym rolnikiem być. Przede wszystkim. W ostatnich latach propozycji innego typu było naprawdę bardzo dużo, nie ukrywam, że niektóre były ciekawe, niektóre dawały jeszcze większe możliwości, ale stwierdziłem, że jeżeli chcę być tym rolnikiem, czuję to i się w tym spełniam, zostaję przy tym.

Wiadomo, że w sferze zawodowej tych decyzji, przede wszystkim finansowych było bardzo dużo. Decyzje, które gdzieś tam wpływały na produkcję, na rodzaj prowadzenia produkcji też, ale jeżeli chodzi o życie prywatne, mam nadzieję, że najważniejsze decyzje jeszcze będą przede mną.

Trzymam kciuki! I tak zupełnie na koniec chciałam zapytać o twoje marzenia. I takie rolnicze, i może pozarolnicze, jakbyś mógł się z nami podzielić?

Pozarolnicze – na pewno założenie rodziny. Wiem, że tradycyjnie to zabrzmi, ale o tym już powoli myślę.

Piękne marzenie!

Jeśli chodzi o sferę zawodową, myślę, że na gospodarstwie wszystko będzie się działo samo, ale łącząc już gospodarstwo ze swoją pracą w social mediach, stworzenie programu i to marzenie może się zrealizuje, już nawet niedługo. To takie marzenie, które było bardzo wysoko na liście, a jednak życie pokazuje, że ta lista może być bardzo skrócona i może się spełnić bardzo szybko.

Bardzo mocno trzymam kciuki za te marzenia. Podlinkujemy pod tym podcastem twoje media społecznościowe, żebyście Wy również mogli trzymać kciuki i obserwować dalsze poczynania Michała.

Dzięki serdeczne za rozmowę.

Dziękuję również!

Do zobaczenia!

Do zobaczenia!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top