fbpx

NM 9: Czy optymizm zawsze pomaga w realizacji marzeń? Rozmowa z dr Ewą Jarczewską-Gerc

  • 00:57:22
  • 28 stycznia 2020
  • 78,9

Czy optymizm zawsze wspiera nas w naszych marzeniach? Jakie mechanizmy psychologiczne pomagają, a jakie przeszkadzają nam w osiąganiu celów i spełnianiu marzeń? Do rozwinięcia tego tematu zaprosiłam dziś eksperta z SWPS, czyli dr Ewę Jarczewską-Gerc. To niezwykle merytoryczna rozmowa, która z pewnością pomoże Ci w realizacji Twoich planów.

W odcinku “Czy optymizm zawsze pomaga w realizacji marzeń?” z dr Ewą Jarczewską-Gerc rozmawiamy o tym:

  • Jakie są rodzaje optymizmu i czym się różnią;
  • czym jest neuroplastyczność i jakie daje możliwości;
  • czy pesymizm jest zły;
  • jak ćwiczyć bycie odważnym;
  • jak odróżnić ryzykanctwo od odwagi i otwartości;
  • czy warto stawiać sobie cele i jak to robić;
  • jak utrzymać motywację do realizacji celu;
  • dlaczego warto się zmusić, kiedy nam się nie chce;
  • czym się różni motywacja wewnętrzna od zewnętrznej?

 

 

 

Mam nadzieję, że ta rozmowa pomoże Wam w wyznaczaniu i planowaniu kolejnych celów oraz w ich realizacji z ogromną motywacją i zapałem!

Dla mnie każda minuta była niesamowicie odkrywcza i już obmyślam, jak zastosować te informacje w realizacji moich kolejnych marzeń.

Czy Ciebie też tak zainspirowała? Daj znać w komentarzu i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Istotne pojęcia wymienione w nagraniu:

Książki polecane w tym odcinku:

Więcej o dr Ewie Jarczewskiej-Gerc znajdziesz tutaj:

Inne nagrania z dr Ewą:

optymizm, marzenia, kobiety rozmawiają

Podcast Napędziani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Do usłyszenia, Asia!

Transkrypcja odcinka Czy optymizm zawsze pomaga w realizacji Marzeń? Rozmowa z dr Ewą Jarczewską-Gerc:

Dzień dobry. Dzisiaj, spotykamy się z Panią doktor Ewą Jarczewską- Gerc – psychologiem. Pani doktor specjalizuje się, w tematach motywacji w tym, jak osiągać cele, jak sprawiać, żeby marzenia się realizowały, żebyśmy byli w stanie je spełniać.

Tak jest. Witam serdecznie.

Zanim przejdziemy, do tego tematu chciałabym, zadać pytanie. Nurtuje mnie, od dłuższego czasu i pomyślałam, że to jest idealna okazja, żeby uzyskać na nie odpowiedź. Czy optymizm, jest cechą charakteru czy umiejętnością?

Jedno i drugie. Są dwa rodzaje optymizmu. Optymizm aktywny, który polega na tym, że nastawiamy się na osiągnięcia, zadania- stawiamy sobie pewne cele, do których dążymy i wierzymy w to, że możemy to zrobić. Drugi rodzaj to optymizm bierny. Polega na tym, że marzymy, fantazjujemy, ale przy tym pozostajemy.

Czekamy, aż siła zewnętrzna wesprze nas, na tyle, żeby ten cel osiągnąć. Z punktu widzenia motywacji, to jednak to, co działa- czyli optymizm aktywny. Optymizm bierny, nie jest czymś złym. Może pomagać, w sytuacjach, w których nie mamy kontroli, jednak takich sytuacji, jest bardzo mało. Zazwyczaj, mamy kontrolę i mamy wpływ, na różne sytuacje. Zachęcam, do aktywnego optymizmu, żeby szczęściu pomagać.

To jest tak, że albo optymizm aktywny, lub bierny?

Osoby lękowe, są bardziej pesymistyczne.

Nie, jednak osoby, które stosują optymizm bierny, raczej unikają aktywnych form działania, natomiast Ci, którzy są aktywnymi optymistami, czasem przejawiają, bierne myślenie. Pytanie, czy z nią przychodzimy na świat, czy też wypracowujemy, można porównać do pytania, „czy ciasto robi się z cukru, czy z mąki”. Mamy, pewne predyspozycje biologiczne, które są skorelowane z lękiem.

Osoby lękowe, są bardziej pesymistyczne. Mamy ogromne pole do działania, ponieważ za sprawą takich mechanizmów, jak neuroplastyczność, czy neurogeneza, wpływamy na swoją biologię. To nie jest tak, że my siebie nie możemy zmienić. Myślenie to proces biochemiczny, więc myśląc w dany sposób, wpływamy również, na nasz układ nerwowy. Możemy się pobudzać i uspokajać.

Padły tutaj dwa, trudne słowa: Neuroplastyczność i neurogeneza, czy moglibyśmy, trochę je rozwinąć?

Odnoszą się one do tego, że nasz mózg, nie jest stałym narządem, w tym sensie, że jesteśmy określeni i tacy już musimy być, często bywa to wymówką. Bardzo często, stosujemy to, żeby uzasadniać swoją bierność, swoje porażki. Porażki są cudowne, ponieważ czegoś nas uczą. Są to procesy, tworzenia nowych połączeń, między neuronami, ale też tworzenia nowych, komórek nerwowych.

Za czasów, kiedy studiowałam, było to dość kontrowersyjne, teraz wiemy, że takie procesy w mózgu się odbywają. Jest cała dziedzina nauki, zwana „Neuronauką”, jest też tak zwana „Neuropsycho Immunologia”, która określa, jaki jest związek pomiędzy tym jak myślimy i jakie emocje czujemy, jak funkcjonuje wtedy, nasz układ nerwowy, ale również odpornościowy. Okazuje się, że kwestia bycia optymistą, wpływa na siłę układu nerwowego. Optymiści, mają silniejszy układ immunologiczny.

Możemy kształtować to, w jakim stopniu jesteśmy optymistą, w jakim pesymistą, ale co jest lepsze? Dla spełniania marzeń założyłabym, że lepiej być optymistą aktywnym, ale czy to jest rzeczywiście prawda?

Tak, optymiści aktywni, nie tylko marzą o tym, żeby gdzieś pojechać, czy coś fajnego zrobić, tylko zamieniają to w cele. Cel ma taką właściwość, że powinien być określony, na przykład: „Chciałabym pojechać do Indii”, a cel jest taki, że „ w sierpniu pojadę do Indii”. Taka jest różnica, pomiędzy marzeniem a celem. Nie deprecjonowałabym pesymizmu, bo są też dwa rodzaje pesymizmu. Jeden nazywamy pesymizmem biernym uważamy, że wszystko jest bez sensu, w każdym rozwiązaniu staramy się, znaleźć jakiś problem, widzimy wszystko w czarnych barwach. Posiada zarys depresyjny, trudno wynieść coś dobrego, z tego rodzaju pesymizmu.

Może mieć to pewne funkcje, na chwilę zatrzymywać człowieka, szczególnie kiedy jest w dużym pędzie, czy dużo działa.Takie stany depresyjne mówią, żeby na chwile się zatrzymać i spojrzeć na sytuację, z innej perspektywy. Drugi rodzaj pesymizmu, zwany defensywnym, czyli obronnym, polega na wyobrażaniu sobie negatywnych, konsekwencji po to, żeby przewidywać trudności lub przeszkody, które mogą pojawić się, na drodze do realizacji celu. Dzięki temu tworzymy plan, na wypadek niepowodzenia.

Teraz wiemy, że pesymizm, posiada również wartościowe cechy. Czy można je ze sobą łączyć? Czy można, być jednocześnie optymistą i pesymistą?

Pesymizm defensywny, w konsekwencji prowadzi, do pozytywnych wyników. Zawiera w sobie element, przewidywania sytuacji. Gloryfikujemy pozytywność, a przecież natura wyposażyła nas w różne stany, po to, żeby nam pomóc. Istnieje zjawisko asymetrii, pozytywno- negatywnej, które oznacza, że dla nas do przeżycia, bardziej diagnostyczne są emocje negatywne. Mogą sprawić, że przestraszymy się czegoś i w odpowiednim czasie zareagujemy. Jestem fanką odwagi, ale oczywiście, zachowanie powinno być adekwatne do sytuacji.

Usłyszałam kiedyś, że warto podejmować ryzyko, ale nie warto, działać ryzykancko.

Najczęstszą reakcją ludzi, kiedy pojawiają się kłopoty, jest wycofywanie się.

Ryzyko, a działanie ryzykanckie, to są dwie różne rzeczy. Ryzyko może dotyczyć tego, że coś stracimy lub komuś się nie spodobamy, natomiast ryzykanctwo jest zupełnie czymś innym. Przejawy zachowań ryzykanckich, często są objawem braku zdrowia neurologicznego i na przykład uszkodzeń kory przedczołowej. Obserwuję, w jaki sposób wychowujemy młodych ludzi, sama jestem mamą, cały czas mam kontakt z dziećmi, również zawodowo.

Uczymy tchórzostwa życiowego, niezwiązanego z ryzykiem, tylko ucieczki przed problemami. Najczęstszą reakcją ludzi, kiedy pojawiają się kłopoty, jest wycofywanie się. Zachęcam ludzi do tego, żeby byli odważni, żeby mówili to, co myślą i nie bali się mylić. Cudowne jest to że możemy zmienić zdanie, możemy się czegoś nowego dowiedzieć. Zachęcam do odwagi, ponieważ jest ona otwartością głowy, na poznawanie świata.

Jak możemy tą odwagę ćwiczyć, wypracowywać? Kiedy zauważamy u siebie, zachowania defensywne, wycofujące się w różnych sytuacjach, a chcielibyśmy być bardziej odważni? Szukając, praktycznych wskazówek, jak możemy to zrobić?

Po pierwsze, jeśli rozmawiamy, na przykład z rodzicami, osobami, które wychowują dzieci, czy są nauczycielami, bądź mentorami, odpowiednie będzie zachęcanie do konfrontacji z przeciwnościami, towarzysząc im w takich sytuacjach, dając wsparcie, pomagając w poszukiwaniu rozwiązań i zachęcając do tego, żeby w aktywny sposób te sytuacje rozwiązywali. Jeśli chodzi o nas samych, każdy moment jest dobry, żeby się zmienić.

W każdym wieku zmieniamy się w sposób bierny i możemy robić to też w sposób aktywny. Jedną z technik, jest zastanowienie się, co w danej sytuacji zawsze robię, a czego bym nie zrobiła i spróbować zrobić właśnie na odwrót. Zastanowić się, z jakich powodów tak robimy, może jest czas na to, żeby zrobić coś trudniejszego, bo być może reagowałam w określony sposób, dlatego że, było to dla nas łatwiejsze. Kształtowanie odwagi, polega na tym, żeby zrobić inaczej, może trudniej, ale może coś się z tego dowiem lub nauczę.

Czyli to taka samoświadomość, zatrzymanie się i zastanowienie przed podjęciem działania, ponieważ działamy automatycznie?

Nosi to nazwę „Uważności poznawczej”, mamy dwa rodzaje uważności. Uważność medytacyjną, która przede wszystkim, jest ukierunkowana, na optymalizację stresu, obniżenie napięcia, uczenie się panowania nad ciałem i głównie ćwiczymy ją, poprzez medytację. Drugi rodzaj to uważność poznawcza- otwarta głowa, otwartość na niepewność, na to, że mogę się mylić, skłonność do tego, żeby nie iść za stereotypem, tylko zastanowić się nad każdym przypadkiem. Polega to, na zauważaniu nowości w otoczeniu, jesteśmy otwarci na przyrodę, na to, jak wygląda nasz miasto, dzielnica czy partner.

Myślę o różnych sytuacjach życiowych, w których można to zastosować, pewnie jest ich cała masa, ale przychodzą mi do głowy na przykład takie, gdy ktoś, zaprasza nas na jakiś wyjazd, weekendowy w góry, a ja nigdy nie chodziłam po górach i nie mam pojęcia czy będę miała kondycję, więc odmawiam. Właśnie wtedy, można się zatrzymać i przemyśleć czy nie warto, byłoby zrobić to inaczej.

Dokładnie, o to właśnie chodzi. Ludzie mówią, że nie jedzą sushi, nie lubią, bo nie ładnie pachnie rybą . Uważność poznawcza polega na tym, że spróbuję, ale nie po to żeby udowodnić sobie, że mi to nie smakuje, tylko nastrajając się na to pozytywnie, szukając w tym czegoś dobrego. Przełamując się, zwróćmy uwagę na to, żeby nie było to ryzykanctwo. Bo jeśli, nie chodziłam wcześniej po górach, to muszę się do tego przygotować i zaplanować, żeby nie zrobić sobie krzywdy.

Czyli, nie od razu na Rysy tylko, na przykład w góry Świętokrzyskie?

Otóż to, stopniowe oswajanie z tą zmianą, ale też odpowiednie podejście, zapoznanie się z tym, jak się można do tego przygotować. Otworzyć się, podejść do tego, racjonalnie i z planem.

Dlaczego racjonalnie?

Podział na emocje racjonalne i irracjonalne jest fikcją, ponieważ emocje, jak i myśli przechodzą przez te same, obszary w mózgu. Oczywiście coś może być bardziej gorące czy chłodne, więc preferuję mówić, że coś jest chłodniejszego lub bardziej gorącego.

Chciałabym zapytać, może dość kontrowersyjnie, czy w ogóle warto, żebyśmy sobie te cele stawiali? Wiadomo, że jeśli chcielibyśmy na przykład schudnąć, dziesięć kilo, będzie to okupione wysiłkiem, to nie jest tak, że kiedy postanowimy chudnąć, to się stanie, tylko będziemy musieli nad tym ciężko pracować. Czy te cele są tego warte?

Oczywiście, że warto te cele, sobie stawiać.

Jestem praktykiem i obserwuję zmiany ludzi. Celem może być samorozwój, kiedy na przykład w sytuacjach wystąpień publicznych, reagowałam stresem, a jednak mój samorozwój udoskonalił moje panowanie, między innymi nad ciałem i teraz, lepiej się czuję w takich sytuacjach. Oczywiście, że warto te cele, sobie stawiać. Problem polega na tym, że stawiamy sobie cele dla wyniku, z jednej strony to dobrze, bo cel musi być właściwie określony.

Wiadomo już od lat dwudziestych, kiedy były przeprowadzone badania, na temat aspiracji, im wyżej sobie te cele stawiamy, tym więcej osiągamy. Problem polega na tym, że chcielibyśmy, żeby ten wynik był od razu. Utożsamiamy cel z wynikiem, a cel jest procesem. W praktyce, psychologicznej i zawodowej osób, które zajmują się motywowaniem ludzi, jest skupienie się na procesie.

Jeżeli uważam, że powinnam schudnąć, to tak naprawdę moim celem, powinna być zmiana stylu życia, a nie redukcja masy ciała o określoną liczbę kilogramów. Ludzie, nastawiając się na proces, mogą nastawić się na uzyskanie korzyści. Podczas np. remontu domu, wynik jest fajny, podoba się nam, ale proces bywa bolesny i trudny. Skupiając się na procesie, odnajdując korzyści, cel przestaje wydawać się nam wymagający, powoduje, że stajemy się zaciekawieni i z coraz mniejszym wysiłkiem przechodzimy przez zmianę.

Może podamy przykład z „życia wzięty”? Może być odchudzanie, które na pewno u wielu pojawia się jako cel Noworoczny. Próbując, na przykładzie, przedstawić słuchaczom, jak moglibyśmy szukać pozytywów, w tym procesie osiągania celu?

Działa nastawienie się na zdrowie – oponka, którą widzimy na naszym brzuchu, nie jest problem estetycznym.

Prowadzone są badania, na temat tego, co ludzie sobie życzą na Nowy Rok. Celowo używam pojęcia „życzą”, ponieważ chcieliby, żeby to na nich spłynęło, tu działa optymizm bierny. Od wielu lat prowadzę badania na temat odchudzania, z różnymi osobami. Wszystko zależy od naszego podejścia, od tego, dlaczego chcielibyśmy schudnąć, bo mamy np. ślub i chcemy dobrze wyglądać, to szansa na to, że będzie trwałe, jest marna. Może to być efektywne, ale jeżeli robiłyśmy to tylko po to, niestety potem wracamy do złych nawyków i swoich przyzwyczajeń, pojawia się wtedy efekt „Jojo”.

Tyjemy, czasem bardziej, niż przed sytuacją, kiedy zaczęliśmy chudnąć. Działa nastawienie się na zdrowie- oponka, którą widzimy na naszym brzuchu, nie jest problem estetycznym. Mało osób wie, że komórki tłuszczowe, które są na brzuchu, powodują stany zapalne wpływające na biochemię całego organizmu. Potęgują osłupienie w mózgu, można mieć problemy z uwagą lub koncentracją. Ważniejszy jest problem zdrowotny niż estetyczny.

Mówię o tym dlatego, że w sytuacji, kiedy motywem, podjęcia tego zadania, najważniejsze staje się zdrowie i długie życie, ma to wtedy sens. Ludzie, kierując się motywem zdrowia, ale też zmiany stylu życia, a nie tylko odchudzania oraz koncentrując się na procesie, zmiana jest trwalsza. Istotny w realizacji celu, jest proces. Pytała Pani jak polubić ten proces?

Tak.

Nawet przy nadwadze, można być niedożywionym, z powodu braku witamin i składników mineralnych w diecie.

Przypomina mi się, taka historia, kiedy to bardzo otyła kobieta, podjęła decyzję, o tym, że schudnie. W wieku dwudziestu sześciu lat znajdowała się, w sytuacji zagrażającej życiu, a miała rodzinę. Pamiętam jej obrzydzenie, na widok stołu uginającego się pod produktami, które w trakcie diety, musiała konsumować. Dotychczas spożywała tylko, tak zwane jedzenie śmieciowe, które nas w żaden sposób nie odżywia.

Nawet przy nadwadze, można być niedożywionym, z powodu braku witamin i składników mineralnych w diecie. Początek był trudny, nie wiedziała jak przygotować z takich produktów, coś do jedzenia, twierdziła, że nie czuła smaku tych potraw, a przecież każde warzywo ma swój smak. Używamy nadmiaru przypraw, którymi przysłaniamy właściwy smak warzyw.

Kobieta postanowiła podejść do tego, z pozytywnym nastawieniem, trwało to trzy tygodnie, zanim przestawiła się, na nowe jedzenie, po tym czasie stwierdziła, że jej to naprawdę smakuje. Poczuła, rzeczywisty smak potraw. Bardzo ważne jest pozytywne nastawienie, my sami musimy chcieć dokonać zmiany. Jest grupa osób, które odchudzają się jakby za karę. Niby sami sobie ten cel stawiają, ale jednocześnie są nieuprzejmi dla otoczenia, ponieważ są obrażeni, na to, że muszą się odchudzać.

Czyli, pozytywne nastawienie i czas. Gotowość, na to, żeby ten wysiłek podejmować. Próbować tego, co nam nie smakuje lub nie lubimy, ale jest szansa na to, że za jakiś czas nam posmakuje.

Dokładnie tak, dlatego warto, jest się przełamywać, to co początkowo nam kompletnie się nie spodoba, poprzez pozytywne nastawienie może okazać się, że sprawia nam przyjemność.

Jako nastolatka, słodziłam herbatę trzema łyżeczkami cukru. Wiedziałam, że to jest niedobre. Chciałam ograniczyć ten cukier i stopniowo, zmniejszając jego ilość, ograniczyłam, a teraz nie wyobrażam sobie wypić herbatę z cukrem. Drugim przykładem z mojego życia było bieganie. W pewnym momencie, poczułam, potrzebę uprawiania sportu w formie, dla mnie wygodnej, czyli biegania.

Na początku, okazało się to dla mnie bardzo trudne. Początkowo przeplatałam bieganie z chodzeniem, trzy minuty biegu i trzy chodzenia, stopniowo wydłużając czas przeznaczony na bieg. Dzisiaj nie wyobrażam sobie, takiego tygodnia, żeby nie wyjść na zewnątrz lub wejść na bieżnię i nie pobiegać.

Ogromną rolę, odgrywa systematyczność i konsekwencja.

Ogromną rolę, odgrywa systematyczność i konsekwencja. Często jest tak, że zapalamy się, jest energia, jest fajnie, jestem nastawiona na efekt, ale tych efektów na początku nie ma, szczególnie przy tych trudnych celach. Cechą charakterystyczną jest to, że wymagają od nas nakładów, tu i teraz, a ewentualne zyski, odroczone są w czasie. Uważam, że powinniśmy, używać do takich celów, słowa muszę, a nie chcę i będę to robić systematycznie, za pewien czas się okaże, że już nie muszę tego robić, tylko chcę.

Rezygnujemy z osiągania określonego celu, bo na początku była pozytywna energia, która z biegiem czasu się wypaliła i nie podtrzymujemy tego działania. Najważniejsza jest wytrwałość w podtrzymaniu działania. Często dla porównania tego używam metafory „ogniska”. Jestem na ognisku, wrzucam drewno, ono płonie, ale w pewnym momencie, zaczyna się wypalać, więc idziemy spać, pójdźcie na drugi dzień w okolice tego ogniska, zobaczcie co tam leży. Tam jest popiół, tam nic nie ma. Dotknijcie ten popiół, on znika w palcach, tak samo jest z naszą energią do działania. Potrzebujemy, żeby znowu tam nanieść „drewna” i ją podsycić.

Naturalne jest, że wszystko w życiu się wypala, wypalenie zawodowe czy domowe, też na tym polega, że nie masz już tej energii, tego „płomienia”. Czerpiemy bardzo dużo energii z drugiego człowieka, dlatego chodzimy na różnego rodzaju mowy motywacyjne, słuchamy ludzi, którzy coś ciekawego opowiadają, bo potrafią nas skłonić do zmiany, ale oni nie decydują o tym, czy wytrwamy, tylko my jesteśmy w stanie to zrobić. Nauczyć się, żeby tą energię odtwarzać, podsycać ten płomień, który spowoduje, że w tym wytrwamy.

Zachęcam do systematyczności. Nasz mózg, nasz umysł będzie robił wszystko, żeby w momencie, kiedy jest nam trudno, nas od tego odwieść. Będzie nam to przeszkadzało, bo pojawią się jakby, dwa głosy głowie, z których jeden będzie chciał nas zniechęcić. Badania potwierdzają, że właśnie aktywność regularna, wspiera te dwa procesy neurogenezy i neuroplastyczności. Z reguły jest tak, że jeśli wybieramy, tą łatwiejszą drogę, później źle się z tym czujemy, pojawia się poczucie winy i rozczarowania sobą, Społeczeństwo chronicznie cierpi, na problemy z samokontrolą, czyli kontrolowaniem własnych działań. Sprawdzanie siebie, czy zrobiłam to, co sobie założyłam.

Nie to co, chcę dzisiaj, tylko to, co z planu wynika, że muszę.

Problem polega na tym, że to co chcemy, tu i teraz, jest w sprzeczności z tym, co my chcemy za chwilę. Niektórzy mówią, że trzeba żyć teraźniejszością, bądź tu i teraz bo nie istnieje przyszłość. Przyszłość, to jest teraźniejszość, tylko za chwilę, o ile nie odejdziemy ze świata, to ta przyszłość, kiedyś będzie teraźniejszością,to znowu jest wymówka, oszukiwanie siebie, żeby sobie odpuścić.

To bardzo ciekawe, bo jest bardzo dużo, takich głosów, żeby pozbyć się, tego muszę, przerzucić się na myślenie, że chcę to zrobić. Robię to,bo chcę a nie dlatego, że muszę, a Pani mówi o innym podejściu.

Absolutnie tak. Brałam udział w pewnym wydarzeniu, występował tam mój dobry znajomy, pułkownik polskiej armii, obecnie w stanie spoczynku, opowiadał o sile mentalnej, co tak naprawdę na tą siłę wpływa i czym ona jest. On sam, na pewno tej siły miał dużo, dowodził armią podczas wojny w Afganistanie i Iraku. Jego konkluzją tego występu było to, żeby polubić, słowo muszę. To jest ten paradoks, jak można lubić słowo muszę?

Właśnie czasem, jeżeli nie będziesz lubił tego słowa, to i tak będziesz musiał coś zrobić, ale wykonanie tego, zabierze ci więcej energii, kiedy je polubisz i spróbujesz spojrzeć z innej perspektywy, to przynajmniej poniesiesz niższy koszt energetyczny. Muszę wynika z rozbieżności pomiędzy, tym czego ja chcę teraz, dla mojego samopoczucia, a tym jakie cele czy zobowiązania, powinnam teraz realizować. Pozostaje to ze sobą w sprzeczności, oczywiście w perspektywie, mogę sobie zaplanować fantastyczne wakacje i do tego pięknego wyniku dojdzie, będzie plaża, słońce i piękna przyroda.

Zazwyczaj jest tak, że my chcielibyśmy, żeby pokrywało się nam idealnie dobre samopoczucie i działanie. Tak nie może być, bo działanie, wymaga wysiłku, ale są i tacy, którzy wchodzą, już na taki poziom motywacji, że oni lubią wysiłek. Byłam również, na takim wydarzeniu, na politechnice, które polegało na tym, że różni praktycy, ludzie, którzy osiągnęli jakiś sukces i opowiadali studentom, jak do tego doszli. Był jeden Pan, francuz mieszkający w Polsce od lat, jeden z szefów, francuskiej sieci sklepów, który otrzymał pytanie od strony publiczności, co wpłynęło na jego sukces? To, co powiedział, było fantastyczne i idealnie wpisuje się w to, co badam i obserwuję w praktyce. Powiedział, że zawsze lubił strefę dyskomfortu.

Mamy niedosyt, że mogło być jeszcze lepiej.

Tak, czujemy pewien niedosyt. Natomiast mówił, że jak pojawiały się jakieś trudności, które są wpisane, we wszystko, co robimy, nie uciekać przed trudnymi sytuacjami i próbować znajdować w nich rozwiązania. Powoduje to, że budujemy w sobie wysokie poczucie sprawczości, skoro potrafimy pokonać własną słabość.

Idealny, będzie tu mój przykład z bieganiem, to nie jest tak, że ja zawsze chcę, ale mam rozplanowany trening i wiem, że muszę. Jestem szczęśliwa, kiedy już pobiegnę, bo wiem, że go zrealizowałam.

Dokładnie, tak.

Wrócę jeszcze na chwilę, przykładu z odchudzaniem. Mówiła Pani, że warto, mieć głębszy powód postawienia sobie celu, żeby nie chudnąć po to, żeby się zmieścić w sukienkę, tylko żeby prowadzić zdrowy styl życia. Miałam taki czas, kiedy poszłam do dietetyka z takim celem, że chcę schudnąć pięć kilo.

Pani dietetyk powiedziała mi, że pod względem medycznym nie wynika, że jest taka potrzeba. Przekonywałam ją, że po prostu chcę to zrobić, bo będę lepiej się, ze sobą czuła. Poradziła mi, żebym zapisała sobie kilka powodów, dla których tak naprawdę chce schudnąć i co dzięki temu zyskam. Pomóc może zrozumienie motywacji.

Są zawody, na przykład nauczyciele, gdyby oni nie wierzyli w to że ich praca coś zmienia, odchodziliby z zawodu, bo ich zarobki nie są rewelacyjne i nie idą tam dla pieniędzy, tylko większość z nich ma poczucie jakiejś misji.

Dla mnie, jest proste na to stwierdzenie, nadawanie sensu i znaczenia. W nasze funkcjonowanie poznawcze wpisane jest, poszukiwanie tego sensu. Mówimy tutaj o motywacji wewnętrznej, kiedy samo działanie jest dla nas przyjemne. Druga sytuacja, kiedy jesteśmy motywowani wewnętrznie,to kiedy robimy coś, co wiąże się z realizacją, ważnej dla nas wartości, nie musi to być przyjemne. Często podaję tu przykład opieki nad seniorem, który leży i trzeba się nim opiekować. Same czynności nie muszą być przyjemne, trzeba go myć, karmić, ale kiedy mamy świadomość, że dzięki temu jesteśmy dobrymi ludźmi, to jesteśmy motywowani wewnętrznie.

Zewnętrznie, motywowani jesteśmy wtedy, kiedy robimy to dla zewnętrznych, względem działania czynników, na przykład odchudzając się dla sukienki, czy imprezy, aczkolwiek nawet sukienka, może mieć znamiona wewnętrzne, czując się dobrze, będziemy doświadczać pozytywnych emocji, nasza samoocena wzrośnie. Steruje nami pewna mikstura, tych motywów, zarówno wewnętrznych, jak i zewnętrznych. Bez wątpienia, nadanie sensu, znaczenia, odnalezienie wyższej idei w tym, co robimy, ułatwia nam działanie.

Są zawody, na przykład nauczyciele, gdyby oni nie wierzyli w to, że ich praca coś zmienia, odchodziliby z zawodu, bo ich zarobki nie są rewelacyjne i nie idą tam dla pieniędzy, tylko większość z nich ma poczucie jakiejś misji. Zmieniają życie, tego człowieka, uczą czegoś. Łatwiej jest podtrzymać ten płomień, kiedy mamy poczucie, że jest sens w tym, że my to robimy. Ma to też swoje minusy, bo jeżeli nadmiernie skupimy się na sensie, a nie na procesie działania np. idąc w góry, zdobywając ośmiotysięcznik a będziemy myśleć o idei, a nie o kolejnym kroku, to możemy tam po prostu nie dojść. Czasem jest tak że, jak się już zdecydujemy na trudne działanie, to warto jest się skupić, na samym procesie. Nie zastanawiać się nad tym, po co to robię, a dlaczego? Musimy skupić się na procesie, a nie na kolejnym kroku.

Bardzo ciekawe. Gdyby ktoś chciał pogłębić, rozumienie tych aspektów, doskonalić się w stawianiu sobie celów i drogi do ich realizacji, to jaką książkę, osobę, jaki film? Co by Pani poleciła, gdzie można tę wiedzę zdobywać?

Wierząc że jesteśmy tacy, bo tacy się urodziliśmy i już nie możemy cokolwiek z tym zrobić, powoduje to, że pewnego rodzaju porażki nas demobilizują.

Bardzo dużo możemy czerpać z kina. Ostatnio byłam z dziećmi na filmie „Kraina Lodu 2” i uważam, że to jest film w czystej postaci o motywacji, o tym, że warto poszukiwać siebie, wytrwale dążyć do swoich celów i je osiągać. W kinie bardzo często widzimy przykłady, które pokazują nam, że każdy jest kowalem swojego losu i warto za swoim celem podążać.

Jeśli pytamy o książkę, jest kilka takich pozycji, między innymi książka „Nowa psychologia sukcesu” Carol Dweck, amerykańskiej psycholog edukacji, która od pięćdziesięciu lat zajmuje się wyjaśnianiem, dlaczego na niektórych porażka działa mobilizująco a na innych demobilizująco, od czego to zależy. Okazuje się, że między innymi od tego, czy wierzymy w zmienność świata i od siebie. Wierząc, że jesteśmy tacy, bo tacy się urodziliśmy i już nie możemy cokolwiek z tym zrobić, powoduje to, że pewnego rodzaju porażki nas demobilizują. Natomiast otwartość, że możemy się jednak zmieniać, powoduje, że w porażce czy trudnej sytuacji staramy się znaleźć sens i dokonać pewnej refleksji.

Na pewno „Siła woli” Roy F. Baumeister. Bardzo fajna książka dotycząca samokontroli tego, jak to się dzieje, że wszyscy chcemy, a potem nie robimy. Problemem współczesnego społeczeństwa, jest to, że mamy problem z niedoczynnością motywacji. Ludzie mają problemy z alkoholem, nadmiernym jedzeniem, narkotykami, jakbyśmy mieli silną samokontrolę, nie byłoby tych kwestii i tych problemów społecznych. Jestem na bieżąco ze statystykami, jeżeli chodzi o zdrowie psychiczne i jest coraz gorzej.

Można powiedzieć, że pomiędzy dwadzieścia dwa a trzydzieści trzy procent polskiego społeczeństwa, na jakimś etapie swojego życia cierpi, albo będzie cierpiało na poważne problemy psychiczne. Po literaturę na pewno warto sięgać. Jest też książka „WOOP” Gabriele Oettingen. Gabriele Oettingen, jest niemiecką badaczką motywacji, która stworzyła swoją własną koncepcję dotyczącą, wytrwałości osiągania celów. Książka w języku polskim opisuje tę metodę, bardzo też ją polecam.

Podlinkujemy wszystkie te tytuły w notatkach do podcastu.

Jest jeszcze jedna książka, którą bardzo polecam, „Wspieraj swój mózg- odmładzaj się” Daniel Amen. On jest wprawdzie neuropsychiatrą, natomiast mówi o behawioralnych, psychologicznych czynnikach, które wpływają na zdrowie naszego mózgu.

Podsumowując naszą rozmowę, czy jest jakaś jedna, specjalna myśl, którą chciałaby Pani przekazać naszym słuchaczom, naszym widzom?

Przede wszystkim, chciałabym zachęcać ludzi do niezależności, żeby to było ich marzeniem i celem.

Przede wszystkim, chciałabym zachęcać ludzi do niezależności, żeby to było ich marzeniem i celem. Jeżeli to się uda, będż w stanie postawić sobie każdy cel i go zrealizować. Mówię o niezależności, a nie o byciu sobą, dlatego że nie istnieje coś takiego. Stajemy się sobą, każdego dnia. Cały czas dynamicznie się zmieniamy, w pewnym procesie stajemy się sobą. Natomiast czym innym jest, to co możemy określić niezależnością. Poszukiwanie własnych marzeń, własnych celów, inspirując się, kształtując poczucie, że jesteśmy odrębną jednostką.

Chodzi też, o tą wewnątrz sterowność? Żeby nie być sterowanym, przez rodzinę, szefa, kogoś, kto nam narzuca własne plany na naszą osobę?

Życie jest badaniem, badamy samych siebie każdego dnia…

To jest niemożliwe, żeby oczekiwania innych, na nas nie wpływały.Trudno, powiedzieć mając czterdzieści lat, co było inspiracją mojego taty i mamy. Uwewnętrzniamy to na etapie naszego rozwoju i socjalizacji, natomiast są rzeczy nieco bardziej i nieco mniej zapożyczone od innych.

Jak Pani mówi o tej niezależności, czego oczekuje od nas szef, rodzice, tak, ale bez agresji, zastanawiając się, czy chcemy im to dać, czy chcemy żyć inaczej. Życie jest badaniem, badamy samych siebie każdego dnia, mamy swoje preferencje i jeśli zdecydujemy, że czujemy wewnętrzny sprzeciw, przeciwko sytuacji, w której jesteśmy, że się źle z tym czujemy, to zachęcam do tego, żeby zaplanować, i zmianę tę zacząć wdrażać.

Dziękuję serdecznie za rozmowę, zachęcam Was bardzo do tego, żebyście zajrzeli do notatek i do tych linków, podlinkujemy też inne wystąpienia Pani doktor, bo to zagłębianie wiedzy naprawdę pomoże wam w spełnianiu kolejnych marzeń. Dzięki serdeczne.

Dziękuję.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top