NM 33: Tylko jeśli spróbujesz, dowiesz się że potrafisz. Rozmowa z Sonią Rudolf – finalistką MasterChef Junior

  • 31:11
  • 19 stycznia 2021
  • 42,7 MB

Często słyszymy, że pasje można rozwijać niezależnie od wieku. Równie dużo jest historii o niezwykle utalentowanych ludziach, którzy swoje umiejętności zaczęli rozwijać już w dzieciństwie. 

Jeżeli kiedykolwiek zastanawialiście się, jak to wygląda w rzeczywistości oraz jaka jest rola rodziców w tym procesie, z pewnością zainteresuje Was ten odcinek.

Zapraszam Was na rozmowę z Sonią Rudolf, 12-latką i finalistką MasterChef Junior. Jest ona żywym przykładem na to, że pasje można zapoczątkować już w wieku kilku lat, a sukcesy osiągać niewiele później.

Zapraszam wszystkich – nastolatków i ich rodziców – do wysłuchania tej rozmowy!

W odcinku Tylko jeśli spróbujesz, dowiesz się, że potrafisz z Sonią Rudolf, finalistką MasterChef Junior usłyszycie o tym:

  • skąd wzięła się jej pasja do gotowania i jak ją rozwija;
  • jak wygląda udział w MasterChef Junior;
  • co daje udział w programie;
  • na czym polega rozwijanie umiejętności kucharskich;
  • jak zainspirować dzieci do próbowania nowych hobby;
  • jaka jest rola rodziców w rozwijaniu zainteresowań dzieci;
  • czy warto mieć pasje i marzenia;
  • i jakie inne zainteresowania rozwija Sonia.

Ogromnie się cieszę, że mogłam porozmawiać z Sobią. Była to dla mnie bardzo wartościowa rozmowa, a do tego przeprowadzona z najmłodszym gościem tego podcastu!

Szczególnie ważne jest to, by pozwalać dzieciom na podążanie własną drogą, a więc by odnosiły sukcesy i próbowały porażki. Jest to wartościowe dla rodziców, którzy mogą czasem o tym zapomnieć, zbyt zatroskani dobrem dziecka. 

Dajcie znać w komentarzach co Wam najbardziej utkwiło w głowie po tej rozmowie i do usłyszenia w kolejnym odcinku!

 

Osoby i miejsca wspomniane w rozmowie:

Więcej o Soni znajdziesz tu:

 

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Przeczytaj transkrypcję odcinka:

Cześć, Sonia!

Cześć!

Dzięki wielkie, że przyjęłaś zaproszenie do podcastu Napędzani Marzeniami. Jesteś gościem wyjątkowym! Wszyscy goście są wyjątkowi pod pewnym względem, ale Sonia jest wyjątkowa przez swój wiek.

Jesteś najmłodszym gościem i to jest fajne, bo jak się przebywa z młodszymi ludźmi, to człowiek czuje się młodszy. A poza tym jesteś niewątpliwie napędzania marzeniami.

Znam najlepiej dwie sfery twoich marzeń. To jest piłka nożna i gotowanie – i o nie chcę cię pytać, chociaż może zahaczymy również o inne tematy.

Dobrze.

Pierwszą twoją pasją była piłka nożna. Skąd ona się wzięła w twoim życiu?

Na piłkę zaprosiła mnie koleżanka z klasy dlatego, że widziała, że zabieram piłkę chłopakom, którzy grali sobie na placu zabaw. Zaprosiła mnie – bardzo mi się spodobało, więc zostałam i zaczęłam trenować.

Ile miałaś wtedy lat?

To była druga klasa, coś takiego.

Czyli to już dobre 4, 5 lat (temu), więc cię wciągnęło. Co cię wciągnęło w tę piłkę? Co jest takiego w tej dyscyplinie sportowej, co sprawia, że wciąż w nią grasz?

To jest takie coś, że za każdym razem możesz zrobić coś innego, nie ma skryptu, ale też grasz drużynowo i masz z tego fun. Po prostu za każdym razem bawisz się grą.

A masz jakiegoś idola sportowego?

W tym roku Lewandowski mi bardzo zaimponował. Nie mam ulubionego piłkarza.

A piłkarkę?

Może Ewę Pajor?

Właśnie to nazwisko też znam. Przyznam że zapraszałam Ewę Pajor do podcastu. Temat jest otwarty, więc może jak się okaże, że nas słucha, to ponownie zapraszam i mam nadzieję, że kiedyś się tutaj z Ewą też spotkamy.

Ewa Pajor, Lewandowski, czyli znane osoby. Z jakiego powodu wymieniłaś właśnie te? Wiem, że to trudne pytanie!

Bardzo dobrze grają i podoba mi się ich styl. I to, jak grają drużynowo!

Przyznam, że zaczęłam doceniać piłkę nożną jako naprawdę wartościowy sport – choć może „wartościowy” to nie jest dobre sformułowanie, ale jako taki sport trudny, wymagający połączenia wielu, różnych umiejętności, tak myślę, że ze 2-3 lata temu, jak mój syn, którego zresztą znasz też zaczął trenować piłkę, bo patrzę na piłkę jak na to, o czym wspomniałeś.

Połączenie gry czy umiejętności indywidualnych z umiejętnością gry w zespole, w drużynie. Widzę, jak bardzo ważna jest taka zręczność, po prostu i manewrowanie piłką, kondycja, ale też takie strategiczne, taktyczne myślenie.

W jaki sposób się ustawić? Do kogo podać? To nie jest tylko tak, że widzę, że tutaj przede mną jest jakaś luka, więc może podam w tę stronę, bo być może byłoby lepiej podać do kogoś innego, bo będzie to lepsze taktycznie.

Mnie to w tej piłce urzeka, zachwyca, że jest to połączenie tak wielu różnych umiejętności. Zgadza się to moje postrzeganie?

Jak już się gra tak dużo czasu, to się tego nie odczuwa, bo to wychodzi z automatu. Widzisz, że po drugiej stronie boiska możesz podać, bo tam biega jakiś zawodnik. Niekoniecznie zawsze podawać do przodu, można też znaleźć kogoś z tyłu i zbudować akcję od początku.

To jest naprawdę niezwykłe, niesamowite. Czy ty wiążesz swoją przyszłość z piłką?

Na razie nie wiem, mam jeszcze dużo czasu, żeby zdecydować. Na pewno będzie to jakaś część tego, co będę robić.

Na razie nie ważne, czy grasz w piłkę czy gotujesz, to i tak tę piłkę widać. Przechodząc do tego tematu gotowania – myślę, że w programie MasterChef twoją charakterystyczną cechą było to, że nie ważne, co gotowaliście – żartuję sobie troszeczkę, ale przy różnych okazjach ta piłka wychodziła. W komentarzach, w rozmowie.

To pewnie nie piłka dała ci impuls do tego, żeby w programie MasterChef wystąpić, tylko było to coś innego. Co?

Od zawsze lubiłam się kręcić w kuchni. Mama mnie nakręciła, żeby zgłosić się do tego programu. Powiedziała, że pójdę na casting, zobaczę jakąś kamerę, spotkam fajnych ludzi i wrócę do domu z jakimś fajnym dyplomem. Na tym się jednak nie skończyło. Pojechaliśmy do Krakowa i mieliśmy nagrania. Nie spodziewaliśmy się, że tak daleko zajdę – ale się udało! Bardzo fajnie.

To był więc pomysł mamy, mimo że mama w kuchni za dużo się nie udziela.

Od zawsze lubiłam się kręcić w kuchni. Mama mnie nakręciła, żeby zgłosić się do tego programu. Powiedziała, że pójdę na casting, zobaczę jakąś kamerę, spotkam fajnych ludzi i wrócę do domu z jakimś fajnym dyplomem. Na tym się jednak nie skończyło.

Teraz zdradzasz kuchnię domowej kuchni! Przyznam, że nie wiedziałam, że to mama ci podpowiedziała. Mama na pewno podpowiedziała, bo zauważyła w tobie tę chęć do gotowania. Domyślam się, że w domu, jeszcze zanim wzięłaś udział w castingu to już coś gotowałaś?

Tak. Sama zaczęłam gotować wtedy, gdy sama z bratem zaczęłam wracać do domu. Byliśmy głodni po szkole, trzeba więc było coś zjeść! Na początku zaczynałam od suchego makaronu czy coś w tym stylu, ale później zaczęło się to rozwijać i zaczęłam wymyślać, co jeszcze można z danych produktów z lodówki zrobić.

Czyli potrzeba matką wynalazku. Głód siłą napędową do realizacji pasji i do realizacji marzeń!

To co na początku zaczęłaś dodawać do tego makaronu?

Najpierw to był po prostu starty ser, potem jakieś gotowe pesto, później zaczęłam dosmażać jakieś szparagi, szynkę grillować na chrupiąco albo moje pierwsze danie, które wymyśliłam, czyli cukinia z mozzarellą zawinięta w szynkę parmeńską, upieczona – bardzo dobre!

Zaczęłam robić takie różne rzeczy i zawsze chciałam się udzielać w tej kuchni. Jak widziałam, że tata coś gotuje, to od razu pytałam, co mogę jeszcze pomóc. Było widać, że to mnie kręci.

Kręci cię to, że łączysz smaki, jesteś ciekawa tego, jak to będzie smakowało jak połączysz szynkę parmeńską z mozzarellą i z cukinią czy po prostu lubisz jeść?

Lubię jeść, ale lubię gotować i to się bardzo często łączy. Patrzę: o, fajnie, mam szynkę parmeńską i coś jeszcze. Mówię sobie, że spróbuję coś z tym zrobić – zaczęłam coś wymyślać, inspirować się jakimiś restauracjami, do których chodziłam z rodzicami albo jakimiś książkami kucharskimi i wtedy coś się pojawiało w głowie i po prostu próbowałam to odtworzyć.

Wracając do twoich początków w MasterChefie, to mama zauważyła, podjęłaś to wyzwanie – została zauważona twoja chęć do gotowania. Mama zaproponowała ci udział. Podjęłaś to wyzwanie, zostałaś wybrana do finałowej trzydziestki – dobrze pamiętam?

Trzydzieści sześć osób.

Trzydzieści sześć osób i pojechaliście do Krakowa, gdzie cały program trwał dosyć długo.

Jakbyś mogła opowiedzieć od kuchni – jak wygląda kuchnia tego programu? Bo to nie jest program nagrywany na żywo, tylko kilka miesięcy wcześniej. Też nie jest tak, że przyjeżdżacie i zaczynacie już pierwszego dnia gotować, tylko trochę inaczej to wygląda.

To wygląda tak, że przyjeżdża się do Krakowa, dzielą nas na grupy, mamy podstawowe szkolenia.

A co to znaczy: podstawowe?

Filetowanie ryby, obieranie krewetek albo pieczenie biszkoptu, bo to jest takie podstawowe, żeby każdy miał jakąś bazę. Każdy miał inny poziom, chcieli to wyrównać, żeby każdy miał równe szanse. Oczywiście jak ktoś bardziej rozwijał się na początku w stronę tajską albo w stronę kuchni włoskiej, no to miał tam jakieś swoje triki. To się później pojawiało w kuchni na konkurencjach.

Sama najbardziej lubię kuchnię włoską, no to swoje dania bazowałam na produktach albo na pomysłach z kuchni włoskiej. To wyglądało tak, że ja przemykałam kuchnię włoską, czyli tak naprawdę kuchnię z domu.

Jeżeli chodzi o tamtą kuchnię MasterChefa, to chodzi o to, że każdy ma w sobie coś innego. Jedni lubią akrobatykę, drudzy coś. I musieliśmy się zjednoczyć, bo tyle czasu spędziliśmy razem – całymi dniami w hotelu, więc trzeba było się zaprzyjaźnić. Tam nie było atmosfery „O, ja ciebie teraz wykluczę!”, tylko byliśmy bardziej zgraną grupą. Chodziliśmy sobie razem do kina, na basen, bo był obok, więc integrowaliśmy się dużo.

Czyli poza planem była też integracja i nie było rywalizacji, tylko więcej współpracy z tego, co mówisz, słyszę. Powiedziałaś o tych szkoleniach podstawowych. Okej, najpierw były takie podstawy – a później jak z programu na program robiliście bardziej skomplikowane rzeczy. Też mieliście takie bardziej zaawansowane szkolenia?

Później raz na parę odcinków było jakieś szkolenie. Jak się pojawiało, to nie oznaczało, że wiemy, co będzie na konkurencji, tylko na przykład na szkoleniach poruszaliśmy kuchnię tajską i jakieś eklerki, ale nie wiedzieliśmy, co tam będzie, bo mogło być coś z wcześniejszych szkoleń a mogło być coś, czego jeszcze nie mieliśmy, ale tamta produkcja nie chciała nam robić na złość. Wiedzieli, że jakoś sobie z tym poradzimy. Nie wybierali jakichś bardzo zaawansowanych dań na początek, żebyśmy mieli jakieś podstawy żeby się nauczyć. MasterChef to była dla mnie taka szkoła gotowania, szczerze mówiąc!

Sama byłam pod wrażeniem tych dań i sposobu doboru składników, wymyślania tych dań i organizacji. Myślę, że wiele osób dorosłych nie jest w stanie zaplanować zrobienia obiadu w taki sposób, że masz 3-5 minut, żeby pójść do spiżarni, wziąć wszystko, co ci będzie potrzebne i potem tak sobie rozplanować czas, żeby pod koniec przykładowych 90 minut mieć 3 różne dania. Równolegle, de facto trzeba robić 3 różne rzeczy, a na 3 różne dania może się składać 6 różnych potraw!

Danie główne to może być jakaś sałatka, mięso i do tego purée. To było dla mnie niezwykłe! Mieliście też szkolenia pod takim kątem jak się zorganizować, po prostu?

Było coś takiego, że tam też mieliśmy określoną liczbę składników do wyboru, więc większość osób wybierała podobne składniki – mieliśmy małą spiżarnię. Jednak jak się biegało do tej spiżarni w programie to było coś takiego: co mi najbardziej pasuje i co najszybciej wymyślę, i co się najszybciej zrobi, żeby zdążyć.

Sama sobie kiedyś zaplanowałam, żeby zrobić coś bardzo szybko i przez ostatnie 7 minut już pobiegłam sobie do spiżarni po śliwkę i ją zjadłam.

Było coś takiego, że zawsze, jak biegałam do spiżarni, to od razu widziałam: o, jest fajna ryba, to ją wezmę, bo kiedyś ją robiłam albo nigdy jej nie robiłam, ale fajnie byłoby ją zrobić! Była więc adrenalina – często brałam jak najwięcej składników, nie wszystkich używałam, ale żeby wziąć i mieć na zapas.

Pod wpływem serii MasterChefa, którą oglądałam z twoim udziałem – i innych serii, muszę powiedzieć, że staję się odważniejsza w kuchni. Kiedyś było tak, że wiedziałam, że chcę coś zrobić, no to wrzucałam w Google „sałatka z czymś” i szukałam przepisów. Dzisiaj jest tak, że widzę, że mam w lodówce pomidora, paprykę, fetę, to myślę, co mogę zrobić z tych składników i dużo częściej odważam się na to, żeby albo bez żadnego przepisu coś robić samodzielnie albo wpisuję sobie przepis – pomidor, papryka, patrzę co mi wyskakuje i inspiruję się tym, ale już gotuję nie dokładnie według przepisu.

To dobra droga, żeby się rozwijać w kuchni?

Tak! Zdecydowanie tak – trzeba próbować i się inspirować. Sama jak spotkałam się z Grześkiem, to powiedział mi, że najważniejsze jest inspirowanie się. Można za pierwszym razem zobaczyć przepis, ale generalnie trzeba kombinować. Można się inspirować, ale żeby nie czytać gotowego przepisu, bo to cię ogranicza.

Zdecydowanie tak – trzeba próbować i się inspirować. Sama jak spotkałam się z Grześkiem, to powiedział mi, że najważniejsze jest inspirowanie się. Można za pierwszym razem zobaczyć przepis, ale generalnie trzeba kombinować. Można się inspirować, ale żeby nie czytać gotowego przepisu, bo to cię ogranicza.

Grześkiem, czyli?

Grześkiem Zawieruchą, zwycięzcą MasterChefa, który odwiedził nas w naszej edycji.

No właśnie! Czyli inspiracja i odwaga w kuchni to jest coś, co ja biorę sobie z MasterChefa. Co ty wyniosłaś z programu tak szerzej patrząc – nie tylko z punktu widzenia samych umiejętności kulinarnych?

Pewność siebie, żeby próbować i żeby się nie poddawać, bo były takie chwile załamania się albo że byłam pewna, że będę w czołówce, a jednak się tak nie stało. To było zawsze taką lekcją, że nawet jak jestem pewna, że wygram to nie wiem, co inni mają i nie wiem, jak to smakuje, mimo że na finale Gaja mówiła – rozpłakała się – że coś jej nie wyszło, coś jej pękło a Franek był taki pewny siebie, a ja byłam taka – nie wiem, co mi wyszło, nie spróbowałam wszystkiego, zrobiłam co mogłam i tyle, niech się dzieje.

Okazało się, że to, że Gai jedna rzecz nie wyszła, to nie znaczy, że nie ma szans, bo miała szansę i wygrała. To nie jest tak, że trzeba się załamywać albo trzeba być takim bardzo pewnym siebie, no bo to wszystko zależy.

Dokładnie. To jest cenna lekcja, którą warto, żeby wszyscy słuchacze – nie ważne, ile mają lat, zapamiętali.

Ty po programie kontynuujesz swoją przygodę z gotowaniem w taki, można powiedzieć, profesjonalny sposób! Podam takie hasło: FC Gotowanie a ty powiesz, co ono oznacza.

FC Gotowanie to jest taki program kulinarny, gdzie gotuję z dobrymi kucharzami albo po prostu z kucharzami, którzy mają jakieś doświadczenie w gastronomii i pokazuję to live ucząc się od tych ludzi. Można to oglądać i powtarzać po nas.

I do kogo kierujesz te programy?

Do wszystkich, którzy nie wiedzą co zrobić w sobotę na obiad i po prostu żeby się włączyli, zobaczyli co robimy, zainspirowali się i gotowali.

Bardziej do osób, które są zbliżone wiekiem do ciebie czy szeroko zapraszasz także dorosłych?

Generalnie szeroko, ale chodzi o to, że każdy może to zrobić. Nawet ktoś typu ja albo jak ostatnio zaprosiłam moją koleżankę z klasy to ona też to umiała zrobić, więc to jest potwierdzenie, że każdy może robić to w domu. Nie ważne, ile ma się lat, to każdy jest w stanie!

Sonia, mam teraz do ciebie takie trudne pytanie. Jak opowiadasz o gotowaniu, wcześniej o piłce – jakbym cię zapytała: piłka czy gotowanie?

Oba.

Okej. Czyli to nie jest tak, że podrzuciłabyś jedno na rzecz drugiego?

Nie.

Dobra, to jedno i drugie. A czy poza tym jednym i drugim jest coś trzeciego, czwartego, piątego? Masz inne pasje? Czy w ogóle masz czas na inne pasje? A może to jest tak, że masz w głowie inne pasje a dopiero czekasz na te czas, żeby się pojawił?

Poza gotowaniem i piłką mam pasję taką, że lubię to robić, ale zdarza się to dosyć rzadko – w stosunku do gotowania i piłki, czyli granie w tenisa. Raz w tygodniu gram. Lubię też tańczyć, też raz w tygodniu. W tym roku już w ogóle, bo chodziłam w szkole – teraz mieliśmy tyle lekcji, że nie miałam jak, pokrywało mi się z piłką, więc nie mogłam chodzić. W tym roku chciałam bardzo pojechać na snowboard, bo mi się spodobało, ale nie mieliśmy szansy. Może jeszcze wczesną wiosną albo dopiero w następnym sezonie.

To jest niezwykły miks, bo od sportu przez artystyczne po kulinarne zainteresowania. Super sprawa. To nie jest powszechne, bo tak jak patrzę na inne nastolatki, to te zainteresowania jednak trochę inaczej wyglądają.

Wśród twoich znajomych co widzisz najczęściej?

Jest sporo tańca, jest szermierka – moja najlepsza koleżanka właśnie chodzi od tego roku na szermierkę – jest sporo akrobatyki, a tak to chłopaki grają w piłkę, dużo na komputerach!

Właśnie spodziewałam się, że taka będzie odpowiedź! Fortnite, Fifa, inne gry komputerowe – że to jest Tik Tok, YouTube, że bardziej w tę stronę, ale fajnie, że są takie zainteresowania, o których opowiedziałaś.

Ciebie nie ciągnie do komputera, telefonu, do tych mediów społecznościowych?

Czasami lubię sobie posiedzieć na telefonie, przeglądać jakieś filmiki albo Tik Toka, ale to jest coś takiego, że posiedzę chwilę, ale zaraz mi się to nudzi. Muszę zrobić coś innego – poćwiczyć albo zrobić sobie jakąś grę z moim bratem. Nudzi mi się siedzenie na telefonie.

Super, że ci się nudzi! Jesteś w stanie podpowiedzieć coś rodzicom, których dzieci – bo realnie słucha nas tu więcej rodziców – siedzą sporo w komputerze, w telefonie. W jaki sposób mogą swoje dzieci zainspirować do tego, żeby robiły coś aktywnego? Tak jak mama zachęciła cię do udziału w MasterChefie, to jakie inne sposoby przychodzą ci do głowy?

Mam coś takiego, że nie lubię, jak mama zachęca mnie do wrzucenia posta na Instagramie. Czasami ma rację, ale żeby nie zmuszać, ale dawać dzieciom szansę.

Bo właśnie mam tu inne pytanie z tym powiązane – jak twoi rodzice wspierają cię w tych pasjach? Pomagają czy przeszkadzają? Trochę opowiedziałaś o mamie, wspomniałaś, że podpatrujesz tatę w kuchni?

Pomagają, ale są takie rzeczy, które wolałabym zrobić sama.

To też dobre, bo rozumiem, że dają przykład, że można coś zrobić. Co masz na myśli mówiąc, że są rzeczy, które wolałabyś zrobić sama? Nie wiem, czy możesz powiedzieć!

Albo, że chcę zrobić coś sama, albo chcę coś sama zaproponować.

Bo oni za ciebie wymyślają?

Czasami tak.

To jest to trudne, myślę – po sobie też patrząc to jako rodzic, jak wiem jak to zrobić, to powiem synowi czy córce i to będzie dzięki temu lepsze. Może i tak, może będzie lepsze, ale to nie o to chodzi. Chodzi o to, żeby dać tę inicjatywę i możliwość wykazania się młodemu człowiekowi.

Dobrze, czyli inspirować, zachęcać, ale nie robić za!

Mam do ciebie takie trochę filozoficzne pytanie – czy warto mieć pasję? Czy warto mieć marzenia? Co to ludziom daje? Co to tobie daje?

Mam coś takiego, że mnie to nakręca. Lubię sporty zespołowe, dlatego że po prostu jeden człowiek nakręca drugiego. Czy warto mieć? Warto. Wtedy ma się cele i zawsze chce się być jeszcze lepszym.

Mam coś takiego, że mnie to nakręca. Lubię sporty zespołowe, dlatego że po prostu jeden człowiek nakręca drugiego. Czy warto mieć? Warto. Wtedy ma się cele i zawsze chce się być jeszcze lepszym.

Podpisuję się pod tym, co powiedziałaś i fajne jest co powiedziałaś o sportach drużynowych, bo faktycznie nie patrzyłam od tej strony na te sporty. Wracając do tego, co powiedziałaś na samym początku, że koleżanka wciągnęła cię w piłkę nożną, to myślę, że też można podpowiedzieć słuchaczom, innym nastolatkom, że jak jest coś takiego, co lubicie robić, to możecie się zapytać swoich znajomych czy nie chcieliby spróbować.

I w drugą stronę – jak ktoś szuka pasji dla siebie, może się rozejrzeć po znajomych co oni robią i zapytać: „Czy mógłbym pójść z tobą na lekcję rysunku, akrobatyki, śpiewania, piłki nożnej?”.

Tak, to jest bardzo ważne. Tak się nakręciłyśmy z dziewczynami. Też zaprosiłam dwie moje koleżanki na piłkę i przez chwilę chodziły razem, później jedna szybciej odeszła – zaczęła chodzić na siatkówkę, a druga od września, tak jak ja zmieniłam klub to ona zmieniła zainteresowanie i zaczęła chodzić na szermierkę.

To też jest normalne, prawda? W twoim wieku to jest taki czas poszukiwania. To nie jest tak, że zaczynasz nową aktywność i wiesz z góry, że ci się spodoba. Niektórzy rezygnują po tygodniu, inni po miesiącu, inni pół roku, a niektórzy się wciągają i przez lata daną dyscyplinę – czy sportową, czy innego rodzaju hobby.

Czy zdradzisz nam, jakie masz marzenie albo sportowe, piłkarskie, albo kulinarne – albo jakiekolwiek inne, nad którym teraz pracujesz?

Bardzo chciałabym zrobić FC Gotowanie z Magdą Gessler. Nie wiem, na ile to jest możliwe, ale takie jest moje marzenie!

Pierwszym krokiem do spełnienia marzeń jest zdefiniowanie tego marzenia a najdłuższa podróż zaczyna się od pierwszego kroku! Masz go już za sobą, więc ja bardzo trzymam kciuki za twoje marzenie.

Będziemy – ja będę i mam nadzieję, że Wy również – dopingować Sonię. Pod tą naszą rozmową podlinkuję twoje profile w mediach społecznościowych, żebyście mogli śledzić poczynania Soni. I dziękuję ci serdecznie za rozmowę!

Dziękuję!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top