NM 79: Kamila i Jakub Sobczakowie – sztuka ludowa, tradycje i genealogia

  • 00:50:44
  • 21 lutego, 2023
  • 116 MB

Zapraszam Cię dziś na spotkanie z młodym, artystycznym duetem –  Kamilą i Kubą Sobczakami. Ilustrują, malują, zajmują się linorytem i drzeworytem, tworzą ikony, a także ilustrują książki. Elementem spajającym ich twórczość jest sztuka ludowa.

Rozmawiamy o tym skąd wzięło się ich zamiłowanie do przeszłości, jakie rodzinne historie na to wpłynęły, skąd czerpią inspiracje i jak im się wspólnie pracuje, a także o ich artystycznych marzeniach. 

W odcinku „ NM 79: Kamila i Jakub Sobczakowie – sztuka ludowa, tradycje i genealogia” usłyszycie o tym:

  • Skąd wzięła się miłość do sztuki ludowej;
  • jak i gdzie szukać swoich przodków;
  • kiedy i gdzie miało miejsce ich pierwsze spotkanie ze sztuką;
  • kto i kiedy dostrzegł ich talent;
  • w jakich technikach czują się najlepiej;
  • czy rozmawiają o swojej twórczości;
  • czy przeszłość jest istotna i co w niej jest najważniejsze;
  • jak wygląda proces twórczy;
  • jakie mają artystyczne marzenia?

Jestem ciekawa, czy w trakcie słuchania tej rozmowy przypomniały Ci się jakieś ważne, a może na co dzień zapomniane rodzinne historie. Jeśli tak, to jakie? Ja z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej doceniam drogę, jaką przebyli moi przodkowie. Lepiej rozumiem siebie, skąd się biorą moje zachowania i wartości. Przeszłość jest dla mnie ważna. A jak to jest u Ciebie? Podziel się swoimi przemyśleniami w mediach społecznościowych! 

 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Dodatkowe linki: 

 

Więcej o Kamili i Kubie Sobczakach znajdziesz tutaj:

 

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

 

Cześć! Witam Was serdecznie w podcaście Napędzani Marzeniami. Dziękuję bardzo za przyjęcie zaproszenia. Powiem od razu, że jakby ktoś poprosił mnie o wyobrażenie sobie, jak wyglądają Twórcy tych dzieł, które realizujecie, to niekoniecznie miałabym przed oczami tak młode osoby.

Dla słuchaczy podcastu, którzy nie widzą naszych gości, powiem, że Kuba i Kamila mają po dwadzieścia parę lat. A to, co tworzycie, to sztuka inspirowana sztuką ludową, czyli sięgająca całkiem daleko w przeszłość.

Skąd się w Was wzięła ta miłość do sztuki ludowej?

Kamila Sobczak: Wydaje mi się, że u nas obojga wynika to z naszego przywiązania do tradycji rodzinnych, ale też z naszego zainteresowania w ogóle naszą rodziną. Ja np. bardzo interesuję się genealogią. Bardzo dużo szukałam w archiwach dokumentów dotyczących moich dziadków, pradziadków itd., sięgnęłam bardzo daleko.

W pewnym momencie zaczęłam łączyć to zainteresowanie ze sztuką; zaczęłam portretować swoje prababcie ze zdjęć, ale zaczęłam się też interesować, czym dla nich mogła być sztuka. Większość mojej rodziny pochodziła ze wsi, nie mam jakichś szlacheckich korzeni z tego, co mi wiadomo, więc interesowało mnie to życie ludzi na wsi. I gdy okazało się, że sztuka ludowa i w ogóle, folklor polski jest tak bogaty – i w legendy, i w podania, i w pieśni, i w malarstwo (np. malarstwo na szkle) – to jakoś tak bardzo pobudziło moją wyobraźnię do tego, żeby też spróbować tego typu rzeczy.

Kiedy to było? To był etap szkoły podstawowej, szkoły średniej?

Kamila: Zaczęłam się interesować tym, gdy byłam w liceum, po śmierci mojego dziadka, gdy zdałam sobie sprawę z tego, że nie zadałam mu wielu pytań, które bym chciała zadać. Bo myślałam, że mam na to czas, a on zmarł nagle i zostałam bez odpowiedzi na wiele nurtujących mnie pytań. Dlatego jego gałąź była pierwszą, którą się zajęłam na poważnie.

Gdy zobaczyłam, że jest możliwe odnalezienie tych przodków i uzyskanie chociaż części odpowiedzi, to przyniosło mi to ogromną ulgę i poczułam, że muszę w takim razie przepytać wszystkich żyjących członków mojej rodziny, że nie mogę sobie pozwolić już na takie czekanie. W ten sposób krok po kroku to się rozwijało.

I znalazłaś wśród przodków osoby, które zajmowały się sztuką ludową? Czy może sami dziadkowie się nią zajmowali?

Kamila: Z tego, co wiem, nie zajmowali się, ale wiem, że np. mój pradziadek dużo rysował, tak samo, jak moja babcia. Z kolei mój dziadek od strony mamy bardzo lubi grać na akordeonie, więc czuć, że coś tam się chyba działo w tych genach.

O to drzewo genealogiczne i badanie historii rodziny będę chciała jeszcze później zapytać, ale jak to było w Twoim przypadku, Kuba?

Kuba Sobczak: Mną bardzo często zajmowała się prababcia i w zasadzie ten pobyt z nią to były moje pierwsze spotkania – może nie ze sztuką, bo to zbyt wyszukane słowo, ale w ogóle, z jakąkolwiek plastyką. Przeglądanie świętych obrazków w jakichś pożółkłych modlitewnikach to były fascynujące sprawy dla małego dziecka. I babcia też dużo tworzyła, dużo wycinała z papieru jakichś takich wycinanek ludowych, dużo też haftowała.

Te doświadczenia potem przydały mi się na studiach – podobnie jak Kamila skończyłem projektowanie graficzne w Toruniu i tam profesor zachęcał nas do sięgania po analogowe metody opracowania takich form, jak wycinanka papierowa, jakiś rysunek odręczny, który potem jest skanowany, żeby nadać projektom takiego ręcznego sznytu, jakiejś takiej autentyczności i swobody w formie.

Mną bardzo często zajmowała się prababcia i w zasadzie ten pobyt z nią to były moje pierwsze spotkania – może nie ze sztuką, bo to zbyt wyszukane słowo, ale w ogóle, z jakąkolwiek plastyką. Przeglądanie świętych obrazków w jakichś pożółkłych modlitewnikach to były fascynujące sprawy dla małego dziecka. I babcia też dużo tworzyła, dużo wycinała z papieru jakichś takich wycinanek ludowych, dużo też haftowała.

A kiedy zauważyliście, że po prostu macie talent? To była własna obserwacja czy pan od plastyki w szkole powiedział, że widać, że go macie i że warto się kształcić w tym kierunku?

Kamila: W moim przypadku na lekcjach religii na koniec zawsze był jakiś temat do rysunku, np. jakaś scena biblijna. I jak pani przechodziła między uczniami, to brała mój zeszyt i mówiła: O, zobaczcie, jak pięknie! Szóstka! I w tym momencie pomyślałam sobie, że chyba potrafię rysować.

Kuba: U mnie nie było jakiegoś takiego momentu odkrycia. Od dziecka ta plastyka była gdzieś tam obecna w domu babci. I najprostszy sposób, żeby mieć ze mną spokój na jakiś czas, to że dziadek kroił nożem papier do formatu A4, a ja sobie rysowałem prostymi długopisami. Te rysunki nawet są zachowane.

Pytam o ten talent dlatego, że ja też mam taki wzór, ze swojej babci, która realizowała takie rękodzieło – robiła piękne rzeczy na szydełku – i ja tego talentu nie odziedziczyłam, więc taki moment zauważenia u siebie talentu jest czymś ważnym. A Wy tych talentów macie wiele, bo zajmujecie się bardzo różnymi rodzajami sztuki; to jest ilustracja, malarstwo, ikonografia, rzeźbiarstwo, książki, zdobnictwo mebli… Nie wiem, czy wymieniłam wszystko. Ale właśnie, pytanie, co najbardziej lubicie, w czym się specjalizujecie?

Kamila: Jeśli chodzi o mnie, to ja mimo wszystko chyba najlepiej czuję się w ilustracji, to jest najbliższe mojemu sercu. Ostatnio też odkryłam na nowo linoryt. Jest to technika, w której w linoleum wycinamy rzeczy, które mają się nie odbić, odbijamy to na specjalnej prasie na papierze i wychodzi odbitka. Tej techniki używałam do stworzenia książki Pieśni grozy, razem z Kubą jej używaliśmy. I w ogóle, ilustracja książek interesuje mnie najbardziej.

Czyli ilustracja i linoryt.

Kamila: Tak.

A Kuba?

Kuba: Podobnie, wszystkie te rzeczy, które wynikają z rysunku, czyli grafika warsztatowa, linoryty, drzeworyty, które próbuję uskuteczniać i które są teraz trochę zapomnianymi technikami. Ikonografia to trochę taki mój konik. Te ostatnie lata (i myślę, że przyszłe również) to taki trochę czas eksperymentów, próbujemy różnych nowych rozwiązań. Powstała nawet u nas taka jedna mozaika, która dała bardzo dużo satysfakcji, a jest na tyle pracochłonną techniką i trudną do wykonania w mieszkaniu w bloku, że chyba jeszcze trochę wody upłynie, zanim wrócimy do takich spraw. Ale tak na co dzień to właśnie techniki graficzne , tradycyjne i ilustracja.

Kamila: To prawda, bo tak naprawdę dopiero po założeniu pracowni zaczęliśmy bardziej eksperymentować z różnymi technikami. Z malarstwem na szkle na przykład, bo tego wcześniej również nie robiliśmy. Jeśli chodzi o Kubę, to mozaiki, drzeworyty i wydawanie książek, czyli też zderzenie trochę z inną rzeczywistością.

Widziałam tę ewolucję w Waszych mediach społecznościowych, na Instagramie – podlinkujemy je, żeby słuchacze i widzowie też mogli zapoznać się z Waszą twórczością – i widać tę przemianę, gdy się scrolluje.

Chciałam też zapytać: czy to sztuka Was połączyła? Czy jest takim spoiwem? Czy wyobrażasz sobie, Kuba, że Kamila mogłaby być prawniczką? A Kamila, czy Ty wyobrażasz sobie, że Kuba mógłby być informatykiem i że byłoby tak samo?

Kamila: Jestem w stanie to sobie wyobrazić, ale myślę, że to, że mamy wspólne zainteresowanie czy też często wspólnie pracujemy, daje nam ogromne porozumienie na tej płaszczyźnie zawodowej. Podejrzewam, że mi jako ilustratorce byłoby ciężej zrozumieć Kubę jako informatyka i jego problemy w pracy, niż wtedy, kiedy opowiada mi o rzeczach, które doskonale znam. Więc na pewno to nas bardzo łączy, ale myślę, że to nie jest jedyna rzecz, która nas połączyła – choć na pewno jest bardzo istotna w naszym codziennym życiu.

Kuba: To prawda. Myślę, że bez wspólnych zainteresowań nie mielibyśmy tyle wspólnych tematów do rozmów; wieczorami bardzo dużo rozmawiamy o sztuce, historii sztuki, o tym, co chcemy wprowadzić do naszej twórczości.

A komentujecie nawzajem swoją twórczość? Bo z jednej strony to jest fajne mieć kogoś zaufanego, bliskiego, kto spojrzy z boku na to, co się robi, z drugiej strony wyobrażam sobie, że może być taki dylemat, że jak widzisz, że mąż/ żona jednak idzie w złą stronę, to jak to powiedzieć, żeby nie zrobiło się tej osobie przykro.

Kuba: Na początku było trochę spięć w tej dziedzinie, głównie ja byłem tym katalizatorem sporów. Nie zawsze potrafiłem ugryźć się w język. Ale myślę, że po tym czasie darzymy siebie zaufaniem również w materii czysto plastycznej i nie wchodzimy sobie w drogę, chyba że druga osoba chce jakiegoś świeżego spojrzenia.

Kamila: Właśnie chciałam to dodać, że wypracowaliśmy sobie taki sposób, że jeśli nad czymś pracujemy, np. ja, to jak już czuję, że to jest dla mnie takie skończone, to pytam Kubę, co o tym sądzi, albo jeśli czuję, że coś jest nie tak, to mówię mu: Kuba, coś mi tutaj nie gra, jak myślisz, co jest nie tak? I zwykle Kuba jest w stanie zauważyć to, co mi umknęło. Czasem też ja pomogę w czymś Kubie, ale staramy się nie wchodzić sobie w drogę, jeśli jeszcze jesteśmy w trakcie pracy, żeby się nie rozpraszać, bo to nie pomaga.

A tworzycie część dzieł wspólnie? Wiem, że jedną z książek, Pieśni grozy, stworzyliście wspólnie. Czy to jest jedyne takie wspólne dzieło, czy jest ich więcej?

Kuba: Ta książka to był taki pretekst, żeby sprawdzić, czy w ogóle jesteśmy w stanie, czy potrafimy. Operujemy trochę różnym rysunkiem, trochę inną plastyką, może też trochę inną ekspresją, i w życiu, i w plastyce. Ale chcieliśmy zrobić coś wspólnego i bardzo długo szukaliśmy sposobu na to, żeby to było spójne. Taką odpowiedzią była grafika tradycyjna w postaci linorytu, drzeworytu, gdzie ta forma jest bardzo surowa, operująca tylko bielą i czernią formowaną przez dłuta w takiej dość opornej materii, i to chyba wystarczyło (mam nadzieję), żeby zespolić takie nasze dwa światy w jeden.

Ta książka to był taki pretekst, żeby sprawdzić, czy w ogóle jesteśmy w stanie, czy potrafimy. Operujemy trochę różnym rysunkiem, trochę inną plastyką, może też trochę inną ekspresją, i w życiu, i w plastyce. Ale chcieliśmy zrobić coś wspólnego i bardzo długo szukaliśmy sposobu na to, żeby to było spójne. Taką odpowiedzią była grafika tradycyjna w postaci linorytu, drzeworytu, gdzie ta forma jest bardzo surowa, operująca tylko bielą i czernią formowaną przez dłuta w takiej dość opornej materii, i to chyba wystarczyło (mam nadzieję), żeby zespolić takie nasze dwa światy w jeden.

Czyli część ilustracji jest autorstwa Kamili, a część Twoich, Kuba, tak?

Kuba: Zgadza się.

Kamila: Podzieliliśmy się pół na pół i to był taki nasz eksperyment, czy jesteśmy w stanie coś zrobić razem. Bo problemem tutaj jest to, że każde z nas musiało poświęcić coś ze swojej wizji, żeby powstało coś wspólnego. Ale jesteśmy zadowoleni, stwierdziliśmy, że jesteśmy w stanie schować tę naszą dumę w niektórych momentach dla dobra całego projektu.

Pieśni grozy to książka, która przedstawia ludowe pieśni z regionu Podlasia. Skorygujcie mnie – z Podlasia?

Kamila: To Podlaskie legendy czterech kultur, one nawiązywały do legend Podlasia. Pieśni grozy są z terenu całej Polski, pochodzą ze zbiorów spisanych przez wspaniałego etnografa Oskara Kolberga. Tak że wzięliśmy pieśni, które rzeczywiście istniały, z różnych rejonów Polski, spisane przez pana Kolberga.

Czy przeszłość jest dla Was ważna? Co jest w niej takiego ważnego, że sięgacie do niej zarówno w dziełach wizualnych, jak i w tej warstwie książkowej?

Kamila: Jest dla nas bardzo istotna, to widać w naszej sztuce, ale też w naszym sposobie życia. Na przykład, gdy gdzieś jesteśmy, widzimy jakiś piękny kościół, od razu wchodzimy, analizujemy, jaki to jest typ sztuki, kiedy dana rzeźba mogła powstać itd., co mogło zainspirować artystę, co nam się podoba.

Tak samo w naszej pracowni wciąż sięgamy do tradycji, historii, do starych technik. Po prostu mamy wrażenie, że techniki trochę zapomniane przeżywają teraz renesans, np. drzeworyt, czyli wycinanie matrycy w drewnie, odbijanie jej. Ludzie poszukują tego trochę. Ta sztuka ludowa w czasach komunizmu została może trochę spłycona do prostych rzeczy sprzedawanych w cepelii, które są tandetne.

A przyglądając się tej sztuce ludowej, podaniom, pracom, one są naprawdę wysokiej klasy i ci ludzie mieli pojęcie, co robią. My jako osoby z wykształceniem jesteśmy w stanie powiedzieć, że to są np. bardzo dobrze skomponowane dzieła, że są bardzo dobrze dobrane kolory i że to nie jest wcale proste stworzyć coś takiego, więc to jest ogromną inspiracją, jak ci ludzie, zwykle bez wykształcenia byli w stanie tworzyć takie rzeczy.

To jest taki aspekt artystyczny, kulturalny, o którym mówisz, a zastanawiam się jeszcze nad taką szerszą perspektywą. Dopowiem, co mam na myśli: dużo słychać w takiej warstwie psychologicznej, coachingowej, że ważne, żeby żyć tu i teraz, żeby też działać z myślą o przyszłości, ustanawiać sobie pewne cele, plany, a przeszłość już była i minęła, więc żeby się na niej nie skupiać.

To jest dla mnie taki kontrast, bo dla mnie też przeszłość jest ważna z różnych powodów, ale chciałam właśnie zapytać poza takim aspektem czysto artystycznym, inspiracyjnym docenieniem kunsztu dawnych twórców, to co w tej przeszłości jest dla Was takiego istotnego?

Kuba: Nawet poruszając się po tej warstwie psychologicznej, myślę, że każdy znający tę dziedzinę potwierdzi, że poczucie przynależności do jakiejś grupy, świadomość wynikania z wcześniejszych pokoleń jest też istotne i często ludzie zadawali sobie dużo trudu, żeby znaleźć coś takiego. To też jakoś pomaga chyba odnaleźć się w teraźniejszości, że nawet jeżeli obecnie borykam się z jakimś problemem, to przecież byli ludzie przede mną, którzy kiedyś spotkali się z czymś podobnym.

Też to, co mówiła Kamila o sztuce: wszystko de facto już było i czemu by nie sięgać po już sprawdzone rozwiązanie.

Kamila: Zgadzam się. Ja też mam trochę inne spojrzenie, może ta genealogia tak na mnie wpłynęła, że zastanawiam się czasem, jak wyglądało życie moich prababek itd., i to sprawia, że myślę z wdzięcznością o ilości szans, które ja mam dzisiaj; o tym, ile ja mogę zrobić; że tak naprawdę mam nieograniczone możliwości co do twórczości, tego, kim chcę być, jak chcę się rozwijać, o czym chcę się uczyć, o czym chcę czytać, co chcę zrobić. Więc wydaje mi się, że myślenie o tej przeszłości wręcz mi pomaga. Przypomina mi o tym, że tak naprawdę, jeśli się zepnę, to mogę bardzo dużo zdziałać rzeczy, o których marzę czy które chciałabym zrobić.

Właśnie, Kamila, chciałam Cię teraz zapytać o to drzewo genealogiczne, bo standardowo kojarzy mi się ono z historią przodków, ale historią w sensie imiona, nazwiska, daty, miejsce zamieszkania, liczba dzieci, a domyślam się, że tam jest dużo, dużo więcej, bo są pewnego rodzaju historie, wyzwania, problemy, osiągnięcia czy chociażby wiedza, czym się zajmowali. Co Ty wyniosłaś w tej warstwie historii rodzinnych, tworząc to drzewo? Bo doszłaś do tysiąc siedemset któregoś roku.

Kamila: Tak, mój najstarszy przodek, którego udało mi się odnaleźć, urodził się w 1734 r. To dało mi takie poczucie, że to drzewo jest gigantyczne. Było kilka takich rzeczy, które mnie zszokowały. Pierwszą z nich było to, że nie wiedziałam, że mój pradziadek jest pochowany w Toruniu. Nie miałam o tym pojęcia. To był ojciec mojej dawno zmarłej babci.

Bo pochodzisz z zupełnie innych rejonów Polski? Dlatego Cię to zszokowało?

Zszokowało mnie dlatego, że mieszkam w Toruniu, ale moi rodzice się tam przeprowadzili, mama pochodzi z rejonu Kujaw (Aleksandrów Kujawski, Ciechocinek itd.), tata z kolei Mazowsze (Płońsk, okolice Płocka, Radomia itd.). I ja nie wiedziałam o tym, mieszkając w Toruniu przez tyle lat, tak samo, jak moja mama, gdzie to jest jej dziadek, że jest on pochowany na cmentarzu centralnym, więc dla mnie to był szok, ja znalazłam ten grób i teraz raz na jakiś czas chodzę tam zapalić znicz w okresie Wszystkich Świętych.

Nie wiedziałam też, że rodzice tego pradziadka również żyli w Toruniu, że ten mój prapradziadek budował kościół Chrystusa Króla w Toruniu, że moja praprababcia mieszkała w Toruniu na Bydgoskim Przedmieściu i pracowała w teatrze jako szatniarka.

Udało mi się też dotrzeć do najmłodszej siostry mojego pradziadka, okazało się, że żyje, że mieszka na osiedlu obok w Toruniu. Zaprosiła mnie na obiad, jak się dowiedziała, kim jestem i przekazała mi mnóstwo pięknych zdjęć – zdjęcie mojego prapradziadka, mojej praprababci z pradziadkiem i resztą dzieci. Opowiedziała mi też mnóstwo rzeczy, mogłam odwiedzić miejsca, w których oni żyli, i to dało mi jakiś taki obraz tej rodziny, która dla mnie wcześniej nie istniała, nie miałam pojęcia, że mieszkali w tym samym mieście, co ja. To było wspaniałe.

Jak opowiadasz o pradziadku i o tym, co robił, o ważnych momentach, to przypomniało mi się, że mój dziadek z kolei był jednym z kierowników grup budujących Pałac Kultury. I to jest fajne, bo jak sobie przejeżdżam obok niego, to jest też ten moment przypomnienia sobie o dziadku, zawsze sobie myślę, że jakiś kawałeczek tego znanego nam wszystkim, może niekoniecznie lubianego, ale znanego budynku, powstał dzięki mojemu dziadkowi.

Kuba, a czy jest coś takiego w przeszłości Twojej rodziny, co uważasz za ważne? Jakieś szczególne momenty, fakty, które wpłynęły na to, jaki jesteś, na to, jaką drogę wybrałeś? Wiem, że już opowiadałeś o prababci i o tym rękodziele, ale czy jest jeszcze coś innego, co Ci przychodzi do głowy?

Kuba: Lubię również się tak zagłębić w genealogię, wprawdzie nie mam takiego zacięcia do łączenia wątków i do rozwiązywania zagadek, jak Kamila, więc nie wiem tyle, co ona, ale bardzo lubię słuchać historii o swoich przodkach – tych, które zachowały się w rodzinie oczywiście.

Wiadomo, że było mnóstwo wydarzeń tragicznych, związanych z okresem II wojny. To pozwoliło mi zrozumieć zachowania niektórych osób w rodzinie, ale też nie ukrywam, że z dumą czasem się słucha takich rzeczy, jak np. o moim pradziadku: dowiedziałem się ostatnio, że miał znamiona miejscowego geniusza, sam skonstruował traktor, w momencie, kiedy jeszcze nikt go nie miał, był też kowalem z zawodu, zrobił mnóstwo rzeczy w metalurgii, które służą do tej pory mieszkańcom jego wioski. Tutaj mam głównie na myśli kaplicę, którą pomagał budować.

To, co mówisz, bardzo ze mną rezonuje. Jak słucham gości, to z reguły gdzieś tam się toczy u mnie w głowie proces myślowy i przypominają mi się różne rzeczy. Kamila, mówiłaś też o tym, że świadomość przeszłości pomaga docenić to, gdzie jesteśmy, i pokazuje, że my dzisiaj możemy wszystko, biorąc pod uwagę, jak trudno było naszym przodkom.

Przypomniało mi się à propos tych takich tragicznych momentów, o których mówisz, Kuba, że moja prababcia została wywieziona na Sybir, gdzie właściwie cała jej rodzina zmarła, ona wróciła do Polski i rozpoczęła życie zupełnie na nowo, nowy mąż, kolejne dzieci. I to jest takie uświadomienie sobie, jaką siłę mieli dawniej nasi przodkowie.

Zaintrygowało mnie słowo zagadki, o których powiedziałeś. I wracając do takiego drzewa genealogicznego, to jak się takie drzewo buduje? Jak się odkrywa przodków z XVIII w.?

Kamila: Przede wszystkim trzeba zacząć od wypytania wszystkich, którzy żyją, o jak najwięcej, bo bez tego jest bardzo trudno. Ja mam szczęście, że żyją moja babcia i dziadek, i przemęczyłam ich na wszelkie możliwe sposoby takimi pytaniami, jak np. gdzie są pochowani moi pradziadkowie albo prapradziadkowie, czy kojarzą, jak się nazywali. Najważniejsze są takie informacje, jak te, gdzie ktoś jest pochowany, jak miał na imię, jak miała na imię jego żona.

I w Polsce istnieją urzędy stanu cywilnego, i jako rodzina mamy prawo ubiegać się o akty zgonu tych osób, więc jeśli wiemy, na jakim cmentarzu ktoś jest pochowany, najlepiej, żeby też znać np. datę zgonu, i złożyć pismo do urzędu stanu cywilnego o odpis takiego aktu. To jest często płatne, ale nie ma zwykle z tym problemów prawnych.

Część starszych dokumentów, powiedzmy rok 1900 i wcześniej, są już w archiwach państwowych. Ale jako obywatele również mamy prawo zgłosić się do takiego archiwum i poprosić o konkretny akt ślubu, urodzenia, zgonu.

Czyli trzeba podać imię, nazwisko, datę i powiedzieć, jakiego rodzaju dokument nas interesuje?

Kamila: To jest po prostu metoda małych kroczków, bo w akcie zgonu będziemy mieć datę urodzenia danej osoby. Czyli np. jest pochowany mój pradziadek, w akcie zgonu jest dokładna data jego urodzenia , miejsce urodzenia – to jest istotne, bo już wiemy, do jakiego kolejnego urzędu stanu cywilnego się zgłosić – i zwykle są tam dane jego rodziców, czyli prapradziadkowie, więc możemy szukać już w tej miejscowości np. aktów ślubów prapradziadków, mniej więcej sobie policzyć, ile mogli mieć lat i w ten sposób ja szukałam.

W internecie jest też mnóstwo stron, które pomagają szukać takich rzeczy, np. szukajwachiwach.gov.pl, genealogiawarchiwach.pl, genealodzy.pl. Teraz robię taki PR, ale naprawdę polecam wszystkim, którzy pragną odnaleźć swoich przodków. Jest też tzw. geneteka, tam można wpisać imię i nazwisko, konkretne województwo i wyszukuje nam po prostu dane. Trzeba mieć też jakiś zasób informacji, żeby wiedzieć, czy to jest ten nasz Jan Kowalski, czy nie, bo można się bardzo łatwo pomylić, trzeba mieć pewność. Zwykle tą pewnością są np. rodzice. I tak się powolutku szukamy. Każda informacja z nowego aktu zbliża nas do kolejnych wstecz.

To jest po prostu metoda małych kroczków, bo w akcie zgonu będziemy mieć datę urodzenia danej osoby. Czyli np. jest pochowany mój pradziadek, w akcie zgonu jest dokładna data jego urodzenia , miejsce urodzenia – to jest istotne, bo już wiemy, do jakiego kolejnego urzędu stanu cywilnego się zgłosić – i zwykle są tam dane jego rodziców, czyli prapradziadkowie, więc możemy szukać już w tej miejscowości np. aktów ślubów prapradziadków, mniej więcej sobie policzyć, ile mogli mieć lat i w ten sposób ja szukałam.

Czyli można dojść imiona, nazwiska, miejsca, daty, śluby, liczba dzieci. A czy da się (skądś, nie wiem, skąd) jakieś takie inne fakty z życia danej osoby odkryć, jakoś do nich dojść? Zawód chociażby?

Kamila: Tak. Musimy sobie zdawać sprawę, że akt urodzenia np. z 1860 r. wygląda zupełnie inaczej niż teraz. Teraz to są raczej suche fakty w rubryczkach, wtedy, w zależności oczywiście od zaboru, bo w zaborze pruskim zupełnie inaczej to wyglądało, ale co do zasady zawsze był podany zawód ojca (bo matki zwykle go nie miały), ile mieli lat rodzice, kiedy się urodziło dziecko, gdzie zamieszkiwali chrzestni – z tego dało się już stworzyć jakiś taki obraz. Na przykład u mnie zdarzyło się tak, że ojciec, mój x prapradziadek miał 40 lat, a matka 16 (moja x praprababcia) i można sobie wyobrażać, jak ona się czuła czy jak im się żyło w tym małżeństwie.

Zmieniając trochę temat i wracając do Waszego wyboru drogi zawodowej, bo wybór drogi zawodowej artysty jest specyficznym wyborem, bo standardowo (mówiąc z własnego doświadczenia i mojego otoczenia) myślimy o zawodzie, który pozwoli nam zarabiać, a gdzieś w czasie wolnym, weekendami, będziemy mogli realizować swoje pasje. Wybór zawodu artysty wiąże się z tym, że się skupiamy na rozwoju swoich pasji.

Czy znajomi, rodzina na tym etapie, kiedy zdecydowaliście się iść na studia artystyczne, podpowiadali może, że to na przykład nie jest najlepszy wybór? Czy były takie głosy? Czy raczej było pełne wsparcie?

Kamila: Moi rodzice, kiedy dowiedzieli się, że chcę iść na wydział sztuk pięknych i kontynuować w tym kierunku naukę, to zadawali mi takie pytania, nie ze złości, tylko bardziej wynikające z martwienia się, co potem (bo zastanawiałam się, czy może iść na malarstwo itd.), żebym się zastanowiła, jak sobie potem poradzę. I być może byłabym w stanie wyżyć jako malarka, ale zdecydowałam się na grafikę z tego względu, że jest sporo pracy dla grafików, a ja jeszcze wtedy nie do końca wiedziałam, w jakim dokładnie kierunku będę się kształcić, jeśli chodzi o sztukę; nie wiedziałam, że tak bardzo wciągnie mnie ilustracja i że pójdę w stronę książek. Ale kiedy już obrałam tę drogę, rodzice bardzo mnie dopingowali, tak że jestem im za to bardzo wdzięczna.

Kuba: W moim przypadku wiadome było, że musi to być w jakiś sposób związane ze sztuką, z plastyką, z rysunkiem. Wiadomo, że marzeniem rodziców było to, żebym poszedł na architekta, bo to taki stereotypowy, dobrze płatny zawód, konkretny. Potoczyło się tak, że zdecydowałem się na grafikę. Z podobnych powodów, co Kamila, bo jest to kierunek, który daje szerokie pole do działania w pracy, a jednak jest bardziej związany z pracą manualną. Ale też muszę przyznać, że spotkałem się z całościowym wsparciem rodziców i nawet jeżeli nie do końca byli przekonani, to nigdy nie dali wyrazu tego.

A czy dzisiaj da się podzielić Wasze życie zawodowe na część bardziej zawodową, komercyjną, na konkretne zlecenia vs tę część artystyczną, gdzie dajecie wyraz swojemu talentowi i pasji? I jeżeli się da, to jakie to są proporcje?

Kuba: W zasadzie teraz wychodziło trochę tak, że robiłem pół na pół komercyjnych składów książek, ulotek, plakatów z takimi rzeczami dla siebie. Niemniej ostatnio widzę, że te proporcje są trochę szkodliwe dla mnie samego i jednak będę szedł w tę stronę, żeby robić jak najwięcej takich rzeczy, które dają mi satysfakcję, zwłaszcza że praca z klientem dla grafika jest, nie ukrywam, nierzadko potliwa, bo zawsze jest to starcie z wyobrażeniem klienta.

Pewnie w szczególności dla grafika z artystyczną duszą, bo ktoś, kto od początku kształci się pod kątem realizacji tego, co klient zamawia, trochę inaczej może podchodzić do pracy niż Ty.

Kuba: Może nie przywiązuje się tak bardzo do rozwiązań, które uznaje za dobre.

Kamila: W moim przypadku wydaje mi się, że stworzenie naszej pracowni sprawiło, że teraz praktycznie w 100% mogę się oddać tworzeniu takiej sztuki, o której robieniu zawsze marzyłam. To otworzenie tej pracowni to też był taki eksperyment, też nie byliśmy pewni, jak to się potoczy i czy nie wrócę do normalnej pracy grafika na pełen etat, ale daliśmy temu szansę i ja teraz czuję się spełniona, że robię dokładnie to, co chciałam. I cieszę się, że możemy razem z Kubą współpracować, tworząc tę pracownię i że Kuba też ma szansę wymyślić cokolwiek i wrzucić to do naszego sklepu, zobaczyć, co będzie z tym dalej.

A jak wygląda proces twórczy, ale nie ten na zamówienie, tylko ten płynący tak z serca? Nie pytam o technikalia, o kolejne etapy tworzenia linorytu, tylko ten pierwszy moment poczucia, że może coś takiego – i co dalej?

Kamila: Wydaje mi się, że to wychodzi od inspiracji. Coś zobaczymy, coś przeczytamy. Na przykład teraz niedługo wyjdzie nasza nowa książka poświęcona demonologii polskiej, naszej ludowej, którą w całości zilustrowałam i napisałam, i do stworzenia jej zainspirowały mnie podania dotyczące demonologii, różne legendy itd. Czytając książki na ten temat, od razu w mojej głowie pojawiały się ilustracje; to, jakbym chciała, żeby to wyglądało; że ja też chciałabym nadać temu jakiś taki rys ilustracyjny, pokazać, jak ja to widzę. Więc wydaje mi się, że inspiracja jest tutaj kluczowa.

Kuba: Też na zasadzie prób i błędów staramy się badać rynek, na co jest zainteresowanie. Po tym takim boomie na Wiedźmina wzrosło zainteresowanie demonologią czy mitologią polską (czy ona istnieje, czy nie, to jest zupełnie inny temat) i wychodzi mnóstwo spraw może nie do końca merytorycznie poprawnych i ta plastyka też nie zawsze opiera się na historycznych korzeniach, a bardziej na grafice rodem z książek fantasy, co czasami może się wydawać dla kogoś kiczowate. A nowa książka Kamili to taka trochę próba podejścia do tego tematu, ale z większym zaangażowaniem.

Wydaje mi się, że to wychodzi od inspiracji. Coś zobaczymy, coś przeczytamy. Na przykład teraz niedługo wyjdzie nasza nowa książka poświęcona demonologii polskiej, naszej ludowej, którą w całości zilustrowałam i napisałam, i do stworzenia jej zainspirowały mnie podania dotyczące demonologii, różne legendy itd. Czytając książki na ten temat, od razu w mojej głowie pojawiały się ilustracje; to, jakbym chciała, żeby to wyglądało; że ja też chciałabym nadać temu jakiś taki rys ilustracyjny, pokazać, jak ja to widzę. Więc wydaje mi się, że inspiracja jest tutaj kluczowa.

Właśnie, wiecie, kim są Wasi klienci? Mam na myśli jakiś profil, wiekowy czy jakikolwiek inny.

Kamila: Ta grupa jest niesamowicie duża i różnorodna. Dużo jest też osób zza granicy, z Polonii, dla których kupienie książki o podlaskich legendach czy o pieśniach ludowych zbliża do kraju. Bo są to zwykle osoby, które mają korzenie polskie albo kupują prezent dla kogoś z Polski.

Ale też wydaje mi się, że dużo osób po prostu wraca z czułością do tej sztuki wsi, że zaczyna się to odczarowywać i to nie jest tak, że wieś głupia, miasto mądre, tylko że w tej wsi jest wiele piękna i dużo niesamowitych, trochę zapomnianych i zamiecionych pod dywan rzeczy. Teraz wraca się do książek pisanych przez historyków i etnografów, wydaje się je na nowo i są bardzo popularne.

Tak, jak Kuba powiedział, duży wpływ mógł na to mieć również Wiedźmin, ale też wydaje mi się, że w innych krajach coraz bardziej zwraca się uwagę, np. mitologia nordycka, mitologia germańska. Narody się cieszą z tego, są dumne, wykorzystują to, a my w Polsce jakoś tak zapominamy trochę o tej tradycji. Więc cieszy nas to, że ten odzew jest tak duży.

To jest fajne, że są takie elementy popkultury, które sprawiają, że jakoś wracamy do tej przeszłości. Myślę też teraz o moich dzieciach, wczoraj z Tosią przechodziłam przez listę seriali, które mogłaby obejrzeć, tam pojawiło się Ania, nie Anna, o Ani z Zielonego Wzgórza i widziałam dużą niechęć, żeby oglądać taki serial, bo przecież to są nudy. Nie będę tu z moją córką polemizować, na antenie w szczególności, ale właśnie fajne jest to, jak można powiązać tę historię z czymś, co jest na fali, bo to wtedy sprawia, że te młode pokolenia wracają do przeszłości.

Takie pytanie kolejne, bardzo jestem ciekawa odpowiedzi: Kamila, które dzieło Kuby najbardziej lubisz?

Kamila: Chyba naszą ikonę ślubną. Kuba ją wykonał dla nas, bo mieliśmy ślub w cerkwi. Stoi na takim piedestale w naszej sypialni i za każdym razem, gdy na nią patrzę, wracają wszystkie ciepłe wspomnienia, ale też jest ona dla mnie wyjątkowo piękna. Wszystkie ikony Kuby są piękne oczywiście, ale w tej jest po prostu coś takiego, że mogłabym na nią patrzeć bez końca.

Wiedziałeś o tym, Kuba? Podejrzewałeś, że taka będzie odpowiedź?

Kuba: Myślę, że tak. To był jeden z typów.

To sprawdźmy w drugą stronę teraz.

Kuba: Mnie najbardziej z osobą Kamili kojarzy się kopia obrazu renesansowego, św. Barbary, z którego bije jakiś taki spokój. I też nie wiem, na jakiej zasadzie, psycholodzy mają też chyba pewne teorie na ten temat, ale Kamila też namalowała tę św. Barbarę tak, że w sumie wygląda jak jej portret. Nawet swojego czasu ten obraz był w naszym sklepie, Kamila chciała go sprzedać, ale zabroniłem.

No tak, myślę, że warto część takich najważniejszych dla artysty dzieł zachować.

Kamila: Tak, mamy część takich dzieł, które miały iść na sprzedaż, a potem stwierdziliśmy, że jednak zostaną w domu.

A słuchajcie, już tak zbliżając się do końca, chciałabym się zapytać, czy macie takie swoje indywidualne albo wspólne artystyczne marzenia?

Kuba: Na pewno takim marzeniem i wyzwaniem, które przede mną stoi, to stworzenie książki na bazie drzeworytu. I tutaj mówię pod kątem mojego doktoratu. I mam nadzieję, że uda mi się stworzyć taką starą-nową jakość, żeby poruszać się w tych bliskich dla mnie tematach i żeby stworzyć coś opierającego się na przeszłości, ale jednak z taką wrażliwością współczesnego człowieka.

To już jest konkretny temat na tę książkę?

Kuba: Tak, ja opracowuję w technice drzeworytu, który potem oczywiście w programach cyfrowych obrabiam, szlifuję, a książka będzie o przysłowiach polskich.

Uwielbiam polskie przysłowia, tak że liczę na egzemplarz autorski.

Kamila, jak to u Ciebie wygląda?

Kamila: Nie wiem, jak to zabrzmi, ale odkąd powstała pracownia, przez ok. półtora roku spełniłam mnóstwo swoich marzeń dotyczących sztuki i w ogóle tworzenia. Teraz czuję się tak bardzo spełniona, że myślę, że będzie teraz taka chwila spokoju i zastanowienia się, co dalej. Takiego trochę pooddzielania tego, co mi się spodobało i co chcę kontynuować, a co jednak nie do końca mi odpowiada.

Na pewno będę chciała dalej tworzyć książki. Muszę się zastanowić, jakie, poszukać inspiracji. Na razie dopiero co przyjadą te nowe, więc głowa moja jest na razie z nimi, ale podejrzewam, że właśnie w tę stronę będę szła.

Bardzo często goście, z którymi rozmawiam, na co dzień, zawodowo robią coś biznesowego, korporacyjnego, a te tematy, o których rozmawiamy, różnego rodzaju pasje, realizują weekendami, po godzinach, podczas urlopów. U Was jest zupełnie odwrotnie – rozmawiamy o tym, co robicie na co dzień. A czy właśnie tak weekendowo, po godzinach, urlopowo macie taką pasję totalnie inną niż artystyczna? Czy ta kultura pochłania Was w 100%?

Kamila: W moim przypadku raczej ta kultura pochłania wszystko, przez to, że moja praca jest moją pasją, ona nie jest męcząca. Nawet w weekend, kiedy odpoczywam, nie odpisuję na wiadomości, nie wysyłam paczek, to często maluję, rysuję, robię grafiki – dla własnej przyjemności, w odskoczni od tego, co robię w tygodniu. Więc raczej tego nie oddzielam.

Kuba: Na pewno ważne jest wykrystalizowanie sobie takiego czasu na odpoczynek. Na pewno też czym innym jest poruszanie się w tej materii sztuki, robiąc, tworząc fizycznie, bo to jednak trochę energii kosztuje, a co innego jest oglądać filmy na Netliksie.

Kamila: Często w wolnym czasie z Kubą oglądamy programy historyczne, do obiadku czy wieczorem uwielbiamy.

Czyli mega zanurzeni w tym świecie artystycznym i kulturalnym.

Słuchajcie, za Wasze marzenia bardzo mocno trzymam kciuki. Na koniec chciałabym zapytać Was o to, jaką macie radę dla osób, które myślą o tym, żeby realizować się, także zawodowo, w tym świece artystycznym, ale może nie mają dzisiaj tak do końca odwagi.

Kuba: Chyba trzeba sobie uświadomić, że nie ma tu raczej miejsca na półśrodki, czyli takie weekendowe zajmowanie się sprawami, bo w weekend może nie być na to po prostu siły. I że nawet takie podejście z pokorą, danie sobie trochę czasu na pierwsze efekty, jest okej, żeby się tak totalnie się poświęcić.

Kamila: Myślę, że jeśli ktoś bardzo chciałby pracować tylko w ten sposób, dać sobie szansę, to zgadzam się z Kubą, że tutaj nie ma możliwości działania półśrodkami. Trzeba mieć na to czas, trzeba się temu poświęcić.

Ja nie wyobrażam sobie teraz pracy gdzieś jeszcze, np. na pół etatu, bo po prostu zaniedbałabym swoje obowiązki w pracowni. Niestety, jeśli chodzi o sztukę, ona działa wizualnie – w social mediach cały czas coś musi się dziać, cały czas coś trzeba publikować, robić zdjęcia, myśleć o tym. Nie można robić tego tylko w weekend. Niestety zasięgi itd., to wszystko działa, ustawianie reklam, zastanawianie się, w jaki sposób pokazać produkt, to jest wszystko niesamowicie ważne, a sam proces twórczy też trwa, a tej ilości pracy niestety często nie widać w skończonym dziele.

Więc myślę, że po prostu trzeba mieć w sobie taką odwagę, żeby spróbować. Bo jeśli się nie uda, to trudno, żaden dramat się nie zdarzy. Ja też bardzo się bałam na samym początku, bo zostawiłam swoją pracę po to, żeby spełniać marzenia, i pierwsze miesiące nie były jakieś tam obiecujące, ale teraz bardzo się cieszę, że się nie poddałam, jestem bardzo wdzięczna Kubie, bo on bardzo mnie wspierał przez ten cały czas, nawet gdy byliśmy w dołku. Mówił: jeszcze daj szansę, jeszcze zobaczymy, przecież nie jest źle, jeszcze mamy odłożone pieniądze. I to jego wsparcie było dla mnie niesamowicie istotne. I teraz jest wspaniale, życzę nam, żeby tak dalej nam szło i będzie super.

Więc myślę, że po prostu trzeba mieć w sobie taką odwagę, żeby spróbować. Bo jeśli się nie uda, to trudno, żaden dramat się nie zdarzy. Ja też bardzo się bałam na samym początku, bo zostawiłam swoją pracę po to, żeby spełniać marzenia, i pierwsze miesiące nie były jakieś tam obiecujące, ale teraz bardzo się cieszę, że się nie poddałam, jestem bardzo wdzięczna Kubie, bo on bardzo mnie wspierał przez ten cały czas, nawet gdy byliśmy w dołku. Mówił: jeszcze daj szansę, jeszcze zobaczymy, przecież nie jest źle, jeszcze mamy odłożone pieniądze. I to jego wsparcie było dla mnie niesamowicie istotne. I teraz jest wspaniale, życzę nam, żeby tak dalej nam szło i będzie super.

Czyli odwaga, zaufanie do tego procesu, cierpliwość, wsparcie bliskich i skupienie na tym, co realizujecie.

Dziękuję Wam serdecznie za tę rozmowę, trzymam kciuki za realizację planów.

Zachęcam Was, Drodzy Słuchacze i Widzowie do tego, żebyście weszli na media społecznościowe, obserwowali i nabywali piękne dzieła naszych gości.

Kamila: Dziękujemy bardzo.

Kuba: Dziękujemy.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top