NM 48: Michał Misztal – Jak być przedsiębiorczym?

  • 00:51:29
  • 21 wrzesień, 2021
  • 117 MB

Jak być przedsiębiorczym? Czy startup = przedsiębiorczość?

Do rozmowy zaprosiłam Michała Misztala – eksperta platformy startowej Startup Heroes, Prezesa Startup Academy, trenera biznesu, wykładowcę, koordynatora i twórcę programów nauczania przedsiębiorczości.

Michał od 15 lat wspiera przedsiębiorców w uruchamianiu i rozwoju ich biznesów. Szkoli i pomaga zgromadzić finansowanie, doprecyzować ofertę i modele biznesowe.

Jeżeli zastanawiasz się nad otworzeniem własnego biznesu, chcesz być przedsiębiorcą, masz pomysł na startup – ten odcinek jest właśnie dla ciebie!

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Michał Misztal – jak być przedsiębiorczym” usłyszycie o tym:

  • Skąd wzięło się zainteresowanie przedsiębiorczością;
  • kiedy zdecydował się na rozpoczęcie własnej drogi z biznesem;
  • czym teraz zajmuje się Michał;
  • jak pomaga młodym ludziom;
  • czy startup = przedsiębiorczość;
  • czym jest sturtup;
  • co to znaczy być przedsiębiorczym;
  • jak budować marzenia o własnym biznesie;
  • czym jest Szkoła Młodych Przedsiębiorców;
  • nad jakimi umiejętnościami i w jaki sposób mogą pracować młodzi ludzie
  • jakie umiejętności i cechy powinniśmy budować u młodzieży;
  • czy z Michałem współpracuje więcej kobiet czy mężczyzn;
  • jakie błędy najczęściej popełniają przedsiębiorcy;
  • jakie jest marzenie Michała?

 

 

Kupuję to, co mówi Michał. W pełni się utożsamiam z jego podejściem do przedsiębiorczości i chciałabym, aby zmieniło się nauczanie tego przedmiotu w szkole. Potrzebujemy pracy w zespole, rozwijania pasji, pozwolenia na popełnianie błędów i wyciąganie z nich wniosków.

 

Linki dodatkowe:

Więcej o Michale znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Cześć Michał!

Cześć!

Dzięki serdeczne za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani Marzeniami.

Bardzo dziękuję za to zaproszenie.

Będziemy rozmawiać o przedsiębiorczości. Może na pierwszy rzut oka ona nie jest bardzo mocno związana z marzeniami, ale myślę, że będziemy w stanie wykazać, że jednak jest.

Postaram się.

Na sam start – jak zaczęła się Twoja przygoda z przedsiębiorczością?

Myślę, że trochę przypadkowo, bo nigdy nie myślałem o tym, że będę się zajmował przedsiębiorczością na poważnie i nigdy nie było to moim marzeniem. Zacząłem studiować socjologię, to mnie interesowało – społeczeństwo, grupy społeczne, ale gdy szukałem praktyk, zupełnie przypadkowo znalazłem praktyki w bardzo interesującej organizacji, wtedy to były Akademickie Inkubatory Przedsiębiorczości i tam poznałem tak naprawdę właśnie ten element, przedsiębiorczości, który może pomóc ludziom spełniać marzenia. I od tego momentu stwierdziłem, że tak, to jest ten kierunek, w którym chcę iść, w którym chcę się rozwijać i chcę pomagać ludziom w tym, aby te swoje plany, wizje, marzenia związane z własnym biznesem, zaczęli realizować.

Później chciałam cię zapytać o to, co ciebie napędza i właśnie w jakim stopniu ta przedsiębiorczość i działania w tym obszarze spełniają twoje marzenia. De facto od tego zacząłeś.

To, co mnie zaintrygowało w tym, co powiedziałeś, to że przedsiębiorczość nie była twoim marzeniem, ale w momencie kiedy zobaczyłeś, że poprzez przedsiębiorczość można pomóc innym spełniać marzenia, to cię zainteresowało.

Tak, w mojej rodzinie nie ma zupełnie tradycji własnego biznesu, raczej praca dla kogoś, praca etatowa. Nie mam nikogo z najbliższej rodziny, kto kiedykolwiek prowadziłby biznes. Niemniej jednak zapoznałem się z osobami, które próbowały zakładać, próbowały własnych sił z przedsiębiorczością i okazało się, że te osoby potrzebują wsparcia, potrzebują pomocy merytorycznej, czasami również wsparcia psychicznego, bo przecież dobrze wiemy, że jak prowadzimy biznes, to czasami są górki, czasami dołki. Dobre słowo, jakaś wiedza, wsparcie biurowe to jest właśnie to, czym wtedy się zajmowaliśmy i od czego zaczęła się moja przygoda z biznesem i z przedsiębiorczością.

Jakbyś miał tak w skrócie streścić swoją drogę do tego miejsca, w którym jesteś dzisiaj, czyli Startup Academy, to jakie były takie główne kamienie milowe na tej drodze?

Z pewnością nie sposób uciec od tych moich początków, czyli od Inkubatorów Przedsiębiorczości. Tam zarządzałem Inkubatorem przy jednej z uczelni wyższych. Najpierw promowałem ideę przedsiębiorczości, chodziłem na wykłady, opowiadałem o tym, co można robić, jak generować pomysły. Zacząłem tworzyć też swoje własne cykle warsztatowe o budowaniu biznesu w oparciu o pasję. Potem z tej Szkoły Głównej Gospodarstwa Wiejskiego, gdzie był mój pierwszy Inkubator, rozpoczęliśmy działania na szerszą skalę – Warszawa, a potem całe województwo mazowieckie. I tak przez kilka lat miałem okazję wspierać setki różnych przedsiębiorców, niektórych innowacyjnych, niektórych zupełnie nieinnowacyjnych. Ale były to takie pomysły, które właśnie spełniały marzenia tych ludzi związane z biznesem, z pasją, z zarabianiem pieniędzy na tym, co ludzie kochali robić.

Następnie zacząłem rozwijać sieć Business Linków, czyli takich centrów akceleracyjnych, biur coworkingowych, które dawały miejsce do tego, aby te startupy miały gdzie pracować. W międzyczasie miałem okazję też rozwijać fundusz inwestycyjny AIP Seed Capital, który zajmował się inwestowaniem w startupy na takim bardzo początkowym etapie rozwoju, czyli dawał 100 tysięcy złotych ludziom, którzy czasami mieli tylko pomysł i nic więcej w zamian za część udziałów w spółce. Tak zainwestowaliśmy w ponad 100 spółek.

Następnie po jedenastu latach pracy w organizacji, zdecydowałem się na rozpoczęcie własnej drogi z biznesem, chociaż już prowadząc te moje oddziały Inkubatorów, każdy z nas traktował to trochę jak własny biznes. Kiedy odszedłem z AIP, z Business Linków, prowadziłem własną działalność doradczą, a potem, trzy lata temu kupiłem od moich kolegów Startup Academy. Czyli to nie jest firma, którą sam rozwijam od początku, ale przejąłem ją w 2018 roku, ponieważ im zaczęło zależeć na trochę innych rzeczach, na aplikacjach mobilnych, skalowaniu.

Kupiłem tę spółkę, a następnie wrzuciłem w to swoją energię, jakieś doświadczenie, kompetencje, i trochę się to rozwinęło, wtedy były dwie osoby na pokładzie, teraz mamy już ponad 20. Uważam, że robimy całą masę wspaniałych rzeczy, które pomagają, chociażby młodym ludziom, którzy nie mają jeszcze swojego ukierunkowanego pomysłu na siebie, a my staramy się zasiać w nich trochę takie ziarenko: „a może spróbuj zmienić ten swój pomysł na siebie i wprowadzić trochę przedsiębiorczości w to wszystko”.

Ja bym chciała porozmawiać właśnie głównie o przedsiębiorczości młodych ludzi, ale zanim o tym, to czy można postawić znak równości pomiędzy słowem przedsiębiorczość a słowem startup?

Nie, zdecydowanie nie. Startup to dla mnie jest taki podmiot, który szuka swojego miejsca na rynku poprzez jakieś innowacyjne, nietuzinkowe modele biznesowe, jest nastawiony bardzo mocno na skalowalność, na to, żeby pozyskiwać inwestorów, rosnąć, sprzedawać, kupować, szuka swojego miejsca na rynku. Nie wie, kto jest jego klientem, nie wie jeszcze, jak ten produkt będzie działał, ale stara się tam dopiero odnaleźć. Startup jest więc pewnym wycinkiem biznesu.

Niemniej jednak przedsiębiorczość, dla mnie osobiście, nie jest tylko słowem ograniczonym do przedsiębiorców, bo dla mnie urzędnik może być przedsiębiorczy i mamy przyjemność pracować z wieloma takimi urzędnikami, którzy są przedsiębiorczy. I co to dla mnie oznacza? To oznacza gotowość do rozwiązywania problemów, a nie ich generowania, gotowość do podejmowania ryzyka, gotowość do osiągania rezultatów za pomocą bardzo ograniczonych zasobów. Urzędnik, nauczyciel, wykładowca akademicki również może być przedsiębiorczy.

Pracownik.

Oczywiście. I ja osobiście chwalę się tym, że nasz zespół jest bardzo przedsiębiorczy, bo z jednej strony uczymy tego innych ludzi, ale też oczekujemy od siebie, że każdy z nas będzie tworzył nowe rozwiązania. Bo przedsiębiorczość to jest właśnie taka proaktywność w kierunku rozwiązywania problemów, a nie czekanie: „no szefie, nie dało się”. Nie ma, że się nie dało, zawsze się da!

Ja bardzo podobnie patrzę właśnie na ideę przedsiębiorczości i myślę, że to jest jedna z takich kluczowych kompetencji przyszłości, z kluczowych kompetencji, które są ważne dla młodych ludzi i generalnie dla wszystkich.

I tej kompetencji zupełnie nie ma w podstawie programowej.

No właśnie, Ty chyba znasz pytania, które ja tutaj mam wypisane.

Nie znam!

Bo o to chciałam cię zapytać – jak Ty oceniasz, na ile system szkolnictwa w Polsce przygotowuje ludzi do tego, żeby być przedsiębiorczymi? I w tym wydaniu prowadzenia własnych biznesów, ale także w tym szerszym wydaniu przedsiębiorczości.

Oceniam niestety źle. Oceniam źle dlatego, że uczymy cały czas tak, jakbyśmy uczyli w 19. wieku. Nauczyciele, a może nauczyciele nie, ale system edukacji jeszcze nie zrozumiał, że my całą wiedzę świata, której potrzebujemy, mamy w smartfonie. My nie musimy się uczyć tej wiedzy na pamięć, a wciąż to robimy. Młodzi ludzie potrzebują wyzwań, potrzebują projektów, potrzebują pracy grupowej. Jeżeli myślimy o kształceniu innowatorów, to musimy pamiętać, że innowacja rodzi się z błędów, a szkoła karze za błędy. Innowacja rodzi się z pracy w grupie, a szkoła karze za pracę grupową – „nie ściągaj, nie patrz na niego, rób swoje”. Innowacja rodzi się z pasji, a niestety szkoły często zabijają tę pasję w dzieciach. Dlaczego? Praca domowa, sprawdzian, ze wszystkiego masz mieć punkty, średnia ocen – co to jest w ogóle średnia? Średnia to jest w ogóle bardzo zły sposób patrzenia. Ja bym chciał, żeby moje dzieci, a mam dwie córki, były najlepsze w jednej rzeczy. I niech sobie tę jedną rzecz dopieszczają, szkolą, ćwiczą w sobie, a z innych mogą być słabsze. A średnia mówi, że najlepiej jak jesteś dobry ze wszystkiego albo przynajmniej średni ze wszystkiego. To jest chory koncept.

Na szczęście to się zmienia. Jest bardzo wiele inicjatyw, projektów, fundacji, stowarzyszeń, ale również inicjatyw samorządowych, które starają się wdrażać inne myślenie o edukacji. My pracowaliśmy wiele razy nie dla agend rządowych, z którymi również współpracujemy, ale dla małych powiatów na terenie całej Polski, które mówiły: „przyjedźcie do nas, zróbcie z nami taki mały hackathon”. Mamy ułożony taki program, gdzie pracujemy z grupą, powiedzmy 50 młodych ludzi w ciągu dwóch dni i oni pracują w zespołach. Tworzą strony internetowe, robią analizę rynku, robią rozeznanie, budują MVP, czyli taki prototyp swojego produktu, wykonują telefony do potencjalnych klientów po to, żeby sprawdzić, czy ich potencjalne założenia biznesowe się zgadzają.

System edukacji jeszcze nie zrozumiał, że my całą wiedzę świata, której potrzebujemy, mamy w smartfonie. My nie musimy się uczyć tej wiedzy na pamięć, a wciąż to robimy. Młodzi ludzie potrzebują wyzwań, potrzebują projektów, potrzebują pracy grupowej. Jeżeli myślimy o kształceniu innowatorów, to musimy pamiętać, że innowacja rodzi się z błędów, a szkoła karze za błędy. Innowacja rodzi się z pracy w grupie, a szkoła karze za pracę grupową – „nie ściągaj, nie patrz na niego, rób swoje”. Innowacja rodzi się z pasji, a niestety szkoły często zabijają tę pasję w dzieciach.

Na jakim etapie szkolnictwa to się odbywa?

Najczęściej to jest szkoła ponadpodstawowa. Ale przykładowo w jednym z województw, w zachodniopomorskim, mieliśmy okazję w poprzednim roku, jeszcze przed pandemią, czyli z półtora roku temu to było, wysłać kilku trenerów, praktyków przedsiębiorczości do szkół podstawowych. I tam grupa około 800 osób z podstawówek miała okazję wysłuchać tego jak być przedsiębiorczym, jak budować marzenia związane z własnym biznesem, co to w ogóle znaczy, o pieniądzach, o tym, że pieniądze nie biorą się z bankomatu, jak tworzyć ciekawe pomysły. Bardzo praktyczne umiejętności, zero teorii, tylko konkret.

Właśnie, bo przygotowując się do naszej rozmowy, znalazłam informacje o czymś takim jak Szkoła Młodych Przedsiębiorców, o projekcie, który realizowaliście w Raciborzu. To jest właśnie przykład tego, o czym opowiadasz, prawda?

Zgadza się. W Raciborzu mieliśmy przyjemność współpracować nie tylko z samą młodzieżą. Mieliśmy tam trochę inny projekt, który polegał na tym, że my szkoliliśmy nauczycieli z tych zwinnych, startupowych metodyk pracy, potem nauczyciele przez kilka miesięcy pracowali zgodnie z tą metodyką z uczniami, a następnie my przyjechaliśmy na Galę Finałową, gdzie przyjechała telewizja, przyjechały zespoły, nauczyciele, i te młode zespoły prezentowały się publicznie na scenie z tego, co wypracowali.

I to, co dla mnie było wtedy wyjątkowo interesujące, to że po wielu projektach, w których to my byliśmy odpowiedzialni za pracę z młodzieżą, daliśmy narzędzia nauczycielom, którzy mogli potem skalować to, co robimy. I muszę powiedzieć, że byłem w ciężkim szoku, jak właśnie w Raciborzu była jedna grupa ze studiów i jedna grupa z podstawówki. I ta grupa z podstawówki naprawdę wymiatała, byli rewelacyjni. Pamiętam, że tego dnia rozładował mi się telefon, nie miałem ładowarki, ale jakiś chłopak z technikum przyniósł mi power banka, którego sam zrobił.

Wow!

I to jest kolejny trend, myślę, który warto zaznaczyć – że w tych konkursach najlepiej sprawdzają się technika, nie licea. Technika, zawodówki, ludzie, którzy mają umiejętności, a nie tylko wiedzę. Ja chodziłem do liceum, dosyć dobrego, ale czego mnie nauczyło? Bitwa pod Grunwaldem wtedy, tutaj taki nurt sztuki itd. Dzięki temu dostałem się na studia, OK, ale umiejętności nie nabyłem żadnych.

Właśnie, à propos tych umiejętności. Załóżmy, że słuchają nas – ciekawa jestem, ale myślę, że jest szansa – uczniowie szkół podstawowych, szkół średnich. I teraz oni słyszą od ciebie, zresztą myślę, że sami też się orientują, że ta wartość, którą dzisiaj wynoszą, to jest wiedza, która tak jak mówisz, mieści się de facto w tym telefonie, więc warto byłoby popracować nad umiejętnościami czy też pewnym nastawieniem do życia. Jakbyś miał podpowiedzieć takim młodym ludziom, nad jakimi umiejętnościami warto byłoby, żeby popracowali, żeby poszukali czy kursów dodatkowych, czy ciekawych filmów na YouTube, czy wpisali w ogóle w wyszukiwarkę Google: „nauka”, ale czego?

Skoro powiedzieliśmy sobie o tym, że wszystkie informacje na świecie są w naszym telefonie, to uważam, że przede wszystkim powinniśmy nauczyć się oceniać źródła informacji. Dlaczego? Bo żyjemy w świecie, w którym jesteśmy bombardowani natłokiem danych, z czego większość jest kłamstwem. Młody człowiek jest zagubiony, on nie wie, czy to, co czyta, jest prawdą czy jest kłamstwem. Dajmy tym młodym ludziom narzędzia, niech rozwijają umiejętności oceny źródeł, selekcjonowania tego, co jest prawdą, a co nie jest prawdą, co jest wiarygodne, a co nie jest wiarygodne. Dajmy umiejętność docierania do tego, czego szukamy, czyli umiejętność wyszukiwania tych materiałów, ale też potem robienia z tego użytku, czyli przekładania tych umiejętności na coś konkretnego.

Pracujcie w grupie, pracujcie zespołowo, starajcie się ćwiczyć wystąpienia publiczne, umiejętności miękkie. Bo koniec końców, nie wiem, czy się ze mną zgodzisz, ale jeżeli spojrzysz na tych swoich najbliższych ludzi ze szkół podstawowych, z liceum, ze studiów, którzy mieli najwyższą średnią i teraz spojrzysz na to, kto z nich zrobił największy sukces zawodowy, to bardzo często to są zupełnie inne osoby. Przynajmniej wśród moich znajomych osoby, które teraz realizują się w biznesie, które prowadzą fajne firmy albo mają odpowiedzialne stanowiska, to wcale nie były osoby, które mają najwyższą średnią, tylko osoby, które potrafiły rozmawiać z innymi, miały inteligencję emocjonalną, które potrafiły rozwiązywać konflikty, nie dawać się ponieść emocjom, które były śmiałe, odważne. To są te umiejętności i cechy, które powinniśmy budować wśród dzieci, wśród młodzieży czy w systemach edukacji. I uważam, jestem głęboko o tym przekonany, że jeżeli wzmocnimy pracę projektową, jeżeli my im powiemy: „współpracujcie, a nie patrzcie tylko na siebie, nie bójcie się błędów, błędy są dobre, bo prowadzą do rozwoju”, to to będzie kierunek, który im pomoże.

Skoro powiedzieliśmy sobie o tym, że wszystkie informacje na świecie są w naszym telefonie, to uważam, że przede wszystkim powinniśmy nauczyć się oceniać źródła informacji. Dlaczego? Bo żyjemy w świecie, w którym jesteśmy bombardowani natłokiem danych, z czego większość jest kłamstwem. Młody człowiek jest zagubiony, on nie wie, czy to, co czyta, jest prawdą czy jest kłamstwem. Dajmy tym młodym ludziom narzędzia, niech rozwijają umiejętności oceny źródeł, selekcjonowania tego, co jest prawdą, a co nie jest prawdą, co jest wiarygodne, a co nie jest wiarygodne. Dajmy umiejętność docierania do tego, czego szukamy, czyli umiejętność wyszukiwania tych materiałów, ale też potem robienia z tego użytku, czyli przekładania tych umiejętności na coś konkretnego.

Ja miałam najlepszą średnią.

Ty miałaś najlepszą średnią? Ja też miałem dosyć wysoką, ale moi koledzy, którzy gdzieś tam szorowali po dnie, teraz mają wielkie firmy zatrudniające po kilkaset osób.

Nie mam aż tak dobrego kontaktu, ale był kolega, z którym trochę rywalizowałam i on też założył firmę, więc jakoś tak się złożyło, no ale to nieważne.

Dobra. [16:11] Dzięki za te cenne rady. Ja myślę, że ja bym dołożyła do tego też taką postawę przedsiębiorcy, czyli właśnie podejmowania działania, to jest związane z tym, o czym mówisz, czyli i wyszukiwanie informacji, bo do tego potrzebna jest inicjatywa, i wyciąganie lekcji właśnie z błędów, porażek, do tego też jest potrzebne działanie, bo żeby były lekcje, to trzeba to działanie podejmować.

I à propos działania i tego wszystkiego, o czym mówiłeś, załóżmy, że jestem takim młodym człowiekiem, cofam się o – już nie będę mówić, jak dużo – lat, i mam kilka pomysłów na biznes, które wydają mi się ciekawe, przynajmniej warte rozważenia. Co byś dzisiaj poradził takiemu człowiekowi? Jakie powinien podjąć pierwsze kroki, żeby ocenić, czy w ogóle którykolwiek z tych pomysłów ma sens, żeby wybrać któryś, który ma największy sens? Od czego warto byłoby, żeby zaczął?

Jeszcze piętnaście lat temu pewnie wszyscy powiedzieliby, że od biznesplanu. Biznesplan to ostatnia rzecz, którą teraz trzeba sobie zawracać głowę. Najczęstsza przyczyna porażek i błędów takich przedsiębiorców, to to, że my chcemy czasami rozwijać projekt, tworzyć startup w oparciu o potrzebę, której w ogóle nie ma. Budujemy więc Tindery dla kotów, budujemy jakieś aplikacje łączące jednych z drugimi, drugich z trzecimi, chcemy żyć z prowizji, i okazuje się później, że to się nie udaje.

Przede wszystkim sprawdźcie drodzy słuchacze, czy projekt, który robicie, odpowiada na czyjąkolwiek potrzebę. To jest absolutnie najważniejsza rzecz. Nie chodzi o to, żebyśmy stworzyli nowy system, który będzie fajnie się klikał, tylko żebyśmy dali wartość, na którą ktoś czeka. To jest pierwszy element. Drugi element to sprawdzenie konkurencji. To nie jest tak, że my tworzymy coś, co jest nowe. Takich rozwiązań na pewno było setki. Jeżeli nie było, to wcale nie jest to dobra wiadomość, bo prawdopodobnie – wracam do poprzedniego – nie ma potrzeby.

Jeżeli jest konkurencja, sprawdźmy, co robią dobrze, a co robią źle. Odnieśmy się do tego, zastanówmy się, w czym my będziemy od nich lepsi. A następnie staramy się zwalidować te nasze hipotezy dotyczące pomysłu na biznes, tworząc różnego rodzaju wywiady, ankiety, analizy, robimy właśnie taką kwerendę, sprawdzamy dane, które są dostępne w internecie, bo pewnie część tych informacji już można znaleźć. Pytamy naszych klientów: „czego byś potrzebował? Jakie masz problemy? Z czym się borykasz? Powiedz mi o ostatniej sytuacji, kiedy ostatnio chciałeś zrobić np. to i to. Jak się z tym czułeś? Co było w tym trudnego? Ile pieniędzy wydajesz na rozwiązanie tego problemu?”. A dopiero potem opowiadamy o produkcie: „bo widzisz, mi chodzi po głowie taki pomysł, taki portal albo taka aplikacja mobilna, albo taka firma usługowa, która będzie robiła to i to. Powiedz mi, co o tym myślisz. Powiedz mi jakich funkcjonalności byś oczekiwał? Albo czego tam nie może być na pewno? Ile byłbyś skłonny za to zapłacić?”. Pytamy o pieniądze, bo ludzie nie pytają, bo się wstydzą, a pieniądze to jest temat jak każdy inny.

I dopiero wtedy, jeżeli analiza tego klienta, rozmowy z nim potwierdzają istnienie potrzeby i potwierdzają to, że ludzie wcześniej płacili za rozwiązanie tej potrzeby, tego problemu, to wtedy rzucamy się w wir tworzenia. Budujemy model biznesowy, budujemy jakąś analizę finansową, konsultujemy to z ekspertami.

Obecnie w Polsce jest bardzo duża możliwość konsultowania się z ekspertami, również bezpłatnie. My każdego roku świadczymy kilkaset bezpłatnych godzin, w ramach różnych projektów miejskich. Jeżeli miałbym podliczyć, ile w ubiegłym roku zrealizowaliśmy konsultacji bezpłatnych dla odbiorców – chociaż my oczywiście byliśmy opłacani ze strony jakichś agend – to przekroczy to ponad trzy tysiące godzin takich doradczych. Teraz w tym tygodniu od 3. do 13., w tym przedziale, zrealizujemy 400 godzin doradczych dla jednej z takich szacownych instytucji, gdzie pomożemy tym ludziom budować swoje pomysły na biznes.

To nie jest tak, że my mamy monopol na wiedzę, że my nigdy się nie mylimy, ale tak jak powiedziałem na początku, mieliśmy okazję obserwować rozwój i upadki setek firm, setek biznesów. I taką wiedzą po prostu chcemy się dzielić. To nie jest wiedza z książek, to jest po prostu wiedza z obserwacji, czasami z przykrych doświadczeń, czasami z ciekawych, dobrych momentów. I mówimy: „OK, nie wiem, czy tobie to wyjdzie, ale 10 osób już próbowało to zrobić i nikomu się nie udało z tego, z tego i z tego względu. Jeżeli się upierasz i chcesz próbować, to weź pod uwagę szczególnie ten aspekt”.

Przede wszystkim sprawdźcie drodzy słuchacze, czy projekt, który robicie, odpowiada na czyjąkolwiek potrzebę. To jest absolutnie najważniejsza rzecz. Nie chodzi o to, żebyśmy stworzyli nowy system, który będzie fajnie się klikał, tylko żebyśmy dali wartość, na którą ktoś czeka. To jest pierwszy element. Drugi element to sprawdzenie konkurencji. To nie jest tak, że my tworzymy coś, co jest nowe. Takich rozwiązań na pewno było setki. Jeżeli nie było, to wcale nie jest to dobra wiadomość, bo prawdopodobnie – wracam do poprzedniego – nie ma potrzeby.

Mnie się wydaje, że teraz tej wiedzy jest tak dużo, że problemem zaczyna być decyzja, w jakim programie i w jakich warsztatach, z jakim ekspertem pracować. I oczywiście zachęcamy bardzo do tego, żebyście weszli na stronę Startup Academy, podlinkujemy waszą stronę w notatkach do podcastu.

Jakbyś miał powiedzieć, jakimi kryteriami się kierować, co wziąć pod uwagę, żeby zdecydować, czy warto uczestniczyć w tym programie akceleracyjnym, w tym programie inkubacyjnym, tych warsztatach. Co powinno być takim wyznacznikiem, że w danym projekcie jest faktyczna wartość?

Tych kryteriów jest wiele. Po pierwsze są programy akceleracyjne realizowane przez instytucje publiczne, które np. kończą się grantem. Zakończenie więc tego programu to 200 tysięcy, to czasami milion złotych dofinansowania na rozwój projektu. I to jest często to kryterium, które jest brane pod uwagę przez startupy, wybierając odpowiedni program doradczy. My również prowadzimy jeden z takich programów w województwie warmińsko-mazurskim, i tam prowadzimy kilkumiesięczny projekt inkubacyjny, który dla najlepszych ma nawet milion złotych dotacji.

Tamten projekt jest dobry, ale ma też bardzo dużo wad. Te wady to formalizacja, dokumentacja, do każdej godziny jest milion stron dokumentów. Projekt daje bardzo dużą wartość na zakończeniu, ale jest bardzo zestandaryzowany. „Nie chcesz korzystać z tego? Musisz! Nie chcesz z tego? Musisz!” Nie możesz zmieniać sobie doradztwa prawnego na marketingowe. Są pewne ramy, które określają: „tak jest, w to wchodzisz, nie da się nic zmienić”. Akceptujesz – to dobrze. Nie akceptujesz – to do widzenia.

Kwestia więc tego celu, kwestia ułożenia i takiej personalizacji. Warto wybierać te projekty, w których znamy mentorów i wiemy, że ci mentorzy, którzy tam doradzają, którzy pomagają ułożyć, są praktykami, najlepiej z naszej dziedziny. I oczywiście kwestia, która czasami jest brana pod uwagę – własność pomysłu. W projektach unijnych to jest oczywiste, że pomysł jest mój. Ale są również projekty akceleracyjne, które są finansowane przez partnerów komercyjnych. I partner komercyjny nie może sobie zagwarantować tego pomysłu, że to będzie już teraz moje. Ale np. w niektórych regulaminach programów takich rozwojowych są zapisy mówiące o pierwszeństwie inwestycyjnym na przykład. Czyli możesz rozmawiać z innymi funduszami, ale najpierw ja. Są więc różne takie obwarowania.

Ja bym zachęcał do skorzystania z tych programów, gdzie mamy jak najwięcej doradztwa dopasowanego do mnie, a nie takiego ogólnego, tych, które są najbardziej niesformalizowane, bo one są wtedy najbardziej efektywne. Ale też trzeba spojrzeć prawdzie w oczy – żaden z projektów komercyjnych nie daje tak dużych pieniędzy, jak te unijne.

To, o czym opowiadasz, wydaje mi się, że jest już kierowane do osób, które są trochę bardziej zaawansowane w myśleniu o tym swoim pomyśle, i mają też już taką pewność de facto, że chcą iść tą drogą przedsiębiorcy.

Ja jeszcze zastanawiam się, co można poradzić takim naprawdę młodym osobom, które myślą o w ogóle pierwszych krokach w biznesie i mają jakiś pomysł na własną firmę, ale też rozważają pójście do pracy. No i teraz właśnie, co w takim przypadku? Może paradoksalnie warto jednak najpierw kilka lat popracować, a może jednak lepiej popełnić te błędy na start właśnie, nie wejść w tę korporację, tylko rozpocząć własny biznes? Oczywiście dysponując środkami, jeśli ktoś ma taką możliwość, popełnić te błędy, wyciągnąć z tego więcej nauki. Co na takim bardzo wczesnym etapie byś radził?

Wspomniałaś o środkach. Z tymi środkami naprawdę nie ma dużego problemu, bo nawet osoby młode, które nie mają jeszcze jakiegoś doświadczenia biznesowego, mogą czerpać, chociażby z bardzo preferencyjnych kredytów na start założenia biznesu.

Urzędy Pracy też oferują dofinansowania.

Tak, ale tam jest malutko, tam jest dwadzieścia parę tysięcy, a są takie kredyty, które dają np. 90 tysięcy. I też oprocentowanie jest bajecznie niskie, są subsydiowane środkami publicznymi. Ale co bym zalecał? To jest raczej mit, że mamy młodych ludzi, którzy skrzyknęli się na studiach albo jeszcze w liceum i teraz robią globalny startup. Znam takie przypadki, może trzy, może cztery.

Najlepsze startupy, które osiągają największe sukcesy, to jednak są osoby, które pracowały gdzieś wcześniej. W jakiejś małej firmie, w urzędzie, w korporacji, bo łapią narzędzia, bo widzą, jakimi szefami nie chcą być, bo widzą, jak działają pewne tryby w organizacjach, budują sobie network w ten sposób i są w stanie, chociażby pozyskać pierwszego klienta, idąc do tej organizacji i mówiąc: „cześć, pracowałem tu przez rok, może byś kupił ode mnie coś tam?”. Rzadko zdarza się tak, że mamy studentów, którzy są na tyle kompetentni, że nie pracując jeszcze nigdzie, zrobili fantastyczny startup, który im wystrzelił. To oczywiście się zdarza, choć to wyjątek potwierdzający regułę.

Znam taki bardzo ciekawy przypadek dziewczyny, która była tak bardzo zdeterminowana do prowadzenia biznesu, nazywała się Agnieszka, że zdecydowała się na dosyć niezrozumiały dla jej rodziny krok. Agnieszka pochodziła z bardzo bogatej rodziny i wyjechała na pół roku do Wielkiej Brytanii po to, żeby pracować w hotelu jako recepcjonistka, jako pokojówka, jako sprzątaczka, w pralni, na kuchni. Miała skończone wyższe studia, bardzo kompetentna, elokwentna, świetnie mówiła po angielsku, świetnie wykształcona, to dlaczego podjęła się takich prostych prac?

Najlepsze startupy, które osiągają największe sukcesy, to jednak są osoby, które pracowały gdzieś wcześniej. W jakiejś małej firmie, w urzędzie, w korporacji, bo łapią narzędzia, bo widzą, jakimi szefami nie chcą być, bo widzą, jak działają pewne tryby w organizacjach, budują sobie network w ten sposób i są w stanie, chociażby pozyskać pierwszego klienta, idąc do tej organizacji i mówiąc: „cześć, pracowałem tu przez rok, może byś kupił ode mnie coś tam?”. Rzadko zdarza się tak, że mamy studentów, którzy są na tyle kompetentni, że nie pracując jeszcze nigdzie, zrobili fantastyczny startup, który im wystrzelił. To oczywiście się zdarza, choć to wyjątek potwierdzający regułę.

No właśnie.

Bo miała umowę z hotelem, że co parę tygodni będzie zmieniała stanowisko. Dlaczego? Bo marzyła o tym, żeby założyć własny hotel. Wróciła do Polski, pozyskała dotację na otworzenie hotelu i mając doświadczenie z pięciogwiazdkowego hotelu z Wielkiej Brytanii na różnych stanowiskach, miała know-how jak to zorganizować, żeby to wypaliło dobrze. I ona była bardzo zdeterminowana. Rodzina jej mówiła: „co ty robisz, ty pokojówką jesteś? Przestań”. Ona odpowiadała: „tak, bo muszę się tego nauczyć”. Nie ma więc drogi na skróty do biznesu, drogi na skróty do realizacji marzeń. Czasami trochę to trwa.

Słuchaj, bo myślę, że my tutaj rozmawiamy z perspektywy Warszawy. Siedzimy właśnie na sympatycznej kanapie w Warszawie i rozmawiamy o startupach, o innowacjach, o nowościach. A przedsiębiorczość to jest też kwiaciarnia, lokalny sklep z ubraniami, sklep spożywczy, może fryzjer czy jakieś drobne usługi w małym mieście. I wydaje mi się, że to jest jednak coś znacząco… Właśnie, tak sobie zadaję pytanie, czy to jest coś znacząco innego od tych dużych startupów? Myślę, że jest.

Jest, jest.

Myślę, że to coś innego i że pewnie łatwiej bez wcześniejszego doświadczenia założyć salon fryzjerski, ale takim osobom, które są na początku swojej drogi zawodowej i myślą o tym, żeby – nazwijmy to tradycyjny biznes – uruchomić, to co im byś radził, żeby zwiększyć szanse na to, żeby te pierwsze mityczne trzy lata przetrwali?

Powiedziałaś o tych różnicach. One są. Ja żyję światem startupów, ale też jestem świadomy tej pewnej bańki startupowej, takiego napompowania, takiego zadęcia trochę tego środowiska. Prawda jest taka, że my pracujemy z wieloma takimi tradycyjnymi przedsiębiorcami. Bo chociażby w programie Academy Smolna, który prowadzimy z Urzędem Miasta tutaj w Warszawie, doradzamy takim tradycyjnym przedsiębiorcom, prowadzimy dla nich biuro rachunkowe, pokazujemy im proste mechanizmy rozwoju biznesu. Nie takie startupowe, globalne, ale: „zmień stronę internetową, zrób to, zrób tamto”, takie proste rzeczy.

Właśnie, bo ja myślę, że trzeba ośmielać, i warto ośmielać młodych ludzi, którzy mają takie proste pomysły, właśnie tradycyjne.

I z tych pomysłów ci młodzi ludzie zbudują potem globalne, takie, które wprowadzą innowacje. Bo znowu – czym ta innowacja jest dla mnie? Ona nie jest czymś, co nam przychodzi do głowy ot tak, po prostu siedzimy, czekamy na stole – „jest innowacja? Tak, wdrażamy!” Ale kiedy pracujemy blisko klienta, kiedy widzimy, czego on chce, kiedy widzimy, czego potrzebuje i zadamy sobie takie pytanie, jak lepiej można mu pomóc rozwiązać ten problem, to jest droga do innowacji.

I tę drogę do innowacji zaczynamy od prostych modeli biznesowych, prostych tradycyjnych firm. I prowadzimy też takie warsztaty z młodzieżą. Ostatnio sporo szkół mieliśmy spod Radomia, z różnych wsi, z różnych okolicznych miasteczek. To byli ludzie w wieku 16-19 lat, wpadali na pomysł warsztatów samochodowych, produkcja bluz, klawiatury dla gamerów, prosta kafejka. I my z nimi opracowujemy nie tyle takie plany globalnego podboju kosmosu, ile pokazujemy: „słuchaj, teraz zastanów się nad tym, jakie kategorie kosztowe musisz uwzględnić. Nie ma szans, że zapłacisz za to tyle, to są dużo większe pieniądze. Pamiętaj, że od dziesięciu złotych, które dostajesz od klienta, odprowadza się jeszcze PIT, VAT, CIT, ZUS, akcyzę i zostaje ci z tego 2 złote”.

To już rewelacyjnie.

Tak. Pokazujemy więc trochę taką mechanikę pieniądza i pokazujemy, że oni wciąż mogą to zrobić, ale muszą mieć konkretne podstawy. I to, co mi się wydaje, że jest bardzo istotne, to właśnie takie pokazywanie tym młodym ludziom, że oni ten biznes mogą zbudować z tego, co kochają. Bo rodzice bardzo często mówią im coś innego: „nie rób tego, nie zajmuj się tym, ucz się, czytaj książki. A jaką masz ocenę? A co dostał Adaś?” A my staramy się pokazać coś innego. Rodzice pewnie mają swoje racje, ale nie myśl o tym, co dostał Adaś, powiedz mi, co kochasz robić i zastanów się, jak na tym możesz zbudować biznes. I pokazujemy im case’y ludzi, którzy nawet z pasji do pleśni czy grzybów, zrobili fantastyczny biznes. Nie taki, który jest na giełdzie, ale taki, który daje im sensowne stabilne pieniądze miesiąc po miesiącu.

I to, co mi się wydaje, że jest bardzo istotne, to właśnie takie pokazywanie tym młodym ludziom, że oni ten biznes mogą zbudować z tego, co kochają. Bo rodzice bardzo często mówią im coś innego: „nie rób tego, nie zajmuj się tym, ucz się, czytaj książki. A jaką masz ocenę? A co dostał Adaś?” A my staramy się pokazać coś innego. Rodzice pewnie mają swoje racje, ale nie myśl o tym, co dostał Adaś, powiedz mi, co kochasz robić i zastanów się, jak na tym możesz zbudować biznes. I pokazujemy im case’y ludzi, którzy nawet z pasji do pleśni czy grzybów, zrobili fantastyczny biznes. Nie taki, który jest na giełdzie, ale taki, który daje im sensowne stabilne pieniądze miesiąc po miesiącu.

Mając kontakt z wieloma młodymi ludźmi, to jak usystematyzowałbyś czy określił, jakie motywacje nimi rządzą, chcąc utworzyć własne przedsięwzięcie? Bo na pewno to jest kwestia finansowa, żeby po prostu zarobić, ale to jest tylko wycinek, wydaje mi się, że niewielki wycinek.

Szczerze mówiąc, nie mam takiego przekonania, że oni bardzo się interesują finansami. Oczywiście jest taki mit przedsiębiorcy, człowieka, który ma zawsze najlepszy samochód na osiedlu, ale to różnie z tym bywa. Ja mam czasami wrażenie, że oni trochę bardziej chcą mieć poczucie sprawczości. Pokolenia się teraz zmieniają. To nowe pokolenie, które ma teraz 15-20 lat, oni nie koncentrują się na tym, żeby mieć. Oni koncentrują się na tym, żeby być, żeby doznawać, żeby odczuwać, żeby czerpać z życia.

Mówisz coś, co jest mi bardzo bliskie. Hasło „być, nie mieć” bardzo dużo dla mnie znaczy.

Bardzo się cieszę. To też pokazuje, że być może urodziłaś się nie w tym pokoleniu, co trzeba. Bo w tym naszym pokoleniu to nie było takie popularne. Te osoby, które mają teraz 30-40 lat jeszcze wciąż mają taką pogoń czasami za pieniądzem, czasami za wynikami, za targetami, KPI, korporacja, awans itd. A ci młodzi ludzie, oni nie chcą tak żyć. Oni urodzili się w już trochę bardziej dostatniej Polsce, oni zobaczyli, że czasami rodzice mieli już tych pieniędzy więcej, a im więcej mieli pieniędzy, tym byli bardziej nieszczęśliwi, i oni teraz tego nie chcą powielać.

Oni chcą powielać inne schematy. Widziałem, że ktoś podróżuje – też chcę podróżować. A może na podróżach mogę zrobić biznes? Kocham samochody, chcę jeździć fajnymi samochodami, więc może zacznę od auto detalingu, żeby pucować takie piękne Mercedesy, może sam się takiego dorobię. A może chcę pojeździć luksusowymi samochodami, to może zacznę od kierowcy w takiej firmie? I to jest inna motywacja. Oni chcą budować swoje, chcą mieć poczucie sprawczości, i chcą, żeby w odróżnieniu od ich rodziców, praca sprawiała im przyjemność.

Kupuję to, co mówisz i wyobrażam sobie… Przepraszam, szukam sensownych point, ale tak, potwierdzam, że kupuję to, co mówisz. Sensownych puent i takich, które jeszcze pozwolą mi tu przejść do kolejnych…
Dobrze, już jestem.

Zamyślenie.

Tak. To, co mówisz – znowu będę się powtarzać – bardzo ze mną rezonuje i myślę podobnie.

Ciekawi mnie jeszcze jedna kwestia. Kwestia, która też jest, myślę, że na czasie – kobiety versus mężczyźni. Jak dużo jest kobiet vs. mężczyzn wśród przedsiębiorców, z którymi masz do czynienia?

Więcej jest mężczyzn.

Jak duża to jest różnica? Czy to jest np. 80 do 20%, czy bardziej 60 do 40%?

Powiedziałbym, że 80 do 20%.

I z czego to wynika twoim zdaniem?

Nie mam pojęcia. Nie potrafię wskazać takich przyczyn. Być może dlatego, że w startupach dużo większą rolę odgrywa zaawansowana technologia, że mamy jakieś programowanie, jakieś elementy inżynieryjne, bioniczna ręka, ostatnio z tym też pracowaliśmy. Jakieś baterie jądrowe, rzeczy do internetu, które działają w oparciu o rozpad atomów. To są bardzo techniczne rzeczy, które częściej jednak kręcą mężczyzn. Co nie oznacza, że w takiej tradycyjnej przedsiębiorczości ten balans nie jest inny, bo jest inny. W startupach powiedziałbym 80 do 20%, ale w tej tradycyjnej przedsiębiorczości bardzo często pracujemy z kobietami. Tylko że one chcą prowadzić biznes nie taki sky is not the limit, tylko chcą prowadzić konkretny, z którego mogą np. zarabiać co miesiąc tyle i tyle.

Tak. Przewidywalny, bezpieczny, że nie ma tak dużego ryzyka.

Tak, tak, tak. Oczywiście są wyjątki, które potwierdzają regułę, ale częściej kiedy pracuję z kobietami, one mówią: „Michał, pomóż nam zaprojektować taki biznes, żebyśmy miały z tego co miesiąc 7-10 tysięcy”. A mężczyźni mówią coś innego: „mnie zyski nie obchodzą. Ja chcę zbudować firmę, którą sprzedam za 20 mln”. I to pokazuje może trochę inną skalę ambicji, ale paradoksalnie to dużo częściej kobiety osiągają swoje cele, a nie mężczyźni te swoje globalne startupy i mityczne jednorożce.

To, co powiedziałeś o technicznych przedsięwzięciach, że one bardziej kręcą mężczyzn. Może tak być, że bardziej kręcą, a może być tak, że po prostu dziewczynki są inaczej wychowywane, bardziej do tych przedmiotów humanistycznych.

Z pewnością.

Zachęcane do tego, żeby takie kierunki wybierać na kolejnych etapach edukacji, a chłopcy są zachęcani bardziej w kierunku matematyki, fizyki, informatyki. Matematyka, fizyka to już mówię perspektywą swojego doświadczenia, na dzisiaj to jest bardziej informatyka, elektronika pewnie.

Zgadzam się z Tobą, ale to też jest chyba tak, że wśród chłopców, nawet takich młodszych, jest dużo więcej rywalizacji. Wśród dziewczynek, mam wrażenie, że jest więcej współpracy. Chłopcy bardziej rywalizują ze sobą.

Ale to też się zmienia, bo istnieje bardzo dużo organizacji i jest ich coraz więcej, które mają przybliżać technologie dziewczynkom, a potem dziewczynom takim już, powiedzmy młodym, które pomagają wejść w świat programowania. Są konkursy, które promują kobiety w technologiach, są konkursy, które promują kobiety jako CEO różnych firm. I to też jest bardzo dobre, bo to w jakiś sposób pokazuje, że te aspiracje, które być może dostaliśmy od rodziców w prezencie, wcale nie muszą zamykać nas w jakimś takim ograniczonym świecie ambicji.

Zmieniając nieco temat, ale to jest coś, co mnie bardzo intryguje, i mam to pytanie na swojej liście. Wspierając przedsiębiorców tudzież przyszłych przedsiębiorców w rozwoju ich projektów, na pewno spotkałeś się z takimi sytuacjami, kiedy po prostu wiedziałeś albo miałeś tak silne przeczucie, że te projekty nie mają szansy na sukces. I co w takiej sytuacji? Czy lepiej jest pozwolić komuś popełnić ten błąd i wyciągnąć z niego lekcję, czy jednak lepiej jest powiedzieć: „słuchaj, to się nie sprawdzi”?

Często jest tak, że nam płacą za to, żeby powiedzieć: „to się nie sprawdzi”. Bo ludzie, kiedy przychodzą do nas na konsultacje, to oni nie chcą od nas przyzwolenia na popełnianie błędów. Oni chcą od nas trochę przepisu. Chcą konsultacji i opinii. Oczywiście, jeżeli ktoś się upiera nad tym, że będzie to robił, to brawo i powodzenia. My musimy powiedzieć swoje, musimy dać jakieś swoje obawy, wnioski, przemyślenia, a co z tym ten człowiek zrobi, to już jest jego sprawa.

I oczywiście zdarzały się takie sytuacje, kiedy ja mówiłem: „nawet nie próbuj, bo tu nie ma szans”, a tu się okazuje ciach, biznes, świetnie się rozwija. Przy tylu latach już i tylu startupach, nauczyłem się trochę takiej pokory, żeby wiedzieć, że nie mam monopolu na słuszność. Przy czym zawsze widzimy różne modele biznesowe. „Słuchaj, jeżeli ty chcesz Marketplace i chcesz łączyć, powiedzmy fryzjerów z osobami, które chcą pójść do fryzjera, to pamiętaj, że musisz wziąć pod uwagę koszty pozyskania obu stron tego rynku, a nie tylko jednego. A w twoim modelu biznesowym widzę dziurę. Jeżeli tutaj nie wydasz plus 100 tysięcy złotych, to ty tego nie ułożysz”. I my wskazujemy konkretne rzeczy, konkretne błędy. Dlaczego? Bo widzimy też błędy innych ludzi.

Czyli ta informacja zwrotna to nie jest: „nie uda się”, tylko właśnie wskazanie precyzyjnie punktów.

Ja staram się nie mówić, że się nie uda, tylko mówię tak: „ryzykowne jest to, to i to. Jak z tym sobie poradzić? Możesz zrobić to, to i tamto”. To jest bardzo ryzykowne, a jednocześnie pracowaliśmy w pięciu różnych projektach z podobnymi firmami i żadnej z nich się nie udało przebić. Przychodzą do nas czasami marzyciele, którzy mówią: „my zrobimy lepszego Googla”, „mam lepszy pomysł jak Facebooka zakasować”. Powodzenia! To od razu wtedy pytam: „a ile masz pieniędzy na RnD? Bo Facebook ma miliardy”. I staram się trochę sprowadzić na ziemię. Czasami mówię, że moja praca polega na tym, żeby trochę tonować optymizm niektórych ludzi, czasami nawet zabijać ich marzenia. Jak przychodzą tacy pełni ambicji, pełni pasji, mówią:
„- My założymy taką restaurację i zrobimy to.
– Dobrze, to pokaż Excela.
– Nie mamy.
– Jak nie masz Excela, to jak weźmiesz kredyt na restaurację? Ułóż Excela, sprawdź koszty, sprawdź to, zbilansuj sobie to, dowiedz się, jak działa ten rynek”.

Teraz pracuję z jedną dziewczyną, która zamierza otworzyć siłownię dla mam. Myślę, że nie jest to żaden zupełnie odkrywczy pomysł, więc mogę o tym opowiedzieć. Pracujemy w takim programie rozwojowym, który polega na tym, że my po prostu patrzymy sobie na Excela i mówimy:
„- Słuchaj, te koszty się nie zgadzają. Sprawdźmy sobie cash flow. Wiem, że masz inwestora. Ile inwestor ci daje pieniędzy?
– Tyle.
– Aha. Jak policzyliśmy, starczy ci na trzy miesiące. W takim biznesie nie ma szans, żeby w trzy miesiące zbudować rentowność. Musisz mieć przynajmniej na sześć miesięcy, może na dziewięć miesięcy.
– Co zrobić?
– Okroić koszty, zwiększyć inwestycje, inaczej podzielić się udziałami”.

Różne są schematy, więc staram się nie mówić: „to nie ma sensu”, tylko staram się pokazać: „uważaj na to”. Na przykład: „o! To jest świetny pomysł, bo to się super wpisuje w trendy”. Albo mówię: „z takim pomysłem możesz pójść do takiego funduszu inwestycyjnego”, albo: „to jest dofinansowanie, które jest dla ciebie odpowiednie”, albo: „fundusz to nie dla ciebie, pomyśl raczej o kredycie, to będzie dla ciebie najlepsze”.

No i staramy się zrozumieć, czego ten ktoś potrzebuje, i pokazać mu pewną drogę. Oczywiście czasami zdarzają się takie sytuacje, kiedy się pomylimy, i to jest miłe, bo się okazuje, że to się potem fajnie rozwinęło, ale czasami są tacy ludzie, którym bardzo mocno kibicujemy, mówimy: „to jest gwarancja sukcesu”, a potem się okazuje, że coś nie zagrało i jest porażka.

Jestem fanką Excela, uważam, że to jest absolutnie najważniejszy program, który każdy przedsiębiorca powinien potrafić obsługiwać.

Czy te błędy, o których opowiadasz, które wskazujecie, da się jakoś pokategoryzować? Pytanie brzmi: pięć takich najczęstszych błędów, z którymi się spotykasz?

Pierwsza sprawa – tworzenie fantastycznego rozwiązania, które świetnie się klika, ale nikomu nie pomaga i nikt na to nie czeka. Uwierzcie mi, analizy Forbesa pokazały, że 80% upadku startupów jest właśnie próbą rozwiązania problemu, który nie istnieje.

Kolejna sprawa to jest właśnie nieznajomość realiów rynkowych. Czyli np. „tworzę produkt, ale nie wyjdę z nim na rynek, bo przecież mi go ukradną. Wejdę na niego dopiero wtedy, gdy będę miał wszystko gotowe”. A tu się okazuje, że urosło już dziesięć innych konkurencyjnych firm, które robią to lepiej.

Kolejna rzecz – kłótnie w zespole. Materia ludzka. My się tego nie uczymy nigdzie, jak pracować z ludźmi, jak rozmawiać o kryzysach, jak być ambitnym, jak oczekiwać feedbacku, jak dawać feedback, jak radzić sobie z porażkami. Ja też co tydzień, co miesiąc mam bolesne porażki, przez które tracę pieniądze, tracę czas, tracę i się frustruję. Ale czasami sobie myślę, że to, co oddziela dobrego przedsiębiorcę od tego, któremu do końca nie wychodzi, jest ta umiejętność wstawania, otrzepywania się z prochu porażki i patrzenie dalej.

Czyli te kłótnie w zespole, brak jakichś konkretnych ustalonych zasad współpracy. I te kłótnie pojawiają się w dwóch przypadkach. Kiedy jest bardzo źle – „bo to przecież jest twoja wina. Ja pracowałem ciężko, wiem, że ty przecież byłaś na imprezie, spotkałaś się ze znajomymi, a ja byłem wtedy w biurze. Za mało się starasz”. I druga sprawa, kiedy jest zbyt dobrze w biznesie – „bo czyja to jest zasługa? Moja, oczywiście, że moja. Wiem, dzieliliśmy się 50/50 wcześniej, ale ja byłem w gazecie, ja przyprowadziłem klienta, teraz będzie 60/40, bo mam dobre serce”. Tak się teraz składa, że staramy się rewidować to wszystko, ktoś się nie stara itd. Bo nie zrobiliśmy sobie takiego Founders Agreement, czyli porozumienia na początku, które mówi, kto, co, ile, w jakim wymiarze. Kto co wkłada, kto co wyjmuje, bardzo ważna rzecz.

Kolejna sprawa to po prostu wyczerpanie się pieniędzy. Mieliśmy 100 tysięcy złotych na to, nie policzyliśmy tego dobrze, no i zabrakło. I co teraz? Jest pytanie – wkładamy dalej, w nieskończoność, czy kasujemy projekt? Jedno i drugie jest bardzo trudne.

Piąty błąd, który się bardzo często zdarza to brak dobrego rozeznania, stworzenia product-market fit, czyli takiego stworzenia produktu, który pod kątem swoich cech i parametrów odpowiada temu, czego dana kategoria docelowa oczekuje. Wiem, że być może to jest takie analityczne, ale jednak biznes to jest często analityka. I odpowiedzenie na potrzeby konkretnej grupy docelowej, zbudowanie produktu i znalezienie odpowiednich kanałów dystrybucyjnych. Bo często znowu przedsiębiorcy myślą sobie tak: „skoro mam już swój produkt, to ja go muszę sprzedawać”. A wydaje mi się, że katalog marzeń pokazuje, że wcale nie jest tak, że to ty musisz sprzedawać swój produkt, a może znajdzie się ktoś, kto jest lepszy w sprzedaży tego produktu. To jest chyba też to, co wy robicie, czyli bycie takim kanałem przekazu tego, co ktoś tworzy dla innych. My więc też pokazujemy: „znajdź dystrybutora, znajdź sobie kogoś, kto będzie sprzedawał twoje produkty. Ale skoro chcesz mieć dystrybutora, to produkt musi być na tyle marżowy, żeby starczyło dla wszystkich”. Często startupy mówią: „ja będę tańszy niż konkurencja”. No tak, ale konkurencja sprzedaje dziesięcioma kanałami, a ty, żeby być tańszym, musisz być w jednym, tylko własnym kanale. I potem ktoś tworzy sklep, nie sprzedaje nic, biznes się nie kręci.

To jest tak wartościowe, o czym opowiadasz, a nie wyczerpiemy wszystkich błędów i wszystkich rad, którymi jesteś w stanie się podzielić, tak że pytanie gdzie nasi słuchacze mogą zasięgnąć więcej informacji o tym, o czym mówisz?

Przede wszystkim, jeżeli wejdziecie na naszą stronę internetową www.startupacademy.pl, zobaczycie wszystkie projekty, które realizujemy. I część z tych projektów jest płatna, część jest bezpłatna, w związku z tym możecie np. zapisać się na bezpłatne konsultacje prawne, podatkowe, marketingowe, konsultacje modelu biznesowego w ramach jednego z programów, który realizujemy dla Urzędu Miasta Stołecznego Warszawy. Jeżeli nie jesteście z Warszawy, możecie po prostu dołączyć do nas na jakieś komercyjne konsultacje, które też świadczymy. Prowadzimy czasami hackathony edukacyjne. Teraz w poprzedni weekend mieliśmy hackaton z branży edtechowej, czyli pomagaliśmy rozwijać się edtechom.

Edtechom, czyli edukacja?

Dokładnie tak, technologiom edukacyjnym. Znajdziecie sobie katalog różnych projektów, które realizujemy, chociażby niebawem 15 września organizujemy spotkanie z inwestorami, gdzie łączymy startupy z inwestorami. Tak, żeby inwestor również mógł pokazać swój punkt widzenia na to, kogo szuka i czego potrzebuje.

Nagraliśmy kurs, który się nazywa Startup Sprint, gdzie w ciągu kilku godzin staramy się pokazać drogę, którą można przejść od wygenerowania pomysłu na biznes, przez jego sprawdzenie z klientami, zbudowanie efektywnego modelu biznesowego, poprzez jego sprzedaż i pozyskiwanie finansowania na jego rozwój. Pięć modułów, pięć krótkich tematów, które w interesujący sposób, oparte o case’y pokazują drogę, którą można przejść od pomysłu do pierwszej sprzedaży.

Dla tych najbardziej innowacyjnych prowadzimy również akceleratory. Prowadzimy programy, które mogą się zakończyć nawet milionową dotacją. I o tych wszystkich informacjach, o tych wszystkich produktach, projektach, które prowadzimy, znajdziecie informacje czy to na naszym Facebooku, czy na stronie.

Zapraszamy bardzo!

Spośród tych wszystkich projektów, które dotychczas zrealizowałeś – czy masz ulubiony? Czy masz taki, który dał Ci najwięcej satysfakcji, że masz poczucie, że on dał najwięcej i tobie osobiście, i innym ludziom?

Mamy taki projekt, który realizujemy z Narodowym Centrum Badań i Rozwoju, który nazywa się Praktyczna Lekcja Przedsiębiorczości.

Super nazwa!

I to jest projekt, który wdrażamy właśnie w liceach, w szkołach ponadpodstawowych na terenie całej Polski. Wysyłamy tam naszych przedsiębiorców, którzy mają za zadanie zainspirować: „to jest moja droga, zrobiłem to, popełniłem takie błędy, a to są pomysły generowane z pasji. Czym się interesujecie? Końmi? Świetnie, załóż stadninę, załóż coś tam. Interesujesz się samochodami? Super, załóż automyjnię, nawet ręczną”. I tak pokazujemy możliwą drogę.

Następnie tych ludzi zapraszamy na warsztaty weekendowe, gdzie pogłębiamy z nimi te treści. Potem każdy z tych uczestników jest objęty 20-godzinnym mentoringiem coacha kariery, eksperta biznesowego, prawnika, osoby od finansów. Następnie przygotowujemy dla nich sprawdziany, wystąpienia publiczne, do których też ich przygotowujemy, gdzie mogą zaprezentować się, symulując trochę komitet inwestycyjny z inwestorami. I do tej pory przeszkoliliśmy około tysiąca młodych ludzi w Polsce, ale mamy jeszcze środki na prawie drugie tyle. Jeżeli więc ktoś nas słucha i chciałby zaprosić taki projekt do swojej szkoły, chętnie przyjedziemy.

Dlaczego to kocham? Dlatego, że ci ludzie naprawdę bardzo tego potrzebują, są ambitni, są zainteresowani. Oni mówią: „w szkole my mamy tylko mikroekonomię na przedsiębiorczości, nie mamy takich rzeczy”. A my im pokazujemy prostą drogę: „słuchaj, próbuj, może ci się nie uda, a może ci się uda”.

Uważam, że to jest projekt, który z jednej strony bardzo dużo mi dał, bo mam takie poczucie realizowania misji tego co robimy, ale z drugiej niestety jest bardzo trudny, bo to jest projekt unijny. Dokumentacji per każdy uczestnik mamy po prostu wielki stos i musimy sobie jakoś z tym poradzić, więc dokumentacja trochę przykrywa frajdę z realizacji tego projektu. Ale kiedy sobie pomyślę, że ci ludzie wracają, mówią: „wiesz Michał, rok temu się widzieliśmy, a mi się naprawdę udało założyć ten biznes”, to myślę sobie, że po to to robimy. I to jest właśnie takie moje marzenie.

Brzmi rewelacyjnie! Ja już poza anteną wypytam cię o szczegóły tego projektu, bo bardzo mi się podoba.

A tak zupełnie na koniec – czy jest jakieś marzenie biznesowe, które masz i którym chciałbyś się podzielić?

Takich marzeń jest kilka oczywiście. Kilka się już spełniło, bo zawsze chciałem pracować w dużym zespole, który zostanie zbudowany z osób, które są pasjonatami. Myślę, że udało nam się to zrealizować. Kolejne marzenie jest takie, żeby stworzyć największy w Polsce program nauczania przedsiębiorczości dla młodzieży. To jest takie marzenie, które ciągnie mnie od kilku lat, ale na szczęście robimy już coraz większe projekty, bo to jest coś, co zaprocentuje w przyszłości.

A takie moje marzenie, które mam wobec siebie samego, to żebym nauczył się po prostu trochę inaczej pracować. Pracować trochę mniej. I żebym nauczył się znajdować trochę więcej przestrzeni na taką inspirację, na projektowanie rzeczy do przodu, bo uważam, że obecnie pracuję za dużo i mimo tego, że praca jest moją pasją, to czasami czuję się trochę zmęczony i przytłoczony tym wszystkim, co się wokół tego dzieje. Moim marzeniem jest więc to, żeby nadal robić to, co robię, ale w trochę mniejszym wymiarze. Mam nadzieję, że kiedyś się tego nauczę.

Trzymam kciuki, kibicuję i w szczególności podzielam to marzenie związane z promocją przedsiębiorczości w Polsce wśród młodych ludzi. Zobaczymy, może jakoś będzie możliwość połączenia sił.

Dzięki wielkie za rozmowę!

Pięknie dziękuję.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top