NM 66: Zygmunt Miłoszewski – O zwrotach akcji, przygodzie i emocjach

  • 00:56:13
  • 07 czerwca, 2022
  • 89.8 MB

Wielokrotnie w rozmowach z moimi gośćmi wybrzmiewało, że lubię liczby. Jednak moje pierwsze wspomnienie ze szkołą, a właściwie przedszkolem, dotyczy czytania. Czytałam płynnie już w przedszkolu, a moją ulubioną zabawą po powrocie do domu było właśnie czytanie. Pamiętam stertę kwadratowych książeczek z serii „Poczytaj mi mamo”, które czytałam sama sobie codziennie – jedna za drugą. 

Moimi pierwszymi lekturami z kategorii książek kierowanych do dorosłych były kryminały Agathy Christie. Przeczytałam wszystkie, chyba przed ukończeniem 15 lat. 

Nie zdziwi Was więc, że rozmowa z moim dzisiejszym gościem, Zygmuntem Miłoszewskim, jest spełnieniem moich dziecięcych marzeń. Zygmunt to autor powieści kryminalnych, przetłumaczonych na wiele języków, w części także zekranizowanych.

Moja ulubiona powieść to „Bezcenny” – intrygujące tło historyczne, ciekawa fabuła ze sztuką w tle i wiele zwrotów akcji. 

Zadałam Zygmuntowi pytania, które tkwiły we mnie od wielu lat. W dużej mierze dotyczą życia pisarza od kuchni:

  • skąd czerpie pomysły;
  • jak rozwija swój warsztat pisarski;
  • co robi w momencie blokady twórczej? 

To tylko niewielka ich część. 

Jakie inne pytania zadałam? I co ważniejsze, jak na nie odpowiedział Zygmunt? Posłuchaj, a potem daj znać jak Ci się podobała nasza rozmowa! 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Zygmunt Miłoszewski – O zwrotach akcji, przygodzie i emocjach” usłyszycie o tym:

  • jaki był jego ulubiony przedmiot w szkole;
  • co jest jego uzależnieniem;
  • jak wyglądały początki zawodowe;
  • co myśli o bazowaniu na prawdziwych zbrodniach;
  • skąd wziął się pomysł na pisanie;
  • jak wygląda zawód pisarza;
  • co składa się na proces tworzenia książki;
  • jakich innych autorów sam czyta;
  • jak radzi sobie z blokadą twórczą;
  • czy lubi swoich bohaterów;
  • co robi w czasie wolnym.

 

 

Zygmunt, wielkie dzięki za tą rozmowę. Moja ciekawość zostało już w bardzo dużej mierze zaspokojona, a jednocześnie pojawiło mi się w głowie wiele nowych pytań. Np.  gdzie leży granica między rzeczywistością, a fikcją? Co jest prawdą o nas samych i jak do niej dotrzeć? Czy lepiej żyć w rzeczywistości i w prawdzie, a nie w fikcji? Jak do tego ma się zanurzenie w media społecznościowe i gry komputerowe, tak powszechne w dzisiejszym świecie? I czy w ogóle warto robić takie rozkminki, bo może lepiej po prostu żyć, niż rozkminiać? 

Co Wy na to? Co Zygmunt na to? Postaram się choć część pytań poruszyć w drugiej części naszej rozmowy. 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

 

Więcej o Zygmuncie znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć!

Bardzo się cieszę, że tu się spotykamy, bo jeśli bym miała podsumować, co mi zajmuje najwięcej czasu w życiu, po pracy, to myślę, że czytanie. I na start takie pytanie: jaki był Twój ulubiony przedmiot w szkole?

Cześć! Dzień dobry.

Myślę, że musisz przemyśleć priorytety, skoro praca zajmuje Ci najwięcej czasu w życiu. Jaki był mój ulubiony przedmiot w szkole? Myślę, że trochę polski, bo na polskim też było o czytaniu i czytanie to była taka pierwsza fantastyczna rzecz, którą sobie w życiu odkryłem. Wiesz, tam są różne światy, tam są przygody, tam są zwroty akcji, wszystko to jest ciekawsze niż to, co się dzieje dookoła. I właściwie jak się mnie pytali, kim chcę zostać, kiedy dorosnę, to nie miałem żadnej takiej wersji, że chcę być strażakiem, marynarzem, lekarzem, kosmonautą, tylko że chcę mieć przygody. To się wydawało taką interesującą ścieżką kariery i to oczywiście było z literatury.

I na polskim też była ta literatura, ale to nie jest tak, że nie mogłem się doczekać tej lekcji polskiego. Polski to były też nudne lektury, gramatyka. Spoko była też historia, bo w historii była jakaś tajemnica i były tam różne takie rzeczy, trochę czasami jak z powieści fantasy. Spoko była geografia, bo była o odkryciach, o dalekich lądach, kontynentach. i paradoksalnie spoko była matematyka, ponieważ była rodzajem łamigłówki. Ja do tej pory lubię takie łamigłówki, zagadki. Możemy porozmawiać o różnych rodzajach fikcji, w której uczestniczę.

Bo przecież fikcja to nie tylko literatura. Są też różne gry komputerowe. I to jest też na tyle ciekawe, że teraz mój syn, który podrósł, też poleca mi takie rzeczy, które wie, że polubię, bo są jakieś łamigłówki, zagadki, bo trzeba trochę pogimnastykować mózg.

Ja lubiłam najbardziej zdecydowanie matematykę. Polskiego w sumie nie, więc tak sobie zadawałam to pytanie, skąd mi się właściwie to czytanie wzięło, ale to jest bardzo spójne z tym, co powiedziałeś, że zagadki, łamigłówki, wyobraźnia, gdzieś tam w różne kierunki można było się wybrać, siedząc na łóżku czy kanapie.

Czy ja muszę przemyśleć te priorytety? To, co de facto teraz robimy, to też jest taka dla mnie praca…

Nie no, słuchaj, dla mnie to też jest praca.

Dokładnie. Więc to jest, kurcze, praca i pasja w jednym. Może trochę pomyślę.

Możemy się kłócić jakby co. Możemy się nie zgadzać?

No ja nie wiem. Czy możemy się nie zgadzać?

Są różne style prowadzenia konwersacji.

Zgodzę się, że możemy się nie zgadzać.

Tak że oczywiście to się z tego bierze. U mnie to się z tego wzięło, że tam są przygody. Przygody, przygody, przygody. I myślę, że wszyscy lubimy mieć przygody i żeby coś się zadziało, żeby było fajnie, żeby było inaczej, żeby było niezwykle. Fikcja jest takim pierwszym wyborem. Dla mnie to była literatura, bo jestem łysy, ale tak w ogóle to siwy. Ale też dla wielu osób to jest kino, telewizja, seriale, gry komputerowe, które są fajną formą narracji, komiksy.

Chodzi o to, żeby przeżywać różne takie rzeczy, których normalnie nie przeżywasz. I ostatnio dużo myślę o tym, że to jest z jednej strony fantastyczne. Życie jest, jakie jest, praca, dzieci, najpierw chodzisz do szkoły, potem chodzisz do pracy, potem masz dzieci – jest dużo obowiązków, dużo czasu idzie w taki gwizdek, trzeba przespać swoje, trzeba jeść czasami, co też jest oczywiście super. No i wtedy, wiesz: ta fikcja.

Jednak tam są przygody, tam są zwroty akcji, tam są niezwykli bohaterowie, tam wszystko jest wyraziste, tam wszystko ma sens, zmierza do jakiegoś finału, oczyszczenia, do odkrycia, do poznania siebie – trochę inaczej niż w życiu. Tylko że wszystko to jest takie aż za bardzo wyjątkowe. Przez to, że jest takie wyjątkowe, to łatwo jest się od tego uzależnić. I mówię to jako osoba uzależniona trochę od fikcji. I łatwo wtedy przegapić takie rzeczy, które mamy na wyciągnięcie ręki, a które nie są może tak wyjątkowe, tak fantastyczne, tak barokowe i tak wielopiętrowe, ale jednak są bardziej prawdziwe niż to, co jest w fikcji.

Tak że myślę, że warto jednak zachować jakąś równowagę pomiędzy wspaniałymi i nieprawdziwymi przygodami a tymi, które nie są może aż tak odjazdowe i aż tak na krawędzi, ale jednak prawdziwe – w prawdziwym życiu, z prawdziwymi ludźmi.

Przez to, że jest takie wyjątkowe, to łatwo jest się od tego uzależnić. I mówię to jako osoba uzależniona trochę od fikcji. I łatwo wtedy przegapić takie rzeczy, które mamy na wyciągnięcie ręki, a które nie są może tak wyjątkowe, tak fantastyczne, tak barokowe i tak wielopiętrowe, ale jednak są bardziej prawdziwe niż to, co jest w fikcji.

Wiesz co, nie myślałam o tym w ten sposób, ale chyba jestem uzależniona od książek.

Ale dla mnie to jest dobra informacja, bo ja żyję ze sprzedaży książek. Wiem, niestety jesteś tylko jedną czytelniczką. Tak że na Tobie zarabiam 5 zł raz na trzy lata, ale na szczęście takich ludzi jest więcej i ja z tego płacę rachunki i wiesz, ja w ogóle nie mówię: „zrezygnujmy z fikcji”.

Ja tylko mówię, jako osoba gdzieś tam uzależniona od fikcji i zastanawiająca się akurat chwilowo nad tym uzależnieniem, że to powinien być tylko dodatek, że fajnie raz na jakiś czas obejrzeć film, przeczytać książkę, pójść do teatru – co jest w ogóle niezwykłą i chyba najbardziej cenioną przeze mnie w ogóle sztuką, też dlatego, że są tam prawdziwi ludzie, którzy przekazują swoje emocje. Ale to nie może zastępować reszty. A myślę, że wielu z nas, zwłaszcza teraz w takiej cyfrowej dostępności wszystkiego, dlatego, że jest także praca, po pracy serial, książka, gra komputerowa, sen, kolacja, potem znowu praca.

Oby. W tym sensie, że często jest to po prostu Facebook, Tik Tok, YouTube…

Zależy, co tam jest. Bo tam też są rzeczy fajne i wartościowe. Ale masz rację. Bo to wszystko jest trochę zamiast. Zawsze mówię, że jeśli spojrzysz z boku na osobę, która przeżywa wspaniałe emocje, oglądając film lub serial, czy na osobę, która przeżywa wspaniałe, głębokie emocje, czytając powieść, to jest to osoba, która siedzi na kanapie. I też pamiętajmy, że czytanie jest świetnym zajęciem, ale jest bardzo samotnym zajęciem. Pisanie jest jeszcze bardziej samotne, ale to już inny temat.

To za moment. Tak sobie myślę, że to moje czytanie też się bierze trochę – przyznam się – z braku odwagi. W tym sensie, że ja bym chciała coś takiego fajnego, niezwykłego, niesamowitego przeżyć…

A przypadkiem tutaj nie dealujesz adrenaliną?

Dealuję. Z wielu rzeczy korzystałam i myślę, że to czytanie trochę mnie ośmiela też do tego. Ale nie na wszystko bym się ośmieliła w swoim rzeczywistym życiu. Nie na to wszystko, o czym czytam w książkach. To jest to, co lubię.

Dlatego mówię, że to jest trochę pułapka. Nie wiem, myślę, że będziemy rozmawiać o żeglarstwie, bo to jakoś gdzieś tam wróci, i oczywiście są wspaniałe powieści marynistyczne. Huraganowe wiatry, fale wielkości trzypiętrowej kamienicy, morza polarne, przylądek Horn – o tym się wspaniale czyta, siedząc na kanapie. Ale będę się upierał, że emocje spływania Omegą po Zalewie Zegrzyńskim są prawdziwsze i więcej warte niż ci bohaterowie walczący wokół przylądka Horn, z którymi obcujemy na kanapie. Jedno i drugie jest fajne, mówię tylko, żeby zachować proporcje.

Wracając do tych młodych lat, trochę odpowiedziałeś, ale zadam Ci to pytanie: skąd pomysł na Twój pierwszy zawód bezpośrednio po szkole średniej?

Zależy, który masz na myśli, bo różnie jest w opracowaniach biograficznych.

W moim researchu – reportażysta sądowy.

Tak naprawdę moją pierwszą pracą było malowanie dachów w Sztokholmie i kładzenie dachówek, i była to wspaniała praca. Doskonale płatna. W outdoorze – na zewnątrz. Z ludźmi. I było naprawdę super, ja wtedy byłem super młodym dzieciakiem i wróciłem do Warszawy i szukałem jakiejś roboty. To jest w ogóle niesamowite, jak wiele moich wyobrażeń o świecie wzięło się z fikcji.

Byłem za młody, żeby wiedzieć cokolwiek o świecie z innych źródeł. I miałem w sobie taki mityczny obraz dziennikarstwa ze Złego, Tyrmanda. To jest takie trochę zadziorne, trochę przygodowe, trochę zaglądanie pod podszewkę życia. I poszedłem pracować do gazety, do Super Expressu, który wtedy jeszcze nie był aż taką ścierką. To były czasy, kiedy miał jeszcze dział Kultura i Gospodarka i miałem taką ambicję, żeby w przystępny sposób tłumaczyć świat. I to wydawało mi się fajne, takie równościowe.

I poszedłem tam, robiłem różne rzeczy, bardzo dziwne, aż trafiłem na salę sądową. Dlatego, że koleżanka nie mogła, jakaś poważniejsza reporterka, więc wysłali młodego. I to było takie wow. To było takie dziennikarstwo, o jakim myślałem, że ja teraz będę z prawdziwymi kryminałami, z prawdziwymi przestępcami, i trochę tam wsiąkłem. I faktycznie przez pewien czas pisałem reportaże do Super Expressu z sal sądowych, i było to fajne.

Z jednej strony było to bardzo zaskakujące, bo oczywiście cały ten wymiar sprawiedliwości działa zupełnie inaczej, niż w kryminałach – skąd go znałem. Do tej pory mam szacunek, że nawet w kryminałach, które pisałem, że to nie jest tylko rozrywka. Że jednak opisujesz stratę, ból, łzy, jakieś mroczne historie. I np. z tego powodu, też myślę, że dlatego, że siedziałem na tej sali sądowej, widziałem, jak to wygląda naprawdę, a widziałem przejmujące rzeczy, taką prawdę kryminalną, i to wszystko nie jest czarno-białe, zawsze w tym sprawcy jest jakiś element ofiary, z życiem mu szło bardzo nie tak. Taka prawda, że te wszystkie zbrodnie nie są wykoncypowane. Do tej pory powtarzam, że tam się nauczyłem, że nikt nie budzi się zabójcą.

Wiesz, budzisz się jako normalna osoba. Większość zabójców budzi się jako normalna osoba. Żona, dzieci, praca, nagle coś się dzieje. Jakiś splot okoliczności, wydarzeń, informacji, sposobności, złości, gniewu, oczywiście wódki doprowadza do tego, że ta osoba, która budziła się jako normalna osoba, idzie spać jako morderca. I to było bardzo cenne i do tej pory mam coś takiego, że raczej wiele pisarek i pisarzy buduje swoją popularność na prawdziwych zbrodniach. Na fabularyzowaniu prawdziwych zbrodni, na opowiadaniu o nich. Ja dzięki temu, co wtedy przeżyłem, mam z tym problem, tzn. mam wrażenie, że opowiadanie historii prawdziwych krzywd i prawdziwych traum ma służyć ku uciesze gawiedzi, to wolę jednak zmyślić kryminał.

A pamiętasz taką sprawę, która wywarła na Tobie największe wrażenie?

Zmienię szczegóły i nie będę mówił o nazwiskach. To był młody chłopak z dobrej rodziny, który zabił swoją matkę, żeby zaimponować dziewczynie, która w niego wątpiła i która się z niego trochę wyśmiewała. To było naprawdę przejmujące. Bo to w ogóle nie jest tak, jak w kryminałach, że ci przestępcy najpierw mają plan i on jest wielopiętrowy, jak uciec tej sprawiedliwości, jak nie iść do więzienia.

Był taki świetny film Dług. Ci ludzie popełniają te zbrodnie i stoją nad tymi zwłokami i w ogóle nie wiedzą, jak to się wydarzyło. Często się w ogóle sami zgłaszają. Z jednej strony chcesz uniknąć odpowiedzialności, ale z drugiej strony: ja z tym żyć? Są też oczywiście mafiozi, którzy wiedzą, jak z tym żyć, ponieważ jest to ich sposób na prowadzenie działalności gospodarczej. I takich też spotkałem i to było superinteresujące, bo oni to traktowali praktycznie jak biznes. I w tym biznesie są lepsi, są gorsi, jedni przejmują drugich, różnie to się odbywa.

Mają swoje zasady, mają swoje kodeksy, traktują je dość elastycznie, ponieważ jednak są przestępcami i generalnie nie są zbyt mądrzy. Tzn. myślę, że dla osoby, która jest superogarnięta, wykształcona i szybko mnoży w pamięci, to pierwszym wyborem nie jest kariera przestępcza. Ale oczywiście najciekawsze były te sprawy, które były takie osobiste i rodzinne. Pamiętam chłopaka, który próbuje wbrew wszystkim przeciwnościom losu (patologiczna rodzina, alkohol, zaniedbanie) wybić się z tego i mieć normalne życie – żonę, dziecko. I w tym wszystkim jest ten zapijaczony ojciec, który upokarza jego i jego żonę, sprawia, że nie mają gdzie mieszkać. I on w końcu pęka. Okej, nie wolno nikogo zabijać, nie wolno nikomu robić krzywdy – to są wszystko oczywiste sprawy – ale jak siedziałem w tych aktach, to widziałem, że to wszystko nie jest takie proste.

Ja nie jestem z tych rozgrzeszających. Uważam, że niezależnie od środowiska, w którym wyrastaliśmy, mamy wiedzę na temat tego, co jest dobre, a co złe. Musimy sobie zadawać trud – co nie jest czasami łatwe – żeby wybierać te rzeczy dobre. Ale bardzo to było pouczające.

Ja nie jestem z tych rozgrzeszających. Uważam, że niezależnie od środowiska, w którym wyrastaliśmy, mamy wiedzę na temat tego, co jest dobre, a co złe. Musimy sobie zadawać trud – co nie jest czasami łatwe – żeby wybierać te rzeczy dobre.

I właśnie z tego wziął się pomysł na pisanie? Z tych emocji i z tych różnych traum, obserwacji, do czego człowiek jest zdolny, co doprowadza do tego, że takie rzeczy się wydarzają?

Nie. Pomysł na pisanie wziął się stąd, że do momentu odkrycia seksu to czytanie i w ogóle, obcowanie z fikcją było taką największą przyjemnością, jaką znałem. I miałem w sobie takie przeświadczenie, jak się okazało – błędne – że skoro bycie odbiorcą fikcji, czytanie jest tak wspaniałe, to pisanie na pewno jest wspaniałe plus. I to byłoby coś: być po drugiej stronie. Wiem, jakie to wywołuje we mnie emocje, i wywoływać te emocje u kogoś to byłaby naprawdę jakaś magiczna siła. I to zapewne jest jeszcze bardziej wspaniałe, jeszcze bardziej narkotyczne itd.

Okazało się, że tak nie jest, tzn. magiczna siła jest. To nie jest tak, że jakoś szczególnie lubię uprawiać swój zawód, że on mi sprawia jakąś wielką przyjemność. Jest strasznie ciężki, strasznie trudny, strasznie samotny, nigdy nie jesteś pewny tego, czy to wychodzi, czy nie wychodzi, czy ten efekt się udaje osiągnąć, ale czasami, po tym, jak już to wszystko się skończy, jadę gdzieś na to spotkanie w bibliotece w Świebodzinie, żeby być gwiazdą rocka na miarę swoich możliwości i ktoś przychodzi i mówi, że to było dla niego ważne, albo przynajmniej, że spędził trzy wieczory i nie mógł się oderwać, to jest coś. Oczywiście wolałbym być gwiazdą rocka, żeby na scenę leciały pluszowe zwierzątka.

A dostałeś kiedyś jakiegoś pluszaka?

Nie.

O! To myślę, że jest duża szansa, że ktoś się pojawi na najbliższym spotkaniu autorskim właśnie z jakimś pluszakiem.

Tak. To jest program 13+, nie rzucamy staników na scenę w bibliotece, tylko pluszowe zwierzątka.

Dobra, to teraz zwizualizujmy coś innego. Powiedziałeś, że to jest trud, pot i łzy – dopowiadam sobie – Einstein czy Edison powiedział, że sukces to jest 1% geniuszu, talentu i 99% potu, to jak to jest w przypadku zawodu pisarza?

Talent pomaga, na pewno. Ale nie jestem pewien, czy w przypadku zawodu pisarskiego to, co nazywamy talentem, nie jest po prostu pochodną przeczytanych tomów; że czytając, masz w głowie te zdania, te konstrukcje fabularne, te schematy, bohaterów – i wtedy jest taka większa baza, z której można wybierać. I ta baza jest ważna. Myślę, że to ułatwia. Jeśli ktoś ma ambicję zostania pisarką czy pisarzem, to musicie być przede wszystkim czytelniczką albo czytelnikiem. I to taki power czytelnikiem. Musisz skądś to brać, nie da się tego nauczyć na kursie.

Talent pomaga, na pewno. Ale nie jestem pewien, czy w przypadku zawodu pisarskiego to, co nazywamy talentem, nie jest po prostu pochodną przeczytanych tomów; że czytając, masz w głowie te zdania, te konstrukcje fabularne, te schematy, bohaterów – i wtedy jest taka większa baza, z której można wybierać. I ta baza jest ważna.

Nie da się?

Można pomóc. Ja sam będę prowadził teraz takie warsztaty, zobaczymy, jak to wyjdzie, bo broniłem się przed tym, ale mówię: ciekawe. I to, co mówisz, a potem to jest oczywiście praca, praca, praca. To jest jak tabelka w Excelu. Ja jestem księgowym fikcji. mam w głowie…

No właśnie, co masz? Człowieka? Historię?

I może właśnie to jest coś, co bym nazwał talentem. Może to też się wzięło z ilości przerobionej fikcji, a może to jest jakaś cecha mózgu, że ja bardzo wizualnie wszystko postrzegam. Z jakimiś szczegółami, obrazami. Czyli myślę o tym, jaki efekt chcę osiągnąć na odbiorcy, żeby jakiej emocji doświadczył, żeby jaką scenę zobaczył. Jak zrobić, żeby to, co ja mam w głowie, żebyś Ty, czytając, miała w swojej. Mniej więcej, bo tak do końca się nie da. Ale chodzi o to, że ja chcę osiągnąć taki efekt, żeby ta scena, którą mam w głowie, np. kłótni małżeńskiej, która jest kłótnią kończącą, która jest kłótnią decydującą o tym, w którą stronę pójdzie to małżeństwo, żebyś ty poczuła, że to jest ten moment, w którym każde słowo może zaważyć na tym, czy ci ludzie będą razem, czy nie. Czy ta miłość przetrwa, czy nie.

I teraz, jak czuję emocje tych ludzi i sobie myślę, jakich słów użyć, jak to opisać, żebyś Ty to poczuła, jakich oni mają używać słów, jak ma być opisana ta scena, jak mają być opisane jej i jego emocje, czy to zostało wywołane jakimś konkretnym wydarzeniem, czy oni do tej pory zachowywali się tak, żebyś Ty uwierzyła w scenę tej kłótni, żebyś nie miała, że: nie, ona by tak nie powiedziała, on by tak nie powiedział. Czyli mówię, księgowy fikcji. Żeby osiągnąć ten efekt, cały czas mam to w głowie. Jakich użyć słów, jakich zdań, jak je połączyć ze sobą, jaki styl dialogu, jaki styl tego, co się dzieje w dialogach. Piszę i próbuję, a potem cały czas to czytam: raz, drugi, trzeci przerabiam.

Na głos?

Nie, nie czytam na głos, a może powinienem. Mam sceny w książkach, które są przerabiane kilkunastokrotnie, aż osiągnę taki efekt, jaki wydaje mi się właściwy. Nie jestem idealny. Miałem kiedyś w jednej książce scenę, gdzie tematem była przemoc wobec kobiet. I zastanawiałem się, jak uniknąć takiej dosłowności przemocy – bo też się boję, że tak naprawdę słowo ma moc i czasami to może być wszystko za mocne w tym opisie, za dosłowne, zbyt nieprzyjemne. I buduję napięcie między dwojgiem ludzi, parą i widać, że on jest sprawcą przemocy, a ona jej ofiarą i to jest takie nieoczywiste, przemycone w jej monologach wewnętrznych, że ona coś robi źle, że jest niedoskonała, że musi się poprawić. I widzisz, że to są zachowania ofiary przemocy. I w końcu dochodzi do aktu twardej przemocy, w gniewie, którego nie chcę opisywać. I w końcu myślę sobie, że zrobię to tak, że opiszę scenę, która jest już po tym, co się wydarzyło, i która jest opowiedziana z punktu widzenia dziecka, które nie wie, co się wydarzyło.

Pamiętam i mam przed oczami.

Jest takie powiedzenie branżowe, że dobre pomysły to ma każdy idiota. I to jest prawda. Jakbyśmy się przeszli po ulicy Kijowskiej, to jestem przekonany, że tam są ludzie, którzy mają genialne pomysły na powieści. Pomysły, na które ja nigdy nie wpadnę, bo jestem za głupi. Ale czym się różnimy? Tym, że ja mam w sobie warsztat i zacięcie, żeby siedzieć przez dwa lata i ten pomysł zrealizować. Bo pomysł na powieść to jest za mało. Trzeba mieć pomysł na każdego bohatera, na każde wydarzenie, na każdą scenę, na każdy drugi plan, na każdy akapit, na każde zdanie i na każde słowo w tym zdaniu. I to jest trudne.

Bo pomysł na powieść to jest za mało. Trzeba mieć pomysł na każdego bohatera, na każde wydarzenie, na każdą scenę, na każdy drugi plan, na każdy akapit, na każde zdanie i na każde słowo w tym zdaniu. I to jest trudne.

Ale wiesz co… Jak byś mi przytoczył jakiś inny fragment innej książki, to pewnie bym sobie nie potrafiła sobie tak zwizualizować, a ten – konkretnie i precyzyjnie mam tę scenę przed oczami.

Ja też pamiętam tę scenę, może nieprecyzyjnie, bo ja wyrzucam z pamięci te książki, ale pamiętam, że to jest scena, którą przepisywałem kilkanaście razy. I w tym sensie – tak, to jest praca. Aż osiągnę efekt, który mnie zadowala. Oczywiście jeśli spytasz krytyków, to się okaże, że mój zadowalający efekt to jest naprawdę bardzo niewiele, ale staram się, na ile potrafię.

No dobra, ale to jest ten detal. To jest pomysł na konkretną scenę, konkretną rozmowę, a na początku jest co? Na początku jest pomysł na człowieka czy na zbrodnię czy na historię?

To jest wielopiętrowe pytanie, bo nie przeżywam żadnych objawień artystycznych (nad czym ubolewam). Mogę Ci opowiedzieć na przykładzie tego, nad czym teraz pracuję. Mam dorosłą córkę i debiutowałem w czasie gdy miała około 10 lat. Poprosiła, że skoro tata jest pisarzem, to niech napisze książkę o księżniczce, która ma przygody. Napisałem więc książkę o księżniczce, która ma przygody. I teraz mój syn, który jest w podobnym wieku, mówi: „Hej, hej, na książce jest napisane: dla mojej najukochańszej córki, Mai – sorry, a ja?”. Mówię: „No dobrze, to słucham, jakie jest zamówienie”. „Więc ja bym chciał, żeby był bohater, który jest chłopcem i który ma kumpli, żeby to było o kumplach i żeby to się działo raczej w świece science fiction i żeby były zwroty akcji”. Mówię: „Dobrze synu, nie ma sprawy”.

Ale to łatwiej, bo jest precyzyjny brief.

Nie no, księżniczka, która ma przygody, też była łatwa. I zaczynam myśleć, jakby to zrobić. Mam już bohatera, który musi mieć jakiegoś kumpla – nie ma sprawy. Muszę mieć jakąś scenerię, która jest raczej scenerią science fiction – dobrze, bo akurat mi chodziło po głowie, żeby zrobić coś dystopijnego. I siedzę i myślę, szukam i chodzę, chodzę po parku godzinami i się zastanawiam, co by to mogło być. Jakaś inna planeta? Nie… żeby to się działo raczej tutaj, tylko było z elementami fantastyki naukowej – już prędzej. Taka bliska przyszłość, w której coś poszło nie tak. Myślę, myślę, myślę i w pewnej chwili wyskakuje coś na mnie, nie pamiętam z jakiego powodu, gdzieś jestem w jakimś muzeum czy widzę łódź podwodną i mam takie: ha! A jakby to zrobić pod wodą?

I zaczynam szukać czegoś, co już było napisane. Różnych powieści, które dzieją się pod wodą. Zaczynam siedzieć w pracach naukowych. Ktoś to w ogóle rozkminił, że się buduje podwodne kolonie? Przecież pod wodą można mieć pożywienie i tlen, i wodę. Pod wodą jest stała temperatura, nie ma wahań klimatycznych itd. Myślę, że może to jest jakiś pomysł i zaczynam się wkręcać w taką dokumentację naukową.

Czyli że są eksperymenty, żeby pod wodą robić uprawy i odsalać wodę i żyć, fajnie. Ale czy są w ogóle eksperymenty, jak się żyje w takim środowisku. Mnie się wydaje, że są. Że pod kątem różnych lotów np. na Marsa czy gdzieś robi się eksperymenty, jak długo w ogóle ludzie są w stanie wytrzymać w zamknięciu. Czyli to nie jest tylko kwestia przeżycia (woda, jedzenie), tylko też przeżycia społecznego i psychicznego. Czyli mówię, jak powinno być skonstruowane zamknięte społeczeństwo, żeby ludzie tam nie oszaleli.

Już nie chcę opowiadać, bo musiałbym opowiedzieć, o czym jest cała książka, ale potem, jak już wiem, o co chodzi, to sobie myślę, jak to teraz opowiedzieć. Przecież nie mogę powiedzieć: proszę państwa, w pierwszym akapicie chodzi o to, o to, o to, a teraz będzie historia tych bohaterów, tylko muszę rozwiązać wiele innych problemów, jak narracja. W trzeciej osobie czy w pierwszej osobie? Mówię: okej, w pierwszej osobie jest dobrze, bo wtedy pokazuję, jak to widzi główny bohater, który żyje w kolonii podwodnej, ale dzięki temu, że znamy jego monolog wewnętrzny, to wiemy, że on w ogóle nie zna takich słów jak ląd, brzeg, powietrze, ponieważ cały jego świat odkąd się urodził, jest tym światem. I dlaczego on nie zna tych słów? Jako czytelniczka myślisz sobie, że nie zna, bo to jest jakaś planeta, która jest pod wodą. Czemu ci ludzie w ogóle tam żyją? Czy to jest jakieś post apo, że musieli zejść pod wodę?

I co, i ja muszę sama do tego dojść?

Ty się możesz domyślać, daję Ci różne podpowiedzi. Mój główny cel jest taki, żeby utrzymać Twoją uwagę. W momencie, kiedy Ty nie jesteś ciekawa, co się wydarzy dalej, to ja Cię tracę. Musisz być ciekawa, np. w tym wypadku, co się wydarzy z tym głównym bohaterem. Widzisz, że tam jest jakaś tajemnica. Czy on odkryje tę tajemnicę? Dlaczego ten świat jest tak skonstruowany? Co się wydarzy? Ja muszę mieć Twoje zainteresowanie na wielu różnych poziomach. W tym wypadku na poziomie konstrukcji świata, że czemu on tak wygląda. Na poziomie bohatera, co się z nim stanie. Na poziomie relacji, to mogą być relacje romantyczne. Czy bohater wybierze bohaterkę A czy bohaterkę B i czy odrzuci awanse bohaterki C, która przecież kompletnie nie jest dla niego?

Mój główny cel jest taki, żeby utrzymać Twoją uwagę. W momencie, kiedy Ty nie jesteś ciekawa, co się wydarzy dalej, to ja Cię tracę.

O rany, teraz mi się konkretne sceny z różnych książek, które przeczytałam, jak podajesz te przykłady, otwierają w głowie, że tego typu dylematy tam były przedstawione. Sam do tego doszedłeś, wyczytałeś to w podręczniku, czy dekomponowałeś i dekonstruowałeś właśnie książki innych pisarzy?

Nie ma żadnych podręczników. Faktycznie trochę starałem się czytać świadomie, patrząc, jak ludzie, których książki lubię czytać, piszą swoje.

A kogo lubisz?

Lubię, pamiętam, że bardzo czytałem Stephena Kinga. On ma w sobie coś takiego hipnotycznego, co mnie łapie. Mówię, co ten gość ma w sobie takiego hipnotycznego? Gdzie jest tajemnica tego? Trochę jest to oczywiście talent. Ale co on takiego ma w sobie, ciągle tego nie wiem, że czasami w tych powieściach bardzo dużo się dzieje, świetnie są zrobione te wszystkie haki, które mają utrzymywać Twoją ciekawość, ale czasami on pisze sceny, w których się nic nie dzieje.

Jeszcze właśnie to, że on potrafi przy tej długości powieści utrzymać tę uwagę.

Tak. I ja widzę, że to jest przegadane. Widzę, że są tam sceny, które nie mają funkcji, nie służą rozwojowi fabuły, ale są świetnymi scenami. I nie wiem. Myślę, że to jest coś takiego, co on ma po prostu w opisie bohaterów. On lubi swoich bohaterów. I to jest tak, że jesteś ciekawa niezależnie od tego, czy on będzie pisał o jakichś niezwykłych rzeczach, czy będą bohaterowie, którzy siedzą przy stole i gadają, to w tych bohaterach przeplata monolog wewnętrzny różnych bohaterów w tej samej scenie. I to jest fajne. Bo to Ci daje taki ogląd jakby z kilku kamer. Bardzo dobrze to montuje.

Tak że tak się uczyłem. Patrzyłem, jak są rozwiązane dialogi. Czy są krótkie, czy długie. Co się pisze w tzw. atrybucji dialogowej, czyli np. o mój Boże! – powiedziała? Krzyknęła? Wyszeptała? Nauczyłem się, że tak naprawdę każde dopowiedzenie jest złe. Czyli dla Ciebie powinno być jasne, czy ona to wyszeptała, czy wykrzyczała. Z jej charakteru, z tego, jak ta scena jest opisana.

I oczywiście starałem się uczyć od najlepszych. Jaka jest najlepsza polska powieść? No właśnie, to ciekawe, jaka jest Twoim zdaniem najlepsza polska powieść?

Nie wiem, nie podejmę się odpowiedzi.

No dobrze. Oficjalnie uznaje się, i też tak sądzę, że najlepszą polską powieścią jest Lalka, Prusa.

O rany, czytałam w szkole podstawowej.

Słuchaj, ja nie czytam książek po kilka razy, a Lalkę czytałem dwa czy trzy razy i ostatnio było słuchowisko. Przyjaciel zrobił słuchowisko i mówi: ja posłucham. I jest absolutnie wspaniałe. I tak, jest to wspaniała powieść. I ona jest napisana prosto. Tam nie ma żadnego naddatku słów. I to jest tak cenna lekcja.

Bo często widać u początkujących pisarzy, że za bardzo się starają, że chcą nawtykać tych słów. Gęste mgły ścieliły się po brukach, które przypominały kolczugę antycznego stwora. Nie. Wyszedł z klatki schodowej, było zimno, zapalił papierosa. Naprawdę. Ponieważ to, co ma Cię trzymać według mnie przy narracji, to nie jest język, tylko ciekawość co się wydarzy dalej.

Są pisarze, którzy tak wspaniale opanowali język, że czytasz ich dlatego, bo chcesz przeczytać następne zdanie, żeby się przekonać, jakie ono będzie wspaniałe. Jerzy Pilch był takim pisarzem. Ale naprawdę, to jest jeden na milion, a próbują wszyscy – niesłusznie.

Ja Ci trochę posłodzę. To, co ja lubię w Twoich książkach, to ten kontekst. kontekst historyczny, społeczny, że to jest nie tylko historia między człowiekiem A, B i C, wydarzyło się coś, były te zwroty akcji itd., tylko że jest jeszcze coś takiego szerszego, co daje mi jakąś wiedzę historyczną, że mogę się zastanowić nad czymś, taką dodatkową pożywkę dla myśli.

Powieść jest gruba, można tam nawciskać trochę.

Ale nie wszyscy tak mają.

Nie, nie wszyscy tak mają. Ale też jestem często krytykowany za to, że właśnie mam taką warstwę publicystyczną albo warstwę historyczną. Ale ja lubię, żeby moje książki były o czymś. Czyli zastanawiam się, żeby tam był jakiś temat, staram się dowiedzieć, ile się da, żeby potem móc to wykorzystać. I w ogóle, wiesz, nie jest łatwo dzisiaj zaskoczyć czytelnika czy czytelniczkę. Jest internet, można się wszystkiego dowiedzieć na pstryknięcie palcami.

Można sprawdzić.

Dla mnie fajne jest to, żeby ta powieść była też podróżą do takiego nieznanego świata. Jakiegoś zawodu, branży, regionu. Ja np. trochę się powiozłem międzynarodowo na fali czytania kryminałów zagranicznych. To się zaczęło od Szwedów. Ludzie czytali szwedzkie kryminały i potem mieli takie: no dobra, wiemy już, jak to jest w tej Szwecji, to może dowiedzmy się, jak to jest gdzie indziej. Bo ludzie niechętnie w ogóle czytają książki w tłumaczeniach, a te kryminały się przebiły.

I się okazało, że to jest bardzo interesujące, że to, co mówisz o tym takim tle, że to jest za granicą jeszcze bardziej interesujące. Jak wygląda życie codzienne. Jak się masz tego dowiedzieć? Ciężko się tego dowiedzieć jeśli jesteś turystką. Pojedziesz gdzieś na weekend, zjesz lokalne danie, zobaczysz muzeum, rynek, kościółek, siema, nara.

I film też tego tak nie oddaje, zbyt powierzchownie.

I film też tego nie oddaje. A w powieści masz jednak głębokie, są tam tradycje, monologi wewnętrzne, jest bardziej opisane życie codzienne i naprawdę masz wrażenie, że zanurzasz się w tej innej kulturze. To jest superciekawe.

Blokada twórcza. Co wtedy? Dopada Cię? Nie dopada? Lubię porównywać sobie, jak ludzie z różnych zawodów, światów radzą sobie z blokadami, trudnościami. Sportowcy, podróżnicy, ludzie, dla których światem jest przygoda, mówią o sile mentalnej, wytrenowaniu umysłu, przygotowaniu mentalnym od tym kątem. Jak to jest w przypadku pisarza?

Jaką może mieć podróżnik blokadę? Że co, że PKP mu się spóźnia?

Wiesz co, mówiąc podróżnik, mam na myśli podróżnika surwiwalowego. Jakaś niebezpieczna sytuacja, że tu miał przejść przez rzekę, która wylała i teraz prąd jest taki, że on jest już gdzieś tam w środku i może go porwać i jak on ma przeżyć. W takim kontekście.

O Jezu, i teraz te moje trudności wydają się takie mało sexy. Przedstawiłaś ludzi, którzy mają trudności takie, że z jednej strony krokodyl, z drugiej rwący potok, a oni ściągając się na jednej ręce, mówią: „Nie! Muszę dać radę! Szukam swojej mentalnej siły”. I teraz ja: siedzę w dresie przy biurku i mówię: „muszę w sobie znaleźć tę mentalną siłę”. No kompletnie to w ogóle nie gra.

Ale dobrze, nie wszyscy mogą być odkrywcami, zdobywcami, podróżnikami.

Są też ludzie, których rolą jest pisanie o podróżnikach i zdobywcach.

Ale pocieszasz mnie teraz?

Tak.

To nieskutecznie. I faktycznie, trudność w moim zawodzie polega na tym, że muszę po pierwsze coś wymyślić i to po prostu czasami nie idzie. Na szczęście jestem stary i doświadczony i wiem, że po prostu czasami nie idzie i tyle. I nie histeryzuję z tego powodu. Wiem, że jeśli nie idzie, to z jakiegoś powodu. Czyli to nie jest tak, że jestem po prostu leniwy i to nie jest tak, że nagle planety się ustawiły w złym porządku, Jowisz jest w byku itd., tylko wiem, że to znaczy, że coś pewnie robię źle. Moje pisarskie „Ja” buntuje się przed tym, że próbuję iść w złym kierunku.

To znaczy, że muszę spróbować inaczej, że muszę jeszcze trochę pomyśleć, że lepiej wolniej, ale dokładniej. I tu różnie. Ja prowadzę swoje dzienniki pisarskie. I faktycznie, mam czasami tak, że mam dwa tygodnie, gdzie jest napisane zero, zero, zero, zero, zero. Więc staram się od tego nie uciekać. Czyli nie mówić: okej, nie idzie, to w takim razie knajpa, impreza, wycieczka, tylko siedzę te swoje sześć czy osiem godzin przy biurku i nic nie piszę. Myślę sobie.

Jesteś wyczerpany? Zdołowany?

Czasami jestem, ale co zrobię?

Czekasz.

Czekam. I myślę. Cały czas mówię, że to dla Państwa, którzy marzycie o karierze pisarskiej, że to jest praca, która polega nie na pisaniu, tylko na myśleniu. I dopiero jak wymyślisz, co i jak chcesz napisać, to możesz to napisać i wtedy to już szybko idzie.

A bohaterowie? Bo powiedziałeś, że widać, że Stephen King lubi swoich bohaterów, czy Ty masz tak, że też lubisz swoich? Czy masz takich, że okej, tego lubisz, może go jakoś podkoloryzowujesz, dodajesz mu takich cech, żeby inni go lubili, a ty go nie lubisz, bo jest zły? A może to wcale nie idzie w parze, że to jest ten dobry, to go lubisz, a to jest ten zły, to go nie lubisz?

Mam takie dość techniczne podejście. Chcę, żeby ci bohaterowie spełnili swoją rolę, czyli żeby przekazali ci takie emocje, które chcę, żeby przekazali. I do niektórych mam więcej sympatii i to jest niebezpieczne, bo to jest tylko bohater. Ja go mogę władować w straszne sytuacje, w perypetie, mogę mu wszystko zabrać, mogę z niego zrobić Hioba. I nie pamiętam już, czyja to była genialna rada, Kurta Vonneguta może, że trzeba źle traktować swoich bohaterów. Że to jest ciekawe dla czytelnika. Ja się nie mogę w nich zakochać i być dla nich miły. Oni mają mieć perypetie, mają przezwyciężać trudności, mają się zmieniać. Na szczęście są to tylko czarne literki na białym tle, więc mogę zrobić, co chcę.

A zachowujesz takie wersje robocze? Jak zmieniasz jakąś scenę kilka razy?

Tak, jasne, jestem maniakiem backupowania wszystkiego na wszelki wypadek. Mam też sceny usunięte.

A zdarzyło Ci się napisać taką scenę, w której sam chciałbyś być? I to napisałeś dla siebie?

No jasne. Czasami tak. Ale to tak nie działa. To jest największa różnica pomiędzy pisaniem a czytaniem. Jak czytam, to jestem tam w środku i to mnie wciąga i w ogóle mnie nie ma, jestem tymi bohaterami, jestem w tych scenach, a jak piszę, to nie ma tam tego podniecenia. Myślę, że jeśli zamawiasz półkę na książki i chcesz, żeby to była piękna półka, to nie chcesz, żeby ten stolarz jakoś specjalnie szalał z podniecenia, robiąc tę półkę. Chcesz, żeby był fachowcem, który zrobi taką półkę, która Cię zachwyci. I ja jestem takim stolarzem fikcji. Nie podniecam się za bardzo przy tym papierze ściernym, ale cieszę się, że być może efekt Ci się spodoba.

To jest największa różnica pomiędzy pisaniem a czytaniem. Jak czytam, to jestem tam w środku i to mnie wciąga i w ogóle mnie nie ma, jestem tymi bohaterami, jestem w tych scenach, a jak piszę, to nie ma tam tego podniecenia.

No właśnie, bo to cieszenie się jest ważne.

Ale to nie jest tak, że wchodzę do tego warsztatu, patrzę na tę półkę i mówię: o mój Boże!

Trafiłeś, bo ja w zeszłym roku miałam remont w domu i sporo rzeczy stolarz robił na wymiar i na zamówienie i jak przychodził, to widziałam w jego oczach, jak bardzo mu się podobają niektóre z tych mebli i de facto to działało tak, że mi się podobały jeszcze bardziej te meble, widząc, że jemu też się tak bardzo podobały.

Ja też chcę zrobić coś, z czego jestem zadowolony, ale nie ma w tym tej intensywności uczestnictwa w fikcji, że ktoś mnie zabiera na jakąś wspaniałą przygodę.

A wracasz do swoich książek?

Nie, co Ty!

Co byś czuł i myślał teraz o pierwszych opowiadaniach albo książce?

Wolę tam nie zaglądać na wszelki wypadek.

Znam to.

Wiem, że są tam błędy, wiem, że wiele rzeczy napisałbym inaczej. I teraz mam taki lęk w sobie, że mój francuski wydawca chce kupić moją pierwszą debiutancką powieść. Bo jest przerwa, coś by wydał z moim nazwiskiem. Mówię, okej, że mam tę debiutancką powieść, która jest powieścią grozy, która dzieje się w nawiedzonym bloku z wielkiej płyty i pamiętam, że tam są rzeczy dość fajne w połowie, a w połowie są straszne – i nie dlatego straszne, ze to jest powieść grozy, tylko po prostu strasznie napisane. I myślę: no dobrze, trzeba będzie do tego wrócić. Ale w sumie nie robię żadnych nowych wersji dla polskich czytelników, bo mam wrażenie, że byłoby to nieuczciwe. Hej, kupiliście moją książkę? To kupcie ją jeszcze raz, poprawiłem, dałem nowe zakończenie.

Kurcze, to oni decydują, czy chcą kupić, czy nie.

Mam wrażenie, że to byłoby lewe. Ale do tego wydania francuskiego mógłbym poprawić parę rzeczy. I może to by miało sens. Ale jestem sceptyczny. Zobaczymy, czy będą chcieli. Nie wracam. Było, minęło, te książki już nie są moje, są Twoje, są czytelników, czytelniczek. Wiem, że każdy ją tam sobie widzi jakoś inaczej.

Dzięki temu, że czytanie to jest moja mega pasja, to lista pytań, które sobie tutaj zanotowałam, to jest najdłuższa lista ze wszystkich dotychczasowych, które sobie robiłam przy poprzednich rozmowach.

A masz coś jeszcze, czy już kończymy? Bo nie wiem, na jakim jesteśmy etapie.

Mam jeszcze, ale wiesz co? Już tak trochę będziemy zmierzać ku końcowi. Ja w czasie wolnym czytam. Ty w czasie wolnym też? No mówiłeś, że też, ale z drugiej strony to też jest w jakimś sensie praca.

Czytam bardzo dużo i tak jak mówię, jestem uzależniony od fikcji. Czyli czytam, oglądam, gram…

Ale to jest Twój czas pracy czy to jest Twój czas relaksu? Czytanie.

To jest mój czas relaksu. Robię to dla siebie i cieszę się, że coś tam zostaje. To jest też tak, że jestem częścią środowiska, ciekaw jestem, co napisali koledzy i koleżanki, czy to jest coś fajnego.

Właśnie, tu też mam pytanie o rywalizację.

Wiem, że się z nimi zobaczę na jakimś festiwalu, więc wypadałoby zerknąć, żeby nie było, że nie wiem, o czym jest ta książka. Ale to trudno powiedzieć. Bo oczywiście to jest przestrzeń relaksu, robię to, bo lubię, ale też wiem, że to jest mój zawód, że z tego coś zostaje. I ciężko mi tak czytać powieść, żeby nie widzieć, jak została skonstruowana. Widzę, czy to jest dobrze napisane, czy źle. Myślę, że każdy tak ma. Architekt też wchodzi do kościoła i się zachwyca, ale mówi: o, to ciekawe, taki patent, hmm. I ja też tak mam trochę. Widzę, jak to jest zrobione jako powieść, czasami mówię: o, to ciekawe, to muszę zapamiętać, to jest dobrze zrobione.

Teraz, przy tej książce dla dzieci, o której opowiadałem, to było tak, że jakieś dwa lata temu, w pandemii się wkręciłem w mangi. Szukałem dla dziecka czegoś ekstra, czegoś nowego. Netflix, seriale nie, to wyeksplorujmy nową dziedzinę – mangi. I się okazało, że to było superciekawe. W ogóle wejście w inny sposób opowiadania, w inny sposób konstruowania historii, w inną duchowość, w inną psychikę.

I jedna rzecz mi się tam spodobała, którą sobie kupiłem. I podebrałem i wykorzystuję w tej książce, mianowicie, ze często w tych zachodnich opowieściach dla dzieci i młodzieży ten bohater ma jakieś supermoce. Harry Potter na przykład ma magię, wszyscy ci Avengersi, wiesz, a to ich pająk ugryzł, a to są nordyckimi bogami, mają coś takiego ekstra, co tak naprawdę sprawia, że te ich zadania są łatwiejsze. A często w tych rzeczach japońskich jest tak, że supermoc tych bohaterów polega na tym, że oni po prostu szybciej myślą. Że oni nie wygrywają dlatego, że mają magię, tylko dlatego, że myślą szybciej i są dwa kroki do przodu przed przeciwnikiem. Supermocą jest myślenie. Mądrość.

Dobre.

Takie poświęcanie trudu na przewidywanie. I miałem takie: WOW, to jest coś. Myślenie jako supermoc. Bo to jest supermoc, która jest w zasięgu ręki, wystarczy poświęcić trochę czasu na przewidywanie konsekwencji swoich poczynań.

To czytanie, czytanie innych rzeczy, granie w przygodówki, gdzie jest jakaś historia, zagadka…

Tutaj jest w ogóle osobny temat, bo moje ulubione gry to takie, w których jestem ciekawy, co będzie dalej. Ale rozgrywka też jest ważna. Czasami jest gra, która jest bardzo ciekawa, ale po prostu jest nudna do grania, nie stanowi wyzwania albo coś tam jest nie tak w tym projekcie. Ale ciągle uważam, że to jest coś niezwykłego, że dla mnie – dla ćpuna fikcji – fikcja, w której coś zależy od ciebie, nawet jeśli tylko to, czy pójdziesz w lewo czy w prawo. Może postanowisz mieć tę przygodę, a może pojeździsz sobie chwilę konno w Wiedźminie po tym świecie.

I to, że jesteś nie tylko bierną odbiorczynią tej fikcji, jest absolutnie wspaniałe. Niestety ta wyjątkowość tej formy narracji jest wykorzystywana do tego, żeby ta interakcja polegała albo na zestrzeliwaniu komuś głowy, albo odcinaniu jej, ale to jest bardzo duży, zróżnicowany świat i są tam rzeczy naprawdę fantastyczne i piękne i opowiedziane z ciepłem, i dające do myślenia. Ja jestem fanem.

Sporo masz tych pasji.

Poza fikcją żeglarstwo, morze i outdoor.

Ale żeglarstwo i morze to jest chyba przeciwieństwo fikcji. To jest chyba taka rzeczywistość, że trudno o większą rzeczywistość.

Tak i to jest bardzo ciekawe, że zawsze jak jadę na łódkę, mam taką nerwicę czytelnika, muszę wszystko wziąć. Biorę książkę, którą czytam, biorę książkę, którą chcę przeczytać i drugą, gdyby tamta mi się nie spodobała, jedną do czytania do pracy, jedną, którą napisała kumpelka, bo się będę z nią widział na festiwalu i jeszcze muszę mieć coś na Kindle, gdyby się okazało, że jednak chcę mieć tylko jakąś odmóżdżającą sensację. I zazwyczaj jest tak, że potem siadam w tym kokpicie i przez tydzień nie czytam ani zdania. Jednak samo to gapienie się na morze, patrzenie, skąd wieje, jak ustawić żagle i takie bycie w chwili absolutnie mi wystarcza. Zachęcam do bycia w chwili.

Zachęcam do bycia w chwili.

Zadam Ci pytanie, a co z nim zrobisz, to za chwilę się okaże. Pytanie jest o drugi odcinek. Może za moment, nie tak, że za tydzień czy za dwa, ale myślę, że fajnie by było na te inne tematy, których widzę wiele, Cię zaprosić.

Dobra.

Super!

Czyli że będziemy kontynuować?

Tak.

Czyli teraz kończymy i będzie ciąg dalszy?

Tak. Bo ja nie zapytałam Cię o Twoje marzenia, inne pasje tylko tak bardzo po wierzchu dotknęliśmy.

Proszę uprzejmie.

Super!

To wrócimy.

Wrócimy. Do zobaczenia!

Do zobaczenia!

Dzięki wielkie!

Dzięki.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top