fbpx

Zastanawialiście się kiedyś, czy ludzka wytrzymałość ma jakieś granice? Kiedyś wyczynem było przebiec maraton, a teraz robią to setki tysięcy ludzi na świecie. Wyobrażasz sobie, żeby biegiem pokonać tysiąc kilometrów? Te wyzwanie też zostało już złamane. Jedną z osób, które tego dokonały, jest Paweł Żuk.

Jeszcze kilka lat temu prowadził wręcz antysportowy tryb życia i najłatwiej było go spotkać na kanapie. Dziś jest uznanym na świecie ultramaratończykiem i jako 10 człowiek w historii ukończył bieg na 1000 mil (ok. 1600 km).

Zapraszam Cię do wysłuchania odcinka NM 7: Bieganie mnie wybrało, w którym rozmawiam z Pawłem Żukiem.

W odcinku z Pawłem Żukiem rozmawiamy o tym:

  • Od czego zaczęła się jego przygoda z bieganiem;
  • jak wyglądała jego droga do przebiegnięcia 1600 km;
  • skąd brał wiedzę o biegach długodystansowych;
  • w jaki sposób bieganie zmieniło jego życie;
  • jak łączy bieganie z życiem rodzinnym;
  • co pomaga mu biegać ultramaratony i jak przekonuje swoje ciało do wysiłku;
  • jakie ma kolejne plany biegowe;
  • do czego dąży w życiu?

Podsumowanie rozmowy:

Paweł jest niesamowitą osobą i wciąż ciężko mi uwierzyć w jego osiągnęcia. Mogę sobie wyobrazić bieg

trwający cztery, sześć, a nawet osiem godzin, ale 14-dniowy wysiłek z krótkimi przerwami na sen jest

poza moją wyobraźnią.

Dzięki takim osobom jak Paweł, napędzanym marzeniami, ciągle przesuwamy granicę tego, co jest

możliwe. A większość granic jest tylko w naszej głowie.

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Kobieta i mężczyzna siedzą na kanapie i trzymają mikrofony, rozmawiają o bieganiu

Więcej o Pawle Żuku znajdziesz tutaj:

 

Podcast Napędziani Marzeniami dostępny jest też:

 

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Jak to w ogóle jest możliwe, że coś takiego w ciągu 8 lat się dokonało? Mnie to bardzo interesuje i od tego zacznę naszą rozmowę. Paweł jak zaczęła się Twoja przygoda z bieganiem?

To był czysty przypadek. Ja mówię, że to bieganie wybrało mnie.

Ciekawe.

Jak wspomniałaś, byłem “normalnym facetem”, czyli powiedzmy sobie, nie odbiegałem od normy, przeciętny. Zresztą teraz też jestem przeciętnym facetem.

To się nazywa skromność.

Stało się coś takiego, co rzuciło mnie na tory biegania. Kiedyś przechodziłem z synem przez Krakowskie przedmieście i tam była usytuowana meta Półmaratonu Warszawskiego i widzieliśmy tych ludzi, którzy wpadają na metę, są bardzo zmęczeni, ale bardzo szczęśliwi. Otrzymują medale, są przy nich bliscy. Fajnie to wyglądało. Wróciliśmy po ponad godzinie z restauracji, gdzie coś jedliśmy i ci ludzie, nie ci sami, ale w dalszym ciągu zawodnicy wpadali na metę i byli przeszczęśliwi.

To był bardzo długi okres od wbiegnięcia pierwszego zawodnika do kolejnego finiszera, ale dało mi to dosyć dużo do myślenia. Stwierdziłem, że wielu rzeczy już próbowałem w życiu i spróbuję. Zapisałem się na bieg na 10 km. Zapomniałem o nim zupełnie, tydzień przed biegiem syn mi przypomniał, czy pamiętam o tym biegu, żebym nic tam innego nie organizował sobie, bo przecież idziemy na bieg na 10 km. Wielki szok, buty kupione jakieś Nike w Go Sporcie, przebiegłem parę rundek po parku, stwierdziłem, że już jestem dość niezły, bo przeżyłem te parę rundek. Stanąłem na starcie tego biegu i początek był fajny, bo tysiące ludzi, kilkanaście tysięcy ludzi.

Ja ustawiłem się mniej więcej pośrodku, czułem, jakby mnie złapali pod ręce i pierwsze 2 km jakoś dawałem radę. Później wielka zadyszka, jeden podbieg, drugi podbieg, wymijali mnie wszyscy, patrzyłem na lewo, na prawo i starsze kobiety, dzieci po 11 lat, panie po 90. W pewnym momencie widziałem, że nawet ludzie z chodzikami, no wszyscy mnie wyprzedzali. Było tragicznie, chyba ze 3 razy się zatrzymałem. Wstyd przyznać, ale miałem ochotę zejść z trasy tego biegu i rzucić to wszystko, bo to chyba był zły pomysł.

Pomyślałem, że przecież syn czeka na ojca, wtedy miał chyba 7 lat, na mecie z aparatem, no, jaki ja mu dam przykład. Przyjdę i powiem, że nie udało się. To on mi za 17 lat powie: “Ojciec, coś tam studiuję, ale nie ukończę, no wiesz, nie udało się”. Kiepski byłby to przykład i w późniejszym życiu na pewno by się to odbiło. Walczyłem, dobiegłem do tej mety z czasem jakimś tam, nie ważne, ale ważne było to, że wpadłem na tę metę, w biegu na 10 km, dostałem medal, obstrykaliśmy się zdjęciami, była fajna przygoda.

Nie mówiłem o tych przemyśleniach swojemu synowi, on był przeszczęśliwy, ale później wieczorem przeanalizowałem to wszystko i powiedziałem, że nie mogę tego tak zostawić. Zdrowy facet w sile wieku i wszyscy go wyprzedzali, coś jest chyba nie tak, jeżeli chodzi o tę kwestię. Postanowiłem troszeczkę ruszyć tyłek z kanapy, pobiegać trochę i przygotować się do kolejnego biegu. Internet jest wielki, Facebook ma moc, więc coś tam wyszukałem, zapisałem się i zacząłem częściej biegać po parku. Udało mi się, czasy były coraz lepsze, przyjemność coraz większa. Poznałem mnóstwo ludzi, słuchałem ich, więc to moje bieganie nabrał wartości. Tak to się zaczęło.

Bardzo ciekawe. Nie znałam tej historii, to nie jest tak, że my już zaplanowaliśmy wszystko, o czym będziemy rozmawiać. Zaskoczyłeś mnie bardzo, też wiedząc, jak bardzo starannie przygotowujesz się do tych biegów, które biegasz teraz, to zaskoczyło mnie to, że niemal z marszu pobiegłeś pierwszą 10.

Jak mówię, byłem zwykłym człowiekiem i nie miałem zupełnie wiedzy, na temat tego sportu. Osoby, które w telewizji widziały relację z biegu, mówią, że to jest najprostsza forma ruchu, kupujemy buty albo nawet nie musimy tego robić, jeśli mamy jakieś trampki i wychodzimy, biegniemy i jest fajnie.

No niestety nie do końca tak jest, bo możemy z tej fajności, która jest przez pierwsze 5, 10 minut, później możemy sobie wielką krzywdę zrobić biegnąć, czy uprawiając jakąś dyscyplinę sportu nieumiejętnie. Naprawdę tę wiedzę nabywa się latami i trzeba dużo czytać, słuchać innych słuchaczy, ich historii i wyciągać pozytywne wnioski, wtedy to bieganie ma jakiś sens. Nie chodzi tutaj o wyniki, chodzi o tę drugą stronę biegania, czyli o pozytywną moc, którą to bieganie przynosi.

Zaraz dotrzemy do tej pozytywnej mocy, ale chciałabym wrócić do tej przygody z bieganiem, do tego, jak ona się rozwijała. Nie znam statystyk, ale zakładam, że być może, setki tysięcy osób w Polsce, co roku mają taki pomysł: “A może ja zacznę biegać”. Zapisują się na różnego rodzaju biegi, 5, 10 może półmaratony, podchodzą do tego wyzwania, stawiają się na starcie i próbują ten bieg przebiec.

Części z nich to się na pewno udaję, części z nich nie. Z tych, którym się udaje, część decyduje, że im się podobało, więc będą biegać dalej, może zapisują się na bieg dłuższy, już właśnie półmaratony, maratony, niektórzy chcą biegać szybciej, niektórzy trochę dłużej, myślą o biegach w stylu 100 km. Ty przebiegłeś 1000 mil, 1600 km, więc jaką drogę przeszedłeś, jak to się stało? Trudno mi zadać pytanie, dlatego że dla mnie, to jest niewyobrażalne.

Decydujemy, że chcemy biegać, czyli chcemy biegać dla jakichś swoich celów – poprawiania wyniku, biegania dłużej. To wszystko kwestia ludzi, którzy staną na naszej drodze i którzy to bieganie przedstawią

Droga była standardowa. Tak jak rozmawialiśmy, przychodzi ten pierwszy bieg i podejmujemy decyzję albo to nie jest dla nas i rzucamy się na szachy, czy bilard, to też są swoją drogą wspaniałe dyscypliny sportowe, albo szukamy w tym wszystkim głębszego sensu. Będziemy się lepiej czuć, jeśli ktoś potrzebuje, to może schudnie, jeżeli ktoś chce, zrobi jakiś lepszy wynik.

Decydujemy się, że chcemy biegać, czyli chcemy biegać dla jakichś swoich celów, chcemy poprawić wynik albo chcemy biegać szybciej, albo chcemy biegać dłużej, to wszystko jest kwestia ludzi, którzy staną na naszej drodze, którzy nam to bieganie przedstawią. Jeżeli będziemy, co trzeba też robić, czytać tylko książki i wertować Facebooka, to oczywiście wyciągniemy mnóstwo różnych artykułów i mnóstwo różnych podejść, ale to nijak ma się do obcowania z osobą, którą można fizycznie dotknąć, która przebiegła ten maraton i ona nam opowie o tym, jak naprawdę jest.

To, kogo Ty spotkałeś?

Miałem taką przygodę biegową, kiedyś na moim kolejnym etapie biegania, zapisałem się na Dwumaraton w Bydgoszczy. To był taki kolejny szczebel, na początku myślałem, że maraton to jest szczyt marzeń.

Nie ma dłuższych biegów.

Dokładnie, przebiegamy maraton, korona na głowę, siadamy na kanapie i jesteśmy spełnienie. Okazało się, że są jeszcze biegi o wiele dłuższe, o wiele bardziej ekstremalne i kiedyś kolega zaprosił mnie na Dwumaraton w Bydgoszczy. Dla mnie było nie do pojęcia, że można przebiec maraton jednego dnia, przespać się i przebiec maraton drugiego dnia. Już po jednym maratonie myślałem, że pewnie większość z nas przez tydzień nie może chodzić, a co dopiero przebiec maraton dzień po dniu. Zaciekawiło mnie to i podjąłem to wyzwanie.

Pojechaliśmy na ten Dwumaraton do Bydgoszczy i tam po pierwszym maratonie była uroczysta kolacja, organizator wręczał ciekawe trofea, jeszcze bardziej ciekawym ludziom za jeszcze bardziej ciekawe osiągnięcia. Jak słuchałem przez 2, 3 godziny, jakie biegi są na świecie, jakie dystanse ci ludzie pokonywali i co zamierzają jeszcze w swoim życiu, osiągnąć biegowo, to zupełnie poszerzyło to moje horyzonty i zupełnie inaczej zacząłem patrzeć na to bieganie.

Można biegać coraz szybciej, jeśli ktoś czuje w tym sens i to jest jego droga, to jak najbardziej, jeżeli ktoś chce biegać po górach, to też jest fajna sprawa, jeżeli ktoś chce biegać coraz więcej, coraz dłużej, no to naprawdę skarbnicą wiedzy są ci ludzie już grubo po 50, którzy tę drogę przeszli i mogą przekazać rzeczy, których nie przeczytamy w internecie. To obcowanie z biegaczami to jest więcej niż połowa sukcesu w naszym bieganiu, także ja miałem przyjemność poznać wielu ludzi, którzy przedstawili mi to bieganie z innej, nieksiążkowej strony, na podstawie ich doświadczeń życiowych, biegowych próbowałem sobie, to wszystko ułożyć w swojej głowie.

Skarbnicą wiedzy są ludzie grubo po 50, którzy tę drogę przeszli i mogą przekazać rzeczy, których nie przeczytamy w internecie

Doszedłem do wniosku, po konsultacji ze swoim organizmem, że szybkie bieganie, bo jednak mam swoje lata, jak zacząłem miałem 36 lat, także to szybkie bieganie zostawię młodszym, natomiast spróbuję pobiegać dłużej i w tym dłuższym bieganiu odnaleźć jakąś drogę, jakiś sens. Udało mi się, ja nazywam to swoje bieganie, taką turystyką sportową, bo bieganie bieganiem, ale wszędzie tam, gdzie jestem, czy to w Polsce, czy poza granicami naszego kraju, staram się poznawać miejsce, w którym biegam, poznawać ludzi ich kulturę, także bieganie jest fajne, to jest to, co kocham robić, ale poznawanie ludzi i nowych miejsc jest też super.

W rozmowie telefonicznej, bo dzisiaj spotykamy się po raz pierwszy, a wcześniej rozmawialiśmy przez telefon, powiedziałeś takie zdanie, że bieganie sprawiło, że stałeś się innym człowiekiem. Ono mnie zafascynowało i celowo w rozmowie, nie chciałam rozwijać tego tematu, bo chciałam, żebyśmy dzisiaj o tym porozmawiali. Jak ono Cię zmieniło?

Zapuściłem brodę. Żartuję.

Przy tej długości to tak.

Fizycznie też na pewno, inaczej wyglądałem, są zdjęcia, to można zobaczyć. Chyba ta przemiana bardziej z drugiej strony, czyli to, co jest w środku, myślę, że jest o wiele ważniejsze. Ja zaczynając biegać i podejmując decyzję, że będę biegał coraz więcej, coraz dłużej, nie myślałem o tym, żeby jakoś zmieniać się fizycznie, że potrzebuję jakiejś zmiany, że muszę zrzucić zbędne kilogramy, wydawało mi się, że jestem na takim etapie, że jest ono w miarę do przyjęcia. Na pewno chciałem zmienić coś w swoim myśleniu i myślałem, że to bieganie mi pomoże.

Miałem taką nadzieję, nie miałem tej pewności, ale słuchając historii tych ludzi, jak ich życie się zmieniało, przez jakie etapy oni przechodzili w swoim życiu i to prywatnym, pod wpływem biegania i odwrotnie, stwierdziłem, że to może być ten bodziec, który wyzwoli we mnie coś. Nie wiem, czy to się do końca udało, ale jestem szczęśliwy, że to bieganie zaistniało w moim życiu, bo uważam, że dużo się zmieniło.

Moi rodzice, moi znajomi, którzy znają mnie już z tych szczenięcych lat, rokendrolowego etapu mojego życia mówią, że na pewno się dużo zmieniło, że jestem osobą troszeczkę spokojniejszą, gadać zawsze dużo gadałem, ale naprawdę umiem powstrzymać niektóre swoje wypowiedzi, myślę bardziej nad tym, co mówię, jeżeli chodzi o tematy takie bardzo poważne. Oni widzą, że jest ta zmiana i mówią, że to jest zmiana na lepsze.

Wchodzimy w takie prywatne tematy i ja zadam Ci pytanie, oczywiście decyzja odpowiedzi jest po Twoje stronie, bo ciekawie zabrzmiało zdanie, że chciałeś coś zmienić w swoim myśleniu. Co Ci przeszkadzało? Czy chodziło o nastawienie?

Wewnętrznie czułem, że moje życie stanęło w miejscu. Osiągnąłem pewien pułap i nie rozwijam się, a wręcz miejscami było tak, że czułem, że to co się dzieje, nie jest do końca dobre, nie jestem usatysfakcjonowany. Tak jakbym wewnętrznie czuł, że stać mnie na coś większego, lepszego i nie mogłem w tym trybie swojego życia, które mam wyciągnąć tej swojej lepszej strony dla siebie i dla ludzi. Stanąłem w miejscu i bieganie pojawiło się w moim życiu, stanęło znalazło mnie i zmieniło moje życie. Jeżeli byłaby to inna forma aktywności fizycznej też by było fajnie, jeżeli to by było malarstwo, czy cokolwiek innego, mógłbym zostać mimem, jeżeli to by pomogło.

Jeśli to mimostwo, by Cię znalazło.

Znalazło mnie bieganie, pozostało przy mnie, trwa i mnie zmienia. Z tego, co mówią najbliżsi zmienia mnie na lepsze i ja się czuję z tym lepiej.

Z tego co mówisz, to ja widzę to tak, że te kolejne cele, kolejne dystanse, których się podejmujesz stanowią dla Ciebie ten rozwój w życiu. To, że Ty się przygotowujesz do coraz dłuższych biegów, biegniesz w nich i osiągasz spektakularne rezultaty, to to daje Ci poczucie tego rozwoju. Pewnie jest tam dużo więcej i głębsze są rzeczy, ale z takich namacalnych?

Ja nie jestem sam, jestem zwykłym człowiekiem, mam rodzinę, także wybór tej mojej drogi biegowo-życiowej, to nie jest tylko mój wybór. Kobieta mojego życia, też jest biegaczką, także jest nam troszeczkę prościej, natomiast jeżeli chodzi o wybór tych kolejnych biegów, czy stawiania sobie kolejnych wyzwań nie jest przypadkowy. Siedzimy, rozważamy wszystkie za i przeciw, czy jestesmy już gotowi na podjęcie jakiegoś wyzwania, czy sobie poczekamy, czy może większą energię skierujemy na pomalowanie mieszkania w tym miesiącu, że bieganie może poczekać.

To jest wszystko siłą kompromisu i myślę, że dotychczasowe decyzje, były dobre, nic nie było pochopnie, chociaż ten czas ucieka, ale dyscyplina sportu, którą uprawiam, czyli te biegu ultra, dystanse mega długie wymagają tej dyscypliny, czasu i rozwagi, także długo trwa namyślanie się o wyborze kolejnego biegu, kolejnego wyzwania. Myślę, że to się ze sobą ładnie wiąże i to nie jest tylko moja decyzja, bo moja kobieta też biega i realizuje się w tym, także idziemy na różne kompromisy. Ja pomagam jej, ona pomaga mnie.

A biegacie czasem razem w tych samych biegach?

Tak, bardzo często. Jak wyjeżdżamy na jakiś bieg, gdzieś za granicę, to startujemy w maratonach. Biegniemy w zależności od założonych celów, jeżeli ja się czuję dobrze i chcę pobiec jakoś mocniej, to biegnę sam, Natalia biegnie sama, ale bardzo często biegniemy razem. Zdarza się, że Natalia prosi, żebym ją pociągnął, czyli poprowadził na dobry wynik, to jej pomagam w tym, żeby ona pobiegła jakąś swoją życiówkę.

Bardzo często wyjeżdżając gdzieś, chcąc poznać nowych ludzi, nowe miejsca, to biegniemy spokojnie, turystycznie, zwiedzamy. Fajnie się układa, myślimy, że to jest ta droga. Nie zawsze trzeba biec szybko, nie zawsze życiówka jest tym wyznacznikiem, do którego musimy dążyć. Na wszystko jest czas i pora, czyli będzie czas na zrobienie dobrego wyniku, musi być czas, na to, żeby pobiegać z kimś spokojnie i pozwiedzać.

Nie zawsze trzeba biec szybko. Nie zawsze życiówka jest wyznacznikiem, do którego musimy dążyć

Ciekawe. Nie znałam Cię wcześniej i jestem ciekawa, czy ten spokój i to podejście, które teraz prezentujesz w rozmowie, to jest coś, co dało Ci bieganie, czy od zawsze taki byłeś?

To jest chyba zasługa biegania, bo kilka takich decyzji podjąłem pod wpływem bieganie, pod wpływem tych kilku dobowych biegów, było kilka takich kluczowych przemyśleń, podjąłem decyzje i jak już emocje po biegu opadną, komunikuję swoim najbliższym, że podjąłem decyzję, że kolor niebieski będzie moim ulubionym. Oczywiście żartuję.

Rozumiem, że to tego 13 dnia wbiła się ta myśl?

Tak. Podjąłem na przykład taką decyzję, kilka lat temu, że nie będę kłamał i na początku nie było prosto, bo kilku moich znajomych nie do końca, to akceptowało. Ja tu uważam, że oni chcieli słyszeć, to co chcieli słyszeć z moich ust, natomiast pewne rzeczy, o które pytali, ja odpowiadałem wprost, co nie do końca im się podobało, dlatego rozstaliśmy się, ale to tylko kilka osób.

Ta moja otwartość i to, że walę prosto z mostu, raczej przysporzyło mi więcej znajomych, nowych, ciekawych, niż odpychało te osoby ode mnie. Kolejne etapy, kolejne decyzje raczej przyciągają ludzi, mam nadzieję, że jakaś tak aura, jakiś magnes jest, że przyciągam ludzi i oni chcą być w moim towarzystwie, ja w ich, niż odpycham ich od siebie. Taką mam nadzieję.

Ja to potwierdzam, to mnie przyciągnąłeś, dzięki koleżance, którą widocznie też przyciągnąłeś. Myślę sobie o tych biegach. Może warto byłoby, ja nawet nie wiem jak je nazwać, mówi się ultramaratony, ultrabiegi, ale w Twoim przypadku, to już nie są ultra, to są mega, hiper, nie wiem, jakim to przedrostkiem nazwać.

Bardzo długie, takie jest bieganie. Większość z nas zna bieganie z telewizji, czyli jest stadion, ktoś biega jakiś krótki dystans 400, 800 metrów, wręczamy medale i ktoś jest mistrzem świata. Bieg na 5 km, na 10 km, to już bieg troszeczkę dłuższy, przed tym telewizorem trzeba spędzić troszeczkę więcej minut i tak średnio osoby, które nie są zaciekawione tym tematem, przyjmują ten dystans.

No właśnie, a Ty biegłeś 1000 mil, 1600 km, w ponad 14 dni.

Pobiłem rekord Polski, 14 dni 20 godzin 2 minuty, ciągłego biegu. Z małymi przerwami w nocy 2, 3 godzinnymi, na jakiś sen, na przebranie się, prysznic itd. Czyli mało było tego snu. To jest bieganie, czyli trzeba biegać.

Pobiłem rekord Polski w ciągłym biegu – 14 dni, 20 godzin i 2 minuty

I co się dzieje? Ja sobie potrafię wyobrazić pierwszą godzinę, drugą, trzecią, czwartą, może ósmą, ale drugiej, trzeciej, dziesiątej doby. Co się dzieje w głowie człowieka?

Najtrudniej jest wstać. Śpimy 2, 3 godziny, serwis nas budzi, ubiera, pcha i trzeba biec. Myślę, że tutaj trzeba odnaleźć sens tego biegania, tego naszego wyzwania. Co robimy, dlaczego to robimy? Jeżeli znajdziemy to w sobie, to wiem, że da się to zrobić, da się przebiec 1600 km i mam nadzieję, że jeszcze dłuższe biegi, do których się przygotowuje. Motywacja to co się dzieje w głowie, trzeba to odnaleźć, trzeba to w sobie odkryć.

Masz tę motywację, masz ten cel, wizję, ale po prostu Ci się nie chce. Już masz dość, organizm mówi, że już jest słabo i może coś jeszcze jest w stanie wykrzesać.

Przekupuję swój organizm, rozmawiam z nim i niestety muszę sięgnąć do takich metod, może to nie jest do końca fair, ale przekupuję go.

Czym go przekupujesz?

Obiecuję mu, że jeżeli przebiegniemy kolejny maraton, to będzie miał masaż, czy dostanie jakiś plaster, tam gdzie jest obtarcie, że zadbam o niego, żeby tylko dał z siebie jeszcze troszeczkę, będzie później przerwa, ja o niego zadbam i tak sobie biegniemy i rozmawiamy ze sobą, mówi mi: “Paweł już nie dam rady, naprawdę to już jest koniec”. Ja mu mówię, że da radę, bo trenowaliśmy i kocha to, jeszcze tylko godzinka do obiadu. Tak się trochę przekomarzamy i jakoś to idzie do przodu. Mija dzień, mija noc. Z racji tego, że to są biegi bardzo długie, jest różna pogoda, samo bieganie to nie jest nasz przeciwnik w takim wyzwaniu, czy konkurenci nie są naszymi przeciwnikami.

Oni tylko dodają nam takiej wiary, że można to zrobić, bo jeżeli ktoś z Tobą dzieli wyzwanie i daje rade, to znakiem tego, że ja też dam radę. To jest taki plus, czyli kolega biegacz, to nie jest konkurent, to jest doping dla naszego wyzwania, że damy radę. Zresztą rozmawiamy na trasie ze sobą i wspólnie się motywujemy, do tego, że dużo już zrobiliśmy w swoim życiu, jeżeli chodzi o bieganie, podjęliśmy się tego mega wyzwania i na pewno nam się uda.

 

Robimy wszystko, pomagamy sobie, dzielimy się swoimi środkami medycznymi, jeśli ktoś czegoś potrzebuje, a w danym momencie nie ma, to każdy jest na tyle życzliwy, że pomagamy sobie w tym. Odnajdujemy tę motywację w sobie, szczególnie w nocy, w samotnym biegu, natomiast bardzo często dajemy tę siłę, której wydaje się, że już nie mamy, dajemy też innym, motywujemy się, że po to tu jesteśmy, żeby to zrobić.

Czyli generalnie motywacja pozytywna i taka motywacja, że damy radę. Z drugiej strony czasem jednak trzeba mieć świadomość, że można przegiąć.

Od tego jest zespół, ja jestem tylko biegaczem, sukces w takim ultrabiegu odnosi cały zespół. Bez suportu, czyli bez pomocy biegów ultra się nie biega.

Czyli Ty się nastawiasz na to, że Ty jesteś generalnie na tak, a od tego, żeby Cię ewentualnie powstrzymać, jest zespół?

Mój zespół mnie obserwuje podczas bieganie. Jeżeli mówię, że coś jest nie tak, że coś w bucie, coś w plecach, czy czuję coś żołądkowo, automatycznie jest reakcja, czy robimy miętę, czy robimy krótką przerwę, próbujemy coś rozciągnąć, próbujemy zmienić buty, jakąś maść, jakiś plaster, zmienić ubiór, może kolor w nocy. Ja jestem facetem, ale ja lubię mieć fajne ciuchy do biegania i to też jest taki bodziec, jeżeli czuję, że jeśli opadam, oklapnę tak zupełnie, przebieram się w suche, nowe ciuchy, biegowy, fajn, które mi się z czymś mile kojarzą, to dla mnie wystarczy.

To jest na zasadzie, 50% krwi z wątroby, ucieka do mięśni nóg, żeby biegać. Siłą rzeczy wątroba ma 50% mniejsze moce przerobowe, jeżeli chodzi o pokarm, który mu dostarczamy, czyli to jedzenie też musi być specyficzne podczas biegu, czyli większość jest w papkach, rozwodnione lub wodniste. Kiełbasa cały czas chodzi po głowie, ja wiem, że tej kiełbasy nie zjem, bo nie dam rady, ale jak zjem 2 malutkie kawałeczki schabowego, to automatycznie działają tak, jakbym zjadł niesamowity obiad. Percepcja, postrzeganie, myślenie. Ale od tego wszystkiego jest mój zespół, on dba i wie na co, mogę sobie pozwolić, na co nie.

Jeżeli już naprawdę nalegam na jakąś rzecz, to oni mi to podadzą w taki sposób, żebym myślał, że to jest niesamowita rzecz, niesamowity obiad, a tak naprawdę zjem 2, czy 3 kawałeczki. Miałem taką ciekawą historię, że biegnąc bieg 10 dobowy w Nowym Jorku, małżeństwo, które tam się nami opiekowało Monika i Artur, przynieśli przesmaczne spaghetti. Przynieśli tego posiłku bardzo dużo i to miało być rozdzielone na 3 porcje. Oni się zagadali, a ja jadłem, zjadłem to wszystko, zanim się zorientowali, że ja to zjadłem, to miałem 3 godziny biegania z bani, bo się obżarłem przeokrutnie, a nie byłem w stanie, tego kontrolować, dostałem jedzenie i jadłem. Oni sobie pogadali, nie minęło 5 minut i nagle jest wow.

Pusty talerz.

Mycie zębów odbywa się tak, że dostaje kubek z ciepłą wodą i myję zęby w trasie 

Kurcze, co on zrobił. 3 godziny było spacerowania, zanim to wszystko doszło do siebie. Nawet mycie zębów odbywa się w ten sposób, że dostaję kubek z ciepła wodą i myję zęby w trasie. Ja nie schodzę do toalety, bo każda sekunda jest na wagę złota. Miałem taki wypadek, że zjadłem, dostałem kubek z ciepłą wodą, miałem umyć zęby, włożyłem szczoteczkę do buzi i zasnąłem.

Tyle było z mycia zębów. Cały czas suport, moja drużyna musi mnie obserwować, bo ja jestem na etapie zombie, czyli ja tylko biegam, a percepcja postrzeganie niektórych rzeczy i interpretacja, to już może być naprawdę dziwna z mojej strony. Drużyna jest od tego, żeby pilnować mnie, dbać o mnie.

Mówisz drużyna, zespół, że to wszystko wspólnie, brzmi to bardzo profesjonalnie. Czy Ty jesteś sportowcem amatorem, czy sportowcem profesjonalistą?

Jestem zdecydowanie amatorem. Mam rodzinę, pracuję.

Na etacie?

Tak, na etacie, pracuję dwuzmianowo, mam taką pracę, jaką mam, ale wspierają mnie, dużo pomagają, są jednym z moich sponsorów, więc złego słowa nie mogę powiedzieć o firmie, bo naprawdę mnie wspiera.

Pracujesz na etacie, czyli w teorii masz 26 dni urlopu, to, że nazwałeś się sportowcem amatorem, w sensie takim, że nie żyjesz ze sportu, sport nie jest Twoim sposobem na utrzymywanie się, tylko musisz pozyskiwać fundusze od sponsorów, na to, żeby startować w biegach. Musisz wykajać ten czas urlopowy tudzież dzięki wsparciu firmy.

Duże zrozumienie, z tym czasem jest różnie. Teraz przygotowuje się do biegu najdłuższego na świecie, najtrudniejszego, czyli 5 tys. kilometrów w Atenach, gdzie limit na ukończenie tego biegu, to jest 60 dni i nocy, czyli muszę wziąć 2 miesiące bezpłatnego urlopu w pracy, żeby móc sobie pobiegać. Wiadomo, musimy tam być odpowiednio wcześniej, stworzyć bazę, zaaklimatyzować się, po biegu też dwumiesięcznym nie będę młodszy, rześki, że od razu wrócę do pracy.

Będę musiał poświęcić około 10 dni, żeby w ogóle dojść do siebie i móc pracować. Tego czasu naprawdę dużo potrzebuję i dużo środków też jest potrzeba, no bo koszty naprawdę są przeogromne, tworząc taką bazę i logistycznie podchodząc do takiego wyzwania, to pociąga za sobą duże koszty.


5 tys. kilometrów. Czy 5 lat temu w ogóle przeszło Ci przez głowę, że możesz to zrobić?

5 lat temu, to ja nawet nie wiedziałem, że chcę więcej.

3 lata temu? Już to kiełkowało w Twojej głowie?

Ja na tyle pokochałem bieganie, że jeżeli moja Natalia się na to zgodzi, to chciałbym kiedyś przebiec wszystko, co można przebiec, czyli przebiec świat dookoła. Mam takich kolegów, którzy już to zrobili, wiem, że da się to zrobić.

Chciałbym kiedyś przebiec wszystko, co można przebiec

A oceany?

Można świat przebiec na dwa sposoby. Przebiegamy jakiś kontynent, wsiadamy w samolot, lądujemy po drugiej stronie i biegniemy dalej. Natomiast mam takiego kolegę z Francji, który przepłynął kajakiem ocean. Co jest o wiele trudniejsze, podjął tę formę pokonania świata biegowo. Nie myślę o tym, wiem, że to jest, że trzeba to zrobić kiedyś, mam nadzieję, że kiedyś to zrobię, ale na razie skupiam się na tych 5 tys. km w Atenach. Później może jakiś kontynent się przebiegnie w ramach podwyższania sobie poprzeczki.

W ramach treningu.

Wiem, że są takie biegi, moi koledzy już to zrobili, bardzo bym chciał to kiedyś zrobić, ale jestem realistą i wiem, ile to kosztuje fizycznie, pieniędzy, wiem, jaki to jest mega wysiłek i wiem, ile to będzie kosztowało moją rodzinę. To nie jest tak, że ja chcę sobie pobiegać, wychodzę jak Forest i biegną przez rok cały świat dookoła. Niestety, tylko Forest mógł sobie na to pozwolić.

Nie wyjdziesz dzisiaj, ale masz to w sferze marzeń, planów.

Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się dokonać takiego wyczynu. Skoro do tej pory mi się udawało, czyli zaczynałem od tych biegów krótkich, 5, 10, maratonów, setek itd. Skończyłam na razie na 1000 mil, już za 2 miesiące będzie 5 tys. km, także myślę, że stopniowo, jeśli będę myślał o tym pozytywnie i realnie, myślę, że te dystanse będą coraz dłuższe, biegi coraz fajniejsze. Uda się.

Co jest w tym takiego ważnego? Dla mnie ważne jest to, że jeśli zakiełkuje nam w głowie jakaś myśl, jakieś marzenie do spełnienia i w pierwszej chwili pomyślimy: “Nie, tak się nie da, nikt tego nie zrobił” albo zrobiło to 5, 10 osób na świecie, to większość osób się poddaje.

Nie wolno. Nie można zostawić rzeczy tak w połowie, spróbować, ugryźć ciastko i później patrzeć się na nie dzień, dwa, bo co z tego ciastka zostanie? Nic nie zostanie, nie można tak porzucać takich słodyczy, takiej dobrej sprawy.

Czyli jak zakiełkuje, to myślimy, o tym, co możemy zrobić.

Trzeba przynajmniej osiągnąć poziom, bo to nie chodzi o sport, chodzi w ogóle o życie. Trzeba osiągnąć pewien poziom, który da nam zadowolenie, czy satysfakcję. Zdaję sobie sprawę, że nie pobiję rekordu świata w maratonie, ale wielką satysfakcję, wręcz porównywalną daje mi ukończenie tych biegów, które ja biegam.

Ukończenie biegu na 1000 mil, dało mi poczucie, tego, jakbym ustanowił rekord świata i ja wiem, że to nawet na tym dystansie nie był rekord świata, bo garstka ludzi przede mną zrobiła to szybciej, ale dla mnie to był rekord świata.

Trzeba osiągnąć pewien poziom w ogólnym życiu, który da nam satysfakcję lub zadowolenie 

Osobisty na pewno.

Jestem spełniony i przeszczęśliwy.

Nie chcę porównywać, czy pobicie rekordu świata w maratonie, czy ten Twój wyczyn, jest większym wyczynem, bo jedno i drugie jest dla mnie, czymś niewyobrażalnym.

Ja myślę, że ja miejscami bardziej cieszyłem się z tego, że ukończyłem ten bieg i poprzednie, które mi się udawały, niż niejeden z wybitnych sportowców, który zrobił rekord świata i się uśmiechnął.

Czy Ty czasem myślisz o tym, jak potoczyłoby się Twoje życie, gdybyś tego pewnego dnia, nie pojawił się na tym Krakowskim przedmieściu, nie zobaczył mety półmaratonu, gdyby ci ludzie Cię nie zainspirowali, gdybyś nie zaczął biegać?

Oj, nie wiem.

Nie to, żebym Cię namawiała do tego myślenia.

Mam nadzieję, że jak nie bieganie, to może coś innego by mi się przytrafiło, stanęło na mojej drodze, takiego co pozwoliłoby mi ruszyć z tego miejsca, o którym rozmawialiśmy, że doszedłem, stanąłem i nic.

Czyli słyszę, że takie myśli, co by było, gdybyś nie biegał, to raczej nie zaprzątają Ci głowy.

Bieganie jest takim tematem, tyle można wybiegać w życiu, tyle świata jest jeszcze do zwiedzenia, do przebiegnięcia, tyle miejsc, ludzie biegają w kopalniach pod ziemią, na Mount Everest, to jest niekończąca się historia. To nie jest tak, jak mówię, że zakładamy buty, biegniemy przez 5 minut, wyższe tętno, spociliśmy się trochę i uznajemy, że to nie jest dla nas. Jest tyle rzeczy, które można zobaczyć, przebiec i doznać, odczuć w tym bieganiu, to jest temat rzeka, studnia bez dna.

Zastanawiam się, czy zadać Ci pytanie, czy lubisz biegać, ale nie muszę go zadawać.

Kocham biegać.

To widać, słychać bardzo wyraźnie. Wspominałeś o tych planach i marzeniach, które masz przed sobą, czy jest coś jeszcze? W planach już bardzo konkretnych jest ten bieg na 5 tys. km, w sferze marzeń jest obiegnięcie świata, a po drodze w ramach treningu, przebiegnięcie, któregoś kontynentu. Jest coś jeszcze?

Bardzo chciałbym być jak najdłużej zdrowym człowiekiem i szczęśliwym. To jest taka podstawa, bo jeżeli będzie zdrowie, będzie szczęście, będzie wokół pozytywna moc, to wtedy można realizować swoje marzenia. Umówmy się, że nie może Ci zaprzątać głowy, jakiś tam problem, jeżeli realizujesz jakiś swój cel, bo nie myślisz wtedy o celu, tylko myślisz o tym problemie. To nie jest dobre powiązanie, dlatego ważne jest, żeby w życiu prywatnym był ten spokój.

Tutaj musi być naprawdę wszystko dograne, musi być nić porozumienia, najbliżsi, rodzina muszą Cię wspierać, musi być ta dobra energia, żeby móc na tej bazie robić coś niesamowitego lub zwyczajnego, ale, co Ci da pozytywną energię i szczęście, żebyś Ty był szczęśliwy i mógł się tym dzielić z innymi. Jeżeli będą jakieś problemy lub będziesz podejmowała złe decyzje, nie do końca trafne w życiu, to wstajesz rano i nie myślisz o tym, żeby zrobić fajny trening, czy biegać, czy zrobić coś dla siebie, tylko myślisz o tych problemach.

Jak je rozwiązać, jak to ugryźć, jak to podejść itd. To nie jest fajne, to nie sprzyja rozwijaniu się, także najpierw trzeba poukładać przyziemne rzeczy, żeby mieć bazę, do tego, żeby tworzyć coś więcej. Jeżeli podstawa nie będzie stabilna, to nawet te nasze największe plany runą.

Najpierw trzeba poukładać przyziemne rzeczy, aby mieć bazę do tworzenia czegoś więcej

A zastanawiam się, czy to czasem nie działa też w drugą stronę?

Dokładnie. Jeżeli biegamy, realizujemy, mamy tę pasję i jest ta pozytywna moc, to ona się udziela. Udziela się właśnie rodzinie, najbliższym i ułatwia budowanie tej podstawy. To jest takie koło, tylko trzeba odpowiednio balansować, jeżeli chodzi o swoje cele, bo nie może być tak, że pasja przyćmi inne rzeczy. Możemy być niesamowicie dobrym sportowcem, osiągnąć wielkie cele, bić rekordy świata i być w mediach i robić show, a prywatnie możemy być chamem.

Czyli równowaga, to jest to słowo klucz.

We wszystkim musi być zachowana równowaga i to sprzyja budowaniu tej pozytywnej
energii, która musi być i w życiu rodzinnym i w bazie.

Czy jest coś jeszcze? Taka rada od Ciebie, dla tych osób, które dzisiaj ważą, więcej niż by chciały, siedzą na kanapie, więcej niż by chciały, może palą papierosy, generalnie prowadzą nie do końca higieniczny tryb życia, a chciałyby wejść na tę ścieżkę aktywnego spełniania marzeń.

Nic na siłę i nic nie róbmy przeciwko sobie.

Ja już chcę, coś kiełkuje, ale coś mnie trzyma, ciągnie do tej kanapy, ale chcę, to co takiego można zrobić?

Przede wszystkim trzeba spróbować i nie trzeba się zrażać po pierwszym razie, jeżeli po drugim się zrazimy to okej. Nie wszystkie rzeczy są dla wszystkich ludzi.

Czyli do dwóch razy sztuka, czy może do trzech?

To już pozostawiam każdemu, ale na pewno nie wolno, jeżeli czegoś spróbujemy, to od razu nie skreślajmy tego, bo nie mamy wiedzy o tej rzeczy, aż tak dużej, żeby od razu mówić, że to nie jest dla mnie. Coś nam nie wyszło, ale to z jakichś powodów. Zasięgnijmy języka, podpytajmy znajomych, poczytajmy troszeczkę i spróbujmy raz jeszcze. Ja gwarantuję, że efekt będzie o wiele lepszy, niż za pierwszym razem. Kto wie, może nam się to spodoba? To nie musi być bieganie, możemy szukać wyzwań w innych różnych rzeczach, pozytywnych. Nie zrażajmy się, nie można zostawiać nadgryzionego ciastka na stole. To nie tędy droga.

Myślę, że to jest bardzo dobra puenta naszej rozmowy. Dzięki serdeczne Paweł, podlinkujemy w opisie do tej rozmowy, Twoje fanpage, żeby ludzie mogli śledzić Twoje dalsze poczynania i realizacje kolejnych marzeń i żeby inspirowali się. Tak jak na początku powiedziałeś, że Ciebie inspirowały inne osoby, które osiągnęły coś więcej, niż Ty, to mam wielką nadzieję, że was drodzy słuchacze, zainspiruje historia Pawła.

Zapraszam.

Dzięki wielkie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top