NM 53: Elżbieta „Elczi” Łoboda – walcz o siebie i swoje marzenia

  • 00:33:57
  • 30 listopada, 2021
  • 56,9 MB

Muzyka płynie w jej sercu od zawsze. Ela jest absolwentką szkoły muzycznej pierwszego stopnia w klasie gitary oraz studiów na kierunku „Jazz i muzyka estradowa”. Śpiewa solo, w zespole, jest instruktorką wokalistyki i prowadzi audycje w Brzeskim radiu. Brała także udział w jednym z najpopularniejszych talent show w naszym kraju – „The Voice of Poland”. 

Miałam plan porozmawiać z Elczi o jej muzycznej drodze, natomiast nasza rozmowa przerodziła się w coś zdecydowanie głębszego. Ela dzieli się swoją osobistą historią, bardzo trudnym czasem, przez który przechodziła i – na szczęście – ma go już za sobą. 

Co jej w tym pomogło? O tym w naszej rozmowie! 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Elżbieta „Elczi” Łoboda – walcz o siebie i swoje marzenia” usłyszycie o tym:

  • kiedy w jej życiu pojawiła się „Elczi”;
  • jakie są jej wspomnienia w związku z muzyką;
  • co było jej inspiracją;
  • jak wyglądają studia muzyczne;
  • w jaki sposób znalazła się w radiu i jak wygląda jej praca;
  • jak wyglądała jej przygoda z  „The Voice of Poland”;
  • co jej pomogło w wyjściu z kryzysu;
  • jakie ma plany i marzenia;
  • co jest jej odskocznią od pracy.

Jestem ogromnie wdzięczna Eli, że opowiedziała mi swoją historię. Pomimo tego, że na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że obecne czasy to najlepsze czasy w historii ludzkości, to pod powierzchnią dobrobytu i dość wysokiego średniego poziomu życia kryje się ogrom trudności, z którymi się borykamy. Boimy się wciąż o nich głośno mówić i prosić o pomoc. 

Warto oswajać te lęki, bo to da nam możliwość skuteczniejszej walki o siebie i o swoje marzenia. 

Będę ogromnie wdzięczna jeśli skomentujesz, polubisz czy udostępnisz naszą rozmowę. Każde takie działanie da szanse dotarcia do kogoś, komu być może ten przekaż jest właśnie potrzebny. 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Elczi Łoboda - muzyka

Linki dodatkowe: 

Więcej o Elczi znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć, Ela!

Cześć.

Dzięki serdeczne za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani Marzeniami. Pierwsze pytanie: Ela czy Elczi? Kiedy pojawiła się w Twoim życiu Elczi?

A to jest mega ciekawe pytanie. Ogólnie Ela, ale i Elczi. To wyszło w ogóle mega przypadkowo. Kiedyś nazwała mnie tak moja koleżanka, jeszcze jak byłam chyba w gimnazjum albo w pierwszej technikum, coś w tym stylu: końcówka gimnazjum lub technikum. Ja od dziecka tańczyłam i w Brzeskim Centrum Kultury, gdzie aktualnie też pracuję, była taka grupa BTR. Tam była moja kumpela i ona kiedyś tak po prostu wjechała z tematem Elczi. Po prostu jakoś tak powiedziała do mnie i to stąd się wzięło. Ustawiłam sobie nick na Facebooku i później ludzie, których nawet nie znam, mówili do mnie Elczi i wtedy miałam takie: „O kurczę! No dobra”. Po prostu jakoś tak się to wzięło. Bardzo spontanicznie, bez większej rozkminy, po prostu Elczi. Czy lubię, jak do mnie mówią Ela czy Elczi? Jest mi to obojętnie w sumie.

Pytam, bo tak się zastanawiam, czy artyści, którzy właśnie przybierają różnego rodzaju nicki czy nazwy zespołów, wchodząc w tę rolę artysty i posługując się innym imieniem, inną nazwą, tworzą trochę takie alter ego. Wtedy Ty się zmieniasz i w momencie, kiedy jesteś na scenie i przyjmijmy jesteś Elczi, to to jest taki ktoś inny troszeczkę niż Ela, którą jesteś na co dzień.

Myślałam też o tym właśnie, że jest to mega fajna, może nawet nie taka ucieczka, ale sposób, żeby obronić swoją osobę, taką moją Elę wewnętrzną. I myślę, że ta Elczi jest taka pomocna właśnie, że to może fajnie wyniknąć z tego, że występując na scenie, wchodzę ja jako Elczi, a później wracam i jestem Elą. I to myślę że jest fajne, bo można gdzieś tam odciąć się od niektórych rzeczy.

A propos Napędzanych Marzeniami, Ciebie niewątpliwie napędza muzyka i to na różne sposoby. Czy pamiętasz ten pierwszy moment, kiedy ona pojawiła się w Twoim życiu? Jakieś pierwsze swoje dziecięce marzenia związane z muzyką, marzenia, działania?

Pierwszy mój występ był w przedszkolu, miałam pięć lat? Pięć albo sześć lat. Wtedy pani w przedszkolu stwierdziła – chyba gdzieś tam musiała usłyszeć – że jestem jakoś muzycznie uzdolniona i dała mi piosenkę do zaśpiewania solowo. To był taki mój pierwszy występ, w ogóle ja wtedy na tym występie się popłakałam, przychodzili i mi chusteczki przynosili. Ale ja wtedy nie myślałam o tym, że ja będę śpiewać. Po prostu śpiewałam.

Później ta muzyka towarzyszyła mi w podstawówce, przez, pamiętam, pierwszą klasę podstawówki, drugą, trzecią i tak dalej. Były różne konkursy, jakiś mini playback show i inne, masa różnych rzeczy, ale też wciąż nie myślałam o tym, że ja będę w przyszłości śpiewać. U mnie raczej czegoś takiego nie było. Równolegle byłam też harcerzem, na różnych rajdach też sobie śpiewaliśmy i była taka jedna druhna, która powiedziała do mnie: „Zobaczysz, Ela, Ty będziesz kiedyś śpiewać”. A dla mnie to było takie: „Ja będę śpiewać? Co ona do mnie mówi w ogóle?”. Lubiłam to, okej, ale nie przykładałam do tego takiej większej wagi. Po prostu śpiewałam, a ona gdzieś tam słyszała, że mi to wychodzi. Lubiłam to robić, oczywiście, ale nie myślałam, że będę piosenkarką.

Bardziej się rozkręciłam tak naprawdę w gimnazjum, kiedy już występowałam na większych konkursach. Oczywiście w podstawówce również były te konkursy, ale tak już bardziej świadomie to było właśnie gimnazjum, te wszystkie konkursy, gdzie można było się pokazać. Pamiętam, że ja wtedy bardzo dużo muzyki reggae słuchałam w podstawówce i gimnazjum, nie tylko polskiej, ale też zagranicznej. I pamiętam, jak stałam przed lusterkiem i wyobrażałam sobie, że jestem na koncercie, że w ogóle ja daję koncert i tam śpiewam. To były te początki, kiedy faktycznie rozkminiałam ten temat, że ja będę śpiewać tak serio, że fajnie by było.

Ale to też nie było tak, że ja miałam zaplanowane, że ja dążę do tego, że ja będę śpiewać, będę wokalistką i w ogóle zrobię karierę, tylko u mnie to wszystko tak naturalnie po prostu wychodziło. Ja dawałam się tej chwili i takiej ulotności, nie planowałam na przyszłość, że ja muszę to, to i to osiągnąć, tylko po prostu byłam w tym tu i teraz. I to tak szło przez gimnazjum, średnią i dalej. W trakcie podstawówki, od drugiej podstawówki do drugiej gimnazjum chodziłam też do szkoły muzycznej, więc cała czas ta muzyka była.

Ale ten kierunek to wcale nie był śpiew. .

Nie, w szkole muzycznej byłam na instrumencie, grałam na gitarze. Trochę też na pianinie, ale wtedy totalnie olałam temat. Szczerze mówiąc, to w ogóle nie lubiłam chodzić do szkoły muzycznej, bardzo. A wtedy moja mama z babcią namawiały mnie: „No dokończ już, skończ tę szkołę”, a ja byłam taka: „okej…” i tak ciagnęłam już na koniec. Miałam dwóch nauczycieli z gitary, drugi nauczyciel już widział, że ja tak niechętnie, ale zauważył właśnie, że bardzo fajnie idzie mi w śpiew. Że sobie tam śpiewam fajnie i podgrywam na gitarze akordami, bo raczej w szkole muzycznej to wszystko klasycznie i tak dalej trzeba było.

Ale jak już zobaczył, że gdzieś tam sobie plumkam i do tego podśpiewuję, to mówił, że to też fajny kierunek. Więc jakby to cały czas było, ja to kochałam i bardzo lubiłam, ale to też nie było takie mega świadome, że ja będę akurat to robić. Także później jakoś tak to wszystko wyniknęło. Tańczyłam też od małego, także w gimnazjum wszystko było takie roztańczone, muzyczne, wiele spektakli różnych, ta muzyka i ten taki artystyczny vibe cały czas był u mnie.

Powiedziałaś, że wciągnęła Cię muzyka reggae i właśnie chciałam Cię zapytać, jacy artyści Cię inspirowali, inspirują, czy się na kimś wzorujesz, czy bardziej chcesz łączyć różne style. Jak to z Tobą jest?

To znaczy teraz nie mówimy tutaj tylko o kierunku reggae, bo u mnie styli muzycznych to była masa, w sensie tego, czego słuchałam. Zaczęłam w ogóle od amerykańskiego hip-hopu, więc u mnie to był hip-hop, rap, amerykański hip-hop, ja zawsze taki luzak, mega mi się to podobało. [08:02 ns] muza reagge, ale studiowałam jazz w ogóle, więc masę różnych gatunków przemieliłam i od każdego mogę coś ciekawego wziąć. Totalnie kocham każdy rodzaj muzyki. A jeżeli chodzi o artystów? To jest różnie, to jest temat rzeka trochę w tym momencie. Nie mam teraz na tę chwilę jakiegoś takiego jednego artysty. Tutaj na pewno mogłabym podać wiele przykładów, ale mówię, teraz temat rzeka.

Ja też mam taki problem, że jak ktoś mnie pyta o to: „A jaki jest Twój ulubiony piosenkarz/piosenkarka?”, to nie umiem odpowiedzieć, bo jest ich tak wielu, że ciężko wybrać jednego czy nawet trzech.

To prawda, tak. To jest akurat ciężki wybór.

W każdym jest coś innego i o to też Cię chciałam zapytać. Co Ciebie tak najmocniej pociąga w muzyce? Wypisałam kilka takich punktów. Czy to jest ta atmosfera, którą muzyka stwarza; czy to są teksty, bo hip-hop amerykański, reggae, to w dużej mierze ten cały klimat jest też w tekstach; czy to są emocje, które się pojawiają w tej muzyce? Co to jest takiego?
Muzyka sama w sobie. Wydaje mi się, że po prostu to są dźwięki jak dla mnie. Ja totalnie chłonę każdy jeden dźwięk przez swoje ciało i wydaje mi się, że to jest to, że to jest muzyka. Ja bardzo to czuję. Teksty wiadomo też. Jak jest jakiś wzruszający tekst albo coś, co faktycznie ma jakąś wartość, do tego dołożymy jeszcze muzykę, to nad tym można się wzruszyć. Jestem mega wrażliwcem, więc ja bym pewnie zaraz płakała i rozkminiała, i gdzieś tam przeżywała tak bardzo, bardzo głęboko. Także mnie się wydaje, że tutaj wiele elementów się na to składa. Tak, i to myślę, że tyle.

 

Ja totalnie chłonę każdy jeden dźwięk przez swoje ciało i wydaje mi się, że to jest to, że to jest muzyka. Ja bardzo to czuję. Teksty wiadomo też. Jak jest jakiś wzruszający tekst albo coś, co faktycznie ma jakąś wartość, do tego dołożymy jeszcze muzykę, to nad tym można się wzruszyć.

Studia – powiedziałaś jazz. Ja się zastanawiam, jak wyglądają studia muzyczne, bo potrafię sobie wyobrazić, że właśnie są zajęcia praktyczne, nauka gry, może nauka śpiewu, a co poza praktyką?

Studia muzyczne dla mnie, w ogóle okres studiów, to był najlepszy czas w całej edukacji, naprawdę. Studia to był najlepszy czas, studia muzyczne, w ogóle studia, to jest mega. I to prawda, jest duży nacisk na praktykę po naukę wokalu, śpiewu, miałam też dobrany instrument, grałam na fortepianie. Ćwiczyłam, uczyłam się, bo tak jak mówiłam, w szkole muzycznej olałam trochę ten temat. Więc troszeczkę się nauczyłam też grać na fortepianie, dodatkowo też uczyłam się dyrygentury, bo ja byłam na kierunku jazz i muzyka estradowa, ale moja specjalizacja, specjalność, to nie była wokalistyka tylko edukacja artystyczna.

Miałam wszystkie te przedmioty muzyczne typu improwizacja jazzowa, rytm w jazzie, wokalistyka, wszystko to, czego tam się uczyłam, teoretycznie również, bo była historia jazzu, historia muzyki i tak dalej, ale do tego był też odłam pedagogiczny, czyli metodologia pracy z dziećmi. Miałam praktyki w szkole, w przedszkolu, także to było takie mega urozmaicenie. I teraz w razie „w” też mam takie zabezpieczenie, że mogę uczyć w szkole, chociaż dla mnie to jest ostateczność. Właśnie to jest super, że oni tak kładli nacisk na tę praktykę, że dużo, bardzo dużo wyniosłam.

I też studia muzyczne są takie, że trzeba dużo od siebie dać. Jeżeli ja sama nie będę pilnować siebie, że muszę przysiąść do ćwiczeń i tak dalej, to nie będę miała nic z tego. Trzeba tutaj dużo od siebie dać, naprawdę, żeby faktycznie systematycznie chodzić do salki, ćwiczyć i po prostu robić, bo tyle, ile się zrobi, tyle będę mieć. Tak to jest na studiach muzycznych moim zdaniem.

Czyli te studia stwarzają taką pewnego rodzaju ramę, nadają właśnie organizację, cele. Jest cała masa samouków, którzy pięknie śpiewają, ale pewnie jest trudniej w momencie, kiedy nie masz nad sobą takiego „bata” czy terminu, że jest egzamin.

Oj tak, to prawda, a u mnie to się totalnie sprawdza. Jak u mnie jest deadline albo ktoś nade mną stoi, to ja wtedy działam. A jeżeli czegoś takiego nie mam, to: „Aaa, no tutaj może sobie poczekam chwilę albo jeszcze pomyślę”. A nie, ja lubię, jak jest ktoś faktycznie nade mną, że wiem o tym, że muszę to zrobić albo że właśnie mam jakiś określony czas, do kiedy coś zrobić, to wtedy najbardziej mnie to motywuje.

Skąd na tej liście wszystkiego, czym się zajmujesz, wzięło się radio?

Oj, radio w ogóle wyszło mega spontanicznie. Właśnie tak się super złożyło, że ja po studiach pracowałam, to znaczy pracuję, udało mi się, że pracuję w Brzeskim Centrum Kultury w moim mieście rodzinnym Brzeg. tam byłam stricte jako instruktor wokalny. I to było w tamtym roku we wrześniu. Wrzesień, październik, listopad, grudzień, a pod koniec grudnia po prostu świeżo otworzyli radio u nas właśnie w Brzeskim Centrum Kultury, bo to jest jakby jeden ośrodek pracy.

Ale ja tam zajmuję się i radiem, i tym, że jestem instruktorem wokalnym. Każdy z instruktorów dostał jakieś swoje przydzielone godziny na to, aby prowadzić audycję w radiu, także zostaliśmy trochę rzuceni na głęboką wodę, bo wcześniej nie miałam żadnych przygotowań do tego, po prostu weszłam do studia, tutaj masz program, tu masz to. I na początku było masę zawirowań, wyłączały mi się programy, komputer mi się powyłączał, no masakra w ogóle, byłam przerażona tym.

To jest live audycja?

Tak, tak, tak. I właśnie jeszcze to, że ludzie słyszą w tym momencie to, co ja mówię, to miałam takie momenty, że gdzieś tam się zacięłam, gdzieś tam pomyliłam jakieś słowa i miałam takie: „O, Boże, Elka, co ty robisz?”. No ale jakby z praktyką, z czasem, to coraz lepiej wychodziło i wydaje mi się, że teraz już mam większy luz do tego. Już rok minął, masakra.

A skąd bierzesz tematy na swoje audycje?

A to różnie, bo to tak naprawdę zależy. Czasem zapraszam różnych gości do radia na wywiady, więc to zależy od tego, czym dana osoba, która do mnie przychodzi, się zajmuje. Wyszukuję gdzieś te tematy, ale też na przykład miałam o muzyce, o danych artystach, o jednym artyście albo o gatunku muzycznym. Ale też mocno inspirują mnie dni. Chodzi o to, że codziennie mamy dzień czegoś, dosłownie, typu dzień…

Marzyciela, chociażby tak.

Na przykład, dokładnie. Więc wtedy wchodzę w Internet i opowiadam o marzeniach albo o sposobach na to, jak spełniać marzenia, albo co robić kreatywnego. Konkretny dzień inspiruje mnie do tego, na jaki temat rozmawiać i wtedy wyszukuję różne tematy. Więc podejrzewam, że tak to u mnie jest. Ja prowadzę dwie audycje, pierwsza to jest Salon sztuki i wtedy w sumie to różnie jest oraz Z pasją w południe, to wtedy jest tak bardziej luźno. Jak jest Salon sztuki, to jest jakiś konkretniejszy temat, a jak jest Z pasją w samo południe, to wtedy jest tak na luzaku bardziej.

I a propos marzeń, to wzięłaś udział w bardzo popularnym talent show. Zdradzę, że rozmawiamy w poniedziałek po sobocie, w którą Twoja przygoda w tym talent show się zakończyła, ale do tego zaraz dojdziemy. Najpierw chciałam zapytać, skąd w ogóle pomysł, żeby zgłosić się do The Voice of Poland?

Jak całe moje życie, może nie życie, ale moja osoba, to był spontan. Naprawdę to był spontan. Ja wysłałam zgłoszenie w ostatni dzień zgłoszeń o godzinie 21.00 chyba. Stwierdziłam: „dobra” i jeszcze moja koleżanka mówi: „Słuchaj, wysyłaj zgłoszenie, bo ja już wysłałam coś tam z Internetu . Ja mówię: „Wiesz co, kurczę, ja w sumie nie mam w ogóle co wysłać”. Tak sobie myślę: „Nie no, przecież tego nie wyślę”. Później stwierdziłam: „Mam to, ale nie, może to jest za…”. Tak usiadłam: „Dobra, nagram”. Więc siedziałam w kuchni w ogóle, pamiętam, to była Nysa, moja koleżanka siedziała obok mnie. Położyłam telefon, oparłam o szklankę i nagrałam piosenki. Po prostu nagrałam. Pierwszej nawet nie przesłuchałam, wysłałam i tyle. I jakby nie rozkminiałam, co się wydarzy, nie miałam jakby parcia, że idę tam po to, bo muszę iść. Tylko to było takie: „Dobra, wyślę, spróbuję, w sumie czemu nie”.

Totalnie się nie spodziewałam tego, że nagle dostanę odpowiedź, że ktoś mnie zauważy. No i to było dla mnie takie: „Wow! Ktoś mnie zauważył”. Tam kilkanaście tysięcy zgłoszeń przeszło i nagle moją osobą ktoś się zaciekawił, to było fajne i miłe. Ale dobra, przyszedł jeden mail, drugi mail, trzeci mail. Ja sobie myślę: „Uuu, dobra, coś tam na grubo”. Jednakże tam było też zastrzeżenie, że to nie jest do końca pewne, że w każdej sytuacji mogą stwierdzić, że jednak nie. Więc ja miałam takie: „Dobra, niby fajnie, cieszę się”, ale z drugiej strony jestem tak na chłodno. Ale jak już dostałam różne inne maile z zawartościami różnymi innymi, o których tutaj nie będę mówić, ale w każdym razie było już tak na grubo, że już wiedziałam, że będę, to miałam takie: „O wow! Nieźle”. Ale to totalnie niespodziewane. Na spontanie, tak wynikło, niczego nie oczekiwałam, a wyszło pięknie.

„Wow, nieźle”, ale też stres, czy nie? Czy właśnie to, że tak podchodzisz do tego, co robisz, na spontanie, to daje Ci taki luz, że ten stres się nie pojawia.

Powiem tak, ja robię dużo rzeczy na spontanie i z myślą działam po prostu, ale jak już jestem w tej chwili, to jestem tak zestresowana, że to jest po prostu nie do opisania. Ja się zawsze potwornie stresowałam, wszystkim w sumie. Ja jestem osobą, która bardzo przeżywa, tak analizuje, rozmyśla, a mimo to pcham się w takie rzeczy. No właśnie, o co tutaj kaman? Ale w każdym razie, jak już w tym jestem, to po prostu wiem o tym, że muszę sobie poradzić i to jest też pewnego rodzaju sprawdzian dla mnie i też łapanie doświadczeń i wychodzenie z własnej strefy komfortu, bo ja bym bardzo chciała pozbyć się tego. Wiem, że ten stres zawsze będzie, to jest jakby element mojego życia, przy tym, co robię, przy śpiewie, ale fajnie się z nim zaprzyjaźnić i takie momenty powodują, że łapie się doświadczenie po prostu.

Powiem tak, ja robię dużo rzeczy na spontanie i z myślą działam po prostu, ale jak już jestem w tej chwili, to jestem tak zestresowana, że to jest po prostu nie do opisania. Ja się zawsze potwornie stresowałam, wszystkim w sumie. Ja jestem osobą, która bardzo przeżywa, tak analizuje, rozmyśla, a mimo to pcham się w takie rzeczy.

Tak, poza tym też rozmawiałam z jednym z gości podcastu, z dr Ewą Jarczewską-Gerc, która mówiła o tym, że stres może być pozytywny i negatywny i że ten pozytywny to de facto to jest coś, co nam…

Motywuje.

Tak, pomaga po prostu, więc warto się z nim zaprzyjaźnić.

Dokładnie.

A inny z gości z kolei, Marek Wikiera, mówi: „Boję się, dlatego to zrobię”, czyli też wie, że właśnie takie wychodzenie ze strefy własnego komfortu i działanie pomimo strachu jest czymś, co człowieka buduje, stwarza to nowe doświadczenie i daje więcej tego powera na przyszłość.

To ja mam tak pół na pół, trochę tego, trochę tego. U mnie to tak pomieszane jest.

I o tej odwadze pisałaś w swoim wczorajszym poście, wczorajszym w odniesieniu do dzisiejszego dnia, kiedy nagrywamy.

Tak, tak, tak. [śmiech]

Napisałaś w nim, że niezależnie od tego, że nie dotarłaś do ścisłego finału, to dotarłaś bardzo daleko i czujesz się już wygrana, bo rok temu znajdowałaś się w innym zupełnie momencie niż dziś.

Tak, tak, to prawda. Trochę się zadziało w tym życiu. Rok temu to było? Tak, rok temu skończyłam studia, obroniłam się. I później tak mnie trafiło coś niefajnego, miałam do czynienia z jakimiś stanami lękowymi i tak dalej. To nie był za fajny okres, ale był i poradziłam sobie z tym, przeszłam przez to, ale nie było łatwo. W pewnym momencie miałam tak, że myślałam, że totalnie w ogóle zejdę, no totalnie. To było ciężkie poradzić sobie z czymś takim, ale moja mama też mi mega dużo pomogła. I wiadomo też – różni specjaliści. Ale tak, to też mnie umocniło bardzo, bo się nie poddałam i nie zostałam w tym, tylko cały czas działam i idę do przodu. Wtedy jakby mi ktoś powiedział, że ja pójdę to The Voice of Poland i będę śpiewać na tej scenie, to bym powiedziała: „Człowieku, puknij się w głowę. Ja? Przecież ja nie wytrzymam tego stresu”. Ale tutaj ja sama jestem w szoku, że to zrobiłam.

Ja myślę, że to jest bardzo wartościowe, że to napisałaś i o tym opowiadasz, bo jest pewnie cała masa ludzi, którzy teraz czują się w tym dołku i w ogóle nie chce im się wstać z łóżka i nie wyobrażają sobie, żeby podjąć się czegoś nowego, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu. To że Ty opowiadasz o tym, że byłaś w takiej sytuacji, wyszłaś z niej, jesteś tu, gdzie jesteś dzisiaj, jest i wsparciem, i inspiracją, i pokazaniem, że można, że się da.

Tak, oczywiście, że tak. Jeżeli oglądasz to i czujesz że masz taki problem, to totalnie się nie poddawaj, serio. To wszystko minie. Ja uważam, że wszystko jest po coś, nie ma co się załamywać i stwierdzać: „O jeju, takie coś mnie spotkało” i być w tym. Nie, trzeba wyciągać lekcje i próbować, i mieć w głowie to, że uda się i będzie dobrze, bo przed nami jest całe życie i nie można trwać w tym wszystkim. Po prostu to wszystko minie i będzie dobrze, ja w to wierzę.

A co Ci pomogło w wyjściu? Powiedziałaś o mamie.

Co mi pomogło w wyjściu? Na pewno trochę tabletki mi pomogły, bo one mnie też uspokoiły. Od tego trzeba było zacząć, bo ja byłam w takim stanie, że ja się bałam wszystkiego, ja się bałam wyjść z domu. To jest tak, że jak oglądamy jakiś horror i w pewnym momencie się wystraszymy, to ja się tak czułam 24 na dobę – cały czas strach, totalnie. To było najgorsze uczucie, ja w ogóle nie spałam po nocach, cały czas takie kotłowanie myśli. Na pewno właśnie pójście do specjalisty, który nam na pewno pomoże, psycholog czy psychiatra. O takich rzeczach się ciężko mówi.

Ja jak miałam pójść do psychiatry, to miałam takie: „Co? Ja mam iść do psychiatry, czy ja jestem jakaś nienormalna? O co w ogóle chodzi?”. Bo takie jest postrzeganie tego. I tak samo te tabletki: „Jejku, ja mam brać jakieś tabletki? Przecież to ktoś pomyśli, że jakaś nienormalna jestem . Ale tak naprawdę to jest coś, co nam pomoże, po prostu nam pomoże i trzeba totalnie odciąć wszelkie myślenia na ten temat, że ktoś coś pomyśli o nas, bo to jest taki sam lekarz, jak idziemy do lekarza, bo nas, boli coś, ręka, noga. Nas tu boli od środka i też trzeba po prostu zawalczyć i wyleczyć. Także to na pewno mi pomogło.

 

Przecież to ktoś pomyśli, że jakaś nienormalna jestem . Ale tak naprawdę to jest coś, co nam pomoże, po prostu nam pomoże i trzeba totalnie odciąć wszelkie myślenia na ten temat, że ktoś coś pomyśli o nas, bo to jest taki sam lekarz, jak idziemy do lekarza, bo nas, boli coś, ręka, noga. Nas tu boli od środka i też trzeba po prostu zawalczyć i wyleczyć. Także to na pewno mi pomogło.

Moja mama cały czas ze mną była, ja wtedy po prostu siedziałam w domu i cały czas tylko robiłam różne wykreślanki, krzyżówki, kolorowanki, byleby tylko głowę odciąć. I pamiętam jeden taki przełomowy moment, takiej nadziei, to była jedna piosenka, która mnie uratowała, i to była piosenka Kamila Bednarka Bądź przy mnie. Ja mówiąc, pewnie się wzruszę, ale było grubo, to wtedy mi bardzo pomogło, no i muzyka, która była przy mnie.

Wielkie dzięki. To jest myślę mega ważne, żeby o tym mówić. Rozmawiałam ostatnio z kolegą, który chodzi do psychoterapeuty. Ja myślę, że nikt by w ogóle nie mógł sobie wyobrazić, że on może mieć jakieś wyzwanie, jakiś problem. Powiedział mi, że wyznaczył sobie taki cel, żeby wszystkim swoim znajomym opowiadać o tym, że chodzi do psychoterapeuty, żeby oswajać ich z tą myślą, że każdy może mieć jakieś wyzwanie. Nawet jeśli patrzymy na kogoś, kto wydaje się człowiekiem sukcesu, to nie wiemy, co tam w środku się kryje. Robi to, żeby ułatwić innym osobom, które mają wyzwania, ale właśnie obawiają się tego myślenia, o którym mówisz, że ktoś sobie pomyśli, że coś ze mną jest nie tak, jeśli ja pójdę do specjalisty. Więc on chce tak swoim własnym przykładem szerzyć to poczucie, że tak wcale nie jest, że to są lekarze.

Że to jest normalne, po prostu. I to bardzo dobrze, ja na początku też miałam taką obawę przed tym, jak ktoś mnie odbierze, może nawet nie odbierze, ale takie poczucie, dziwnie się z tym czułam, ale stwierdziłam później, no nie, to jest normalne, trzeba właśnie o tym mówić. Dobrze, że ludzie o tym mówią, bo to się staje po prostu czymś normalnym codziennym. Takim, że nie ma co się tego wstydzić i po prostu trzeba działać i zrobić tak, żeby nam było dobrze, żebyśmy po prostu byli zdrowi i się dobrze czuli, żebyśmy mogli normalnie funkcjonować i tyle.

Dobra, to co dalej? Żyjesz na spontanie, mówiłaś wcześniej, że nie robisz planów, nie określasz jakichś takich precyzyjnych celów, ale czy może jest coś, co masz w głowie i czym chcesz się podzielić, bo to też różnie ludzie podchodzą do takich swoich planów, marzeń.

To znaczy, żeby też nie było, że tutaj jestem jakimś takim totalnym roztrzepańcem. Mam jakieś plany. Tak było właśnie na początku, że nie rozkminiałam za bardzo tego. Występowałam w różnych spektaklach, musicalach, ale też w tym momencie byłam w technikum ekonomicznym, więc to wszystko trwało i było, ale to nie jest też tak do końca, że ja nie ma planów. Ja jestem osobą, która też lubi mieć rozplanowane, listę sobie robię i wtedy wiem, co i jak. Ale tutaj bardziej chodzi o to, że jakby nie zakładałam głównego celu, że ja będę kiedyś miała to.

Właśnie to jest to, to jest mój znak zodiaku: waga, czyli jestem taka: jest i tak, i tak. Ja to tak zawsze rozkminiam. Ale na ten moment ten program, w którym teraz wystąpiłam, bardzo dużo mi pomógł, dużo ciekawych osób poznałam, wiele przeżyć. To jest niesamowite i na ten moment mam tak, że bardzo bym chciała pokazać swoją twórczość i gdzieś zaistnieć faktycznie ze swoim materiałem, i aktualnie do tego bym dążyła. W tym momencie mam taki plan, że chcę zrobić swoją muzykę, chcę tworzyć i siebie w muzyce przedstawiać Wam, ludziom.

W dzisiejszych czasach z jednej strony jest trudniej, bo jest myślę dużo ludzi, którzy mają talent i chcą dotrzeć właśnie do szerokiej publiczności. Z drugiej strony jest łatwiej, bo kiedyś trzeba było jakoś „załapać się” do wytwórni, żeby tam odkryli nasz talent i żeby ta wytwórnia była chętna rozpropagować danego artystę. A dzisiaj media społecznościowe, Internet, pozwalają nawet na własną rękę docierać do dużej liczby osób.

Tak, tak, to jest prawda, kiedyś było ciężej, nie było tego wszystkiego, co teraz mamy, Internet. Teraz można naprawdę dużo zdziałać, tylko po prostu trzeba konsekwentnie robić. Ale tak jak mówiłaś, jest masa różnych artystów i nie tylko artystów, masa wszystkiego jest, więc też trzeba gdzieś tam znaleźć swoją ścieżkę, żeby się przebić, żeby zaistnieć, żeby czymś się wyróżnić.

Zbliżając się do końca naszej rozmowy, mam takie nietypowe pytanie. Tak się zastanawiałam, że dla wielu osób muzyka czy inne artystyczne działania, są pasjami, hobby, czymś, co realizują po pracy, po tym jak wrócą z biura czy innego miejsca pracy. U Ciebie jest odwrotnie, to muzyka jest Twoją pracą, zapewne również pasją, ale pytanie jest takie, czy Ty masz jakieś hobby takie zupełnie inne niż muzyka: majsterkowanie albo wędkowanie, które daje Ci taką odskocznię i – nie wiem, czy równowaga jest dobrym słowem – ale tę odskocznię.

Więc tak, u mnie muzyka zawsze była i faktycznie jest to moja praca, wielka pasja, miłość, oczywiście. Ale ja kocham wszelkiego rodzaju gry planszowe, puzzle i totalnie mogłabym naprawdę godzinami grać w różne gry planszowe, planszówki, układać puzzle i tak dalej. Mega lubię całą strefę beauty. Właśnie wtedy, kiedy miałam stany lękowe, w tamtym roku, stwierdziłam, że muszę się czymś zająć, żeby odciążyć głowę, więc kupiłam sobie lampę do robienia paznokci hybrydowych i to też mnie odstresowało. Stwierdziłam, że kurde, fajna zajawka, więc to jest na pewno też moje hobby. Malowanie obrazów również, wtedy zaczęłam trochę malować. Więc ja ogólnie lubię całą taką artystyczną sferę typu właśnie malowanie, nawet wizaż, to też mnie mega kręci. Kiedyś nawet chciałam na kurs makijażu pójść, także myślę, że to. Lubię też gotować, ale w domu w sumie mało gotuję, bo u mnie tato gotuje. Ale jakbym sama mieszkała w tym momencie, to myślę, że bym więcej gotowała i że byłabym całkiem dobra w tym.

Czyli mega wielkie spektrum i kobieta renesansu.

Można to tak nazwać. Też mega lubię ruch, czyli wszelkiego rodzaju aktywności, na przykład na siłownię lubię chodzić. Kiedyś bardzo dużo tańczyłam, trochę mi brakuje tego tańca, więc na pewno, jakby się udało, to z chęcią bym do tańca wróciła. Jakieś spacerowanie, chodzenie po górach, pływanie – takie rzeczy to totalnie mój klimat.

Z reguły na koniec pytam moich gości o to, jakie marzenie ich napędza, takie marzenie, które jest przed gościem. Ty już powiedziałaś o swojej płycie, o stworzeniu. Płyta jest dobrą nazwą, tak?

Myślę, że tak, myślę, że brzmi to dla mnie tak grubo bardzo, że: „Wow! Ja bym miała mieć swoją płytę!”, ale tak myślę, że to jest to. Jednakże ja też mam takie wartości poza muzyczne, typu (ja zawsze o tym mówiłam), że ja chcę naprawdę tylko szczęśliwie żyć, po prostu niech wszystko płynie, ale to musi być szczęście i takie poczucie, że jestem zdrowa, że wszystko jest dobrze. Właśnie to szczęście jest, że po prostu jestem szczęśliwa. To jest to.

A kiedy jest to szczęście?

Oj, to szczęście jest wtedy, kiedy jestem wśród super ludzi, kiedy właśnie się spełniam, kiedy robię to i czuję, że żyję, kiedy robię wszystkie rzeczy, które mnie po prostu napędzają dosłownie. Także wtedy jest największe szczęście i otaczanie się dobrymi ludźmi to jest też to.

Dziękuję Ci serdecznie za rozmowę i życzę szczęśliwego, spełnionego życia. Trzymam kciuki za realizację planów i marzeń. Do usłyszenia.

Dziękuję bardzo, dziękuję również za zaproszenie i mam nadzieję, że jeszcze do zobaczenia, do usłyszenia.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top