NM 95: Maciej Młynarczyk – idę słuchając życia

  • 00:53:36
  • 26 grudnia, 2023
  • 122.71M

Zapraszam na rozmowę z Maciejem Młynarczykiem, człowiekiem, który emanuje pozytywną energią i pokazuje, że ograniczenia są tylko w naszych głowach. Maciej przeszedł 800 kilometrowy szlak Santiago de Compostella nocą. Idąc słuchał siebie. Co więcej – rozmawiał ze sobą. Efektem tej wędrówki jest książka „Idę Słuchając Życia”. Rozmawiamy o drodze Maćka, o tym czego się nauczył słuchając życia i słuchając siebie.

W odcinku „NM 94: Maciej Młynarczyk – idę słuchając życia” usłyszycie o tym:

  • jak rozwinął swoje kompetencje w biznesie;
  • co lub kto go zachęcał do rozwoju;
  • jak pokonał szlak Santiaggo de Compostella
  • jaki ma cel w promocji swojej książki;
  • jak szuka miejsc na promocję;
  • jaki jest jego największy cel?

Jest taki cytat przypisywany Albertowi Einsteinowi „Wszyscy wiedzą, że coś się nie da zrobić i wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to coś robi.” Mam poczucie, że ten cytat idealnie pasuje do Maćka. Jego postawa, zaufanie do siebie, do losu, wdzięczność połączona z działaniem – to wielka siła sprawcza, a dla mnie inspiracja i zachęta do tego, aby kwestionować ograniczenia, które przy różnych okazjach pojawiają się w mojej głowie. Dziękuję Ci Maćku pięknie za naszą rozmowę. Mam nadzieję, że zainspirowała także Was. Będę wdzięczna za każdy komentarz i lajk. Do zobaczenie wkrótce!

Dodatkowe linki:

Więcej o Maćku znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

 

Cześć, Maciej.
Witam Cię.
Dzięki wielkie, że przyjąłeś zaproszenie do rozmowy w podcaście Napędzani Marzeniami.
Jest mi bardzo miło i jest to dla mnie duży zaszczyt, że mogę być Waszym gościem.
Mam tu dużo pytań, ale chciałabym zacząć tak, jak najczęściej zaczynam, czyli zapytać o taką Twoją drogę osobistą, życiową. Bo przyjechałeś do nas z daleka, jesteś Polakiem, jak to wszyscy słyszymy, ale na co dzień pracujesz i żyjesz w Anglii. Kiedy wyjechałeś do Anglii i dlaczego?


Do Anglii wyjechałem w 2002 roku. Odpowiedź też znajdziecie w książce, tam jest opisana historia, czemu podjąłem decyzję o wyjechaniu. Pojechałem za marzeniami. Chciałem tak naprawdę pojechać do Anglii, zarobić pieniądze i wyjechać na stałe do Australii. Nie wiedziałem, ile czasu to potrwa, nie myślałem o czasie, ale wiedziałem, że po prostu w Anglii w tamtym czasie mógłbym dobre pieniądze zarobić, żebym mógł wyjechać do Australii. Tak się losy potoczyły, że jestem tam 21 lat już.
I w Anglii wykonujesz taki niestandardowy zawód, bo Ty w ogóle masz wiele twarzy, wiele kapeluszy nosisz na swojej głowie i będziemy dotykać tych różnych odsłon Ciebie. Ale jedną z tych odsłon jest twój zawód, który jest bardzo specyficzny, bo zajmujesz się specjalistycznym dekoratorstwem.
Ogólnym dekoratorstwem najbardziej, ale tak, robię coś bardzo nietypowego. Posiadam na swoim stanie patent w dekorowaniu wnętrz materiałem, który jest wykonywany z kory drzewa i jest to tapeta. Tapeta, która ma ponad 140 lat swojego istnienia na rynku brytyjskim, w Wielkiej Brytanii to wymyślili. Tym materiałem były dekorowane takie wnętrza jak Buckingham Pałac, Dom Rockefellera, Titanic. W Anglii jest ok. 170 ludzi, którzy posiadają taki patent. Ja jestem jednym z nich. Około 70 jest w stopniu zaawansowanym, w tym ja. I jestem jednym Polakiem na świecie, który ten patent posiada.
I jaka była historia, że zajęło się czymś tak specjalistycznym?
Cały czas pasja, chęć rozwoju, po prostu poznawania, doznawania czegoś innego, próbowania czegoś robić, nie wiem, lepiej. Robiłem to z pasją. Zaowocowało to w tym, że jak wyjechałem w 2002 roku bez języka angielskiego, to po 9 latach, mając własną działalność, byłem wyróżniony jako jeden z najlepszych film dekoratorskich w Anglii. Zająłem wtedy trzecie miejsce dwa lata temu jako najlepsza firma dekoratorska w południowo-wschodniej Anglii. Oprócz tego moje prace były eksponowane w profesjonalnych czasopismach, w jednym artykule międzynarodowym. Tak że to przyszło samo. Ja za tym nie goniłem.
Czy nie goniłeś, to zaraz o tym porozmawiamy. Ale wiesz co, powiem coś takiego trochę stereotypowego, bo branża wykończeniowa, branża budowlana nie kojarzy mi się, czy człowiek, który pracuje w takiej branży, zajmuje się taką branżą, nie kojarzy mi się z samorozwojem i z taką dużą samoświadomością. Jak to się stało, że zacząłeś się tak bardzo mocno rozwijać w tym kierunku i nie tylko sam się rozwijać, ale zaraz będziemy opowiadać o tym, że też rozwijasz innych ludzi?
W sumie mógłbym to nawet nazwać przypadkiem, ale nie wiem, czy przypadek. Nie, na pewno to nie był przypadek. Zacząłem na początku szukać po prostu rozwoju, żeby polepszyć swój status, czyli chciałem po prostu rozwijać swoje kompetencje w biznesie, czyli po prostu w inwestowaniu, poszerzaniu swoich horyzontów. Jednak zobaczyłem, że jeśli idę tylko w jednym kierunku, to nie wygląda tak dobrze, jak powinno. Zacząłem interesować się bardziej rozwojem, szkolić się tak naprawdę u najlepszych na świecie. Dzięki temu mam osobiście kontakty z niektórymi. Nie wiem, czy przypadkiem, czy nie, ale ma to dużo dla mnie znaczenie, ponieważ są to ludzie już z najwyższych półek, jeżeli chodzi o rozwój, tak że jestem z tego też bardzo dumny.
A możesz podać jakieś konkretne nazwiska? I może jeszcze zanim to pytanie o nazwiska, to chciałam się zapytać, czy miałeś wokół siebie, nie wiem, kolegę, znajomego, kto Cię do tego zachęcał, czy to była jakaś książka, nie wiem, program w telewizji? Innymi słowy, czy to wypłynęło tak ze środka, czy ktoś, coś cię zainspirowało do tego, żeby właśnie szukać takich nazwisk, osób, od których możesz się uczyć?
Nie, nie miałem nikogo, ponieważ na początku, kiedy mieszkaliśmy w Londynie, potem jak pojawiły się dzieci, to powiedziałem, że po prostu Londyn to nie jest miejsce dla wychowania dzieci. Byliśmy poza Londyn, tam byliśmy praktycznie sami, bez żadnych znajomych, bez nikogo, a ja też się odciąłem po prostu totalnie od swoich znajomych i wtedy kumulowałem tylko swoją uwagę na swojej firmie. Dlatego po prostu te kontakty, które miałem i zobaczyłem po czasie, gdzie moi znajomi są, co mi się udało zrobić, to jednak widziałem tę różnicę.
A jeżeli chodziło o rozwój, czytałem trochę książek na temat rozwoju i tak się tym zafascynowałem, że zapragnąłem poznawać tych ludzi. Czyli jak poszedłem gdzieś na pierwsze, powiedzmy, wystąpienie Tony’ego Robbinsa, pamiętam nagranie, jak patrzyłem na niego w jakiejś tam odległości, patrzyłem prosto w oczy, bo akurat złapaliśmy taki kontakt, i to było piękne, że patrząc mu prosto w oczy, on pierwszy odwrócił wzrok. Czyli wtedy sobie powiedziałem: skoro wygrałem z Tonym, wygram ze wszystkim.
Jeśli chodzi o duchowe: Bruce Lipton, jeden z czołowych w rozwoju. Udało mi się go poznać osobiście, sam i dał swoją wizytówkę, mam kontakt z nim bezpośredni. Mogę Wam zdradzić, nie ukrywam tego, że będę starał się go sprowadzić do Polski, jak będę już w odpowiednim do tego momencie gotowy.
Czyli książki. Książki były takim pierwszym impulsem, który powodował właśnie tę chęć jeszcze bardziej aktywnego szukania?
Tak.
I mówisz o Tonym Robbinsie. Bruce’a Liptona nie znam…
Jest ich dużo. Teraz byłem na przykład na spotkaniu Edgara Tolle’a, który tam występował. Nie poznałem go osobiście, ale chciałem po prostu go widzieć i tak jak mówię, z całej czołówki widziałem wszystkich po prostu i miałem z nimi kontakt.
Opowiedz o tych spotkaniach. Jestem ich bardzo ciekawa, właśnie z takimi mówcami motywacyjnymi, bo nigdy nie byłam na żadnym, a oglądałam kilka wystąpień na YouTubie i widzę, że to jest niesamowita dawka energii, a domyślam się, że w tzw. realu jest znacząco większa.
Tak, tutaj po czasie dopiero dochodzi do Ciebie, że jeżdżąc na takie spotkania, nie jedziesz dla tej osoby, która występuje, tylko dla tych wszystkich ludzi, którzy są wokół Ciebie, ponieważ energia, która się wytwarza w tym miejscu, zostaje potem z Tobą i dlatego Ty jesteś tak naładowana pozytywnie energią, po prostu chęcią do działania, że siła tych wszystkich ludzi, którzy idą z tą samą intencją, z tym samym pragnieniem w te miejsce, która wychodzi z nich, łączy nas wszystkich.
Czy to jest konkretna wiedza, jakieś umiejętności, kompetencje, czy właśnie bardziej ta energia i to doładowanie, coś, co daje powera potem do działania tak naprawdę?
Tak, z czasem przychodzi już taki moment, że tej wiedzy już za dużo dla Ciebie nie ma, jeżeli masz przerobione pewne rzeczy i idąc, wiesz, że już od takiej osoby się zbyt dużo nie dowiesz, możesz tylko sobie porównać, tak jak przed chwilą powiedziałem o Tonym Robbinsie, tak jak w tym roku, kiedyś go widziałem z jakiejś odległości, teraz mam selfie, gdzie stoi mi za plecami, tak że to jest też coś innego, ale czemu idę i powtarzam sobie co jakiś czas spotkanie z taką osobą, po to, żeby zobaczyć siebie, gdzie kiedyś byłem w danym miejscu i jak to wtedy przyjmowałem, jak przeżywałem, a teraz, żeby widzieć u siebie tę zmianę.
A słuchaj, takie pytanie może trudne, może nie, bo jak czytam książki, czy słucham jakichś wystąpień, to wiem, że przemiana w człowieku dzieje się często pod wpływem trudnych osobistych doświadczeń, że człowiek doświadcza jakiegoś kryzysu i zaczyna szukać rozwiązań.
Pomocy.
Tak. I okazuje się po fakcie, że ten kryzys był najlepszym, czego dany człowiek doświadczył. Ale nie zawsze tak jest. Czasem to bez tych trudnych sytuacji człowiek się rozwija. Jak to było w Twojej sytuacji?
Piszę bardzo mocno i szczerze w książce. Tam jest rozdział Życie młodzieńcze Stanleya. Mówi o tym, jak moje życie od dzieciństwa było przepełnione tragizmem. Jak nie tragizmem, to po prostu potem powodem, dla którego wyjechałem z Polski. Chodziło mi o środowisko, w którym przebywałem, co robiłem itd., że mogło to się skończyć tak, a nie inaczej.
Zdradzisz…?
Chodzi o alkohol, narkotyki, przebywanie w takim środowisku. Po prostu wykończyłbym się albo skończyłbym w więzieniu.
Wyjechałem, odciąłem się po prostu totalnie od poprzedniego życia. Zacząłem nowe życie. Popłynęło, w życiu bym tak nie pomyślał, że tak się moje życie potoczy. Pojawiły się z czasem znowu problemy, które otworzyły po prostu całą przeszłość. To się wszystko tak skumulowało, że było ciężko. Wtedy wróciłem do alkoholu. Już nie dawałem sobie rady.
Dlatego w książce też jest… Potem Wam powiem to, co teraz chcę odpowiedzieć, z tego względu, że jest tam też coś ukrytego, a nie chcę teraz zaradzać w czasie tej rozmowy. Jak będziemy rozmawiać o książce, to wrócę do tego pytania. Powiem więcej, dobra?
Dobrze. To ja jeszcze raz pokażę tę książkę. Idę, słuchając życia. Ona jest po części oparta o Twoją wyprawę, o pielgrzymkę, którą odbyłeś.
Ona jest całą pielgrzymką, tylko że ona jest tak nietypowa, na pewno nigdy żeście nie spotkali się z taką książką, która ma tak naprawdę dwa rozdziały w sobie, czyli jest rozdział, który jest o rozwoju i jest o podróży. O co tu chodziło? Kiedy wybrałem się w podróż, to po prostu po kolei, tutaj są rozdziały, pierwszy, drugi, trzeci i tak idą na przemian. Czyli w czasie trwania podróży…
Powiedzmy, jaka to była podróż?
Była to podróż do Santiago de Compostela, w którą wybrałem się rok temu. Czytając książkę Pielgrzym Paula Coelho ponad 20 lat temu, poczułem, że ja kiedyś też pójdę. W tamtym roku siedziałem sobie w domu na kanapie i mówię do rodziny, że idę do Santiago. Oni tylko popatrzyli, no znowu coś wymyślił, bo wiadomo, że dużo podróżuję itd., robię nietypowe po prostu sobie wycieczki. Na pewno coś wymyślił i tak to zrobił. Nie wiem, z pół godziny, może dwadzieścia minut później kupiłem sobie bilet na trzy miesiące do przodu. Ogarnąłem wszystko w pracy, pozałatwiałem sobie wszystko. Jednak to jest długa wycieczka, tak że długa nieobecność w domu. Ogarnąłem to i 31 kwietnia byłem już na szlaku. Tak że po dwóch i pół miesiąca.
I postanowiłem, że wybiorę się w tę podróż w nietypowy sposób, że pokonam tę drogę, praktycznie idąc tylko w nocy. Dokonałem tego, ponad połowę drogi przeszedłem w nocy, z tego względu, że wyobraźcie sobie, ile trwa dzień, ile noc.
I mówisz kwiecień, tak?
Tak. Chodziło o to, bym był za dużo stratny, jeżeli chodzi o samą drogę itd. A czemu w nocy? Nie tylko dlatego, że prawdopodobnie dokonałem tego jako pierwszy człowiek na świecie, nikt tego przede mną nie zrobił, ale przede wszystkim, żeby się odizolować od ludzi i nie mieć kontaktu w ogóle z ludźmi.
A dlaczego?
Chciałem iść tą drogą tak jak kiedyś pielgrzymi 200–300 lat temu. Nie było takiego ruchu jak teraz. Teraz do Santiago dochodzą dziennie 2–3 tysiące ludzi. Teraz przeczytałem, że w tym roku, nie pamiętam, ale jakieś tam bardzo duże cyfry, że tak wielu już do tej pory przeszło w ciągu dnia. Na początku tego nie widać, ale w miejscu, gdzie się łączą te szlaki, po prostu widać, jak się ciasno robi na tym. Chciałem po prostu przebywać jak najwyżej sam ze sobą, po prostu oddać się w ciszy sobie, żeby poznać się jeszcze bardziej.
I to mi się udało, ponieważ pamiętam, pewnego dnia, jak schodziłem z góry, to było, nie wiem, pierwsza, wpół do drugiej może w nocy, schodziłem, byłem trochę zmęczony. Mówię, siądę sobie i odpocznę. Siadłem sobie na ławce i zacząłem sobie prowadzić dialog taki wewnętrzny. Potem sobie myślę: przecież jesteś tu sam, nikogo tu nie ma. I zacząłem rozmawiać na głos. No rozumiesz, schizofrenia, nie?
Można tak powiedzieć, tak.
I zacząłem zadawać sobie pytania coraz trudniejsze, coraz mocniejsze, gdzie zacząłem płakać na głos, naprawdę ryczeć. Zacząłem sobie wybaczać. Zacząłem sobie dawać rady. I w tym procesie zaszło coś niesamowitego, ponieważ za każdym razem, kiedy coś odkrywałem w sobie, co myślałem, że już tego się pozbyłem, że już po prostu udało mi się popracować nad sobą tyle, że tego nie mam, okazywało się, że jednak jest. Ale jak udało mi się to wyrzucić z siebie, okazywało się, że pod tym znowu coś jeszcze jest. Coś starszego.
Jakieś emocje, przeżycia.
Tak, tak. Traumy, wszystko. Tu naprawdę mówię o wszystkim. O naszym programowaniu, o naszych nawykach. O wszystkim po prostu, co mamy w głowie i co nas blokuje, co nas spowalnia. I pojawiały się po prostu coraz inne rzeczy, aż w końcu już nic nie było. Pamiętam wtedy, że poczułem, jak moje ciało stało się takie lekkie, po prostu bez ciężaru. Tak jakby nie czułem ciała. Rozumiesz?
Trochę sobie potrafię wyobrazić i taką rozmowę sama ze sobą, ale trochę, bo byłam kiedyś na takim weekendowym kursie samorozwoju, gdzie jednym z ćwiczeń było stanięcie przed lustrem, to akurat było w kontekście ciała, i podziękowanie swojemu ciału za to, za co dany człowiek chciał podziękować. I tak właśnie stanięcie, spojrzenie sobie w oczy i powiedzenie czegoś pozytywnego to jest po prostu cholernie trudne. I różne były reakcje, bo to była grupa i każdy na forum de facto to robił, więc pewnie to dodawało jeszcze jakoś dodatkowej trudności, ale chyba niezależnie od tego, czy byli tam inni ludzie, czy nie, no przyznam, że tak w domu to nigdy nie trenowałam czegoś takiego, żeby do siebie mówić na głos. Myślę, że to w pierwszej chwili jest takie mocno nienaturalne, ale potem…
Zachęcam Cię do tego, dlatego że można dojść do takiej pewności siebie, że np. mogę stać na basenie, susząc, powiedzmy, włosy i mówić sobie, jak się kocham, na głos.
I nie masz takiego wrażenia: Boże, co ci ludzie tutaj około mnie pomyślą sobie?
Nie, ja rozmawiam ze sobą, nie z nimi. Nie obchodzi mnie, co ludzie myślą.
Jest też taka książka, którą mam, ale jej nie przeczytałam. Odwaga bycia nielubianym. To jest trochę o tym, nie?
Tak, ale to, co powiedziałaś, to ja praktykuję codziennie, dwa razy. Rano, kiedy idę, pierwszy raz patrzę w lustro, dziękuję, że mogłem znowu otworzyć oczy i zacząć znowu doświadczać tego, co mnie czeka. Iść dalej w nieznane i wiedzieć, że jak mówię do niego, to że mam najlepszego kompana przed sobą, że z nim ogarnę wszystko. A wieczorem wracamy w to samo miejsce i chwalimy się za to, co nam się udało zrobić i myślimy, co będzie jutro i jak się do tego zabierzemy.
Jest to mega narzędzie, które buduje nie tylko pewność siebie, ale po prostu pozbywasz się strachu. I twoje pragnienie dążenia do czegoś staje się tak realne, tak jak Ci dzisiaj powiedziałem z moimi podróżami, i tak dalej, co teraz robię, żadnych obaw, żadnych stresów, po prostu ja tego pragnę. Ja tego nie chcę, ja tego pragnę.

Rano, kiedy idę, pierwszy raz patrzę w lustro, dziękuję, że mogłem znowu otworzyć oczy i zacząć znowu doświadczać tego, co mnie czeka. Iść dalej w nieznane i wiedzieć, że jak mówię do niego, to że mam najlepszego kompana przed sobą, że z nim ogarnę wszystko. A wieczorem wracamy w to samo miejsce i chwalimy się za to, co nam się udało zrobić i myślimy, co będzie jutro i jak się do tego zabierzemy.
Jest to mega narzędzie, które buduje nie tylko pewność siebie, ale po prostu pozbywasz się strachu. I twoje pragnienie dążenia do czegoś staje się tak realne, tak jak Ci dzisiaj powiedziałem z moimi podróżami, i tak dalej, co teraz robię, żadnych obaw, żadnych stresów, po prostu ja tego pragnę. Ja tego nie chcę, ja tego pragnę.

I tak sobie myślę, że taką satysfakcję to daje wieczorem, że taką radość, wdzięczność, że cokolwiek by się nie działo w tym dniu, czy jak ktoś z boku by powiedział, to dobry dzień czy zły dzień, to koniec końców masz pewnie poczucie, że to dobry dzień, nie?
Powiem Ci, że dla mnie to działa tak, że obojętnie, czy ktoś by mnie pochwalił w ciągu dnia, że coś tam, albo za coś, nieważne, czy pomogłem, czy udało mi się coś zrobić, ale nic mi tak nie sprawia przyjemności, jak sam się pochwalę. To nie jest chwalipięta, bo to jest po prostu wdzięczność za to, że wiesz, że robisz dobrze i pragniesz pomagać innym. Tak że to dla mnie ma ogromne znaczenie.
Też tak się mówi, że można sobie zrobić test na to, czy człowiek się sam ze sobą dobrze czuje. No właśnie, czy jestem w stanie spojrzeć sobie w lustrze, w oczy, tak bez wstydu, prawda? Więc no to troszeczkę, to jest taki mini wersja tego, o czym mówisz.
Ciekawe bardzo, ale wracając do książki, bo ja troszkę przekierowałam Cię właśnie na tę podróż. To w ogóle była bardzo długa wyprawa, 800 kilometrów, tak?

Ponad, 860, tak.
Czyli ile dni?
Normalnie ten szlak z tego miejsca, z którego ja wyszedłem, wychodzi na 31. Ja go pokonałem w 28, tylko że po pięciu dniach wylądowałem w szpitalu, ponieważ moje nogi nie wyglądały najlepiej. Gdzieś tam będzie można je zobaczyć, jak ktoś się tym interesuje. Nie zachęcam, ale przez to chciałem tylko pokazać, co może się stać. W ogóle zaczęło się tak, że zrobiłem sobie zdjęcia, bo nie chciałem iść do apteki i pokazywać stóp, więc zrobiłem zdjęcia i poszedłem do apteki, i pytam się pani, czy ma pani jakieś większe plastry, żeby mi pomóc. Pani zdziwiona tak patrzy na to zdjęcie i mówi: to są pana nogi? Mówię: tak. Ja nie jestem w stanie pomóc, proszę iść do szpitala. Poszedłem do szpitala, pozakładali mi jakieś tam żelowe te plastry i lekarz mówi: proszę przez trzy dni nie stawać w ogóle na nogi. Dwa dni wytrzymałem, tam siedziałem nad rzeką, medytowałem tylko i pisałem, ale w trzeci dzień poszedłem już.
Mówisz, że będzie można zobaczyć, dlatego ja tutaj pokażę, że mamy QR kody w książce, które kierują właśnie do relacji na YouTubie.
Tak. Wrócę tylko jeszcze do spisu treści, bo to trochę umknęło, że np. jest rozdział o podróży, jest o rozwoju. Jeżeli ktoś się interesuje rozwojem, to sobie czyta po prostu same rozdziały o podróży. A chodziło o to, że w czasie podróży po prostu poznawałem siebie, dochodziłem coraz bardziej do siebie i doznawałem tych rzeczy, które tutaj są.
Jeśli chodzi o rozdziały o podróży, one są właśnie, każdy z nich jest skończony QR-kodem, ponieważ każdy z nas, czytając książkę, tworzy sobie obraz, wyobraża sobie tego bohatera, o którym czytamy w głowie i każdy z nas inaczej sobie go wyobrazi. I tutaj na taki fajny pomysł wpadłem, że właśnie dołączyłem te QR kody, gdzie po przeczytaniu już wyobrażamy sobie tego bohatera, a potem skanujemy QR kod i oglądamy bohatera w podróży, który po prostu robi w niektórych miejscach bardzo nietypowe rzeczy, jak gdzieś śpi w jaskiniach, w norach, gdzieś tam w lesie na hamaku albo tylko oparty o drzewo.
I jeżeli chodzi o te o te QR kody, to kończę, potem po pierwszym rozdziale mamy rozdział o rozwoju i potem znowu jest kolejny rozdział o podróży, gdzie znowu znajdujemy QR kod, ale jak zaczynamy czytać ten rozdział o podróży, to teraz nasza głowa walczy, który obraz sobie sprowadzimy do głowy, tego bohatera, który my stworzyliśmy, czy ten, który widzieliśmy. I to jest taki fajny właśnie zabieg, który po prostu pokazuje, jak kontrolujesz swój umysł po prostu, co na Ciebie bardziej wpływa, czy liki zewnętrzne, czy wewnętrzne.
Czy idąc, wyruszając w tę drogę, wiedziałeś, że chcesz napisać na jej podstawie książkę?
Na jej podstawie nie, tzn. nie wiedziałem, że na jej podstawie, tylko wiedziałem, że napiszę książkę. Zacząłem pisać po prostu od początku podróży, nawet już chyba w pociągu, jak gdzieś tam jechałem we Francji, zacząłem wszystko pisać, no i potem tylko robiłem sobie zdjęcia i wysyłałem mailem, bo jakbym stracił zeszyt czy coś, to żeby to ocalało. Tak, wiedziałem, bo to nie jest moja pierwsza książka, to jest moja czwarta książka, ale pierwsza, którą wydałem.
Okej.
Ale zrobiłem też taki motyw, że jak już kończyłem ją pisać, ona poszła do redagowania, musiałem wydrukować sobie okładkę w domu i obłożyłem sobie jakąś inną książkę, żeby tylko po prostu móc patrzeć na nią.
Ale wydarzyło też się coś ciekawego, bo jak ona tak stała, to ja już widziałem…
Kolejny…
I to był tak realny obraz… To jest jedno. A dwa, że po prostu, tak jak mówiliśmy o mojej pracy, to mówię, że cały czas robiłem to z pasją itd. w końcu tyle lat. Ale tu znalazłem swoje Why.
Zdradzisz teraz? Czy mamy kupić książkę?
Nie, chodzi mi o to, że…
Ja mam to pytanie tak czy inaczej, bo przepraszam, jeszcze Ci tutaj wejdę w słowo, bo Twoja strona, właściwie są strony dwie, jedna, ta dotycząca książki, ma taki sam adres jak książka, jak tytuł książki, idęsłuchającżycia.pl, prawda?
Tak.
A Twoja strona ta bardziej o Tobie to jest?
Idę po swoje.
Właśnie, ja się chciałam Cię zapytać, po co Ty idziesz?
Po co ja idę?
Tak. Co jest tym celem? Co jest tym Why?
Poznawanie siebie, poznawanie sensu życia i odnalezienie tak naprawdę odpowiedzi na pytanie, po co się pojawiłem na tej Ziemi.
Ale to masz poczucie, że już dotarłeś właśnie do tej odpowiedzi?
Tak. Ona się pojawiła tam.
Okej, czyli mamy kupić książkę, tak?
Tak, zachęcam.
No dobrze.
Naprawdę, nie że reklamując, ale myślę, że niedługo dołączę nagrania do strony, tak że tam będą nagrania ludzi, którzy się wypowiadają i dla mnie jest to naprawdę coś pięknego.
Ja bym teraz chciała Cię zapytać o to, o czym rozmawialiśmy, zanim kamery i mikrofony zostały włączone, czyli o taki nietypowy sposób promocji Twojej książki, który mi by nie przyszedł do głowy. Nie wiem, czy są inni ludzie, którzy by pomyśleli o takiej formie jak Ty. Właśnie, to jak Ty swoją książkę promujesz?
Jeżdżę na eventy, czyli np. Kubę Bączka znasz z rozwoju, pojechałem za nim do Londynu, Kuba się zgodził, sam po prostu zrobił zdjęcie itd. Takie zdjęcie ma większe zainteresowanie po prostu. Jeżeli np. tutaj w książce też piszę o Marku Kamińskim, ponieważ Marek Kamiński był zawsze dla mnie największym inspiratorem, jeśli chodzi o podróże. Ja byłem w niego wpatrzony jak w obrazek.
Tak się wydarzyło, że będąc na szlaku, puszczałem co jakiś czas gdzieś tam post na Facebooku czy na Instagramie i pewnego razu Marek Kamiński odpisał mi, zadał mi pytanie w prywatnej wiadomości. Zacząłem odpisywać, potem mnie wspierał, dlatego tutaj też piszę o nim, bo Marek Kamiński przeszedł z Kalingradu tę drogę, ponad 4 tysiące kilometrów. I skończyło się na tym tak, że mogę śmiało powiedzieć, że Marek po części przyłożył się do wydania tej książki, ponieważ pomógł mi na samym końcu, przed samym wydaniem, wykorzystując swoje znajomości, skierował mnie tam, gdzie mnie skierował. I oprócz tego na stronie widać jego nagranie, jak reklamuje książkę.
Ale co się wydarzyło? Książkę skończyłem pisać pod koniec marca. Ona poszła do redagowania. Ja w maju już nagrywałem audiobooka, który jest już nagrany. I jak byłem gdzieś tam pod Katowicami, na jakiejś wiosce, w środę napisał mi Marek, że jutro, czyli w czwartek, będzie w Warszawie, możemy w południe zjeść lunch. Ja mówię, kurde, ósma godzina, nawet nie w Katowicach, tylko gdzieś na jakiejś wiosce. Jak ja dojadę do Katowic? I szukam wszystkich połączeń, autobusy, pociągi, liczę po prostu, ile dojazd do Warszawy. Z Warszawy do tego miejsca, gdzie on jest. W końcu rano na lotnisko pojechałem, poleciałem samolotem i o ósmej rano już poszedłem na pierwszą swoją wymarzoną podróż z Markiem Kamińskim.
Wyglądało to tak, że spotkaliśmy się w holu. Marek mówi: muszę wykonać parę callów, za chwilę przyjdę do ciebie. Wyszedł na chwilę, wrócił, mówi: wiesz co, nie mogę tak cię zostawić, chodź, pójdziesz ze mną. I tak pomału szedł, rozmawiał sobie trochę, ja miałem swoją książkę, którą, wiesz, pogotowałem, zacząłem ją czytać. I powiedziałem mu po prostu, jaki szczęśliwy jestem, bo mówię: wiesz, że za małolata byłem zapatrzony w ciebie. Więc mieliśmy swoją podróż wzdłuż lotniska gdzieś tam, Okęcia w stronę Warszawy i z powrotem. Tak że czuję się spełniony.
Ale to nie wszystko, ponieważ potem Marek mnie zaprosił na targi książki do Warszawy, tam, gdzie my mieliśmy się okazję poznać, na Marszu Mocy. Tak że widzicie, tutaj nic nie jest przypadkiem.
A najpiękniejszą rzeczą było teraz dla mnie to, jak spotkaliśmy się znowu w Karpaczu, że zaczęło się od moich marzeń, żeby kiedyś spotkać tylko Marka Kamińskiego. Skończyło się na tym, że się przyjaźnimy i że siedząc ostatnio w auli na zlocie LinkedIna, Marek Kamiński ma w ręku moją książkę i ją czyta.
Mhm.
A najpiękniejsze było to, jak mu dawałem tę książkę – wziął ją i otworzył sobie tak przypadkiem w miejscu, gdzie ja piszę o nim.
Ja też zrobię taki test. O mnie nie piszesz, to wiem.
Ale ja tak popatrzyłem i nie wierzyłem. Myślałem, że on już czytał tę książkę, pamiętał, ale to był przypadek. I mówi, że intuicji nie oszukasz. Tak że to był piękny czas, piękna historia ogólnie, jak nie czekałem, tylko po prostu decyzja lecieć za nim, po prostu wiedziałem, że ja się muszę z nim spotkać. No i skończyło się, no nie skończyło się, to trwa, ale po prostu coś pięknego. Tak że, Marku, bardzo dziękuję.
Zacytuję te dwa fragmenty, które mi tutaj wpadły w oko, bo właśnie też otworzyłam książkę, żeby zobaczyć, co jest takim pierwszym przesłaniem dla mnie. Jedno prozaiczne, drugie bardziej refleksyjne. To prozaiczne, to było: Powoli dzień uciekał, więc przyszła pora na rozglądanie się za miejscem do spania.
Wow.
Pora jeszcze jest, nagrywamy o 16.06, więc jeszcze trochę mam do spania, ale może faktycznie ostatnio jakiś taki spadek formy miałam, może to sygnalizuje potrzebę.
Dalej tam jest coś takiego, bo to akurat koleżanka nagrała i mi się przypomniało. Dla mnie podróż tak wyglądała, że ja wiedziałem, że wchodzę z punktu A, Santiago to jest punkt B. Wszystko po drodze po prostu było. I wychodząc każdego dnia, ja nigdy nie wiedziałem, że dojdę do tego miejsca, czy do tamtego. Po prostu szedłem. Szedłem aż naprawdę do wyczerpania sił. I zawsze działo się tak, to widać na nagraniach i na zdjęciach, że jak gdzieś dochodziłem, to zawsze znajdowałem po prostu nietypowe miejsca do spania.
Na początku gdzieś taki stary, mały budynek dla owczarzy, gdzie owczarze w Pirenejach spali w górach. Potem gdzieś tam znalazłem nad ranem taką konstrukcję z jakichś starych palet, był kiedyś tam ułożony jakiś taki domek jakby myśliwski, tylko był bez dachu. To wszedłem sobie tylko do niego, zasłoniłem sobie drzwi i patrzyłem sobie w niebo, aż usnąłem. Piękne, gwieździste niebo, naprawdę mega.
Chodzi o to, że każde miejsce, w którym byłem, to po prostu czułem, że to miejsce było dla mnie, czekało, to miejsce mnie ciągnęło: chodź.

I wychodząc każdego dnia, ja nigdy nie wiedziałem, że dojdę do tego miejsca, czy do tamtego. Po prostu szedłem. Szedłem aż naprawdę do wyczerpania sił. I zawsze działo się tak, to widać na nagraniach i na zdjęciach, że jak gdzieś dochodziłem, to zawsze znajdowałem po prostu nietypowe miejsca do spania.
Na początku gdzieś taki stary, mały budynek dla owczarzy, gdzie owczarze w Pirenejach spali w górach. Potem gdzieś tam znalazłem nad ranem taką konstrukcję z jakichś starych palet, był kiedyś tam ułożony jakiś taki domek jakby myśliwski, tylko był bez dachu. To wszedłem sobie tylko do niego, zasłoniłem sobie drzwi i patrzyłem sobie w niebo, aż usnąłem. Piękne, gwieździste niebo, naprawdę mega.
Chodzi o to, że każde miejsce, w którym byłem, to po prostu czułem, że to miejsce było dla mnie, czekało, to miejsce mnie ciągnęło: chodź.

A to drugie sformułowanie przykuło moją uwagę, też dlatego, że jest pogrubione, właśnie już bardziej refleksyjne, filozoficzne: Ból istnieje tylko wtedy, kiedy pozwolisz mu na to, by cię skrzywdził.
Tak. Tutaj pisze, jak dołączył do mnie kolega na trzy dni. Szliśmy razem przez jakiś czas, ale było tak, że w schronisku zobaczył pierwszy raz moje stopy, bo one były cały czas w plastrach i on był w szoku, że my w ten dzień przeszliśmy 33 kilometry i on nie dowierzał, że można iść z takimi nogami, a po mnie nic nie było widać, nie domyślał się w ogóle, jak szliśmy razem. I wtedy mu to powiedziałem, to są moje słowa, to jest po prostu to, co ja tworzę. Ja tak pracuję z głową, że po prostu nie dopuszczam bólu do siebie w takiej sytuacji.
Też wiem, o czym piszesz tutaj, bo półtora tygodnia temu wróciłam z sześciodniowego rajdu rowerowego. Codziennie pokonywaliśmy tak w okolicy 120 kilometrów. Ja na ten rower wsiadłam bez przygotowania i moja pewna część ciała, która miała dużo styczności z siodełkiem, nie była przygotowana właśnie na taką trasę i pierwszy dzień to jeszcze jako tak, ale od drugiego dnia naprawdę było trudno, a przejechałam te całe sześć dni, trochę właśnie mówiąc sobie: kurczę, no dasz radę. Dobra, były momenty, kiedy czułam to bardziej, ale wytrzymałam. Powiedziałam sobie, że wytrzymam i wytrzymałam.
Bo się nie skupiasz na bólu. Skupiasz się na tym, co masz zrobić. I to jest tylko tyle. Ból jest tam, a twoja droga jest tam. Ja pamiętam też, na początku, gdy wsiadałem na rower, też lubię jeździć, 120 nie zrobiłem, ale zrobiłem w ostatnim 114, ale też od początku 20, 40, 70, ale potem już przekroczyłem stówę, już tak się czułem, mówię: a jeszcze sobie pojadę, bo tak blisko domu byłem, mówię: jeszcze sobie pojadę. I zrobiłem chyba 114. Byłem mega dumny.
Maciej, wiesz co, kolejne trudne pytanie, a może nie dla Ciebie, bo emanujesz tą pozytywną energią i właśnie tą radością i uśmiechem i czasem tak jest, że to ludzi denerwuje. Czy ty się spotykasz właśnie z taką krytyką, czy nie? Czy zarażasz tą pozytywną energią tak bardzo, że nie ma wokół Ciebie takich głosów…
Jest tak, że ja czuję ludzi, że po prostu podchodząc, ja wiem, na ile sobie mogę pozwolić. Ja jestem zawsze naturalny, otwarty, szczery, bezpośredni. Dlatego tak jak teraz wiesz, co robię, że jeżdżę po Polsce, szukając miejsca…
Właśnie, o tym mieliśmy rozmawiać.
Miejsca na promocję. Aha, bo nie było odpowiedzi, jak ja to robię, właśnie. Umknęło nam to, co wracamy do tego?
Ale to wiesz co, skończ już odpowiedź na to pytanie.
Z tą energią, tak. Tak, jest tak, że po prostu nawet jak widzę, np. czuję taką słabszą energię, ale wiem, że ona może skumulować się, to robię tak, że po prostu ta osoba tak samo podnosi swoje wibracje i jest po prostu ze mną w kontakcie bliskim. To robię teraz podczas swojego tournée, że tak powiem, bo przyjechałem w tamtym tygodniu i jeżdżę po całej Polsce, ponieważ od 16 stycznia zacznę promować swoją książkę po całej Polsce. A jak się do tego przygotowuję, to Wam zdradzę, bo i tak chyba jestem pierwszy, który robi to w taki sposób.
Jeżdżę od biblioteki do biblioteki bez żadnej zapowiedzi, bez żadnego telefonu, bez żadnego maila, tylko przypuśćmy, byłem w Bochni, poszedłem sobie do Bochni, akurat dodało mi się spotkać panią dyrektor, potem zobaczyłem, aha dobra, pani dyrektor się zgodziła, ustaliliśmy datę, pierwsza osoba. Mówię: co jest blisko? Brzesko? Wchodzę do biblioteki, szukam adresu, jadę i od razu wchodzę do pani i mówię, proszę pani, nazywam się Maciej Młynarczyk, jestem autorem książki, szukam miejsca na wieczory autorskie.
Nie w każdym miejscu chcą rozmawiać z tego względu, że oni są przygotowani na to, żeby płacić za taki wieczór autorowi. A ja od razu mówię, że ja nie chcę żadnego wynagrodzenia, po prostu dla mnie to jest sytuacja win-win. Wy mnie wspieracie z tego względu, że ja dzięki wam docieram do większej ilości ludzi, a to, co ja mogę dać od siebie, to po prostu realizować to, że po prostu ja wierzę głęboko, że ta książka pomoże tysiącom ludzi na całym świecie.
Dlatego w przyszłym roku będę ją tłumaczył na język hiszpański i angielski i mój plan jest taki, aby dotarła do minimum 70% krajów anglo- i hiszpańskojęzycznych do końca przyszłego roku.
Ambitny cel.
Już to słyszałem po drodze. Bo każdemu to mówię, udowadniając w ten sposób sam sobie, że ja to zrobię. Bo teraz jakbym tego nie zrobił, to jakbym przy Was wyglądał.
Myślę, że najważniejsze, co Ty czujesz.
To jest przenośnia tylko, że ja po prostu buduję w ten sposób pewność – nie siebie, ale wiarę w swój cel.
Takie przekonanie, że jestem w stanie to zrobić i zrobię to.
Ja nie używam słów, że jestem w stanie. Że ja to zrobię.
Ale to wchodzisz do tych bibliotek, do domów kultury i co? I nie mówią Ci, że proszę wysłać maila, to umówmy się za tydzień może?
Tak, bo na początku wysyłałem, ale nie było zwrotów żadnych itd. Tak że wszedłem na przykład do jednego domu kultury, akurat panią dyrektor spotkałem gdzieś tam w gabinecie i ona mówi, że proszę wysłać maila, tak jak powiedziałaś. Ja mówię: no ale przecież jak już jestem, to porozmawiajmy chwilę. I od razu opowiadam o książce. Ale to widać jak opowiadam, jak przeżywam, ludzie, którzy stoją obok, patrzą, słuchają i pani mówi: to wejdźmy może do gabinetu. A przed chwilą chciała tylko, żebym wysłał e-maila. Za chwilę przyszła jej koleżanka, a pod koniec rozmowy skończyło się tym, że ona sama od siebie pomogła mi, dzwoniąc do dwóch kolejnych miejsc, że powiedziała, że tylko jak tam pojadę, to będzie tylko formalność, ale na pewno tam też będę bez problemu mógł zrobić swoją promocję jako podczas wieczoru autorskiego.
Nie wiem, żeby to nie zabrzmiało zbyt tak polubownie dla mnie, że po prostu wchodzę i zarażam ludzi energią, ale po prostu ludzie widzą, jak ja żyję tym, z jaką pasją i po prostu chęcią dania od siebie jak najwięcej i sami się przy mnie otwierają i sami się angażują.
Ja myślę, że to ten kontakt osobisty, że jesteś, że pytasz, że działasz, bo maila bardzo łatwo skasować albo gdzieś tam pominąć i nic nie zrobić.
Ale jest to najważniejsze. Tak postanowiłem w tym roku, że przyjeżdżam, poświęcam, ile czasu trzeba. Tak że mówię, ok. 2000 kilometrów na razie zrobiłem. Dzięki temu mam chyba 19 miejsc potwierdzonych, chyba 4 jeszcze są, w których czekam na odpowiedź. Dostałem tylko jedną odmowę, naprawdę jedną. W szkole, w której się uczyłem, po prostu trafiło tak, że będę w tamtym terenie, w tamtym czasie, kiedy są ferie, tak że nie wyszło, ale jest tak, że na 100% tam będę. I dzisiaj, będąc w Warszawie, Dom Kultury Gocław, dzięki mojemu koledze mogłem spotkać się tutaj z panią kierowniczką i ustaliliśmy datę na 9 lutego, tak że zapraszamy wszystkich, również prowadzących podcast i obsługę.
Dzięki wielkie.
Tak że naprawdę postaram się jeszcze sprowadzić na to wydarzenie Tomka Karolaka, którego miałem okazję poznać parę tygodni temu na pewnym networkingu. Okazało się, że też przeszedł Santiago, tylko przeszedł 500 kilometrów. Ale wydarzyło się coś ciekawego, bo byliśmy na takim networkingu, ja siedziałem tam z innymi coachami, on siedział z inną grupą i koleżanka przychodziła, a ja nawet nie wiedziałem, że on tam jest, a mówi: a, idę do Karolaka, bo tam uświadamia ludzi. Ale jak sobie posłuchałem, o, super, spoko, dobra. Ona przeszła, chwilę, skończyłem rozmowę, podszedłem do nich, spytałem się, czy mogę się dosiąść, akurat naprzeciwko niego był fotel wolny, okazało się, że on dopiero skończył gadać o Santiago, a ja przychodzę i mówię: Tomku, mam prezent dla Ciebie, to jest książka. I mówię o książce, a wszyscy cisza i w śmiech, bo oni skończyli rozmawiać o Santiago.
A Ty nie wiedziałeś o tym.
Nie wiedziałem, no nie słyszałem nic. Przyszedłem i zacząłem rozmawiać. I tak żeśmy właśnie potem prowadzili rozmowę chyba do wpół do trzeciej nad ranem. I Tomasz zaoferował swoją pomoc w promowaniu tej książki, tak że też zgodził się na zdjęcie, na publikację i sam od siebie powiedział, że pomoże mi w marketingu po nowym roku, ponieważ teraz jest zbyt zajęty, tak że pięknie.
Maciek, czy jesteś w stanie wyciągnąć taką esencję, wiesz, co powoduje, że świat Ci sprzyja? Czy to jest odwaga, uśmiech, optymizm? Da się to tak sprowadzić do kilku słów?
To nie jest miłość do człowieka, to nie jest miłość do bliźniego, najbliższej osoby, czy do zwierzęcia. Do wszystkiego, do uniwersum.
Teraz tak poważnie to zabrzmiało i refleksyjnie bardzo.
Tego doświadczyłem tutaj, kiedy podczas drogi tak naprawdę się nowo urodziłem. Kiedy mówiłem Wam o tym, jak się wszystkiego pozbyłem, to tak jakbym widział swój poród na nowo, gdzie będąc teraz, po prostu dostałem tę gotowość, żeby zrozumieć swój cel, po co się pojawiłem na tej drodze. Dlatego moim życiem stała się misja i tą misją kieruję się po prostu w życiu.

Tego doświadczyłem tutaj, kiedy podczas drogi tak naprawdę się nowo urodziłem. Kiedy mówiłem Wam o tym, jak się wszystkiego pozbyłem, to tak jakbym widział swój poród na nowo, gdzie będąc teraz, po prostu dostałem tę gotowość, żeby zrozumieć swój cel, po co się pojawiłem na tej drodze. Dlatego moim życiem stała się misja i tą misją kieruję się po prostu w życiu.

Patrząc na nazwę Twojej strony i na nazwę książki, w jednym i w drugim jest słowo „idę”. Dla mnie to słowo symbolizuje działanie, że nie stoisz w miejscu, tylko podejmujesz aktywność, czyli do przodu. Więc tak patrząc na Ciebie, widzę ruch, mogę powiedzieć, właśnie to działanie. Widzę tę odwagę. Odwagę do tego, żeby działać. Nie myśląc o tym, a co się stanie, jeżeli. Tylko wchodzę do tej biblioteki, wchodzę do tego domu kultury.
Nikt tego za ciebie nie zrobi.
No właśnie.
Ty jesteś podróżnikiem swego życia. To Ty musisz prowadzić się za rękę. W każde miejsce, w które tylko chcesz dojść.
I rozpędzasz się.
Nie myślę, że się rozpędzam, nie myślę w ten sposób. Z każdym dniem czuję po prostu coraz więcej szczęścia w sobie, coraz więcej miłości, coraz więcej spełnienia. I ta podróż, w której teraz jestem w aucie wkoło Polski, już drugi tydzień, udowadnia mi to każdego dnia.
A wyznaczasz sobie cele?
Tak, tak.
A teraz kolejne trudne pytanie. Czy możesz się z nami nimi podzielić?
Tak, nie powiem Wam o wszystkich, bo marzenia zrealizowałem dużo wcześniej. Słowa „marzenia” nie używam, ponieważ, nie obraźcie się, ale tak zagłębiając się dokładnie w tym słowie, to jest takie naiwne, niepewne i pojawia się „chciałbym”. Jeżeli masz cel, to robisz wszystko, żeby go zrealizować.
Z celów też już zrealizowałem parę, dlatego koleżanka mnie ostatnio ostrzegła, że co powinien mieć ich właśnie najmniej 10, tak jak zawsze miałem, ponieważ kiedy je masz, jesteś w takiej energii, masz taką chęć do działania, żeby po prostu jak najszybciej się do nich zbliżyć, a jak ta lista Ci się kurczy, to Twoje zaangażowanie spada, bo jesteś coraz bliżej. Może pojawić się strach, co potem, jak nic nie ma. A jak cały czas jest ich ileś, to jesteś cały czas w tej samej energii, cały czas chcesz działać.

Słowa „marzenia” nie używam, ponieważ, nie obraźcie się, ale tak zagłębiając się dokładnie w tym słowie, to jest takie naiwne, niepewne i pojawia się „chciałbym”. Jeżeli masz cel, to robisz wszystko, żeby go zrealizować.
Z celów też już zrealizowałem parę, dlatego koleżanka mnie ostatnio ostrzegła, że co powinien mieć ich właśnie najmniej 10, tak jak zawsze miałem, ponieważ kiedy je masz, jesteś w takiej energii, masz taką chęć do działania, żeby po prostu jak najszybciej się do nich zbliżyć, a jak ta lista Ci się kurczy, to Twoje zaangażowanie spada, bo jesteś coraz bliżej. Może pojawić się strach, co potem, jak nic nie ma. A jak cały czas jest ich ileś, to jesteś cały czas w tej samej energii, cały czas chcesz działać.

Powiem Wam o tym największym. Tak jak powiedziałem, żyję z poczuciem misji i chęcią pomagania innym. Największym celem, do którego dążę i będę już to realizował w niedługim czasie, to chcę budować domki, takie wioski w miejscach dotkniętych klęskami żywiołowymi albo w ubogich miejscach gdzieś w Afryce, czy tam w Indonezji, tak jak mówiłem, gdzie tam są pełne tornada, huragany itd., gdzie wioski są po prostu zmiecione w chwilę, moment. Dlatego oni też budują takie tymczasowe domki.
Ja chcę to robić w sposób domków modułowych, takich jak z kontenerów. Chcę, żeby tam były szkoła i szpital. Szpital w takich miejscach to jest duże słowo, ale dla nich to będzie szpital. Dla mnie najważniejsza jest szkoła z tego względu, żeby dzieci, które tam trafiały, obojętnie w jakim wieku, były poza ogólnie systemem nauczania, jaki mamy już od set lat, a to nie jest czas, kiedy należy budować w młodym człowieku świadomość do tego, jak powinien iść przez życie.
Jeżeli ktoś ma talent muzyczny, to czemu ma się uczyć chemii albo ktoś, kto dobrze gra na pianinie, rozumiecie, po prostu odnajdywać talenty i kierować ludzi od początku na ich drogę, żeby nie tracili czasu, tak jak nam to przychodzi w poszukiwaniu siebie, gdzie jesteśmy, co naprawdę chcemy, po co się pojawiliśmy, żeby odnajdywali się jak najszybciej, żeby jak najszybciej mogli się realizować i pomagać innym, czyli wychodzili z tych wiosek, budowali następne wioski, i tak aż do czasu, kiedy na ziemi będzie raj, gdzie będą sami tak piękni ludzie wkoło.
Piękny cel. Chciałam powiedzieć marzenie, bo ja mam troszeczkę inną definicję, ale myślę, że może inaczej to nazywamy, ale rozumiemy tak samo. Marzenia są celami, więc w tym sensie myślę, że rozumiemy bardzo podobnie te cele/marzenia.
Ja Ci kibicuję bardzo, bardzo mocno w realizacji tego celu. Będziemy śledzić Cię w mediach społecznościowych, zachęcając słuchaczy i widzów naszego podcastu. I właśnie, à propos słuchaczy i widzów, bo rozmawiamy o bardzo wielu rzeczach, a gdybyś miał wpływ na to, żeby jedno przesłanie zostało w naszych słuchaczach i widzach, to jaka myśl chciałbyś, żeby to była?

Nie traćcie czasu, zasłaniając się własnym strachem, że czy będziecie mieli cele czy marzenia, to nie czekajcie, bo nikt za Was tego nie zrobi. Bierzcie los w swoje ręce i prowadźcie się w stronę marzeń, w stronę celów. Realizujcie je. Jutra nie będzie. Dzisiaj jest najlepsza pora. Tak że nie traćcie czasu i realizujcie się jak najlepiej.
I to jest piękne zakończenie naszej rozmowy, za którą Ci bardzo serdecznie dziękuję. Do zobaczenia gdzieś w drodze. Osobiście powiem: do zobaczenia na kartach tej książki. 6 czy 9 lutego?
9 lutego.
Do zobaczenia 9 lutego.
Super.
Dzięki wielkie.
Dziękuję za to, że zaprosiłaś mnie do studia i spędziłaś ze mną tę chwilę. To jest dowód na to, jak mnie wspierasz, za co jestem Ci ogromnie wdzięczny. Ja zawsze nie pozostawiam po prostu ludzi, którzy mi pomagają, bez niczego. Jakbym mógł Cię poprosić, jakbyś w ramach, nie wiem, jakiegoś konkursu wymyśliła po prostu jakąś akcję na książki. A teraz jest też zimno, to szkoda, że nie wiedziałem, że tak się spodobają, bo przywiózłbym więcej takich czapeczek i po prostu ktoś może wygrać taką czapeczkę bardzo ciepłą. Naprawdę sam w niej chodzę i nie znalazłem cieplejszej. I tam są stópki, które będą Was prowadzić przez świat, bo to są stopy na globusie.
A to logo powstało w taki sposób, prześlę Wam zdjęcie, że kiedyś byłem w Nowej Zelandii, tam w Moeraki Boulders, to są takie głazy, które wyglądają jak kule armatnie, Są tylko trzy miejsca na świecie, gdzie są takie rzeczy. I miałem takie zdjęcie, jak stanąłem sobie i zrobiłem sobie zdjęcie i po prostu szukałem pomysłu na logo. I trafiło mi się to zdjęcie i z tego zdjęcia zrobiłem po prostu to logo, czyli idę przez świat.
Piękne, bardzo trafne. Na pewno pójdzie w zacne ręce. Tak że dzięki wielkie. No i w kontakcie.
W kontakcie, super. Dziękuję wszystkim.
Jest taki cytat przypisywany Albertowi Einsteinowi: Wszyscy wiedzą, że czegoś się nie da zrobić i wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da i on właśnie to coś robi. Mam poczucie, że ten cytat idealnie pasuje do Maćka. Maćka postawa, zaufanie do siebie, do losu, wdzięczność połączona z działaniem to wielka siła sprawcza, a dla mnie inspiracja i zachęta do tego, aby kwestionować ograniczenia, które przy różnych okazjach pojawiają się w mojej głowie.
Dziękuję Ci Maćku pięknie za naszą rozmowę. Mam nadzieję, że zainspirowała także i Was. Będę wdzięczna za każdy komentarz i lajka na profilach Napędzanych Marzeniami.
Do zobaczenia wkrótce w kolejnym odcinku!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top