NM 94: Maria Bobela – freediving. Sposób na wewnętrzny spokój

  • 00:59:17
  • 05 grudnia, 2023
  • 135.69M

Zapraszam na spotkanie z Marią Bobelą – freediverką. Marysia w ciągu trzech lat od pierwszego nurkowania na wstrzymanym oddechu zdobyła kilka rekordów Polski. Rozmawiamy o tym, jak to możliwe, żeby tak szybko osiągnąć poziom mistrzowski. Czy jest to wynikiem naturalnych predyspozycji, a może ciężkiej pracy na treningach? Mam nadzieję, że ta rozmowa zainteresuje tych z Was, którzy nurkują, oraz laików, którzy podobnie jak ja, nie mają dużego pojęcia o nurkowaniu i chcieliby dowiedzieć się więcej o tym, jak to możliwe, aby znaleźć się 86 metrów pod wodą tylko z powietrzem, które ma się w płucach i odczuwać spokój.

W odcinku „NM 94: Maria Bobela – freediving. Sposób na wewnętrzny spokój” usłyszycie o tym:

  • Kiedy zaczęła nurkować;
  • co to jest freediving;
  • co daje jej nurkowanie;
  • jak odnalazła wewnętrzny spokój;
  • Co jest fundamentem freedivingu – treningi wodne czy oddechowe;
  • Jak ćwiczyć tolerancję dwutlenku węgla;
  • Jak trenować spokój;
  • Jakie niebezpieczeństwo wiąże się z freedivingiem?

 

Wśród ogromnej różnorodności moich gości jest kilka cech, które łączy wielu z nich. Jedną z nich jest właśnie spokój. Według mnie spokój jest jednocześnie cechą charakteru, zachowaniem, oraz umiejętnością, nad którą sama staram się ciągle pracować. Czy włączę freediving do sposobów rozwijających tę cechę? Jeszcze nie wiem. A Ty, co myślisz? Co Tobie dała nasza rozmowa z Marysią? Jakie przemyślenia do Ciebie przyszły? Jestem ich bardzo ciekawa! Daj znać w mediach społecznościowych podcastu.

 

Dodatkowe linki:

Więcej o Ani znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

 

Cześć, Marysia!
Cześć.

Dzięki wielkie, że pojawiłaś się na naszej niebieskiej kanapie. Takie konkretne pytanie na start. Ile miałaś lat, jak nauczyłaś się pływać?
Kurczę, nie pamiętam, ale nauczyłam się pływać dzięki mojemu bratu, który wrzucił mnie do basenu, tak że po prostu musiałam zacząć pływać. Wydaje mi się, że miałam wtedy około sześciu lat, ale nie dam sobie głowy uciąć.

A pierwsze nurkowanie, pamiętasz?
Pierwsze nurkowanie scuba, bo najpierw byłam z scuba diverką, wydarzyło się, myślę, że około 9 lat temu.

9 lat temu. To teraz mnie tak głupio zapytać, ile miałaś lat, bo wyjdzie, że Cię pytam w zawoalowany sposób o wiek.
22 lata.

Okej, czyli późno, czyli późno dosyć. Późno dosyć w kontekście takim, że mam takie doświadczenie w tych rozmowach z gośćmi, że często ta pasja, to czym się zajmują w dorosłym życiu, zaczyna się właśnie w takim wieku dziecięcym czy nastoletnim, więc w tym sensie późno. A skąd ono się wzięło?

Ja zawsze lubiłam wodę i tak naprawdę, kiedy miałam możliwość do wody wskoczyć, to zawsze się w tej wodzie znajdowałam, ale biorąc pod uwagę, że jestem z Warszawy, to niewiele takich okazji miałam poza basenami, ale te jakoś nigdy szczególnie nie były moimi ulubionymi, więc zawsze ten aspekt, ten element natury, morze czy jezioro zawsze było czymś takim fajnym. I dopiero tak naprawdę po studiach, kiedy wyjechałam z Polski, zaczęłam mieć taki szerszy dostęp do zbiorników wodnych i w tej wodzie zaczęłam częściej przebywać.

Czyli to było takie turystyczne, takie dla przyjemności, dla relaksu, te pierwsze nurkowanie?
Tak jest, zdecydowanie.

I od scuba divingu, jak dużo czasu minęło i co sprawiło, że przeszłaś do nurkowania z butlą?
W sensie na wstrzymanym oddechu?

Nie, najpierw jeszcze pytam, bo pamiętam…

Skuba jest z butlą.

No dobra.

Tak, tak, spoko.

Dobra, się wytnie albo i się nie wytnie. Wyszła właśnie moja nieznajomość tego sportu, ale po to rozmawiamy, żeby jednak przybliżyć Wam ten sport. Pomyliłam ze snorkelingiem. To już tak się tłumaczę.
Czy cały ten czas, kiedy pływałaś z butlą, to było tak stricte właśnie dla przyjemności? Czy w którymś momencie postanowiłaś właśnie, nie wiem, pójść w kursy instruktorskie?

Jak wyjechałam do Indii, bo mieszkałam w Indiach 4 lata, to właśnie w tych Indiach znalazłam taki spot, chyba jedyny nurkowy, bo Ocean Indyjski nie należy do bardzo przyjaznych nurkowo miejsc. Znalazłam taki klejnot, powiedzmy, podwodny na południowo-zachodnim wybrzeżu Indii i tam potrzebowano pomocy divemastera tak zwanego. To jest taki pierwszy profesjonalny stopień wewnątrz scuba. Tak się mówi, że pierwszy profesjonalny, ale tak naprawdę on nie daje zbyt dużo uprawnień względem nauczania, ale można asystować przy kursach.
Ja wtedy w ramach po prostu też takiego treningu przebywania pod wodą stwierdziłam, że weekendowo będę podejmować taką pracę i robiłam to przez dwa lata. Przez dwa lata w weekendy tylko, dlatego że w tygodniu miałam inną pracę w postaci grafiki komputerowej. To jest moja taka praca na to dzień. Pewnie odpowiedziałam na późniejsze pytanie.

Wrócimy do tego, tak, tak. Chcę do tego nawiązać.

I w pewnym momencie wydarzyło się tak, że troszkę straciłam zapał do tego, dlatego że przez dwa lata nurkowałam w tym samym miejscu. Ja byłam odpowiedzialna za takie, to się nazywa Discovery Scuba Diving. Czyli to jest takie jednorazowe nurkowanie dla ludzi, którzy nigdy w życiu nie styknęli się z butlą, w ogóle z nurkowaniem zazwyczaj pod żadną postacią. I chcą w ogóle zobaczyć, z czym to sieje.
I bardzo często zdarza się tak, że to są ludzie, którzy boją się wody, chcą odkryć w ogóle, czy im się to spodoba, czy nie. Więc to nie jest łatwe zadanie. I po prostu po tych dwóch latach próbowania z tymi ludźmi nurkowania stwierdziłam, że już troszkę mam tego dosyć, że mi się to znudziło, że znudziło mi się, że jestem uzależniona od tego ciężkiego sprzętu, że nie ma w tym jakiejś takiej swobody. Mimo że jest to super sport. Nie wiem, czy można to nazwać sportem. Pewnie tak. Super sprawa, ale zupełnie coś innego niż scuba diving.

Uśmiecham się, bo moja jedyna styczność właśnie ze scuba divingiem to było takie jednorazowe, chyba nawet kilkunastominutowe, bardzo krótkie nurkowanie w basenie w Turcji. Chciałam powiedzieć, że nie podobało mi się, ale to nie chodzi o to, że nie podobało mi się. Faktycznie ja po prostu się bałam. Bardzo się bałam tego przytłoczenia wodą i też miałam tę butlę jakoś… Nie wiem, czy źle dobraną. Ona mi się tak na plecach przechylała. Czułam się niekomfortowo i myślę, że dopadła mnie taka trochę, nie wiem, panika, że nawet to było… dwa metry wody nad głową, a i tak taki ogromny strach.
I o ten strach i o to, jak sobie z nim radzić, to ja też będę Cię za moment pytać, bo ja miałam butlę. Okej, tam było dużo wody nade mną, ale mogłam bez problemu oddychać, a jak dojdziemy do free divingu i do tych głębokości, na które schodzisz bez butli, to ja po prostu nie umiem sobie tego wyobrazić tak naprawdę w odniesieniu do siebie.
Ale właśnie, zanim jeszcze do tego, to pociągnijmy twoją drogę. Co było dalej? Doszłaś do wniosku, że nie do końca jest ta droga, którą chcesz kontynuować?

Dalej było tak naprawdę bardzo długie nic. Dlatego że od tamtego czasu, kiedy byłam w Indiach, tak naprawdę do dzisiaj gdzieś tam podróżuję i te podróże zawsze były związane z tym, że chciałam po prostu zobaczyć jakiś zakątek świata, ale przy okazji połączyć to z pracą. Więc gdziekolwiek chciałam wyjechać, zawsze udawało mi się znaleźć pracę na miejscu. Akurat jestem w czepku urodzona. Zawsze jakoś się udawało właśnie znaleźć kogoś, kto zaoferował mi pracę, coś fajnego, zazwyczaj to były kontrakty po prostu podpisywane na rok, więc z jednej strony to było coś fajnego, dlatego, że mogłam jakby osiąść w danej kulturze, zobaczyć nowe miejsce, jakby poczuć się, dlatego, że rok to jest dużo czasu, ale z drugiej strony troszkę nie dawało mi to swobody też na śmiganie po danym państwie i eksplorowania krajów na większą skalę.

Dalej było tak naprawdę bardzo długie nic. Dlatego że od tamtego czasu, kiedy byłam w Indiach, tak naprawdę do dzisiaj gdzieś tam podróżuję i te podróże zawsze były związane z tym, że chciałam po prostu zobaczyć jakiś zakątek świata, ale przy okazji połączyć to z pracą. Więc gdziekolwiek chciałam wyjechać, zawsze udawało mi się znaleźć pracę na miejscu. Akurat jestem w czepku urodzona. Zawsze jakoś się udawało właśnie znaleźć kogoś, kto zaoferował mi pracę, coś fajnego, zazwyczaj to były kontrakty po prostu podpisywane na rok, więc z jednej strony to było coś fajnego, dlatego, że mogłam jakby osiąść w danej kulturze, zobaczyć nowe miejsce, jakby poczuć się, dlatego, że rok to jest dużo czasu, ale z drugiej strony troszkę nie dawało mi to swobody też na śmiganie po danym państwie i eksplorowania krajów na większą skalę.

To też jest taki fajny element Twojego życiorysu, o który chciałam Cię podpytać, właśnie te podróże i taki nomadyczny tryb życia i pracy. Jak sobie wybierałaś te kraje i w ogóle, w których krajach mieszkałaś?

Szczerze mówiąc, na początku nie miałam za dużego wyboru, dlatego że nie znałam języka angielskiego. I ten wyjazd do Indii, co jest w ogóle jakimś, teraz jak o tym myślę, jakimś absolutnym wariactwem, wyniknął z tego, że nikt po prostu nie chciał dać mi pracy. Byłam beznadziejnym potencjalnym pracownikiem, dlatego że dopiero co byłam po studiach, to były studia z multimediów, czyli jakby graficzne też, ale nie miałam ani żadnego portfolio, ani żadnego doświadczenia i do tego nie znałam języka angielskiego, więc chyba najgorszy możliwy przypadek.
Bardzo chciałam wyjechać albo do Malezji, albo do Singapuru, bo na tamten moment mi się wydawało, że to są takie największe IT huby w Azji, a z jakiegoś powodu bardzo chciałam się znaleźć w Azji. Nie umiem nawet powiedzieć dlaczego, ale bardzo mnie ta Azja jakoś tak przyciągała.
Mam starszego brata, który wybrał się w tym czasie moich poszukiwań do Indii, żeby zakończyć swój projekt magisterski. Uznał, że to będzie najlepsze miejsce, żeby jakby spróbować wprowadzić ten projekt i zadzwonił do mnie któregoś dnia i mówi: Maryś, Dlaczego nie Indie? Indie są super. I ja już po prostu, nie wiem, w przypływie jakiejś chyba złości w związku z tym, że nic mi się nie udawało znaleźć, mówię: dobra, spróbujmy z Indiami. I rzeczywiście udało się znaleźć ofertę w Indiach. Podpisałam kontrakt na rok. Pojechałam do Indii.
W jakim języku się komunikowałaś?

 

„Polenglish”. Ja znam jeszcze język rosyjski, to jest mój drugi język ojczysty, mogę powiedzieć. I po prostu wydarzyło się tak, że w firmie, w której to był startup, w którym zostałam zatrudniona, pracowała dziewczyna z Bułgarii. Ten bułgarski jest troszeczkę podobny do rosyjskiego. Ona była takim moim aniołem stróżem przez pierwsze pół roku mojej pracy tam i rzeczywiście po prostu pomagała mi się porozumieć z lokalesami, bo cała reszta firmy to byli Hindusi. No i nic, po pół roku jak ona wyjechała już, byłam w stanie jakoś się tam porozumieć.

A to w ogóle nie spodziewałam się tej historii. Bardzo dziękuję Ci, że się dzielisz, bo fajnie pokazać, że taką trudność można przekuć finalnie w super przygodę i w super dalszą drogę życiową. I to w ogóle ogromna odwaga, gratuluję.

Nie wiem, czy teraz bym coś takiego zrobiła, szczerze mówiąc, ale tak, cieszę się bardzo z perspektywy czasu, że wykonałam ten krok, bo na pewno jakby moje życie wygląda zupełnie inaczej, niż mogłoby, chociażby przez pryzmat tego języka, który teraz jest naprawdę potrzebny.

A jakim kluczem wybrałaś kolejny kraj po Indiach?

Po czterech latach w Indiach już trochę się Indiami zmęczyłam, mimo że kocham Indie, mam ogromny sentyment do nich, teraz bardzo bym chciała na przykład wrócić, ale tak turystycznie, pojechałam na, zdaje się, czteromiesięczny taki trip z plecakiem po prostu po południowo-wschodniej Azji. Zaczęłam od Tajlandii przez Kambodżę, później wjechałam do Wietnamu na południu i przez cały Wietnam pojechałam sobie na północ i wróciłam później na północ z Tajlandii. I na tamten moment bardzo urzekła mnie właśnie Tajlandia i stwierdziłam, że chciałabym znaleźć się w Tajlandii kolejno. Tak więc tym tropem po prostu poszłam.
Wróciłam wtedy do Polski na chwilę dosłownie na dwa tygodnie i udało mi się wtedy już znaleźć pracodawcę w Bangkoku i też podpisałam kontrakt na rok i wyjechałam do Bangkoku.

Chętnie bym Cię zapytała o kolejne przystanki po drodze, ale jakbyś mogła powiedzieć, które kraje.

Wydarzyła się chwila w Rosji, ale Rosja to była po prostu kontynuacja pracy w Tajlandii zdalnie, bo zawsze marzyłam o tym tripie transsyberyjskim i wtedy właśnie z contentem sobie śmigałam po Rosji. Później wróciłam na chwilkę do Indii, jeszcze na pół roku. Później wyjechałam do Stanów na niecałe pół roku i tam to też była praca bardziej zdalna. Już sama nie pamiętam. Ostatnie dwa lata spędziłam w Egipcie i coś tam chyba się jeszcze wydarzyło po tych Stanach, ale…

No i w tym czasie, kiedy byłaś w Tajlandii, chwilę w Rosji, z powrotem w Indiach, w Stanach, wtedy też, no jeszcze ten scuba diving był z Tobą?

Już raczej nie. Bardziej to było takie hobbystyczne, jeżeli gdzieś mi się udało znaleźć w jakimś miejscu, gdzie po prostu mogłam wskoczyć do tej wody i zobaczyć, co się pod tą wodą dzieje, to wtedy korzystałam z tego, ale to było bardzo takie sporadyczne.

Czyli to nie było takie płynne przejście od właśnie nurkowania z butlą do freedivingu?
Nie, nie, absolutnie.

To skąd ten freediving? I może jeszcze zanim skąd freediving, to pewnie już większość osób wie, ale może jedno, dwa zdania, co to w ogóle jest freediving?

Freediving jest nurkowaniem na wstrzymanym oddechu, czyli po prostu bierzemy oddech na powierzchni i zanurzamy się pod wodę bez możliwości już oddychania pod wodą.

Dlaczego nazywa się freediving?

Bo jesteśmy free, jesteśmy swobodni, nie mamy nic na sobie, co jest nam niepotrzebne, że tak powiem, jesteśmy tak naprawdę w stanie o własnych siłach zanurkować.

Ja na początku sobie pomyślałam, że free, to ja jestem z butlą, bo mnie nic nie zmusza do tego, żeby jakoś szybko wypłynąć na powierzchnię. Ale to była taka pierwsza myśl, a potem jak najbardziej rozumiem to, o czym mówisz, że free od takich nienaturalnych wspomagaczy, nienaturalnych sprzętów.
Dobra. I wracając do Twojej drogi: skąd on się pojawił w Twoim życiu?

Kurczę, ciężko nawet powiedzieć, bo zawsze gdzieś mnie fascynowała taka idea poruszania się pod wodą o własnych siłach. I już nawet jak byłam w Indiach, to pamiętam, że kupiłam sobie pierwsze płetwy takie freedivingowe, długie. I gdzieś, nie wiem, na basenie próbowałam sobie przepływać pod wodą najdłuższy dystans, jaki mi się udawało. Proszę tego nie robić. To jest niewskazane, ale wtedy o tym nie wiedziałam. Nie potrafię powiedzieć. Bardzo po prostu zawsze lubiłam się znajdować w wodzie.
W efekcie wydarzyło się tak, że w obliczu koronawirusa musiałam wrócić do Polski, dlatego że na tamten moment znajdowałam się w Brazylii. I tak, to jest to miejsce, o którym zapomniałam. Przyleciałam do Polski właśnie z tej Brazylii i wydarzył się ten hardkorowy lockdown, gdzie po prostu nie można było robić absolutnie nic. I w pewnym momencie lockdownu jedynym takim otwartym obiektem był Deepspot. I jakby słyszałam o Deepspocie wcześniej, chociażby przez pryzmat właśnie scuba divingu.

Czyli basen, bardzo głęboki.

Tak, głęboki basen w Mszczonowie, 45 metrów. Na tamten moment to był najgłębszy basen na świecie. Teraz to jest drugi najgłębszy basen na świecie i najgłębszy w Europie.
Stwierdziłam, że nie mam nic innego do roboty, więc po prostu wybiorę się tam i spróbuję tego freedivingu, bo jakby było to w ofercie Deepspotu. Tak też zrobiłam, spróbowałam. Było okropnie, dramatycznie.

Dlaczego? Co to znaczy?

Chyba ze względu na jakieś wielkie oczekiwania względem samej siebie, ze względu też na to, że bardzo komfortowo zawsze czułam się w wodzie, pomyślałam, że ale będzie super, że to na pewno jest coś dla mnie itd. Wydaje mi się, że to jest najgorsze podejście, jakie można mieć w ogóle względem freedivingu, szczególnie na początku swojej drogi, dlatego że teraz jak patrzę na swoją ścieżkę, to widzę, że im mniej od siebie oczekuję, im mniej nastawiam się na wynik, tylko po prostu staram się być tu i teraz i rozluźnić się, i zrelaksować, niezależnie od tego, co uda mi się pod tą wodą ugrać, tym lepsze mam wyniki. Na tamten moment tego nie rozumiałam.

Chyba ze względu na jakieś wielkie oczekiwania względem samej siebie, ze względu też na to, że bardzo komfortowo zawsze czułam się w wodzie, pomyślałam, że ale będzie super, że to na pewno jest coś dla mnie itd. Wydaje mi się, że to jest najgorsze podejście, jakie można mieć w ogóle względem freedivingu, szczególnie na początku swojej drogi, dlatego że teraz jak patrzę na swoją ścieżkę, to widzę, że im mniej od siebie oczekuję, im mniej nastawiam się na wynik, tylko po prostu staram się być tu i teraz i rozluźnić się, i zrelaksować, niezależnie od tego, co uda mi się pod tą wodą ugrać, tym lepsze mam wyniki. Na tamten moment tego nie rozumiałam.

Z natury jestem dosyć taką osobą chaotyczną i szybką i poruszam się dużo, a tutaj okazało się, że musisz się dotrzymać i musisz uspokoić oddech, musisz pozbawić siebie jakiegoś chaosu w myślach itd., więc po prostu ten początek okazał się dla mnie bardzo taki ciężki przez pryzmat tego, że ja ten cały chaos chciałam zabrać ze sobą pod wodę i to się nigdy nie udaje.

Żeby tak zrozumieć, dlaczego oceniasz właśnie to doświadczenie jako negatywne, w sensie, że miałaś jakieś konkretne w głowie oczekiwanie, że zejdziesz na x metrów, a nie udało Ci się?

Tak, to po prostu polegało na tym, że ja bardzo się spięłam na poziomie takim fizycznym, mięśniowym, a bardzo to utrudnia nurkowanie. I musimy się rozluźnić po to, żeby zachować jak najwięcej tlenu, żeby tego tlenu nie palić. A ja po prostu spięta, jak nie wiadomo co, próbowałam się zanurzyć i te zanurzenia po prostu na poziomie fizycznym były bardzo nieprzyjemne. Ciężko jest też wyrównać ciśnienie, kiedy jesteśmy spięci. W ogóle ciężko się pod tą wodą poruszać w obliczu takiej sytuacji. Tutaj jakby też bardzo ważny jest ten element głowy, mentalny i cała byłam po prostu out of the place.

Ale się nie zniechęciłaś, bo ja po tym właśnie moim pierwszym nurkowaniu pomyślałam sobie: no nigdy więcej, po prostu czuję się niekomfortowo i w związku z tym już nie zamierzam.

Zniechęciłam się. Tylko jakby zaczęłam nurkowanie od kursu, od razu, nie zrobiłam żadnego takiego wstępu, że spróbuję, tylko stwierdziłam, chcę zrobić kurs, to jest w organizacji AIDA, tych organizacji jest całe mnóstwo teraz, na tamten moment to była jedyna, o której wiedziałam i to był kurs, który się nazywa AIDA 2, czyli to jest nurkowanie w basenie horyzontalnym, plus jakieś tam zejście na głębokość. Na tamten moment, żeby zaliczyć ten kurs, trzeba było zanurkować na 16 metrów. Dzisiaj ta głębokość została zmniejszona do 12 metrów. Więc po prostu idąc za ciosem, stwierdziłam, że no dobra, no już zaczęłam, zapłaciłam na to, no to warto byłoby ten kurs zakończyć.
Miałam też fantastycznego instruktora, który jakoś w końcu mnie tam okiełznał pod tą wodą i udało się ten kurs skończyć, natomiast po skończonym kursie stwierdziłam, że w ogóle to jednak nie jest sport dla mnie, nie będę się tym zajmować.

To dlaczego tu dzisiaj siedzimy?

Dlaczego tu dzisiaj siedzimy? Stało się później tak, że bardzo długo, około dwóch, trzech miesięcy nie wchodziłam zupełnie do wody, ten Deepspot gdzieś tam wyparował w ogóle z moich myśli. I szczerze mówiąc, gdzieś ten lockdown mnie tak strasznie przytłoczył, dlatego że do lockdownu nie było mnie w Polsce, jeszcze to był taki moment, ja wróciłam akurat jakoś w środku jesieni, czyli niezbyt takim zapraszającym momencie. Wszystko było zamknięte, siedziałam tylko w domu tak naprawdę, pracowałam zdalnie i absolutnie nic innego nie robiłam i stwierdziłam wtedy, że jadę do Egiptu, do miejscowości Dahab, w której byłam 9 czy 8 lat wcześniej jako scuba diver. I po prostu bardzo fajnie to miejsce zapamiętałam i Egipt też był chyba jedyną możliwością wyjazdu na tamten moment.
Więc stwierdziłam, dobra, pojadę do Egiptu i po prostu raczej ten wyjazd był bardziej motywowany po prostu odpoczynkiem od tej całej sytuacji.

Czyli nie z myślą, żeby tam nurkować?

To była taka poboczna myśl, że dam sobie jeszcze szansę w naturalnych warunkach, bo tak jak mówiłam wcześniej, w ogóle całe nurkowanie w moim przypadku było zmotywowane tym, że bardzo chciałam być blisko tej natury podwodnej, a nie żeby po prostu posiąść umiejętność nurkowania w basenie. Więc stwierdziłam, że może to będzie jakiś taki czynnik, który pozytywnie wpłynie na jakiekolwiek chęci względem kontynuowania tego sportu. No i tak się w efekcie wydarzyło. Rzeczywiście udało mi się znaleźć jakiś tam spokój taki wewnętrzny, rozluźnić się i na poziomie mięśniowym, i na poziomie takim mentalnym. I w końcu te nurkowania zaczęły przynosić jakąś taką przyjemność i nawet ulgę, powiedziałabym. To była taka ucieczka trochę od jakiejś rutyny.

Ale tam w Egipcie nurkowałaś już właśnie w takim kierunku, że tak powiem, w głąb, czy w kierunku bardziej, żeby zejść pod wodę i pooglądać rybki, roślinki? Przypomniał mi się taki film Moja przyjaciółka ośmiornica, właśnie w kontekście oglądania.

Pojechałam z założeniem po prostu pobycia sobie pod wodą, pooglądania rybek, rafy itd., ale gdzieś w miarę jakiegoś takiego całkiem szybkiego progresu, który się wydarzył tam w tym Egipcie, bo pojechałam tylko… – może ktoś powinien mnie strzelić w łeb za to, że mówię tylko – na miesiąc. Jakby zaczął się progres, bardzo często się właśnie wydarza tak, że na początku ścieżki freedivingowej ten progres wydarza się szybko, dlatego że każdy z nas, kto jest zdrowy, posiada fizyczną taką możliwość, żeby zanurkować moim zdaniem do 30 metrów, jeżeli oczywiście uda się zniwelować jakieś ograniczenia, szczególnie względem głowy. No, nieważne, przepraszam, tutaj na około opowiadam. Tak, udało się dojść do pewnych głębokości całkiem szybko i wtedy pomyślałam, że chcę spróbować głębiej.
Bardzo często się to w ogóle wydarza we freedivingu, że osoby, które w życiu by nie pomyślały, że uda im się dotrzeć do jakiejś głębokości, dochodzą do nich i w pewnym momencie okazuje się, że to jednak nie jest takie trudne, i wtedy sobie myślą: a może jeszcze głębiej spróbuję. I tak było w moim przypadku.

Ile to jest minut? 30 metrów?

30 metrów to jest około minuty i 10 sekund. We freedivingu taki idealny czas nurkowania to jest metr na sekundę plus, powiedzmy, tam 10 sekund na nawrót. Czyli, powiedzmy, 70 sekund to jest taki dobry czas na taką głębokość.

Ja w trakcie live’a, który z Twoim udziałem, który obserwowałam, próbowałam sobie, fakt w nieoptymalnych warunkach, ale właśnie wstrzymać oddech i zobaczyć, jak długo wytrzymam. To było jakieś 30 parę sekund i to już bardzo trudne to było dla mnie. Więc jak mówisz o minucie i kilkunastu sekundach, to już jest jakieś niewyobrażalne. A te 86 metrów – zaraz dojdziemy do tego właśnie, dlaczego ja mówię o 86 metrach – 10 sekund to wychodzi koło 10 minut, tak?

Nie, nie, nie.

Nie, poczekaj, czekaj, dobra, dobra, co ja gadam?

Niecałe 3 minuty, ale ja jestem bardzo powolnym nurkiem, więc to było nurkowanie, które trwało około 3,5 minuty, ale zupełnie inaczej to się odczuwa, szczerze mówiąc, pod tą wodą. I tak naprawdę bardzo dużo rzeczy dzieje się z naszymi ciałami, z których nie zdajemy sobie nawet sprawy, że one się dzieją, które ułatwiają nam wstrzymanie tego oddechu. I to są rzeczy, które się nie wydarzają w żadnym innym środowisku niż to środowisko wodne.

Ale w sensie to są takie odruchy, czyli że nad tym nie panujemy i nasz organizm sam się przystosowuje do takich warunków? Czy to są rzeczy, których się potrzebujemy nauczyć?

Są rzeczy, których potrzebujemy się nauczyć, np. kwestia tolerancji na dwutlenek węgla. To są rzeczy, które możemy trenować i sukcesywnie zwiększać tę tolerancję, ale są pewne odruchy, tak jak odruch ssaka, to się po polsku nazywa. I to jest po prostu coś, co każdy z nas ma. I w momencie, kiedy dotykamy szczególnie twarzą, mamy dużo receptorów na twarzy, gdy dotykamy twarzą wody, pewne rzeczy się dzieją w naszych ciałach. Dużo jest różnych takich fizjologicznych aspektów, które wydarzają się podczas nurkowania.

Są rzeczy, których potrzebujemy się nauczyć, np. kwestia tolerancji na dwutlenek węgla. To są rzeczy, które możemy trenować i sukcesywnie zwiększać tę tolerancję, ale są pewne odruchy, tak jak odruch ssaka, to się po polsku nazywa. I to jest po prostu coś, co każdy z nas ma. I w momencie, kiedy dotykamy szczególnie twarzą, mamy dużo receptorów na twarzy, gdy dotykamy twarzą wody, pewne rzeczy się dzieją w naszych ciałach. Dużo jest różnych takich fizjologicznych aspektów, które wydarzają się podczas nurkowania.

A teraz mi się przypomniało, że są takie zajęcia dla niemowląt, które się do wody wrzuca, tak można powiedzieć, oczywiście wspierając je. I pewnie wtedy ten odruch się uruchamia i dlatego te malutkie dzieci są w stanie pływać.

Ja myślę, że jeśli chodzi o małe dzieci, to one i tak jakby w łonie matki znajdują się w środowisku, wodnym, więc po prostu wydaje mi się, że dla niemowląt to jest coś bardziej naturalnego. Ale my wszyscy mamy te odruchy, tylko po prostu nie zdajemy sobie sprawy. Na przykład kwestia zwalniającego rytmu serca, kiedy się zanurzamy. Jakby nikt sobie nie zdaje z tego sprawy, ale chociażby ta praca z rytmem serca, który zwalnia, też wspomaga kwestię nieutracania tlenu, mniej go palimy.
I tych fizjologicznych kwestii jest znacznie więcej. I naprawdę są to bardzo, bardzo, bardzo ciekawe tematy, w ogóle fizjologia nurkowa jest fantastyczna. Dlaczego o tym mówię? Bo rzeczywiście wstrzymanie oddechu na powierzchni, na sucho, na 3,5 czy 4 minuty, to nie jest jakiś wyczyn, ale np. mi jest ciężej to zrobić niż podczas nurkowania w głąb. I zupełnie na innym poziomie to odczuwam.

A są pewnego rodzaju genetyczne predyspozycje, że niektórym jest łatwiej wstrzymywać oddech na dłużej, a innym trudniej?

Szczerze mówiąc, nie umiem się wypowiedzieć na ten temat, dlatego że nawet patrząc na koleżanki, kolegów wewnątrz sportu, widzę, że po prostu ludzie o każdej budowie ciała, o każdym wzroście nurkują. Myślę, że na pewno pojemność płuc ma jakieś tam znaczenie. Można wpłynąć też na pojemność płuc, można troszeczkę nad tym popracować, ale na pewno nie są to jakieś wielkie zmiany, których możemy sami dokonać, więc nie wiem, nie chciałabym tutaj nikogo wprowadzić w błąd, ale myślę, że po prostu każda zdrowa osoba jest w stanie odnieść sukces freedivingowy, jeżeli podejdzie odpowiednio do treningu.

Właśnie – sukces freedivingowy. Padły takie słowa. Pandemia była 3 lata temu. Ty jesteś dziś posiadaczką kilku rekordów Polski i bardzo wysokich miejsc w zawodach Mistrzostw Świata. Jak to możliwe, że w tak krótkim czasie osiągnęłaś taki sukces?

Wydaje mi się, że to jest taki miks kilku czynników. Przede wszystkim znalazłam się we właściwym miejscu, we właściwym czasie, powiedziałabym. Właśnie w Dahab, które jest taką mekką nurkową. W Dahabie mieszka całe mnóstwo naprawdę świetnych instruktorów nurkowania. Myślę, że bardzo dobrze złożyła się ta moja ścieżka i ten aspekt ludzi, na których trafiłam krok po kroku, że to były naprawdę właściwe osoby we właściwym czasie też.
Np. zaczęłam swoją drogę w Dahabie z taką rosyjską instruktorką Olgą, która jest teraz w ogóle świetną osobą, przyjaciółką, koleżanką i ona jest taką ostroją spokoju, osobą, która naprawdę potrafi jakoś wpłynąć na ten aspekt relaksu, który był moim głównym problemem na samym początku.
Później moim kolejnym instruktorem, w momencie kiedy ja stwierdziłam, że chciałabym spróbować swoich sił we freedivingu zawodniczym, był Sergiej, który jest teraz też bardzo dobrym kolegą, który z kolei miał podejście dania kopa w dupę i będziesz tu siedzieć do momentu, jak nie wykręcisz tego, co masz wykręcić, jak nie zrobisz to, co zaplanowałem, że masz zrobić. Akurat to takie bardzo kontrowersyjne podejście, jeśli chodzi o cały freediving, ale na mnie to zadziałało. Naprawdę to był moment, w którym ja zaczęłam się trochę wyłamywać i czuć, że kurczę, może nie dam rady i on bardzo we mnie uwierzył i bardzo mnie pchał po prostu w pewne głębokości i a bardzo mu ufam i ufałam, także tak jak mówię, to była odpowiednia osoba.
Ja też na pewno jestem wdzięczna sobie, bo bardzo intensywnie trenowałam i na przestrzeni trochę ponad 2 lat od kiedy znalazłam się w Dahabie, opuściłam trening może 2 razy, więc naprawdę sukcesywnie trenowałam i budowałam te głębokości i nie opierniczałam się w każdym razie.

Powiedziałaś o tym spokoju i ja tu mam właśnie takie pytanie odnośnie do tego spokoju. Ja się zastanawiam, czy spokój, który masz w sobie, jest efektem właśnie treningów freedivingowych, czy odwrotnie można być dobrym freediverem, jeśli wcześniej jest się człowiekiem spokojnym. Bo w ogóle troszkę rozszerzając to pytanie, ja tak zauważyłam, że im bardziej ekstremalne sporty ludzie trenują, tym więcej jest w nich spokoju. I się zastanawiam, co jest pierwsze? Czy po prostu trzeba być spokojnym człowiekiem, czy ten ekstremalny sport uczy spokoju?

Ja bym nie powiedziała o sobie, że jestem spokojnym człowiekiem, ale na pewno gdzieś freediving wykrzesał ze mnie jakiś spokój, więc myślę, że to jest ta kolejność. Tak jak mówię, kiedy zaczynałam, to byłam naprawdę taka mocno… nie wiem, czy chaotyczne, bo to brzmi może trochę negatywnie, ale może rzeczywiście było też coś w tym takiego negatywnego. Ciężko mi się było zdecydować i w ogóle chciałam na prawo i na lewo i do przodu i do tyłu i… Tak, no trochę tak bym o sobie powiedziała na tamtą chwilę i trochę dalej myślę, że gdzieś tego chaosu we mnie jest, tylko on jest chyba bardziej już taki zorganizowany, powiedziałabym.
Wiem teraz, czego chcę, wiem, mam jakiś taki plan, że tak powiem, co chcę robić itd. i myślę, że bardzo dużo jest w tym freedivingu, że ten freediving jakoś wpłynął na to, że ogólnie, tak jak mówię, nie myślę, że jestem spokojniejszym człowiekiem, ale myślę, że dużo spokojniej podchodzę do wielu aspektów w ogóle życia i bardziej po prostu z niektórymi rzeczami jestem w stanie się pogodzić na przykład.

A jak się trenuje do freedivingu? Czy to są po prostu kolejne nurkowania i kolejne i kolejne, czy to jest trening taki fizyczny, nie wiem, biegowy, siłowy?

Och, myślę, że tych podejść jest całe mnóstwo i myślę, że to też powinno być takie indywidualne podejście chociażby ze względu na, nie wiem, charakter, to jaką jesteśmy osobą. Ja np. jestem tym freediverem, który bardziej nurkuje. Teraz dopiero to widzę jakby sportowo, powiedzmy, i naprawdę nie ma we mnie tego takiego elementu, może troszeczkę, ale chodzi mi o ten element takiego zen, że ja muszę medytować przed wejściem do wody i oddychać przez godzinę i jakby absolutnie nie mówię, że jest w tym coś złego, mam całe mnóstwo znajomych, właśnie wewnątrz freedivingu, szczerze mówiąc, nawet chyba większość, którzy bardzo cenią sobie ten element tego uspokojenia się przed i ten element oddechu, właśnie medytacji itd. I to jest super. Szczerze mówiąc, czasem myślę, że chciałabym trochę głębiej w to wejść, ale jakby tego nie czuję.

Więc dla mnie ten trening wodny jest takim fundamentem, powiedziałabym. Nie przygotowuję się długo na sucho przed wejściem do wody. Szczerze mówiąc teraz, będąc w Polsce, też mój trening w tym momencie polega bardziej na ćwiczeniach związanych z tolerancją właśnie na dwutlenek węgla itd.

Jak się ćwiczy tolerancję na dwutlenek węgla?

Układa się taką tabelę CO2, tabelę dwutlenku węgla, i np. wstrzymujemy oddech na jakiś czas konkretny, ustalamy sobie, na jaki czas wstrzymany oddech i robimy przerwę na oddychanie i ten czas przerwy na oddychanie maleje.

Czyli takie interwały oddechowe.

Dokładnie tak. I w pewnym momencie zazwyczaj, jeżeli ten czas ustalimy właściwie, to pojawia się ten element kontrakcji, czyli że powoduje to skurcze przepony. O co chodzi? Przepona się kurczy po to, żebyśmy wyrzucili dwutlenek węgla z naszego ciała i my po prostu staramy się wtedy utrzymać ten oddech i nie pozwolić naszemu ciału zrobić wydech i w ten sposób jakby…

Okej. Brzmi absolutnie nietrywialnie i nieprosto, ale też chciałam Cię zapytać o trenowanie spokoju, bo z jednej strony powiedziałaś, że właśnie na początku się spinałaś, potem powiedziałaś też, że zen, medytacja to nie do końca Twoja bajka, to, w jaki sposób właśnie uczysz się tego uspokojenia?

Tak jak powiedziałam wcześniej, myślę, że to jest bardzo, bardzo indywidualna sprawa. Ja po prostu potrzebowałam czasu w wodzie i tak naprawdę bardzo dużo tego czasu spędziłam na treningach i po prostu z każdym wejściem do wody ja zaczęłam coraz bardziej sobie ufać i w tym momencie już np. wiem, że zanurkowanie na 50 metrów nie jest już dla mnie jakimś tam wielkim wyczynem i już jestem spokojna, bo wykonałam to nurkowanie już 1000 razy i wiem, że wykonam je jeszcze 50 tys. razy i że zrobię to bez problemu.

Natomiast jak robiłam takie nurkowanie po raz pierwszy, to oczywiście byłam zestresowana, nie wiedziałam, z czym to się je, jak się będę czuła itd.

Takie stopniowe oswajanie się, przesuwanie swoich granic.

Tak, ale myślę, że to dotyczy każdego aspektu życia, np. mówiłam też o stresowaniu się przed wywiadem. Jeżeli jeszcze będę uczestniczyła w wywiadach, to może podczas setnego już będę totalnie wyluzowana. Więc…

Czekaj, to jest mój… Nie pamiętam, 86, 87, tak mniej więcej. O Boże, dobra, 94, więc dobra, jestem blisko tej setki. Faktycznie czuję różnicę, ale jeszcze taki totalny zen to to nie jest.


Chciałam Cię zapytać o takie rzeczy trudne, albo tak mi się wydaje, że to są trudne, czyli o niebezpieczeństwo, bo takie jest moje pierwsze skojarzenie z tym sportem. Czy on jest niebezpieczny, czy nie?

Tak, wielu ludzi pyta o to, dlatego że dla wielu ludzi to jest w ogóle coś niewyobrażalnego, żeby nurkować w głąb. Wydaje im się, że to jest, nie wiem, próba samobójcza czy coś takiego. Absolutnie tak nie jest i tak jak mówiłam wcześniej, każdy z nas posiada możliwość nauczenia się zanurkowania bezpiecznie. Tak jak mówiłam, moim zdaniem do 30 metrów przynajmniej.

Tak, wielu ludzi pyta o to, dlatego że dla wielu ludzi to jest w ogóle coś niewyobrażalnego, żeby nurkować w głąb. Wydaje im się, że to jest, nie wiem, próba samobójcza czy coś takiego. Absolutnie tak nie jest i tak jak mówiłam wcześniej, każdy z nas posiada możliwość nauczenia się zanurkowania bezpiecznie.

Do 30? Okej. A Ty 86 masz na koncie.

Inaczej. Wydaje mi się, że w warunkach kontrolowanych, kiedy uprawiamy ten sport z głową, kiedy budujemy świadomie tę głębokość, jesteśmy z ludźmi, którym ufamy, i jesteśmy zabezpieczeni, czyli jesteśmy podpięci linką do tej liny, wzdłuż której się zanurzamy. Naprawdę możliwości na to, że stanie nam się jakaś krzywda jest niewiele.
Oczywiście są w historii przypadki nurkowań, które nie zakończyły się dobrze, ale tych przypadków jest naprawdę mało. Można je wymienić na palcach jednej ręki, z tego co wiem.

Jest film Najgłębszy wdech, o takim tragicznym finale pewnego nurkowania. Tak sama się zastanawiałam, czy to dobrze, że takie filmy są, czy nie. Bo z jednej strony właśnie budują w ludziach ten niepokój i strach przed tym sportem, podczas gdy, tak jak mówisz, jeśli się robi to z głową, to on jest bezpieczny. Z drugiej strony pokazują, że jak się nie dochowa właśnie tych zasad bezpieczeństwa, no to on nie jest bezpieczny. Nie wiem, jak w środowisku o takim filmie się mówi?

Ciężko powiedzieć. Ja, szczerze mówiąc, sama mam takie troszkę kontrowersyjne myśli na temat tego filmu, dlatego że tak naprawdę moim zdaniem to jest historia po prostu dwojga ludzi. To nie jest historia o freedivingu. To jest historia na temat dwojga ludzi przez pryzmat jakby tego sportu. Rzeczywiście, myślę, że tutaj też sporo Ty teraz powiedziałeś, że tutaj jakby nie zostały dopilnowane pewne kwestie związane z bezpieczeństwem, co widać bardzo dobrze na filmie, jakby tam wiele rzeczy poszło nie tak. I pokazany jest tego efekt.

Jeśli chodzi o opinie ludzi wewnątrz środowiska, nie rozmawiałam z wieloma osobami na temat tego filmu, ale główną bohaterką tego filmu jest Alessia, Włoszka, która jest najgłębszą chyba kobietą w tym momencie, a jak nie najgłębszą, to tam drugą, maksymalnie trzecią. Szczerze mówiąc, ja też tych rankingów jakoś nie śledzę codziennie, ale na pewno bardzo utalentowana osoba, którą po prostu bardzo dużo ludzi lubi, więc myślę, że wydźwięk był bardziej pozytywny.

Osobiście uważam, tak jak mówiłam, jako historia dwojga ludzi uważam, że to jest interesująca pozycja do obejrzenia. Jako film, którym należy się kierować w ocenie tego, czy np. się zająć tym sportem, czy nie, niekoniecznie. Tym bardziej że sam film zaczyna się słowami: Freediving. The most deadly extreme sport in the world, co jest po prostu nieprawdą, nie jest the most deadly. Wydarzyła się jedna śmierć z tego, co wiem na zawodach i kilka poza nimi, więc to myślę, że to jest po prostu jakiś tam chwyt marketingowy. Osobiście nie chciałabym reklamować freedivingu w ten sposób, bo nie jest on dla mnie tym, o czym mówią w filmie.

Już kilka razy nawiązywałam do tych 86 metrów. Jak byś mogła rozwinąć? Co to jest za liczba?

Nie wiem, nie do końca rozumiem pytanie, szczerze mówiąc. Dlaczego 86?

Twój rekord. Zastanawiam się, bo dzisiaj mam taki dzień pomyłek. Twój rekord. W tym kontekście.

86 metrów. Tak, to jest najgłębsze nurkowanie, które wykonałam na zawodach. Bardzo znacząca dla mnie liczba, dlatego że tym nurkowaniem udało mi się zdobyć czwarte miejsce na Mistrzostwach Świata w Hondurasie. Nieoczekiwanie, szczerze mówiąc. Nie wiem, co więcej mogę na ten temat powiedzieć.

Jaka to była kategoria? Bo wiem, że we freedivingu jest kilka różnych rodzajów nurkowań.

Tak, mamy cztery kategorie we freedivingu głębokościowym zawodniczym. Moją taką ulubioną, czołową jest free immersion. To jest nurkowanie, które wykonuje się bez płetw, bez żadnego wspomagania na nogach. I w tym nurkowaniu jedynie podciągamy się na linie, zarówno w dół, jak i w górę. Tak, właśnie w tej dyscyplinie udało mi się taki wynik osiągnąć.

Czy ty myślisz, czy w sensie, czy się myśli, jak właśnie nurkujesz, z tą myślą, żeby dobić do… Jak się to nazywa? Do tych tagów, tak?

Tak, do tagów. To się nazywa bottom plate i do tego bottom plate są przyczepione właśnie tagi.

Więc czy wtedy w głowie masz jakieś myśli, czy jak wchodzisz do tej wody, to myśli są wyłączone i jest taka, nie wiem, symbioza z tą wodą?

To zależy. U mnie to jest bardzo, bardzo uzależnione od tego, co zaanonsowałam, dlatego że właśnie dzień przed nurkowaniem anonsujemy głębokość, na którą będziemy się zanurzać. To nurkowanie było dla mnie dosyć stresujące, dlatego że moim najgłębszym nurkowaniem przed tym były 82 metry, które wykonałam w maju, czyli ta przerwa była dosyć duża. Natomiast przed tymi 82, moim najgłębszym było 76 metrów i to było tylko jednorazowe nurkowanie. Tak że to jest bardzo duży skok, te 8 metrów.

To dlaczego w ogóle, skąd była ta decyzja?

To była decyzja wynikająca z tego, że w Hondurasie zawody były poprzedzone takim, to się nazywa pre-comp. Zawsze na mistrzostwach świata mamy kilka dni wcześniej takie przed zawody, które też są oficjalnymi zawodami, na których możemy zdobywać rekordy Polski, świata itd., i podczas tych dowodów ja właśnie zanurkowałam na 76 metrów, czyli nie wróciłam do tych swoich 80 plus i stwierdziłam, że spróbuję anonsować trochę głębiej dlatego, że mistrzostwa świata są jedynymi, jakby najbezpieczniejszymi warunkami, jakie możemy sobie wyobrazić.

Mamy dodatkowo dive AI, czyli kamerę, która zanurza się z nami całą drogę w dół, całą drogę do góry, czyli wiadomo, co się z nami tam dzieje, więc nawet jeżeli freediver ma jakiś problem nawet po drodze w dół, co się bardzo rzadko zdarza, to można go po prostu natychmiast wyciągnąć itd. I rzeczywiście ja po prostu wiem, że podświadomie występuję lepiej na Mistrzostwach Świata z tego tytułu, że czuję się po prostu dużo bezpieczniej niż w każdych innych warunkach.
Więc to był taki ryzyk-fizyk trochę. Pomyślałam, że dobra, 86 to było najwięcej, na ile mogłam zaanonsować. Mogłam 87, ale stwierdziłam, dobra, 86. Nawet nie umiem powiedzieć dlaczego. Czasem się po prostu dzielę z jakimiś bliskimi ludźmi, z mamą bardzo często rozmawiam. Mówię, mamo, co powinnam zaanonsować? I ona mówi, dawaj 86. Ja mówię, dobra, to 86. No i nic, stwierdziłam, że jeżeli uda mi się wykonać to nurkowanie, to będę miała szansę na jakieś fajne miejsce w całym tym jakby rankingu ogólnym zawodów, a jak się nie uda, to się nie uda.

To, co przed chwilą powiedziałaś, jest dla mnie potwierdzeniem, że to jest bezpieczny sport. Skoro mama mówi: Dawaj 86, to jest bezpieczny sport.

Mama już trochę się uspokoiła, chociaż zdarza się, że się denerwuję, ale to chyba normalne.

Co czułaś, jak wypłynęłaś na powierzchnię po tych 86?

Czułam się bardzo, bardzo szczęśliwa. To jest fajne uczucie, kiedy dostajesz białą kartkę, dlatego że jeszcze na powierzchni, nawet jak się wynurzymy, może się wydarzyć dużo rzeczy, które wpłyną na werdykt sędziego, gdzie nie dostanie się białej kartki. Czyli jeżeli dostaniemy żółtą kartkę, to wciąż zdobywamy jakieś punkty, jak czerwoną, to nurkowanie jest niezaliczone. Wpływa na to prawidłowe wykonanie protokołu. Tam jest jakby sekwencja, którą trzeba wykonać po to, żeby udowodnić, że wykonało się nurkowanie na tzw. biało.

A szczęśliwa, bo? Szczęśliwa, bo rekord Polski? Bo właśnie czwarte miejsce? Bo Twój personal best? Czy nie definiujesz tego?

Nie. Nawet nie wiedziałam, szczerze mówiąc, że to będzie czwarte miejsce. W momencie jak się wynurzyłam, to było takie miłe zaskoczenie później na koniec zawodów. Chyba dlatego, że po prostu to było takie nurkowanie, że nie byłam pewna, czy jestem w stanie je wykonać, ale nie zrozum mnie źle, jakby ja też nie jestem jakąś wariatką, która anonsuje głębokości, na które nie jestem w stanie, czy jestem zanurkować jakby tlenowo, tylko tutaj takim największym challengem w nurkowaniu w głąb jest kwestia wyrównania ciśnienia.

Więc chodzi o to, że już nie chcę tutaj się mocno zagłębiać w to, bo to tutaj się robi bardzo technicznie i po prostu w pewnym momencie może się wydarzyć tak, że stracimy powietrze, które mamy w jamie ustnej i ono potrafi wrócić sobie do płuc. I jak ono wróci do płuc, to już nie jesteśmy w stanie skorzystać z tego powietrza po to, by wyrównać ciśnienie. I to jest taka największa zmora freediverów głębokościowych.
Żeby nie pozwolić temu powietrzu wracać do płuc, trenujemy głośnię, którą mamy tutaj, na wysokości krtani.

Uwaga, teraz trenujemy też głośnię mikrofonu.

Tak, to jest mięsień na wysokości krtani, z którego tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy w takim codziennym życiu, a we freedivingu on jest bardzo istotny. Więc dlaczego o tym mówię, ja po prostu nurkując na te 86 metrów, nie byłam pewna, czy uda mi się wyrównać ciśnienie do tej głębokości, dlatego że była to po prostu nowa głębokość i nie trenowałam tego sukcesywnie, ale udało się i udało się naprawdę tak na luzie.

Nie tylko udało się, ale zrobiłaś to. A co chcesz zrobić dalej? Później? Głębiej?

Na pewno będę trenować. Teraz wróciłam dopiero tak naprawdę z kolejnych mistrzostw, bo są dwa razy w roku Mistrzostwa Świata w dwóch organizacjach. Teraz niedawno wróciłam z Cypru. Miesiąc temu były Mistrzostwa Świata na Cyprze i tam już próbowałam wykonać głębsze nurkowania, na 90 metrów, ale no niestety wydarzyło się to, o czym mówiłam, ta wątpliwość, właśnie nie udało mi się na poziomie wyrównania ciśnienia i tam zanurkowałam na 85 metrów.
Myślę, że będę celować w większe głębokości, bo naprawdę czuję, że ten sezon był dla mnie bardzo taki znaczący względem tej kwestii zaufania samej sobie. Wiem, że mogę zanurkować głębiej, tylko teraz tak naprawdę planuję głównie trening na sucho.

Bo teraz mieszkasz w Warszawie?

Nie, nie, nie. Ani tutaj, ani tutaj. Tu jestem teraz jeszcze na dwa tygodnie, a później mam jakieś plany takie tułaczkowe. Przez jakiś czas na pewno będę teraz w Chorwacji. Tak, ale na pewno w zimę chciałabym trenować bardziej na sucho. Chodzi mi o kwestię właśnie wzmocnienia siebie samej fizycznie, bo też ten trening jest istotny we freedivingu. I kwestia trenowania właśnie tej głośni, tolerancji na dwutlenek węgla. I dopiero w okolicach wiosny wrócę do wody. I tyle.
Nie chcę narzucać sobie jakichś konkretnych głębokości, bo szczerze mówiąc, myślę, że to nie jest w ogóle realne tak naprawdę, że postanawiam sobie okej, jutro tam za dwa miesiące chcę zanurkować na taką i taką głębokość. Tak jak mówiłam wcześniej, takie oczekiwania względem samego siebie we freedivingu moim zdaniem nie robią roboty. Moim zdaniem to jest tylko element, który potrafi mocno przeszkodzić, więc nie chcę wywierać jakiejś takiej presji na samej sobie i to jest bardziej takie let’s see what’s gonna happen.

Trzymam kciuki, żeby to podejście przynosiło Ci takie rezultaty, jakich nie oczekujesz, a fajne byłoby, żeby je osiągnąć.

Tak jest, dziękuję.

Marysia, jakbyś miała na koniec dla naszych słuchaczy mieć takie jedno przesłanie, które chciałabyś, żeby zapadło w nich po tej naszej rozmowie, to co by to było?

Jedno przesłanie. Czy to musi być związane z freedivingiem?

Nie.

Myślę, że to jest taka myśl, która gdzieś urodziła się we mnie właśnie w duchu freedivingu, ale którą teraz mocno kultywuję, to jest właśnie taka wiara w to, że trzeba żyć tu i teraz i nie zastanawiać się nad tym, co wydarzy się za chwilę, albo jutro, albo pojutrze i właśnie skupianie się na tym konkretnym momencie, bo to jest coś, co jest bardzo istotne we freedivingu, pomaga nam na pewno w osiąganiu tego relaksu, który jest nam potrzebny, żeby zanurkować, ale też widzę, że to fajnie się odzwierciedla w moim życiu, kiedy skupiam się, kiedy cieszę się po prostu tą chwilą, która jest teraz, nie zastanawiając się, co było wczoraj, co będzie jutro. Tak że live the moment.

Dzięki wielkie. Ja też się tego uczę. I to jest niesamowite właśnie, że zmniejszając oczekiwania, de facto jesteśmy w stanie osiągnąć często więcej. Ja nie mówię, że to jest zawsze prawdziwe, ale właśnie, że często tak jest. Czyli odpuszczając sobie, osiągamy więcej. Tego Ci życzę. Dziękuję serdecznie za rozmowę. I trzymam dla Ciebie kciuki.
Wśród ogromnej różnorodności moich gości jest kilka cech, które łączy wielu z nich. Jedna z nich to właśnie spokój. Według mnie spokój jest jednocześnie cechą charakteru, zachowaniem oraz umiejętnością. Ja staram się nieustająco pracować nad jej rozwojem. Czy włączę freediving do sposobów rozwijających tę cechę? Jeszcze nie wiem. A co Ty myślisz? Co Tobie dała nasza rozmowa z Marysią? Jakie przemyślenia do Ciebie przyszły? Jestem ich bardzo ciekawa. Daj znać w mediach społecznościowych podcastu. Na dziś tyle, a już wkrótce do zobaczenia w kolejnym odcinku.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top