NM 49: Daniel Stroinski – Pracuj w ciszy, efekty zrobią hałas

  • 00:44:08
  • 05 październik, 2021
  • 64,2 MB

Czy połączenie pracy etatowej i biegów ultramaratonowych jest możliwe do zrealizowania?

Jak najbardziej! 

Zaprosiłam do rozmowy Daniela Stroinskiego, niezwykłą mieszankę informatyka, poety i ultramaratończyka. 

Jak dużo trzeba trenować, żeby przebiec ultramaraton górski? Z czym trzeba mierzyć się na szlaku biegowym? Na te i inne pytania otrzymasz odpowiedź w dzisiejszym odcinku! 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Daniel Stroinski – pracuj w ciszy, efekty zrobią hałas” usłyszycie o tym:

  • jak rozpoczęła się jego historia biegania;
  • co go motywuje;
  • jak widzi rosnący trend biegania; 
  • czy lepiej biegać solo czy w parze;
  • jakie pojawiają się kryzysy i czym są spowodowane;
  • jakie błędy popełniamy najczęściej i jak im zapobiec;
  • ile kilometrów biega w ciągu miesiąca;
  • co robi poza bieganiem;
  • co się dzieje w głowie podczas długich biegów;
  • skąd wziął się jego pseudonim;
  • jakie ma marzenia;
  • co daje mu bieganie w niebiegowym życiu.

Trend biegowy w ostatnim czasie staje się coraz bardziej popularny –  nie należy się temu dziwić skoro efekty tego sportu mogą wpłynąć bardzo pozytywnie na nasze życie codzienne. 

Mam nadzieje, że ta rozmowa przybliżyła Ci kulisy tej czynności, a także tego, na ile dziedzin można rozbić samo bieganie. 

Bardzo kibicuje Danielowi w realizacji jego biegowych marzeń! 

 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

 

Linki dodatkowe: 

Więcej o Danielu znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć, Daniel!

Witam.

Dzięki wielkie za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani Marzeniami.

Przyjemność po mojej stronie.

Chciałam zacząć od Twojej historii, od tego, jak to się stało, że rozpocząłeś swoją przygodę z bieganiem?

Chyba po prostu mam to w genach, już nawet może nie tyle bieganie, co aktywność sportową, bo od małego biegałem za piłką. Grało się w piłkę przez wiele lat, potem dołączyło się siłownię, jeszcze później jakieś inne aktywności, biegi na orientację, crossfit – także cały czas jestem w ruchu. I nastąpił taki moment, że zacząłem biegać biegi ultra.

I co było tym momentem przełomowym? Może nie przełomowym, ale powiedziałeś, że nastąpił taki moment. Co się wydarzyło?

Może tak, ja bym wskazał dwa takie momenty. Jeden ważniejszy, pierwszy, to była Selekcja – to jest taka gra terenowa oparta na metodach rekrutacji do jednostek specjalnych. Pierwszy raz wziąłem w niej udział w 2008 roku, tam odpadłem na etapie wstępnym w mieście. Jestem człowiekiem upartym, więc powiedziałem sobie, że przyjadę w przyszłym roku i ją ukończę – i tak też się stało. Od tego momentu może nie tyle, że uwierzyłem w swoje możliwości, ale to mnie popchnęło do różnych innych rzeczy, czyli startowania w biegach, zawodach i tak dalej. To był właśnie ten pierwszy element.

Drugi element, to było kiedy w 2013 roku powoli zbierałem się do jakiegoś startu i za namową koleżanki wziąłem udział w zawodach, które okazały się być mistrzostwami świata. Wiadomo, że startowałem jako amator, ale debiut w biegach górskich zaczął się od mistrzostw świata w Karpaczu w 2013 roku.

Nieźle! Jaki miałeś wynik w tym pierwszym biegu?

Powiem szczerze, że już nie pamiętam, ale gdzieś tak w połowie stawki skończyłem. Wtedy jeszcze nawet nie wiedziałem z czym to się je. Wystartowałem oczywiście za szybko, za mocno i od połowy trasy walczyłem ze skurczami – to jest ze dwadzieścia dwa, dwadzieścia cztery kilometry. Umierałem, ukończyłem. Najciekawsze jest to, że przed tym biegiem od razu zapisałem się (bo to tak zawsze działa, że pod napływem jakichś emocji i adrenaliny zapisujemy się na biegi, a dopiero później się zastanawiamy, co zrobiliśmy) i przed tym biegiem – to był czerwiec chyba, jak dobrze pamiętam te mistrzostwa świata w Karpaczu – od razu zapisałem się na 7 Dolin w Krynicy. To jest bieg na sto kilometrów, który jest rozgrywany we wrześniu. Po tym pierwszym biegu tak się zastanawiałem, jak ja tam przeżyję te sto kilometrów, ale jednak udało się przeżyć. Kolejny raz walczyłem ze skurczami, już od trzydziestego kilometra, także siedemdziesiąt kilometrów pokonałem ze skurczami. I tak, można powiedzieć, zaczęła się moja przygoda z biegami ultra – od samych dużych dystansów.

Dobra, mówisz, że na jednym walczyłeś z kontuzjami, z bólem, a jednak zapisywałeś się na kolejne biegi. Co takiego w tych biegach jest, co Cię motywuje, kręci, że od tego 2013 roku wciąż to robisz?

Ja lubię wyzwania, lubię rywalizację, lubię podnosić sobie tę poprzeczkę. Wiadomo, że początki są trudne. To znaczy może nie tak, że od tego roku w ogóle zacząłem biegać, bo nawet grając w piłkę, to jednak człowiek jakoś trenował, grając w piłkę biegał. Więc to bieganie było takie mimowolne przez całe życie. To nie było takie wstanie z kanapy i rozpoczęcie biegania, tylko ja w tym sporcie byłem. Więc było mi łatwiej wejść i tak z biegu na bieg troszkę człowiek się poprawiał, wprowadzał inne elementy, tu coś zaczął testować nowego, tam coś zmieniał i tak zaczęło to wszystko jakoś powoli funkcjonować.

Jesteś przykładem takiego, można powiedzieć, trendu. Ja nie wiem, czy lubisz, jak tak się mówi, czy nie lubisz, czy traktujesz to w sposób neutralny, ale coraz więcej widać zainteresowania biegami wszelakiego rodzaju: takim rekreacyjnym bieganiem, bieganiem w wydaniu maratonowym, bieganiem ultra w wydaniu szosowym, no i też – ja to nazywam sobie tak w głowie „biegi specjalne” – biegami górskimi, biegami terenowymi z przeszkodami. Jak myślisz, co stoi za fenomenem tego, że coraz więcej jest osób, które się wciągają w to bieganie?

Powiedziałbym, że ten trend to jest może od dwóch, trzech lat, gdzie to stało się takie popularne. Kiedy ja zaczynałem, to ze znajomych nikt nie biegał. Nawet w Internecie było mało informacji na temat tego, jak się przygotowywać, jak trenować. Tych biegów było dużo mniej, teraz praktycznie można co weekend i to w każdy dzień weekendu startować. Także powiedziałbym, że ten trend jest widoczny obecnie. Tak, jest to popularne, różne tego typu biegi, jak tu wspomniałaś, od biegów przełajowych, przeszkodowych, rajdów przygodowych, biegów na orientację, w których też startowałem. Ja jeszcze lubię startować w biegach militarnych, które akurat teraz właśnie za niedługo też będę miał. Także spectrum biegów wszelakiego typu jest duże.

Ja sobie tak myślę w głowie, że z jednej strony to jest może związane z tym, że po prostu chcemy być zdrowsi, a charakter pracy coraz większej liczby osób jest stacjonarny, siedzący, więc te biegi są dla nas takim sposobem na aktywność fizyczną, która jest dostępna dla wszystkich. Ale druga moja hipoteza jest taka – właśnie chętnie wymienię myśli na ten temat z Tobą, bo Ty jesteś zanurzony w to środowisko – że nam jest dobrze w życiu. Nam jest dobrze w sensie takim, że nie mamy wyzwań, które kiedyś ludzie mieli, bo trudno było kupić cukier, trudno było kupić papier toaletowy, zdobyć własny kąt, żeby mieszkać, codzienne życie było trudnością. Dziś jest tak, że w codziennym życiu jest nam wygodnie, a człowiek potrzebuje wyzwań, tak jak powiedziałeś, więc te biegi, te cele, które sobie stawiamy, tak mi się wydaje, że mogą być trochę związane z tym, żeby uzupełnić to życie o to, żeby nie było tak łatwo, nie było tak wygodnie, żeby osiągać pewne rzeczy, które dają nam satysfakcję. Co Ty myśli o mojej teorii?

Ciekawa, trochę się mogę zgodzić. Ja to widzę w ten sposób, że jak ktoś mnie pyta, dlaczego robię te różne dziwne rzeczy, to najprostszą moją odpowiedzią jest, żeby życie było ciekawsze, żeby to miało sens, żebym nie siedział na kanapie po pracy, żeby w weekend coś robić. Z tymi biegami związane są podróże, bo jeżdżę w różne miejsca, których nie znam. Więc raz, że poznaję Polskę, już w wielu tych naszych regionach byłem, i poznaje się ciekawych ludzi, podobnie zakręconych, można tak powiedzieć, czasami powstają jakieś znajomości, z niektórymi ludźmi dalej się utrzymuje kontakt – to jest fajne. A druga rzecz, nawiązując do tego, co powiedziałaś, ten aspekt jest też trochę związany z tą Selekcją, od której zacząłem i poniekąd ciągnie poprzez biegi, chociażby ten ostatni, który przebiegłem.

W czasie takiego biegu jest dużo niedogodności, można tak w skrócie powiedzieć. Biegnie się, przykładowo, cztery dni i snu jest bardzo mało, bo to jest związane z tym, żeby zmieścić się w limicie czasowym. Jest rywalizacja, żeby powalczyć o jak najlepsze miejsce. Albo na przykład chociażby to, że przez te cztery dni nie idzie się wykąpać czy jedzenie, które w tym akurat ostatnim biegu musieliśmy sami sobie zorganizować. Później po biegu człowiek docenia te małe rzeczy, to że może w swoim łóżku się wyspać, że jest ciepło w domu, że w kranie leci ciepła woda, że ma możliwość zrobienia sobie zwykłej herbaty – to się docenia. Wtedy, kiedy tego nie mamy, to jesteśmy w stanie zobaczyć, jak w sumie w życiu mamy dobrze.

W czasie takiego biegu jest dużo niedogodności, można tak w skrócie powiedzieć. Biegnie się, przykładowo, cztery dni i snu jest bardzo mało, bo to jest związane z tym, żeby zmieścić się w limicie czasowym. Jest rywalizacja, żeby powalczyć o jak najlepsze miejsce. Albo na przykład chociażby to, że przez te cztery dni nie idzie się wykąpać czy jedzenie, które w tym akurat ostatnim biegu musieliśmy sami sobie zorganizować. Później po biegu człowiek docenia te małe rzeczy, to że może w swoim łóżku się wyspać, że jest ciepło w domu, że w kranie leci ciepła woda, że ma możliwość zrobienia sobie zwykłej herbaty – to się docenia. Wtedy, kiedy tego nie mamy, to jesteśmy w stanie zobaczyć, jak w sumie w życiu mamy dobrze.

Dokładnie, tak.

I to jest właśnie takie fajne, że nie trzeba gonić co roku za nowym samochodem, wakacjami gdzieś tam, a doceniać te proste rzeczy, które mamy na wyciągnięcie ręki.

Bardzo ze mną rezonuje to, co mówisz. Jest jeden taki bieg, który – może jest ich więcej – ale ma taki swój specjalny aspekt. Mam na myśli Bieg Rzeźnika i to, że się biegnie w parze. Standardowo biegi jest to jednak kategoria, dyscyplina indywidualna, gdzie się rywalizuje z innymi, samemu ze sobą. A w Biegu Rzeźnika biegnie się w parze i liczy się wynik łączny, obydwie osoby, które są w danej parze, muszą ten bieg ukończyć. Jaka jest filozofia za tym? Wiem, że Ty go wygrałeś, to jest jedno z wielu zwycięstw, które masz na swoim koncie. Jaka jest filozofia tego biegu w parze?

Może tylko poprawię, że to nie liczy się wynik łączny, tylko liczy się tej drugiej osoby, która przebiegnie przez metę, a zasada jest też taka, że odległość między pierwszą a drugą osobą nie może być większa niż sto metrów, więc one muszą biec obok siebie. Jest to na pewno dość takie, może nie trudne, ale trzeba sobie dobrać osobę mniej więcej o podobnych umiejętnościach, bo później jest problem. Albo się czeka na kogoś, albo kogoś się spowalnia i to czasem powoduje różne problemy. Nawet czasami się tak śmiejemy, że jak wiemy, że jakaś para biegnie ze sobą albo małżeństwo, to to jest taki test dla nich, czy wytrzymają ze sobą, czy przetrwają to w sensie późniejszych kłótni może albo innych aspektów. Więc to jest, tak jak wspomniałaś, nie wiem, czy jedyny tego typu bieg w Polsce, ale na pewno jeden z nielicznych, jeżeli mówimy pod tym kątem. Tak, udało mi się wygrać, tylko być może tutaj uściślę, że w kategorii Mix, damsko-męskiej, gdzie startowałem z koleżanką Agnieszką Łęcką. Tak się dobraliśmy, że bardzo fajnie nam się biegło.

To jest fajne, bo powiedziałeś o parze, która jest w takiej relacji wspólnej, ale niezależnie od tego, jak biegniemy z drugim człowiekiem, to poza tym, że mamy to wyzwanie sportowe, to właśnie mamy takie wyzwanie związane, no nie wiem, z komunikacją i też po prostu bycia z drugim człowiekiem.

Z komunikacją może niekoniecznie, bo często jest tak, że w biegach ultra po prostu biegnie się i nawet czasami nic nie mówi. Bardziej może się mówi w momencie, kiedy się dobiega do punktu, gdzie jest jakaś szybka zmiana, czy gdzie przekazujemy sobie informacje. Trwa to minutę, dwie i po prostu opuszczamy punkt, żeby to było takie najsprawniejsze. Bardziej właśnie może to bycie z drugim człowiekiem, takie dopasowanie się i przebiegnięcia tej trasy razem. Wiadomo, że czasami się pomaga, startuje się z kijami, te kije gdzieś tam z tyłu plecaka się montuje, jedna osoba drugiej osobie pomaga, wyciąga żel, bo jest z tyłu spakowany i tak dalej. Więc to jest takie pomaganie sobie nawzajem. Jak biegniemy sami, to zazwyczaj sami o siebie dbamy. Czasami się oczywiście zdarzy tak, że w długim biegu startujemy sami, a po drodze z kimś się dobierzemy pod względem tempa i biegniemy jakiś dystans razem, dogadujemy się z drugą osobą i pomagamy sobie nawzajem.

A jak Tobie jest łatwiej, biec tak zupełnie solo, czy jednak mieć kogoś, kto podtrzyma w momencie kryzysowym, bo jakoś zmotywuje albo pomoże tak technicznie, jak mówiłeś?

Powiem szczerze, różnie. Chyba jednak wolę, jak biegnę sam, bo wtedy patrzę pod siebie, w sensie tempa. Czasami jest tak, że ta druga osoba potrzebuje więcej czasu a ja bym mógł biec, ale jeżeli biegniemy razem to wiadomo, poczekam. Albo ja coś pomogę czy on mi pomoże, ale jednak chyba zdecydowanie wolę biec sam, bo wtedy sam na siebie jestem zdany. Kryzysy zawsze są, mniejsze, większe. W zależności, jaki to jest kryzys, różnie się to rozwiązuje.

Więc właśnie, jakie są Twoje największe wyzwania w trakcie takich biegów? Czym są spowodowane te największe kryzysy?

Chociażby ostatni bieg, wydaje mi się…

To może powiedz, jaki to był bieg?

Beskidy Ultra Trail, w skrócie BUT Challange. Bieg polega na tym, że trzeba zaliczyć dwadzieścia pięć szczytów plus jedno takie specyficzne miejsce, to jest Grotę Komonieckiego (bodajże tak ona się nazywała) – to jest takie specyficzne miejsce w lesie – czyli można powiedzieć dwadzieścia sześć punktów w określonej kolejności. Miejsce startu i mety jest to samo, a my jako zawodnicy mieliśmy sobie opracować trasę we własnym zakresie, czyli każdą tę trasę mógłby mieć trochę inną. Mniej więcej wiadomo, że one trochę się pokrywały, bo niektóre punkty były po prostu blisko siebie i była jedna ścieżka.

Drugą specyfiką było to, że my nie mieliśmy nic zapewnionego, czyli nie było żadnego jedzenia na trasie, tak zwanych punktów odżywczych, nie było miejsca, gdzie moglibyśmy spać, to wszystko mieliśmy mieć w swoim zakresie. Czyli ja musiałem sobie opracować logistykę nawet prowadząc tę trasę, żeby ona przebiegała gdzieś przez schroniska, przez sklepy, żebyśmy mogli sobie kupić jedzenie. Limit czasu na pokonanie tej trasy to było osiemdziesiąt pięć godzin, cztery dni się biegnie i tak musiałem sobie to opracować, że wiedząc, że na tej trasie będę gdzieś spał, żeby to wypadało najlepiej w schronisku. Oczywiście ja mógłbym spać w lesie, tylko wiadomo, z czym to się wiąże – zimno, niewygodnie , zwierzęta i tak dalej. Więc na tym polegało to wyzwanie. Już właściwie dwa tygodnie temu ten bieg ukończyłem, udało mi się wygrać.

Nie udało się, to ciężka praca i wytrwałość.

Tak, to wiadomo, treningi, przygotowania, tak jak mówię, planowanie, czyli cała ta logistyka z tym związana. Wracając do tego kryzysu, jeżeli mówimy o tym ostatnim biegu, to chyba takim największym kryzysem była chęć spania w nocy. Troszkę w niektórych miejscach ten track, który sobie przygotowałem, nie szedł tak po mojej myśli, jakbym chciał. Okazało się, że prowadzi ścieżką, której nie ma fizycznie, być może ona kiedyś tam była, być może zarosła. Do tego zaczęło padać, były wysokie trawy, czasami uznawałem, że jednak warto iść naokoło i nie moczyć wszystkich ubrań, więc to spowodowało, że trochę mi się rozciągnęło w czasie i w trasie dotarcie na przykład do schroniska, w którym planowałem spać.

Przykładowo miałem tak z czwartku na piątek, gdzie zaplanowałem, że być może będę o dwudziestej, być może o dwudziestej drugiej w schronisku, finalnie wyszło tak, że dotarłem do schroniska o trzeciej trzydzieści nad ranem. O drugiej w nocy tak już zaczęło mi się chcieć spać, to było jakieś sześć kilometrów od schroniska, gdzie szedłem przez las, że trudno mi było utrzymać pion – trochę to tak wyglądało, jakby szedł ktoś pijany, ciężko mi było skupić wzrok na jednej rzeczy, kiedy szedłem tym szlakiem. Później już traciłem też ostrość, jak na coś popatrzyłem, więc uznałem, że nie ma co się męczyć, znalazłem takie miejsce, żeby się oprzeć o drzewo, na jakimś pieńku, ustawiłem sobie budzik w telefonie na piętnaście minut, zgasiłem światło czołówki i po prostu zamknąłem oczy.

Ostatnio się śmiałem, że to była najlepsza z małych rzeczy, jaką mogłem zrobić, po prostu zamknąć powieki, zamknąć oczy. Nie wiem, kiedy zasnąłem, nawet nie doczekałem tych piętnastu minut budzika, bo po dziesięciu minutach zimno mnie zaczęło telepać. Wstałem, te piętnaście minut jakby mi zresetowało głowę, no i udało mi się dotrzeć do schroniska. Tam już w trochę lepszych warunkach spędziłem trzy godziny, z tego godzinę czterdzieści pięć na spaniu, pozostały czas na jedzeniu, na smarowaniu stóp, na ładowaniu całej tej elektroniki. Miałem ze sobą power bank, gdzie trzeba było czołówkę naładować, telefon, zegarek, no i jeszcze tam parę innych rzeczy. Także taki na przykład miałem kryzys.

Godzinę czterdzieści pięć spałeś, a cztery dni się biegnie.

Tak, tak.

Czy ten sen każdej nocy, to jest właśnie taki krótki czas?

Łącznie na trasie spędziłem siedemdziesiąt siedem godzin, z tego przespałem myślę, że trzy godziny.

Z siedemdziesięciu siedmiu trzy?

Tak. Te dziesięć minut w lesie, godzinę czterdzieści pięć w schronisku. Później miałem jeszcze epizod na przystanku autobusowym z piątku na sobotę, gdzie też już mnie tak spanie mocno brało, tam też miałem ustawiony alarm na dwadzieścia pięć minut, przespałem dwadzieścia minut. I jeszcze w schronisku na Markowych Szczawinach położyłem się na godzinę, ale pospałem może, nie wiem, z dwadzieścia minut, bo to była akurat osiemnasta, trochę ludzi się kręciło, więc były hałasy i nie szło pospać. Także łącznie wyszło myślę gdzieś około trzech godzin. Teraz po powrocie to odsypiałem, więc to się wyrównało.

Ja się teraz nie dziwię, jak powiedziałeś, że jednym z takich kryzysów, właściwie głównym, który wymieniłeś, to jest potrzeba snu. W pierwszej chwili pomyślałam sobie, że wyobrażam sobie, że te kryzysy mogą być jednak inne. Ale trzy godziny podczas siedemdziesięciu siedmiu godzin, to jest po prostu hardcore. Trudno mi to sobie wyobrazić wręcz.

To trochę inaczej działa, bo człowiek obierze sobie cel w głowie, który ma do zrobienia, to życie zewnętrzne, że tak powiem, praca, znajomi i cała reszta całkowicie zostaje poza mną, więc ja na tym w ogóle się nie skupiam, skupiam się na celu. Oprócz tego celu, biegnąc muszę oczywiście brać pod uwagę tę trasę, żeby się nie zgubić, bo każda taka sytuacja dokłada mi raz, że dystansu, a dwa, tracę czas na tym. Do tego muszę pilnować jedzenia, pica, żebym mi nie brakło energii, żeby mnie nie odwodniło, muszę brać pod uwagę to, ile mam do następnego sklepu, więc też nie mogę od razu wszystkiego zjeść. Tak jak na przykład pamiętam, otworzyłem paczkę kabanosów i wiedziałem, że mam daleko do punktu, więc nie zjadłem jej od razu całej, tylko po jednym tym takim kawałku co jakiś czas. Trzeba było to sobie porcjować. Także tu jest dużo różnych aspektów, żeby to wszystko się zgrało.

To trochę inaczej działa, bo człowiek obierze sobie cel w głowie, który ma do zrobienia, to życie zewnętrzne, że tak powiem, praca, znajomi i cała reszta całkowicie zostaje poza mną, więc ja na tym w ogóle się nie skupiam, skupiam się na celu. Oprócz tego celu, biegnąc muszę oczywiście brać pod uwagę tę trasę, żeby się nie zgubić, bo każda taka sytuacja dokłada mi raz, że dystansu, a dwa, tracę czas na tym. Do tego muszę pilnować jedzenia, pica, żebym mi nie brakło energii, żeby mnie nie odwodniło, muszę brać pod uwagę to, ile mam do następnego sklepu, więc też nie mogę od razu wszystkiego zjeść.

A jeżeli chodzi jeszcze o te kryzysy, to w tym moim przypadku, w tym biegu, to było akurat spanie, ale bardzo często jest tak, że w biegach jest problem ze stopami. Czwartek, przykładowo, cały dzień padało. Ja akurat miałem na bieg przygotowane skarpetki wodoodporne, więc one mi dość dużo pomogły, aczkolwiek nie zakładałem ich od samego początku biegu. W momencie, kiedy zaczynaliśmy (to była środa, godzina dwudziesta) była jeszcze fajna pogoda, taka powiedziałbym jesienna, temperatura była okej, ale uznałem że użyję standardowych skarpetek, żeby ta stopa lepiej oddychała. Te wodoodporne są takie, że ta stopa mniej oddycha, trochę może się pocić, więc to jest już takie rozwiązanie w momencie, kiedy jest mokro i pada, żeby się nie robiły odciski czy różne inne rzeczy. Wiadomo, że stopy są najważniejsze, bo dzięki nim biegniemy.

Dopiero bodajże po Baraniej Górze, jak zbiegałem, gdzie było mokro, zaczęło tak mocno padać, zdecydowałem się zmienić skarpetki, poobklejałem stopy różnymi plastrami. To był właściwie taki moment, dzięki któremu chyba udało mi się zapobiec jakimś większym problemom, bo jak skończyłem bieg, to miałem może ze trzy, cztery małe odciski, więc akurat te stopy u mnie przetrwały tak, można powiedzieć, bezobjawowo. Ale często jest tak, że one są największym problemem. I o ile nie zadbamy o to, żeby tam się nic nie stało, to później mogą być różne problemy.

A były takie biegi, do których miałeś poczucie, że jesteś rewelacyjnie przygotowany i od takiej strony sportowej, ale też organizacyjnej, a jednak ich nie ukończyłeś?

Ukończyć może… Ciężko powiedzieć. Bieg poprzedni, Bieg Siedmiu Szczytów. Czułem się sportowo dobrze przygotowany, aczkolwiek popełniłem błąd, bo odwiedziłem podologa – staram się dbać o te stopy – i troszkę ta wizyta, którą planowałem przed biegiem w bezpiecznym terminie mi się przekłada. W końcu wyszło tak, że jedyny wolny termin wyszedł 4 dni przed biegiem i to był błąd. Stopa po zabiegu była miękka i pomimo tego, że Bieg Siedmiu Szczytów, ma 240 km, tam mamy punkty odżywcze, więc chociażby plecak, z którym biegłem był dużo lżejszy w porównaniu do ostatniego biegu, gdzie deszczu nie było tak dużo. Były mokre trawy, były bagna itd., ale wyglądałem dużo gorzej, dlatego że właśnie te stopy u mnie wyglądały kiepsko. Pęcherzy miałem bardzo dużo, to, że w ogóle go ukończyłem to jest… Nie wiem, jak go ukończyłem. Biegłem praktycznie od setnego kilometra, czyli ze sto czterdzieści kilometrów troszkę jakby spadając na pięty, dlatego, żeby tych pęcherzy pod palcami nie dotykać, bo to był taki ból i to znowu spowodowało, że te mięśnie goleni czy ścięgna poboczne kolan były tak ponapinane, że ja później przez 3 dni nie umiałem chodzić.

Apropo błędów. Są takie, które uważasz, że gdybyś z kimś porozmawiał – w szczególności mam na myśli błędy z pierwszych lat biegania. Że gdybyś z kimś porozmawiał, odwiedził specjalistę, poczytał gdzieś, to dałoby się ich uniknąć?

Myślę, że tak. Dobrze wyciągnąć wnioski z popełnionego błędu i w przyszłości go nie popełniać.

Właśnie. Jakie błędy, które popełniłeś Ci się przypominają i czy mógłbyś o nich opowiedzieć? Może ktoś nas słucha, kto dzięki temu ich uniknie?

Jeżeli biegamy – już nie mówiąc o biegach ultra – to przede wszystkim skupiłbym się na rozciąganiu, bo często biegacze doznają kontuzji pasma piszczelowo-biodrowego, która wiąże się z tym, że biegamy, często zwiększamy kilometraż albo szybkość i mięśnie są za bardzo ponapinane. Zaczyna nas boleć kolano czy inna część i często jest to związane z pasmem albo być może jakimś innymi rzeczami, więc tutaj przede wszystkim rozciąganie. Dobrze byłoby pójść albo do fizjoterapeuty albo jakiegoś trenera np. na siłowni, żeby sprawdzić, czy pozostałe mięśnie, chociażby np. mięsień pośladkowy, czy pracuje, bo jeżeli nie pracuje, a przy bieganiu jest bardzo ważny, to wtedy ten ruch kompensuje się gdzie indziej i może być problem, chociażby też z kolanem, które u biegaczy najczęściej dolega.

Jeżeli biegamy – już nie mówiąc o biegach ultra – to przede wszystkim skupiłbym się na rozciąganiu, bo często biegacze doznają kontuzji pasma piszczelowo-biodrowego, która wiąże się z tym, że biegamy, często zwiększamy kilometraż albo szybkość i mięśnie są za bardzo ponapinane. Zaczyna nas boleć kolano czy inna część i często jest to związane z pasmem albo być może jakimś innymi rzeczami, więc tutaj przede wszystkim rozciąganie.

Biorę to do siebie, bo biegam – moje dystanse są minimalne, miałam cel, by w tym roku przebiec 1000 km. Wiem, że w tym roku mi nie wyjdzie. Przekładam to w nieskończoność.

Mamy jeszcze dużo czasu!

Wiem, że mamy dużo czasu, ale podzieliłam sobie proporcjonalnie te 1000 na 12 miesięcy i były takie momenty w pierwszej połowie roku, że mi się to trochę zaburzyło. Przekładam ten plan na przyszły rok, ale już teraz czuję, że łydka i jedno kolano to coś jest z tym nie tak i ja faktycznie się nie rozciągam. Także biorę sobie tę lekcję od Ciebie, dzięki wielkie!

Polecam właśnie rozciąganie! Nawiążę jeszcze do tego, co mówiłaś o trybie. Wiadomo, że teraz jest trochę takie życie i mamy takie czasy, że przede wszystkim siedzimy. Tutaj nasze ciało najbardziej dostaje w biodrach. Biodro to jest taki staw życia, on się napina cały czas jak siedzimy, więc przy tym rozciąganiu, jeśli skupimy się też na biodrze, to też będziemy mieć duże korzyści, jeśli chodzi o bieganie, nie mówiąc już o prozdrowotnych.

Rozciąganie jest bardzo ważne – nawet nie tyle, co do biegania, po prostu do takiego normalnego, sprawnego funkcjonowania.

Przyznałam się do moich dystansów. Trzy Twoje biegi to jest mój roczny dystans, tak to wychodzi. Ile Ty przebiegasz w ciągu miesiąca?

Różnie. Wbrew pozorom wcale aż tak dużo nie biegam, nawet właśnie czasami ktoś się dziwi, że jestem w stanie przebiec 300 km w biegu, gdzie ja miesięcznie zrobię 400. Jakby to porównać, zestawić obok siebie to można powiedzieć, że coś nie gra. To też wiąże się z tym, że ja bieganie wiążę z siłownią, cross fitem, więc to są ćwiczenia, ruchy, które wzmacniają mięśnie potrzebne do biegania, mięśnie głębokie, trzymają posturę, a poza tym u mnie jest to związane też z tym że od wielu lat coś robię, więc…

Te mięśnie głębokie pewnie, tak?

Głębokie, ale chociażby od grania w piłkę ja mam te nogi dość mocno zbudowane, więc to wszystko się gdzieś tam przekłada. Często jest też tak, że osoby, które mają tzw. background sportowy z jakieś innej dyscypliny, łatwiej jest im wskoczyć w coś nowego, bo to ciało jest zaadaptowane do wysiłku, dużych przeciążeń, więc jest łatwiej.

Chciałam Cię zapytać o historię biegową. Od 2013 roku biegasz wyczynowo.

Jestem cały czas amatorem, bo z tego nie żyję – jednak zacięcie mam profesjonalne, bo staram się to robić tak, by miało to wszystko ręce i nogi, ale jestem amatorem.

Właśnie do tego chciałam nawiązać. Po pierwsze, czy Ty poza bieganiem coś robisz w życiu? Już troszeczkę zdradziłeś, że z tego nie żyjesz, więc rozumiem, że pracujesz normalnie?

Tak, jak każdy inny człowiek. Jestem informatykiem. Mam pracę siedzącą przy komputerze. Często ludzie się dziwią, że informatyk nie pasuje i mają raczej inne wyobrażenie osoby, która jest z tym związana. Tak wyszło. Pracuję. Po pracy poświęcam czas na swoje obowiązki domowe plus oczywiście treningi.

Treningi codziennie?

Prawie tak. Czasami zdarzy się po biegach przerwa, czasami się zdarzy, że w ciągu dnia zrobię da treningi, więc różnie to bywa.

Dobrze. Powiedziałeś, że raczej traktujesz się jako sportowca amatora, ale jesteś też członkiem drużyny.

Tak i nie. Byłem członkiem RMF 4Racing Team, ta drużyna zakończyła działalność podczas sytuacji COVID-owej, więc w tym momencie nie należę do żadnej drużyny.

Czyli to też była drużyna amatorów?

Można tak powiedzieć, tak.

Jak się do niej dostałeś?

Rafał Płóciennik, właściciel Teamu RMF 4Racing Team trochę związany bardziej od strony samochodów rajdowych miał takie marzenie, żeby stworzyć team do biegów przeszkodowych. My w tej drużynie bardziej startowaliśmy w biegach przeszkodowych niż górskich. Górskie to moja pasja, coś, co robię częściej niż biegi przeszkodowe i po prostu się do mnie odezwał. Po którymś z kolei biegu, który wygrałem jako osoba, która być może się nadaje i tak się zaczęła moja przygoda z tym teamem.

Człowiek skromność, a tak naprawdę ile zwycięstw na koncie?

Nie wiem, nie liczyłem.

Nie liczysz?

Nie liczę. Mam to gdzieś napisane, bo kiedyś może sobie zobaczę czy przypomnę, gdzie kiedyś startowałem, ale nie liczę.

A do którego biegu masz największy sentyment? Który dał Ci najwięcej satysfakcji?

Ciężko powiedzieć, bo i startowałem w biegach na orientację, startowałem w biegach typowo błotnistych jak Bieg Katorżnika w Lublińcu, startowałem w biegach militarnych jak Bieg Morskiego Komandosa. Startowałem w biegach ulicznych, Biegi Ultra. Różnych biegów jest wiele. Nie mam ulubionego.

Może ten ulubiony jest przed Tobą?

Może – nie wiem. Ciężko mi powiedzieć, nie zastanawiałem się nad tym.

Co się dzieje w głowie podczas takich biegów i czy to, co się dzieje jest różne w zależności od tego, jaki to jest bieg? Górski, z przeszkodami?

Co się dzieje w głowie? Może inaczej. Jak startuję tych biegać na przestrzeni lat i to, że już mam tę formę, więc raczej rywalizuję – o ile nie wygrać, to wiadomo, być jak najwyżej. Od początku do końca więc skupiam się nad tym, co jest. Jeśli to bieg górski, to żeby pilnować i trasę, jedzenie, picie. Żeby nie mieć problemów ze skurczami, żeby nie było spadku energii itd. Jeżeli to jest bieg przeszkodowy, to żeby te przeszkody pokonać jak najbardziej optymalnie, żeby jak najmniej się męczyć, więc to wszystko jest związane z biegiem. Często też padają takie pytania – 100 km, 12 godzin – tyle czasu? Nie nudzi ci się?

Nie. Człowiek cały czas o tym myśli, cały czas się na tym skupia, więc to może nie jest jak pstryknięcie palców, ale taki moment. To tak szybko mija.

Pamiętasz jakiś wesoły, sympatyczny moment z któregoś biegu, że wracasz do tego myślami?

Często się śmieję z tego, że te moje biegi górskie to są biegi przygodowe, bo często są przygody – niezaplanowane, śmieszne sytuacje. Jeżeli coś takiego mam, to sobie to później opisuję, jeżeli to jest jakaś ciekawa sytuacja. Przykładowo teraz w ostatnim biegu, dobiegając do Milówki, uznałem, że ubiorę sobie te skarpety wodoodporne. Chciałem nakleić takie plastry i te plastry jeszcze obkleić taśmą papierowa. Tej taśmy nie miałem, ale wiedziałem, że jak przebiegam przez miejscowość, to będzie apteka. Podbiegłem do apteki, tam oczywiście była kolejka. Ustawiłem się w niej, czas mi leci, patrzę – 10, 15 minut – ale ze względu na to, że w kolejce były starsze osoby, nie chciałem się wciskać przed nich. Poczekałem, kupiłem taśmę, wyszedłem z tej apteki i rozłożyłem się zaraz obok, bo był taki murek, na którym sobie usiadłem, rozłożyłem plecak i kleję stopy, smaruję, babcie się patrzą, nie wiedzą, o co chodzi. Za chwilę podchodzi do mnie pan, też był specyficznie ubrany i pomyślałem sobie, że absurdalnie to wyglądało, bo ja nie wiedziałem, czy ja mu mam dać 5 zł, czy on przyszedł do mnie po pomoc czy on mi chce dać 5 zł, bo ja też tak wyglądałem po tym biegu, że tak powiem, nieświeżo. Babcie na nas patrzą, a tu się okazało, że ktoś tam biega i się mnie pyta, czy ja też biegnę w jakimś biegu.

Powiedziałem, że tak – potem sobie sprawdził na stronie i zaczął też śledzić i dopingować. Takie ciekawe, może absurdalne, dziwnie to wyglądało, ale czasami są takie różne przygody.

Pięknie opisujesz te przygody na Facebooku! Czytałam Twoje wpisy. Poza Twoim talentem biegowym to myślę, że talent pisarski też po Tobie widać!

Miło mi to słyszeć, aczkolwiek w życiu bym nie powiedział, że to się tak potoczy. Jestem umysłem ścisłym, w szkole zawsze lubiłem fizykę, matematykę, chemię, cyferki. Wszystko, co z tym związane. Od początku moimi pasjami były informatyka, czyli można powiedzieć, nauki ścisłe plus sport. W życiu bym nie powiedział, że będę coś pisał, tym bardziej że byłem uczniem bardzo dobrym, miałem świadectwo z paskiem, ale zawsze z języka polskiego miałem 4. Dlatego w życiu bym nie powiedział, że coś będę pisał, ale w momencie, kiedy zacząłem biegać i te historie się tworzyły i ciekawe takie rzeczy, napisałem jeden tekst – spodobało się to osobom, które to czytały i tak mnie to trochę nakręciło.

Jeżeli dzieje się coś ciekawego, to piszę. Nie lubię pisać od punktu A do B, tylko w sposób zabawny, trochę groteskowy, czasami sam z siebie się śmieję. Jeżeli jest coś ciekawego, to lubię to opisywać.

Bardzo fajnie się to czyta, więc będę śledzić dalej Twoje poczynania i podlinkujemy też w notatkach do naszej rozmowy Twoje strony.

Trochę w tym kontekście pisania. Masz ciekawy nic. Skąd on się wziął? Jak rozmawiamy, to nie jest pierwsza myśl, która mi przychodzi do głowy. Brzmi on: Cichy Zabójca.

Tak. To się wzięło z biegu Runmageddon Sahara, pierwszego, gdzie jadąc na pierwszy etap w autobusie do tzw. Oazy Flint. Nie znałem ludzi, którzy tam byli – oni mnie też nie. Siedziałem z tyłu w autobusie i w tej grupce osób siedzących z tyłu były rozmowy na temat tego, kto, co wygrał, co przebiegł itd. Ja troszkę do tych biegów, różnych przedsięwzięć podchodzę zdroworozsądkowo. Jadąc po prostu sobie spałem, odpoczywałem, regenerowałem się, by zebrać jak najwięcej sił. Siedziałem z boku, skulony, obok mnie siedziała trochę większa osoba, byłem wklejony w szybę trochę jak śledź w puszce. Po biegu się okazało, że wygrałem i było pytanie „Kto? Gdzie?”, „Ten, co tam siedział”. Ktoś mnie nazwał „cichy zabójca” i tak mi zostało.

Na jednym z twoich profili w mediach społecznościowych znalazłam też takie zdanie, motto: pracuj ciężko w ciszy, niech efekty robią hałas.

Tak, jak mnie ktoś zapytał o takie motto, motyw przewodni, uznałem, że to idealnie do mnie pasuje, bo nie chwalę się tym, co robię, w sensie treningów itd.

Jeżeli coś wygram, przebiegnę, to mówi o tym, co robię.

Daniel. Jakie masz plany na przyszłość? Czy masz biegowe marzenie, któremu mogę kibicować?

Planów jest dużo, pomysłów, projektów, które chciałbym zrealizować. Część będzie trudna ze względu na COVID, część może być trudna ze względu na różne aspekty, a przede wszystkim finansowy, bo chociażby taki Marathon des Sables, to są duże kwoty albo też znajomy biegł w Himalajach i też jak dowiedziałem się, jakie to są kwoty, to jest to duże przedsięwzięcie, ale być może na przyszły rok któryś ze szlaków będę starał się pokonać.

To wszystko zależy od sponsorów i sytuacji pandemicznej w Europie. Ze znajomymi chcemy przebiec w sztafecie rzekę Dunaj, wzdłuż rzeki Dunaj, tak jak zrobiliśmy to wzdłuż Wisły. Mamy plan, by w maju przyszłego roku przebiec cały Dunaj. To jest 2800-2900 km. Wszystko jest w fazie planowania, projektu, ale bodajże będzie 8-osobowy team, będziemy się zmieniać i jechać camperami. Będziemy starali się to zrobić.

Co bieganie daje ci w tym nie biegowym życiu? Czy widzisz takie przełożenie, że pewne umiejętności czy nastawienie, że jedno z drugim się zazębia?

Tak. Tu powiedziałbym, jest kilka takich rzeczy, które się przekłada. Z charakteru jestem osobą spokojną i opanowaną, ale zauważyłem, że osoby, które biegają długie dystanse są raczej z natury spokojnymi. To bieganie jest trochę formą medytacji, rozładowania stresu czy różnych problemów, więc to pewnie się też przekłada. Lubię biegać w ciągu tygodnia po to, żeby sobie tę głowę przewietrzyć. Wiadomo, pracujemy, mamy różne problemy z tym związane, zadanie itd., więc to po prostu przewietrza głowę.

Często też w czasie biegania przychodzą bardzo ciekawe pomysły, rozwiązywanie problemów. Biegając dotleniamy mózg 8 razy bardziej w porównaniu do normalnego funkcjonowania, więc to jest takie naukowe potwierdzenie tego, że bieganie pomaga bardziej efektywnie myśleć i często się śmieję, że biegając albo rozwiązuje problemy w głowie albo piszę sobie swoje opowiadanie, bo mózg lepiej funkcjonuje. Nie mówią o tym, że lubię jeść, więc bieganie powoduje, że mogę więcej jeść. Bieganie samo w sobie jest najlepszą formą spalania kalorii, a jak spalimy, to możemy to później uzupełnić poprzez jedzenie.

Biegając dotleniamy mózg 8 razy bardziej w porównaniu do normalnego funkcjonowania, więc to jest takie naukowe potwierdzenie tego, że bieganie pomaga bardziej efektywnie myśleć i często się śmieję, że biegając albo rozwiązuje problemy w głowie albo piszę sobie swoje opowiadanie, bo mózg lepiej funkcjonuje.

Chyba podwyższe swój cel 1000 km! Wszystkie argumenty do mnie przemawiają, ale ten ostatni szczególnie.

Jak coś jest na wyciągnięcie ręki i coś, z czym mamy do czynienia na co dzień, to później człowiek szybciej się przekonuje.

Dokładnie. Trzymam kciuki za realizację Twoich biegowych marzeń, kolejne wyzwania. Dziękuję serdecznie za rozmowę.

To ja dziękuję!

Do zobaczenia gdzieś na trasie! Na trasie Twojego treningu, o tak powiem!

Świat jest mały, więc nigdy nie wiadomo!

Dzięki wielkie.

Dziękuję bardzo!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top