NM 64: Artur Świercz – Barierołamacz

  • 00:34:45
  • 10 maja, 2022
  • 53,2 MB

Wyobraź sobie terenowy bieg z przeszkodami – błoto, przeszkody wysokie na 3 metry – a teraz przywołaj przed oczy osobę, która jeździ na wózku i ma niewładne nogi. Czy umiesz wyobrazić sobie, żeby człowiek z tego typu niepełnosprawnością wziął udział w takich zawodach? 

Jeśli masz z tym trudność to wcale Ci się nie dziwię. Już samo sformułowanie „bieg” zderzone z wózkiem powoduje, że nasz mózg mówi „to niemożliwe, nie da się”. Nasz mózg stawia przed nami barierę mentalną. Może się wydawać, że to racjonalne myślenie, bo faktycznie jest to trudne. Te kilkumetrowe ścianki, na które trzeba się wspiąć to fizyczne, realne bariery. Z oboma typami barier, tymi mentalnymi i tymi fizycznymi, ludzie z niepełnosprawnościami mają do czynienia co dzień, ale co jest bardzo ważne, oba typy wymienionych barier możemy niwelować, a wiele całkowicie eliminować.

Właśnie o tym porozmawiamy z moim dzisiejszym gościem Arturem Świerczem, znanym także jako Barierołamacz. Człowiekiem, który łamaniem barier zajmuje się zawodowo jako pełnomocnik Zarządu Województwa Mazowieckiego ds. osób niepełnosprawnych oraz prywatnie, pokazując, że wiele barier tkwi tylko – i aż – w naszych głowach.  

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Artur Świercz – Barierołamacz” usłyszycie o tym:

  • skąd wzięła się ksywka Artura;
  • jak wyglądało jego dzieciństwo; 
  • czy ma kogoś, kto go inspiruje;
  • jakie marzenia dotychczas spełnił;
  • w jakich sportach się realizował;
  • czym zajmuje się zawodowo;
  • czy ma chwile zwątpienia;
  • co oznacza droga do celu;
  • czego ludzie pełnosprawni mogą nauczyć się od osób z dysfunkcjami.

 

Żyć aktywnie, czerpać z każdego dnia, tak żeby wieczorem w fazie śpiulkolotu móc powiedzieć sobie – to był dobry dzień. Właśnie to biorę dla siebie przede wszystkim z tej rozmowy. 

A Ty? Daj znać w komentarzu albo mailu do mnie. Namiary znajdziesz na www.napedzanimarzeniami.pl

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Osoby i miejsca wymienione w odcinku:

Więcej o Arturze znajdziesz tutaj: 

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Powiem coś, co może szokować. Gdybyś teraz powiedziała, że w Katalogu Marzeń mogę sobie zażyczyć sytuację, w której wstaję – to bym nie chciał. Naprawdę bym nie chciał chodzić.

Wyobraź sobie terenowy bieg z przeszkodami. Błoto, przeszkody wysokie na trzy metry. A teraz przywołaj przed oczy osobę, która jeździ na wózku, ma niewładne nogi. Czy umiesz wyobrazić sobie, aby człowiek z tego typu niepełnosprawnością wziął udział w takich zawodach? Jeśli mas z tym trudność, to wcale Ci się nie dziwię. Już samo słowo „bieg” w zestawieniu z wózkiem powoduje, że nasz mózg mówi: „To niemożliwe, nie da się”.

Nasz mózg stawia przed nami barierę mentalną. Może się wydawać, że to racjonalne myślenie, bo faktycznie jest to trudne. Te kilkumetrowe ścianki, na które trzeba się wspiąć, to fizyczne, realne bariery. Z oboma typami barier – tymi mentalnymi i tymi fizycznymi – ludzie z niepełnosprawnościami mają do czynienia na co dzień. Ale co jest bardzo ważne, oba wymienione typy barier możemy niwelować, a wiele z nich całkowicie eliminować.

Właśnie o tym porozmawiamy z moim dzisiejszym gościem, Arturem Świerczem, znanym także jako Barierołamacz. Człowiekiem, który łamaniem barier zajmuje się zawodowo jako pełnomocnik Zarządu Województwa Mazowieckiego ds. Osób Niepełnosprawnych oraz prywatnie – pokazując, że wiele barier tkwi tylko/aż w naszych głowach.

Cześć, Artur! Dzięki wielki za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani Marzeniami. Na start chciałabym Cię poprosić, żebyś się przedstawił, bo bardzo lubię słuchać tego, jak ludzie się przedstawiają. Lubię się w słuchiwać w to, co o sobie mówią. I jestem bardzo ciekawa tego, jak Ty się przedstawisz.

Wow. Nazywam się Artur Świercz, mam 30 lat i mówią na mnie Barierołamacz. To będzie dobra etykietka.

Dobre! Dobre… To ja teraz dopowiem, dlaczego właśnie lubię się tak wsłuchiwać. Ano dlatego, że to sporo też mówi o człowieku. Czasem ludzie się przedstawiają, mówiąc o tym: „Jestem mamą trójki dzieci”. Czasem przedstawiają się bardziej pod kątem zawodowym, czyli: „Mam wykształcenie finansowe, pracuję jako księgowa”, czy „założyłam własną firmę”. Czasem mówią bardziej z perspektywy pasji i hobby, czasem – pewnych wartości.

A Ty jesteś Barierołamaczem. Czy możesz teraz troszeczkę szerzej powiedzieć, skąd wziął się ten nick, ta ksywka (mówiąc bardziej po polsku)?

Tak, jak wspominałem, mam 30 lat, bo to było na początku, zanim powiedziałem, że jestem Barierołamaczem. A co to znaczy? To znaczy mniej więcej tyle, że od 30 lat jestem osobą z niepełnosprawnością ruchu, poruszam się na wózku i staram się od 30 lat wpływać na mentalność społeczeństwa, swoich bliskich, swoich znajomych, swoich przyjaciół i całego społeczeństwa w konsekwencji na to, jak postrzegane są osoby z niepełnosprawnościami w naszym kraju.

Czytam teraz taką książkę Steinbecka (pisarz amerykański, który tworzył na przełomie XIX i XX wieku) i jest to książka o Stanach Zjednoczonych, o przybyszach, imigrantach, o tym, jak się odnajdują w tej rzeczywistości. I tam są bardzo różne osobowości. Są ludzie, którzy mają bardzo różne cechy charakteru. I Steinbeck pisze, że to, co dla nas samych jest normalnością, dla innych osób jest naszą dziwnością. I on mówi, że bardzo ważne jest zrozumienie tego, że każdy człowiek jest inny i ma swoją własną normalność.

Ja się tak zastanawiam, czy z Twojej perspektywy, czyli perspektywy osoby, która od urodzenia zmaga się z pewną niepełnosprawnością, czy Ty tę niepełnosprawność właśnie traktujesz jako swoją normalność? Czy jednak dorastając z innymi dziećmi, które wokół Ciebie biegały, dostrzegałeś różnice między Wami?

Z perspektywy czasu doceniam to, że każdy z nas jest wyjątkowo różnorodny – to chyba od odpowiedzi na to pytanie powinienem zacząć – ale pamiętam, że jak byłem małym chłopcem, zaczynałem chodzić o szkoły, to rzeczywiście rówieśnicy różnili się ode mnie, a ja od nich, i rzeczywiście, oni biegali, mogli uczestniczyć w lekcjach wuefu, ja nie. Chociaż, jak się okazało, był to dosyć krótkotrwały stan, ponieważ ja też zostałem włączony do zajęć i to, co było możliwe, to robiłem na tych zajęciach.

I tę inność ja nazywam jednak różnorodnością, dlatego że wszyscy jesteśmy tak naprawdę różni i na swój sposób wyjątkowi. I ja nie klasyfikuję ludzi na gorszych, lepszych, słabszych, tylko każdy ma w sobie swój potencjał, swoje marzenia, swoje możliwości – które trzeba wykorzystywać i wyciągać na wierzch, bo tak naprawdę nikt nie lubi się chwalić swoimi przywarami i słabościami. Nie są one nam potrzebne. Trzeba je znać, trzeba z nimi „walczyć”, natomiast myślę, że mamy ogromne możliwości, które trzeba pokazywać światu i nimi się chwalić.

I tę inność ja nazywam jednak różnorodnością, dlatego że wszyscy jesteśmy tak naprawdę różni i na swój sposób wyjątkowi. I ja nie klasyfikuję ludzi na gorszych, lepszych, słabszych, bo każdy ma w sobie swój potencjał, swoje marzenia, swoje możliwości – które trzeba wykorzystywać i wyciągać na wierzch, bo tak naprawdę nikt nie lubi się chwalić swoimi przywarami i słabościami.

To, o czym mówisz, jest bardzo dojrzałe i bardzo się z tym zgadzam, to tak mocno ze mną rezonuje. Czy zawsze tak było? Dziś masz 30 lat, przez ten czas pewnie dużo już przeszedłeś, z różnymi trudnościami miałeś styczność. Czy już jako dziecko 5-, 6-, 7-, 12-letnie też miałeś takie poczucie, że jesteśmy różni i że warto doszukiwać się tej wyjątkowości w naszej różnorodności, zamiast płakać nad naszymi słabościami?

Ja w swojej dotychczasowej historii miałem to szczęście, że spotkałem na swojej drodze wspaniałych ludzi, począwszy od rodziców, którzy tak naprawdę mnie stworzyli, przez moje rodzeństwo, lekarzy, znajomych, przyjaciół, nauczycieli, którzy nie alienowali mnie od społeczeństwa – to jest chyba kluczowe – ale też to, co jest niezmiernie istotne, to to, że lekarze, którzy dbali o mnie kiedy byłem dzieckiem, starali się dawać i takie poczucie odnoszenia sukcesów, bym powiedział, w tym, co się wokół mnie dzieje.

I te małe kroczki, małe postępy, które realizowaliśmy podczas rehabilitacji, przeradzały się w jakieś nowe możliwości, do tego stopnia, że jako 9-latek usłyszałem od lekarza – nie moi rodzice, ale ja – bezpośrednio: „Artur, ty już nie będziesz chodził”. I okazało się, że kładzenie nacisku na rehabilitację kończyn dolnych, które są całkowicie niewładne, trochę mija się z celem, dlatego zaproponowano mi zainwestowanie w siebie jako mężczyzna, który będzie mógł realizować się życiowo, spełniać w przyszłości swoje funkcje życiowe jako mężczyzna na wózku.

I zamiast tych właśnie różnych bloczków, rehabilitacji na nogi, doszło do tego, że wziąłem do rąk hantle, ciężary i zacząłem dbać o te części ciała, które są ruchome, które mogłem wzmacniać, co dzisiaj – z perspektywy tych 20 lat, odkąd rozpocząłem swoją drogę z siłownią i z tymi ćwiczeniami z działającymi partiami ciała – przynoszą mi sukcesy, bo jestem całkowicie samodzielny, funkcjonuję dosyć sprawnie w społeczeństwie.

Nieskromnie powiem, że mogę być chyba nawet przykładem dla tych, którzy mają jakieś problemy, mogą się na mnie wzorować, bo sami są w takiej samej sytuacji, ale na początku swojej drogi.

To z pewnością. Ja sobie tutaj w swoich notatkach zapisałam, że Ty jesteś dla mnie inspiracją, więc z pewnością też dla wielu naszych słuchaczy i widzów. I trochę przeskoczę o kilka pytań, ale to jest dobry moment, żeby zapytać Cię o to, czy Ty masz z kolei kogoś takiego, kto Ciebie inspiruje.

Jeśli chodzi o osoby, którymi mogę się inspirować, na pewno jest ich dużo, natomiast ci moi idole swoją drogą inspirują mnie najbardziej, dlatego, że sukces, ten szczyt, zawsze jest osiągalny, natomiast ta droga, cechy wytrwałości, powstawanie po upadkach – to są takie elementy, które napędzają w różnych aspektach życia.

Martyna Wojciechowska i jej książka, którą przeczytałem à propos, „Przekroczyć horyzont” jest po prostu rewelacyjna. Co ona przeszła i gdzie doszła, na dach świata, było dla mnie czymś niesamowitym. Nick Vujicic, który jest bez rąk i bez nóg, a jest świetnym mówcą i inspiratorem dla całego świata, myślę, że też jest takim dobrym przykładem. Mnóstwo takich osób mógłbym wymienić, z różnych dziedzin życia, natomiast ta droga jest takim elementem inspirującym, który pokazuje, że można sobie przełożyć to na własne życie i szukać odpowiednich dla siebie warunków do realizacji siebie.

Bezpośrednim impulsem do naszej rozmowy było to, że przeczytałam w gazecie wywiad z Tobą, w którym mówisz o tym, że napędzają Cię marzenia. Przed chwilą powiedziałeś o drodze. Jakie marzenia na tej drodze swojej dotychczas spełniłeś lub/i jakie są przed Tobą?

Wow, to jest bardzo trudne pytanie, bo tak naprawdę stawiając sobie kolejne wyzwania, kiedy się je osiąga, stają się kolejnym elementem układanki. I to, co mi się udało do tej pory osiągnąć, to na samym początku musiałbym wymienić tę pełną samodzielność, ponieważ to była długa droga i dalej ona trwa, ale już jestem na takim poziomie, który mnie satysfakcjonuje i teraz chcę sięgać jeszcze wyżej – już nie tylko sięgać gwiazd, ale ponad gwiazdy.

Wydaje mi się też, że mam fajne życie. Mam narzeczoną, mam gdzie mieszkać, jestem zdrowy, mam pracę, w której się realizuję. To też nie było łatwe, żeby przełamać się i wyjść aktywnie do otwartego rynku pracy, ponieważ na tej drodze do zdobycia pracy stoi mnóstwo barier, które trzeba było pokonywać i opracować sobie plan działania w sytuacjach awaryjnych, których jest bardzo dużo.

Mam też poczucie spełnienia w obszarze sportu. Udało mi się zdobyć po drodze kilka medali. Zrealizowaliśmy niesamowity dzień uczestnictwa osoby na wózku, czyli mnie, w biegu z przeszkodami, więc coś, co wydawało się nieosiągalne, gdzie znajomi biegali i mówili, że jest fajnie, a ja na to patrzyłem z boku, podziwiałem, fajnie, są umorusani w błocie, pokonują jakieś wiszące przeszkody, ale ja tego nie zrobię. Okazało się, że da się to zrobić i przy niesamowitym wsparciu ludzi udało się zrobić coś, co wydawało się niemożliwe. Więc takich cudów jest sporo.

Co chciałbym w życiu osiągnąć jeszcze? Myślę, że prywatnie – chciałbym założyć rodzinę. Myślę, że chciałbym mieć dzieci, nawet jestem pewien, bo uwielbiam dzieciaki. Prowadzę zajęcia w szkołach i myślę, że mamy dobrą relację ze sobą à propos spotkań i mówienia o niepełnosprawności: one akceptują mnie, ja też mogę się realizować, rozmawiając z nimi o niepełnosprawności. Chciałbym zdobyć medal na igrzyskach paraolimpijskich, ponieważ chyba mogę powiedzieć, że jestem sportowcem…

I to, co mi się udało do tej pory osiągnąć, to na samym początku musiałbym wymienić tę pełną samodzielność, ponieważ to była długa droga i dalej ona trwa, ale już jestem na takim poziomie, który mnie satysfakcjonuje i teraz chcę sięgać jeszcze wyżej – już nie tylko sięgać gwiazd, ale ponad gwiazdy.

To jakbyś mógł powiedzieć o dyscyplinie, w której się specjalizujesz…

Generalnie przez 6 lat swojego życia trenowałem szermierkę na wózkach. Potem musiałem przerwać swoje treningi w tej dyscyplinie i po 10 latach, całkiem niedawno, bo w grudniu zeszłego roku, postanowiłem wrócić do fechtunku. Miałem niemałe sukcesy lata temu, do których teraz chciałbym się przynajmniej zbliżyć, ale jak to już wybrzmiało, chciałbym znaleźć się na igrzyskach paraolimpijskich i zdobyć tam medal. Tak. Chciałbym zdobyć złoty medal na igrzyskach paraolimpijskich, mówię to wprost do kamery. Takie mam marzenie. Myślę, że dałoby mi to realizację taką prywatną, ponieważ uważam, że gdyby nie sport, począwszy od siłowni i rehabilitacji, wzmacniania górnych części ciała, to nie wiem, gdzie byłbym teraz. Ja sobie życia bez sportu nie wyobrażam. Zarówno jako kibic, jak i czynny zawodnik różnych dyscyplin. To by było coś. To takie moje bardzo osobiste wyzwanie.

Chciałbym, żeby świat był jak najbardziej otwarty i dostępny dla wszystkich, żeby to wszystko było tak naprawdę przemyślane i stworzone, by każdy mógł korzystać z dóbr, które może ofiarować nam świat.

Chciałbym, żeby świat był jak najbardziej otwarty i dostępny dla wszystkich, żeby to wszystko było tak naprawdę przemyślane i stworzone, by każdy mógł korzystać z dóbr, które może ofiarować nam świat.

Chciałam Ci bardzo podziękować za takie otwarte podzielenie się tym marzeniem, bo tak poczułam, że to jest takie marzenie bardzo odważne.

No być może.

Bardzo odważne nie w takim sensie, że poza zasięgiem, tylko że to jest duży kaliber, mówiąc tak kolokwialnie, i czasem mam wrażenie, że ludzie boją się wypowiedzieć na głos to swoje marzenie. Może dlatego, że obawiają się, że taka deklaracja w sytuacji, gdy wyobrażają sobie, że nie zrealizują tego marzenia, jakoś negatywnie wpłynie na ich postrzeganie. Więc samo to nazwanie i wypowiedzenia dla mnie jest taką oznaką odwagi, która jest podstawą do tego, żeby aktywnie po realizację marzeń sięgać.

To chyba wynika z tego, że naczytałem się różnych książek o potędze podświadomości i próbuję sobie wizualizować swoje sukcesy. I jeżeli mam jakiś zamierzony obrany cel i wykracza on poza moje możliwości, to jak osiągnę z tych 200% chociaż 100%, to i tak będę z tego usatysfakcjonowany. A uważam, że niemożliwe nie istnieje, tak naprawdę. Więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pojechać na paraolimpiadę. Oczywiście to wszystko jest drogą, kwestią ciężkich treningów i trochę pewnie też szczęścia, natomiast jest to do osiągnięcia, więc dlaczego nie. A tak jak mówię, chciałbym przyciągać te pozytywne rzeczy, o których marzę, i zrobię to.

A uważam, że niemożliwe nie istnieje, tak naprawdę. Więc nic nie stoi na przeszkodzie, żeby pojechać na paraolimpiadę. Oczywiście to wszystko jest drogą, kwestią ciężkich treningów i trochę pewnie też szczęścia, natomiast jest to do osiągnięcia, więc dlaczego nie. A tak jak mówię, chciałbym przyciągać te pozytywne rzeczy, o których marzę, i zrobię to.

Trzymam mega kciuki.

I zrobię to.

Barierołamacz. Barierołamacz także w życiu zawodowym. Czym właśnie od tej strony się zajmujesz?

To może taka krótka historia tego, jak do tego doszło. Ponieważ mieszkam pod Warszawą i na mojej drodze, jako osoby z niepełnosprawnością, tak jak wspomniałem, zawsze są jakieś bariery, które trzeba reorganizować, albo obmyślać plan ich pokonania, w klasie maturalnej i może nawet trochę wcześniej, zastanawiałem się już, co będzie dalej, bo kończyłem szkoły powszechne, od podstawówki przez gimnazjum, potem liceum. Zdałem maturę i mówię, no trzeba iść na studia. Dobrze byłoby zrobić coś ze sobą w życiu.

No i okazało się, że z tej podwarszawskiej miejscowości nie ma w zasadzie możliwości swobodnie dostać się do Warszawy, a jak się da, to nie jest to tak, że będę mógł rutynowo jeździć, na uczelnię na przykład. Bo to wszystko rządzi się swoimi prawami. Zacząłem się denerwować, ale tę swoją złość przekuwałem na działanie i postanowiłem bombardować urzędników swoimi pismami, przedstawiając im swoją sytuację i możliwości rozwiązań, jakie jak bym zaproponował.

Doszło do tego, że to moje działanie przyniosło skutek i okazało się, że to jest całkiem fajne, bo to nie działa tylko na moje potrzeby, ale też na potrzeby seniorów, na potrzeby rodziców z dziećmi z wózkami i wszystkich tych, którzy poruszają się hulajnogami, rolkami, deskorolkami itd. Zrobiła się spora grupa społeczna, w której wzajemnie sobie wymienialiśmy wdzięczność. I doszło do tego, że ta moja aktywność została zauważona przez samorządowców, skoro tyle do nich pisałem, i zaproponowano mi start w wyborach samorządowych. Skoro ta moja aktywność jest taka dobra, to w takim razie zróbmy z niej pożytek. I rzeczywiście jest tak, że jestem teraz samorządowcem z krwi i kości, bo jestem radnym w swoim powiecie.

Zmierzam do tego, że to moje działanie pokazało, że można przełamywać zarówno bariery architektoniczne, komunikacyjne, jak i wszelkie inne – stąd też Barierołamacz. A drugi aspekt jest tym aspektem mentalnym. Gdzieś, gdzie ktoś mi wmawiał, że się tego nie da zrobić, po jednym, drugim, trzecim skutecznym piśmie z przedstawieniem sytuacji, nie raz z posadzeniem danego urzędnika na wózek ze wskazaniem, by pokonał konkretną przeszkodę i powiedział, czy jest lekko, czy nie, zmieniało to mentalność, więc łamiemy też bariery mentalne. I stąd właśnie ten przydomek Barierołamacz dla człowieka, który pokazuje, że są rozwiązania, tylko trzeba je umieć zastosować i wprowadzić w życie.

Znowu będę się posiłkować notatkami, bo zaintrygowało mnie takie Twoje stwierdzenie: „Choć uwielbiam windy, wiem, że do sukcesu wchodzi się po schodach”.

Windy to są te urządzenia, które są niezbędne w komunikacji pionowej w różnych budynkach użyteczności publicznej czy w przestrzeni miejskiej, chociażby na dworcach czy w metrze, natomiast mam świadomość tego, że to nie jest wyścig na 100 metrów. Ta cała moja działalność to jest proces, to jest maraton. I to taki maraton z przeszkodami, żeby było hardcore’owo, i stąd ta metafora o schodach. Trzeba pokonywać sukcesywnie kolejne stopnie, by dojść do jakiegoś sukcesu.

Mamy też taką sytuację w kraju, myślę, że w ogóle na świecie, że musimy się opierać na przepisach prawa, bardzo często współpracując z różnymi organami władzy czy podmiotami jakimiś, które muszą ze sobą nawiązać współpracę, żeby coś zorganizować. Bo dużo łatwiej jest wykluczyć bariery na samym początku, na etapie projektowania, niż później modernizować. Bo przychodzą do tego chociażby konserwatorzy zabytków, którzy mają wiele do powiedzenia, i tu się pojawiają trudności.

Ale wychodzę z założenia, że ludzie latają też w kosmos. Więc jeżeli można lecieć w kosmos, to znaczy, że można też zmodernizować zabytki i różne miejsca, które mogą służyć wszystkim użytkownikom, nie tylko tym wyjątkowym, którzy np. chodzą, widzą czy słyszą. Bo wszystko powinno być dostępne dla każdego człowieka.

Ale wychodzę z założenia, że ludzie latają też w kosmos. Więc jeżeli można lecieć w kosmos, to znaczy, że można też zmodernizować zabytki i różne miejsca, które mogą służyć wszystkim użytkownikom, nie tylko tym wyjątkowym, którzy np. chodzą, widzą czy słyszą. Bo wszystko powinno być dostępne dla każdego człowieka.

Kiedy opowiadasz o tych barierach, rozumiem, ze to są bariery architektoniczne, fizyczne. Gdy mówisz „mentalne”, rozumiem, że masz na myśli tok myślenia, który mówi: proszę pana, nie da się. Więc też się odnoszą do barier w głowach urzędników, osób, które mają pewną decyzyjność. A chciałam się też Ciebie zapytać, czy widzisz takie bariery w nas, w społeczeństwie. I czy z Twojej perspektywy warto byłoby też spróbować podziałać w kierunku ich usunięcia, żeby nam wszystkim lepiej się ze sobą żyło, współpracowało?

Zdecydowanie tak. Działanie na rzecz świadomości społecznej to jest chyba klucz do sukcesu, bo każdy z nas odpowiada za jakiś kawałek miejsca na ziemi i to nie jest tak, że tylko urzędnicy mają władzę. Ten sektor jest w tym momencie dobrze zaopiekowany, ponieważ są do tego przepisy prawa.

Ale sektor prywatny również powinien dbać o swojego potencjalnego klienta, czy to w piekarni, czy w zakładzie fryzjerskim, czy w prywatnej klinice zdrowia. Bo mamy prawo do tego, żeby korzystać z tych usług. I oczywiście, może się na pierwszy rzut oka wydawać, że wcale nie, natomiast wiele sytuacji pokazuje, że jednak tak, że jednak gdzieś nasze drogi się krzyżują. I na zasadzie konkurencyjności: jeżeli tu będzie zorganizowana usługa, dostępna dla osoby, która ma jakieś trudności, np. w poruszaniu się, to skorzysta tam, gdzie jest jej wygodniej, a nie tam, gdzie jest np. taniej. Te pieniążki mogą zostać tam, gdzie jest człowiekowi lepiej, gdzie jest wyższa jakość usługi. A mamy społeczeństwo starzejące się, takie są statystyki, w związku z tym tych dysfunkcji może być coraz więcej – i jest to swojego rodzaju kapitał moim zdaniem.

Bardzo się z tym zgadzam i myślę, że to się opłaca, mówiąc biznesowo. Opłaca się tak prowadzić biznes (i od strony fizycznej i pod względem stron www), żeby był dostępny dla osób, które mają problemy ze wzrokiem, z poruszaniem się. I warto dotrzeć z tą informacją do jak najszerszego grona.

Mam takie pytanie, ale też mam pewną obawę albo nawet barierę – czy wypada mi je zadać. Zróbmy tak: ja je zadam, a Ty zdecydujesz, czy chcesz na nie odpowiedzieć.

Jasne.

Czy masz takie chwile zwątpienia, że myślisz sobie: „Kurcze, dlaczego mnie to spotkało? Ja bym chciał pobiec gdziekolwiek, nie myśleć o tych barierach, poruszać się tak, żeby tych barier dla mnie nie było”? Czy takie myśli Cię dopadają?

Pomidor. Nie, śmieję się oczywiście. Chwile słabości miewam. Ze swoją niepełnosprawnością mógłbym powiedzieć, że jestem pogodzony, ale to jest nieprawda. Natomiast powiem coś, co może szokować: gdybyś teraz powiedziała, że w Katalogu Marzeń mogę sobie zażyczyć sytuację, w której wstaję – to bym nie chciał. Naprawdę bym nie chciał chodzić. Mam już 30 lat i przez te 30 lat nauczyłem się żyć w tej płaszczyźnie, w której teraz jestem, więc mi to jest niepotrzebne.

Uważam, że osoby, które mają jakąkolwiek niepełnosprawność, nie one mają problem ze sobą, tylko cała przestrzeń publiczna ma problem z nami, i to ona jest niedostosowana społecznie do życia, a nie my. To nie my mamy bariery, tylko bariery są wokół nas. Tak jak powiedziałem na samym początku, my jesteśmy na swój sposób wyjątkowo różnorodni, mamy do tego prawo, każdy ma prawo mieć swoje poglądy, swoje myśli i swoje zachowania i to świat powinien być troszkę bardziej dostępny dla nas, a nie odwrotnie.

Bo my mamy swój potencjał jako osoby z niepełnosprawnościami, jako środowisko, i chcemy dostać go na takim poziomie, jaki uważamy, a nie, jak się od nas wymaga. Więc chwile zwątpienia są oczywiście, jest mi bardzo trudno w wielu sytuacjach, ale z drugiej strony jestem Barierołamaczem, więc ja te bariery muszę łamać i pokazywać, że da się z wieloma rzeczami sobie poradzić. Z tymi, z którymi się nie da, to przynajmniej na tyle wycisnąć z tego życia soki, by być w jakiś sposób spełniony i mieć tą satysfakcję, że próbowałem i nie udało się. Bo wychodzę z założenia, że lepiej spróbować i żałować, że się nie udało, niż nie spróbować i nie wiedzieć, czy by się mogło udać.

Tak mi tera przyszło do głowy, jak opowiadasz, że gdyby tych barier nie było, to byśmy szli po płaskim na wprost, więc nie byłoby takiej satysfakcji. A w momencie, gdy pokonujemy bariery, to wchodzimy wyżej i wyżej, czasami się staczami, ale potem znów wyżej i wyżej, i jest ta satysfakcja z dojścia na szczyt, czy na pewną wysokość.

Tak, dla mnie, tak jak powiedziałem, cel jest ważny, ale to droga ma kluczowe znaczenie, bo ona kształtuje osobowość i charakter, a myślę, że każdy z nas, czy to osoba sprawna, czy też osoba z jakąś dysfunkcją, ma jakieś swoje ograniczenia, które musi na co dzień pokonywać. I każdy musi sobie z tym radzić indywidualnie, dla własnego „ja”.

Tak, dla mnie, tak jak powiedziałem, cel jest ważny, ale to droga ma kluczowe znaczenie, bo ona kształtuje osobowość i charakter, a myślę, że każdy z nas, czy to osoba sprawna, czy też osoba z jakąś dysfunkcją, ma jakieś swoje ograniczenia, które musi na co dzień pokonywać.

Sam dotarłeś do takiego sposobu patrzenia na świat, na swoje życie? Czy korzystałeś np. z książek? Wspomniałeś wcześniej Nicka Vujicica, który aktywnie mówi o takim podejściu do życia. Co Ci pomogło?

Oczywiście gdzieś tam się czymś inspiruję, dużo słucham rapu, uważam, że te teksty też bardzo często obrazują różne sytuacje życiowe, natomiast nigdy nie powiem, że doszedłem do tego sam. Zawsze tak było, i mam nadzieję, że tak będzie, że otoczyłem się wspaniałymi ludźmi, począwszy od rodziców i rodzeństwa, przez znajomych, bliskich, którzy w momencie, kiedy upadłem, próbowali mnie podnieść, wesprzeć. I to oni są moimi skrzydłami, po to, żebym mógł nie tylko chodzić, jeździć, ale latać po tym świecie.

To są tak piękne słowa, że nie wiem, czy możemy coś jeszcze dodać. Ja mam jeszcze jedno pytanie, chociaż naprawdę zapamiętam bardzo mocno to, co teraz powiedziałeś. Chciałam Cię jeszcze zapytać o to, czego ludzie tzw. pełnosprawni mogą się nauczyć od osób z różnymi dysfunkcjami?

Czerpania z życia. Niebycia zadufanymi w sobie, którym wydaje się, że mogą wszystko, bo tak jak powiedziałem, moim zdaniem każdy z nas ma jakieś ograniczenia i może tym sprawniejszym łatwiej jest uwydatnić to, co w nich dobre, ale nie jest powiedziane, że osoby z niepełnosprawnościami mają gorzej, po prostu trochę trudniej. Kto czerpie większą satysfakcję, trzeba sobie zadać to pytanie indywidualnie.

Ja uważam, że osoby sprawne mogłyby się sporo nauczyć od nas. I wzajemnie, bo nie chciałbym, żeby to zabrzmiało jakoś tak pysznie, ale te doświadczenia życiowe, które osoby z niepełnosprawnościami, osoby niewidome, głuche ze sobą noszą i z czym się muszą zmagać, wcale nie są jakimiś specjalnymi potrzebami, jak to się teraz popularnie określa, tylko wręcz takimi czynnościami życiowymi, z którymi po prostu nie radzą sobie osoby sprawne.

Dla mnie osobiście Twoja postawa i osoby, o których wspomniałeś, że Cię inspirują, mnie też mocno inspirują. Bo jak widzę, że inni ludzie, mający różne problemy, wyzwania potrafią sobie z nimi poradzić, to z automatu mogę powiedzieć, że w sytuacji, gdy ja staję przed jakimś problemem czy wyzwaniem, myślę sobie: „Kurcze, no oni mieli większe wyzwania. I dali radę? Ja też dam radę”. Więc to jest takie wzmocnienie dla mnie samej.

Tak, na pewno to jest dobra droga, aczkolwiek ja nie lubię porównywania, od razu mówię.

Przepraszam, wejdę Ci tu w słowo, bo to ja nie traktuję tego jako porównanie, tylko właśnie bardziej inspiracja i taka wskazówka, że można znaleźć w sobie tę siłę, żeby to wyzwanie, ten cel, marzenie zrealizować.

Czyli jak ktoś mądry powiedział, nie ma dróg bez wyjścia, są tylko złe wybory. Więc to jest kwestia tego, czy zastanowiliśmy się nad tym, jak można pewną rzecz zorganizować i tego też się trzymam w swoim życiu.

Ja jeszcze lubię takie powiedzenie: Ten, kto nie chce, znajdzie wymówkę, ten, kto chce, znajdzie sposób.

To też prawda, aczkolwiek jeszcze mogę chyba podsumować, że ja posługuję się jeszcze słowami Walta Disneya: Jeśli potrafisz o czymś marzyć, to potrafisz tego dokonać. I tak jak się teraz nad tym zastanawiam podczas tej rozmowy, to przez te 30 lat rzeczywiście sporo było takich marzeń, gdzie zastanawiałem się, jak się samodzielnie wykąpać, jak się samodzielnie ubrać, zrobić sobie jeść. A teraz jest to codziennością. Były to małe marzenia, które zaowocowały do tego poziomu, gdzie obecnie jestem, a jest tych marzeń jeszcze trochę. Tak że tak.

Zebrało nam się pod koniec tej rozmowy trochę takich złotych myśli. Ja w ogóle jestem fanką złotych myśli, cytatów i takich inspiracyjnych tekstów, powiedzeń. Jak byś miał na zakończenie naszej rozmowy zastanowić się nad takim jednym przesłaniem, na którym zależałoby Ci, żeby zapadło w głowach naszych słuchaczy i widzów, to co by to było?

Co masz zrobić, to zrób zaraz. A to dlatego, że nie lubię, jak urzędnicy muszą zastanowić się nad tym, jak zrobić. Po prostu trzeba robić. A najlepiej konsultować to ze środowiskiem, w moim przypadku osób z niepełnosprawnościami. I ta zwłoka jest zupełnie niepotrzebna. Trzeba działać. Trzeba żyć. Trzeba żyć każdego dnia, a nie udawać, że żyje się raz. Bo żyje się codziennie. O, to mi się teraz powiedziało.

Pięknie. Bardzo dziękuję, trzymam kciuki za dalszą Twoją drogę i realizację marzeń. Uwielbiam moich gości, uwielbiam to, że później zostaje nam ten kontakt, tak że trzymam też kciuki za nasz kontakt.

Dziękuję bardzo, ja również.

Żyć aktywnie, czerpać z każdego dnia, tak żeby wieczorem, w fazie śpiulkolotu móc powiedzieć sobie: to był dobry dzień. Właśnie to biorę dla siebie przede wszystkim z tej rozmowy. A Ty? Daj znać w komentarzu albo mejlu do mnie. Namiary znajdziesz na www.napedzanimarzeniami.pl.

Zapraszam już wkrótce do kolejnej rozmowy.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top