NM 52: Norik Koczarian – bądź najlepszą wersją siebie

  • 00:57:26
  • 16 Listopad, 2021
  • 78,8 MB

Czy siła człowieka przejawia się tylko i wyłącznie w aspektach fizycznych? Czy można być zawodowym sportowcem, dzięki spędzaniu setek godzin na bieżni lub siłowni? I czy to pozwoli wygrać z innymi zawodnikami, czy drużynami? A może lepszy będzie trening mentalny?

Zaprosiłam do rozmowy Norika Koczariana, zapaśnika i trenera mentalnego sportowców. Norik udowadnia, że siła ciała bierze się przede wszystkim z siły umysłu. I jeśli popracujemy nad jego sprawnością, to nie straszne nam będą żadne wyzwania. 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Norik Koczarian – Bądź najlepszą wersją siebie” usłyszycie o tym:

  • co to znaczy być trenerem mentalnym;
  • jakie są różnice między trenerem mentalnym a psychologiem;
  • jak życie prywatne może wpływać na trening sportu;
  • w jaki sposób pracuje z podopiecznymi;
  • o czym jest jego książka; 
  • kiedy zaczyna się „siła umysłu”;
  • czego ludzie boją się najbardziej;
  • czy trening mentalny jest dla wszystkich;
  • jak możemy osiągać wyznaczone cele;
  • jakie ma rady dla młodych sportowców;
  • o czym marzy Norik.


Każde nowe doświadczenie i rozmowa przynoszą określone wartości. Za każdym razem czegoś się uczę, coś staje się bardziej zrozumiałe. 

Mam nadzieje, że dzisiejszy odcinek będzie taki dla Was i dzięki niemu będziecie potrafili jeszcze skutecznej realizować swoje cele i marzenia.

Kibicuję Norikowi w drodze do spełnienia jego marzeń! 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Linki dodatkowe: 

Więcej o Noriku znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.


Cześć, Norik!

Cześć, Asiu!

Dzięki serdeczne za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani marzeniami. Oba te słowa pojawiają się w Twoich wypowiedziach, bo mówisz o tym, że warto szukać tego, co nas napędza i że pomagasz ludziom spełniać marzenia. Do tego dojdziemy. Na początek chciałam Cię poprosić o przedstawienie siebie w kontekście bycia trenerem mentalnym, bo to jest słowo, sformułowanie, zawód, o którym coraz częściej się słyszy, ale myślę, że wciąż warto przybliżyć, co to tak naprawdę znaczy.

Asiu, na początek bardzo Ci dziękuję za zaproszenie i witam wszystkich oglądających, także mam nadzieję, że swoimi wypowiedziami i oczywiście naszą rozmową zachęcimy Was do interakcji pod tym wideo. Asiu, bardzo ciekawe pytanie, ponieważ, tak jak powiedziałaś, to się robi coraz popularniejsze, przez długi okres czasu trener mentalny jednak był tym psychologiem, którego w moim świecie sportowców często sportowcy się bali. Uważali, że do takiej osoby się idzie w momencie, kiedy się ma problem. Dzisiaj to jest osoba, która jest częścią zespołu. Jest jeszcze większa świadomość na temat tego, że fizycznie można dojść do jakiegoś pułapu, ale na tym najwyższym poziomie jednak wygrywa się lub, że tak powiem, przegrywa – to jest taka bardzo cienka kreska i to jest już głowa, ponieważ fizyką wszyscy dorównują sobie na najwyższym poziomie. I tak, od wielu lat to jest coraz bardziej popularne i coraz częściej zespoły, nawet indywidualni sportowcy, zrzeszają więcej osób wokół siebie, którzy dbają o to przygotowanie i start.

Na chwilę obecną to na tym się zatrzymajmy, jeśli chodzi o taki wstęp i właśnie rolę trenera mentalnego. Ja mam tutaj wiele pytań pogłębiających, ale chciałabym teraz zapytać Cię, jak do tego doszło, że stałeś się trenerem mentalnym?

Przez większość mojego życia obserwowałem swojego tatę, który najpierw jako skoczek do wody, później jako trener skoków do wody, prowadził kadrę Polski przez ponad 30 lat i równolegle w wieku ośmiu-dziewięciu lat ja zacząłem grać też w piłkę, interesowałem się sportem. To co było najfajniejsze w tym wszystkim, to nigdy nie byłem pchany do sportu. Ja chciałem iść do sportu. Nigdy tato ani rodzice nie narzucili na mnie presji, pomimo że byli z tego sportowego zaplecza. I któregoś dnia bardzo chciałem być żużlowcem – gdzieś ten sport cały czas krążył w moim życiu. Trafiłem na zapasy i ta droga ucharakteryzowała mnie. W którymś momencie jednak musiałem zrezygnować ze sportu i nie wiedziałem, co zrobić z tą wiedzą.

Wyjechałem za granicę, mieszkałem w Irlandii Północnej, w Belfaście i któregoś dnia trafiłem na mojego znajomego, który mi dał książkę Myśl i bogać się. Powiedziałem, że nie chcę się uczyć, jak być bogatym, nie interesuje mnie to, nie chcę czytać książek. I on mówi: „Norik, powiedziałeś mi kiedyś, że chcesz w jakiś sposób pozostawić coś po sobie w życiu i chcesz wykorzystać tę wiedzę sportową, którą masz – to zobacz, co w tej książce jest napisane”. Gdzieś mnie to zainteresowało i tak naprawdę pierwszy zastrzyk tego aspektu mentalnego treningu pojawił się, jak pojechałem sam na szkolenie i budowaliśmy zespół. Jako najmłodszy na tym szkoleniu zostałem wybrany, czułem się wtedy: „Ojejku, wybrali mnie po prostu, bo najmłodszy”, ale się okazało, że poszedł feedback do trenera, który organizował to szkolenie, miał swoją akademię.

To jeszcze było szkolenie, kiedy Ty byłeś sportowcem, tak?

Tak, tak. To był 2009 rok i tak naprawdę ja wróciłem bardzo szybko do sportu po dwóch latach przerwy, bo nie mogłem klubu znaleźć, ale na tym szkoleniu wszyscy wtedy powiedzieli temu mojemu mentorowi, Stevenowi: „Bierz Norika do akademii”. I tak naprawdę to mi taką przyjemność zaczęło sprawiać na samym początku i już nigdy nie chciałem się zatrzymać.

Czyli ileś takich różnych rzeczy sprawiło, że zasiała się w Tobie… – nie wiem, czy to jest dobre sformułowanie? Ale jak opowiadałeś o Tacie, o swojej własnej chęci do sportu, o kontakcie, będąc sportowcem z treningiem mentalnym, tak? Rozumiem, że to szkolenie, o którym opowiadałeś, to miało taki charakter.

Tak. Mam wrażenie, że też zrozumiałem – do tego się dojrzewa – że my tak naprawdę nie jesteśmy na tym świecie tylko po to, żeby po prostu przeżyć, ale żeby coś po sobie zostawić i żeby pokierować w jakiś sposób to kolejne pokolenie. I w sporcie, tak jak pewnie i w biznesie, i w każdym miejscu, w którym się otaczamy różnymi ludźmi, potrzebujemy kogoś, kto nas nakieruje. W sporcie to jest takie bardziej popularne, że sportowiec musi zostać trenerem sportowym. To nie do końca było to, co ja chciałem robić. Ja chciałem czegoś więcej. Któregoś dnia powiedziałem zdanie, że byłem bardzo dobrym zapaśnikiem, ale będę tworzył najlepszych. I tego się trzymam. [śmiech]

Mam wrażenie, że też zrozumiałem – do tego się dojrzewa – że my tak naprawdę nie jesteśmy na tym świecie tylko po to, żeby po prostu przeżyć, ale żeby coś po sobie zostawić i żeby pokierować w jakiś sposób to kolejne pokolenie. I w sporcie, tak jak pewnie i w biznesie, i w każdym miejscu, w którym się otaczamy różnymi ludźmi, potrzebujemy kogoś, kto nas nakieruje.

To życzę Ci tego, jeszcze będę też pytać… Albo może nie wyprzedzajmy, o co Cię będę pytać za chwilkę. Czy jako sportowiec – wspomniałeś o tym jednym szkoleniu – ale czy właśnie korzystałeś w większym zakresie z treningu mentalnego? Czy już wtedy czułeś, że żeby wejść na ten wyższy poziom, to potrzebujesz pracować nie tylko ciałem, nad ciałem, ale również właśnie nad głową?

Jak najbardziej. W momencie, kiedy jeszcze trenowałem w Polsce, trening mentalny, psychologia były mi rzeczą obcą. Nie rozumiałem słowa „motywacja”, nie rozumiałem słowa „marzenia”, „cel”, czegokolwiek takiego. Dopiero po tym pierwszym szkoleniu kontynuowałem jeszcze bardziej intensywnie swoją karierę i już jako członek Akademii Trenerskiej, w której nabywałem tej wiedzy jako trener, ale też po prostu jako praktyk, próbowałem wszystkiego na sobie. Tworzyłem scenariusze w głowie, czy coś takiego się wydarzyło, czy w tej sytuacji ta technika, ta strategia byłaby mi potrzebna i jakby to wyglądało. I tak naprawdę później na kolegach z klubu troszeczkę stosowałem, później szedłem dalej i to była stopniowa po prostu… Sportowiec ma takie nastawienie, że teoria dla nas nie działa. Jeżeli nie jesteś praktykiem… Wielokrotnie nawet sportowiec chciał pracować z trenerem mentalnym i dowiadywał się o mnie i pierwsze pytanie było: „Czy Ty kiedyś coś trenowałeś?”, jeżeli mnie nie znał. Ja mówię: „Tak, 20 lat zapasy”. „Dobra, chcę Ciebie”. I to była bardzo krótka rozmowa. I tak, ja chodziłem na szkolenia, chodziłem na programy i ja zatrudniłem swojego trenera mentalnego do zespołu, bo nie wyobrażałem sobie, żeby to wyglądało inaczej.

To, o czym powiedziałeś na początku, to było bardzo ciekawe, że kiedyś właśnie byli psycholodzy sportu i nie zdawałam sobie sprawy, że faktycznie taki psycholog sportu mógł być traktowany jako terapeuta, osoba, która ma pomagać, jak dojdzie do jakiegoś kryzysu, kłopotu. Powiedziałeś właśnie, że trener mentalny z jednej strony posługuje się – może już tego nie powiedziałeś, ale ja tak sobie dopowiadam – podobnymi technikami, ale nie ma takiej negatywnej konotacji. Jak korzystam ze wsparcia trenera mentalnego, to coś ze mną jest nie tak. Tylko wręcz odwrotnie, że jak korzystam ze wsparcia trenera mentalnego, to ja pracuję nad tą swoją głową i to jest ta zmiana, tak?

Myślę, że to też jeżeli chodzi o samą rolę, o to, jak to nazywamy, to się zrobiło bardziej tak – ja to często mówię – „trendy”. Pewne słownictwa wchodzą, tak jak od pewnego czasu teraz też jest bardzo dużo negatywnego oddźwięku, jeżeli chodzi o słowo „coach”. Ale przez moment każdy był coachem, tak? Każdy był coachem od czegoś. I tak samo psycholog teraz się kojarzy z kimś, kto za bardzo drąży w problemie, a trener mentalny kojarzy się z tym wsparciem, tym pchaniem do przodu i tak dalej. I ja sam na sobie doświadczyłem i pracy psychologa, i pracy trenera mentalnego. Jako sportowiec, jeżeli popatrzymy na szablon takiej typowej pracy psychologa, to strasznie doprowadzał mnie do sytuacji głębokiego problemu. Ja nie potrafiłem znaleźć wyjścia, gdzie trener mentalny opisze problem i zaraz nakieruje na rozwiązanie.

Okej, tak, czyli jako psycholog szukam bardziej przyczyn, a jako trener skupiam się na drodze dojścia i na rozwiązaniu i na osiąganiu celów.

Dokładnie.

Przypuśćmy, że jestem sportsmenką (trochę jestem, bo biegam). W jakiej sytuacji, w jakich momentach ludzie przychodzą do Ciebie? Czy w momencie, kiedy tak po prostu mówią: „Okej, jestem sportsmenką, jestem sportowcem, chcę poprawić swoje wyniki”? I czy to jest ta baza czy jednak przychodzą do Ciebie mówiąc: „Jestem sportsmenką, biegam, no i mam jakąś trudność. I potrzebuję nad tą trudnością popracować”? Jak to wygląda tak w praktyce?

Może to być troszeczkę niespodziewane, co powiem. Często ci profesjonalni sportowcy, z którymi mam przyjemność pracować, nie przychodzą do mnie zazwyczaj tylko i wyłącznie z jakimiś ograniczeniami w sporcie. W sporcie sobie radzą. Często sobie nie radzą poza sportem, ponieważ poświęcają tyle czasu, tyle energii. Ja wielokrotnie rozmawiając z takimi zawodnikami jak Paweł Nastula, który mi powiedział: „Norik, ja kiedyś spędzałem prawie 250 dni poza domem. Jak wróciłem, to ja się musiałem nauczyć żyć z żoną”. Kilka miesięcy temu robiłem wywiad z Otylią Jędrzejczak i ona mi powiedziała: „Norik, musisz uczyć też młodych sportowców – bo wierzę, że potrafisz to zrobić – jak mają funkcjonować w życiu, bo ja po olimpiadzie, po tym, jak zrezygnowałam, musiałam nauczyć się płacić rachunki”. Okazało się, że przyszedł jeden list, drugi list i tak dalej. I sportowcy potrafią sobie radzić w sporcie.

Oczywiście pojawia się ten aspekt presji, często braku motywacji, przez to, że musimy powtarzać – ja też mówię o sobie jako o sportowcu – pewne elementy do takiego stopnia, że bardzo szybko można się znudzić. Bardzo szybko można się doprowadzić do takiej sytuacji, że jeżeli jeszcze nie ma innych wyników… Jest taka zasada, że jeżeli oczekujesz innych rezultatów, to musisz coś zmienić. A sportowiec musi powtarzać pewne rzeczy, żeby to weszło w pamięć mięśniową i też można się bardzo szybko znudzić, załapać taki aspekt braku dalszej perspektywy, bo to wszystko jest takie monotonne – i to też są takie obszary. To niekoniecznie musi być związane z totalnym nieradzeniem sobie w sporcie. Chociaż są często sytuacje, kiedy zaraz są zawody, jest presja, jest stres, występuje ten strach, że: „Co jeżeli mi nie wyjdzie?”.

Ale dzisiaj tak naprawdę to bardzo szybko się zmienia, raz jest świetnie i raz jest nie tak. I nawet kilka tygodni temu przeczytałem taką fajną rzecz – nie powiem dosłownie tego cytatu. To była wypowiedź Rogera Federera, który powiedział, że dzisiaj musimy zadbać o sportowców młodych z perspektywy mentalnej. Fizycznie mają wszystko. Mentalnie mają za dużo rozpraszaczy. I ja nawet na co dzień pracując z młodymi sportowcami spotykam się z tym, że dzisiaj mi napisze zawodniczka lub zawodnik: „Miałem świetny trening, wow!, ale fajnie się czuję”, na drugi dzień: „Boże, najgorszy dzień w moim życiu”.

No właśnie, taka huśtawka. Wspomniałeś o tym aspekcie życia prywatnego. Ja rozumiem, że tutaj jest pewnie taki link, takie połączenie i takie sprzężenie zwrotne, że właśnie jak mam jakąś trudność w tym życiu prywatnym, bo za bardzo skupiam się na sporcie, to potem ta trudność w tym życiu prywatnym ma negatywny wpływ na to życie sportowe. Więc z tego względu, tak zakładam, że istotna jest właśnie ta praca nad tą sferą prywatną.

Ja to często nazywam, że musimy się nauczyć otwierać i zamykać drzwi. Wchodząc do świata swojego sportu, ja na szczęście nauczyłem się tego, tak naprawdę ja tego nie zauważyłem. Mój trener kiedyś mi to powiedział, że wystarczy, że jedną nogą wchodzę na matę zapaśniczą i zmieniam się w tego Norika, który nie zna żadnych ograniczeń, nikogo się nie boi, może stanąć przed olimpijczykiem, może stanąć przed początkującym zawodnikiem. Schodzę z maty i staję się po prostu zwykłym szarym schowanym człowiekiem – jeszcze za młodych lat – który najchętniej to by się nawet nie odezwał. I on mówi tak: „Jest to coś w Tobie, bo potrafisz się załączyć”. I przez lata próbowałem to wprowadzić w różnych obszarach swojego życia, bo ja zawsze mówię o dwóch przypadkach. Pamiętam najlepszy obóz przygotowawczy w swoim życiu, przed mistrzostwami Polski. Pojechałem na zawody – najlepsza forma, jaka tylko była, fizycznie. Pierwsza walka – przegrywam, jadę do domu. Kolejny obóz – średnie przygotowanie, zaangażowany byłem, ale nie aż tak. Jadę na zawody – złoty medal.

I z czego ta różnica?

Analiza po latach. W momencie, kiedy miałem najlepsze przygotowanie, to była ucieczka do sportu, ponieważ pokłóciłem się z dziewczyną, pokłóciłem się z rodzicami, były egzaminy w szkole, miałem różne takie słabsze momenty ze znajomymi. Średnie przygotowanie już nie było ucieczką, tylko przyjemnością i tak naprawdę to mnie się wydawało, że to było średnie przygotowanie, ale nie było egzaminu w szkole, z rodzicami było okej, ze znajomymi było okej, z dziewczyną było naprawdę bardzo w porządku.

Czyli taki luz.

Tak.

Właśnie jak odpuszcza się różne rzeczy, to się stwarza taką przestrzeń możliwości. Ja też zauważyłam to po sobie, nawet w takich momentach biznesowych, że jak mam bardzo dużo rzeczy do zrobienia, to wtedy człowiek jest zdecydowanie mniej efektywny, bo jest zmęczony tym nadmiarem i nie ma tego luzu, tej przestrzeni właśnie, która daje możliwość wejścia w ten stan flow.

Tak.

Jak opowiadałeś o tej macie, to sobie wyobraziłam słowo flow i takie pełne skupienie i zaangażowanie.

Tak, bo my próbujemy za jednym razem naprawić za dużo. Ja tak naprawdę uciekając do sportu wtedy, próbowałem naprawić związek z dziewczyną, z rodzicami, ze znajomymi, jeszcze zdać wszystkie egzaminy. Zapominamy że – moje ulubione powiedzenie – jak się je słonia? Kawałek po kawałku. I tak naprawdę nas się uczy, żeby reagować na wszystko na raz, a wystarczyło po prostu naprawić relacje z dziewczyną, później porozmawiać z rodzicami i stopniowo eliminować te rzeczy, które mogłyby być problematyczne w tym momencie. Dzisiaj to rozumiem i to jest też inna postawa przygotowania do tego wszystkiego.

A propos tego dzielenia na kawałki, to czy trener mentalny ma taką listę, że pracujemy nad koncentracją, pracujemy nad tym zamykaniem drzwi, pracujemy nad tą powtarzalnością, żeby się nie nudzić i budować tę pamięć mięśniową, że pracujemy nad niebaniem się przeciwnika w sytuacji, kiedy może my jako mniej doświadczony stajemy naprzeciwko mistrza. No i jeszcze można by potencjalnie tę listę kontynuować. Czy masz taką checklistę właśnie? Temat jeden, dwa, trzy, cztery, pięć, dwadzieścia i z tej checklisty wybierasz z danym sportowcem, z którym pracujesz, co dziś na tapecie.

Właśnie zastanawiałem się, czy podobnie pytanie się pojawi, z tego względu, że bardzo często wydaje się wielu osobom, że jest taka checklista, która ma taką i taką technikę do danej sytuacji. Ja staram się być elastyczny z tego względu, że staram się podejść do każdego sportowca, do każdego człowieka troszeczkę bardziej indywidualnie. Oczywiście, są pewne techniki, które zadziałają, „Jak pokonywać presję” przykładowo, ale nie każda technika zadziała na każdą osobę tak samo z tego względu, że ja bardzo często opieram swoją pracę na zmysłach, a sportowcy potrzebują wykorzystywać zmysły.

Nawet jeżeli mówimy o tematyce presji, to dotykowiec będzie potrzebował troszeczkę innego rodzaju techniki, a wzrokowiec innego. A jeszcze słuchowiec to już totalnie inna koncepcja. I teraz będzie też tak, że u jednego sportowca będzie na przykład słuch dominował, drugim będzie dotyk, a trzecim słuch, jeszcze będą inne mieszanki i trzeba po prostu właściwie dobierać technikę, strategię czy tę podpowiedź i nakierowanie do danego obszaru. I myślę, że nie możemy traktować ani treningu mentalnego, ani sportowca szablonowo. Zbyt dużo ludzi, zbyt wielu kibiców lub tych, którzy nie kibicują – nazwijmy też ich hejterami – odbiera tego sportowca jako robota, który ma robić wyniki. To jest człowiek. To jest człowiek, który oddycha, żyje, funkcjonuje i chce być po prostu sobą. I dlatego też często oni się obawiają nie tego, że muszą mieć problem, żeby przyjść do mnie, tylko jak ja zareaguję.

Zbyt dużo ludzi, zbyt wielu kibiców lub tych, którzy nie kibicują – nazwijmy też ich hejterami – odbiera tego sportowca jako robota, który ma robić wyniki. To jest człowiek. To jest człowiek, który oddycha, żyje, funkcjonuje i chce być po prostu sobą. I dlatego też często oni się obawiają nie tego, że muszą mieć problem, żeby przyjść do mnie, tylko jak ja zareaguję.

A to ciekawe.

Tyle wiadomości, ile dostaję na co dzień i to – nie będę wymieniał – od naprawdę dużych nazwisk – „Norik, pisałem do Ciebie, cztery razy, pięć razy, siedem razy i to są wiadomości po prostu na pół strony. I takich wiadomości pousuwałem już tyle i tyle i razy, bo nie wiedziałem, jak zareagujesz”.

To ciekawe, że ludzie budują sobie w głowie takie wyobrażenie tej reakcji i ona jeszcze nie nastąpiła, a człowiek już zaczyna się jej obawiać.

Ale my jesteśmy mistrzami tego. Przecież cokolwiek się nie stanie, to tak naprawdę to my ciągniemy daną sytuację ze sobą, bo wystarczy, że coś się wydarzyło, pomimo że to już jest w przeszłości, to my dopowiadamy sobie historię. I może to jest takie sztampowe i wszędzie się o tym mówi, ale jesteśmy najlepszymi scenarzystami po prostu filmów hollywoodzkich. Potrafimy stworzyć i dramat, i thriller, i melodramat, i wszystko inne, rzadko komedię. [śmiech].

Tak, jakoś potrafię odwołać się do moich własnych doświadczeń teraz, jak opowiadasz. Czy o tym między innymi jest Twoja najnowsza książka Siła umysłu – 5 kroków do pokonania strachu i odkrycia swojego wewnętrznego mistrza?

W pewnym sensie tak i tutaj wracamy do tego, co powiedziałem wcześniej. Jest o strachu, jest o pokonywaniu strachu, ale bardzo mało czasu poświęciłem samemu strachowi. Chodzi tutaj o nakierowanie, jak sobie z nim radzić i tak naprawdę początkową ideą tego wszystkiego było to, że ja nie chcę, żeby to była książka, która zostanie przeczytana i odłożona. Chcę, żeby to był taki podręcznik, takie go-to, żeby po prostu mogli sięgać do tego, kiedy tylko chcą. Są ćwiczenia, są pewne podpowiedzi w tej książce, do których można wracać i co ciekawe – pierwsza osoba, która mi napisała wiadomość, która przeczytała książkę, powiedziała, że: „Norik, tej książki się nie odkłada”. I ja już wtedy poczułem, że to jest dokładnie sposób, jakim kierowałem się swoją intencją.

Dlaczego o to zapytałam? Bo jak rozmawialiśmy właśnie o tych wyobrażeniach i sięgnęłam w przeszłość też do swoich historii, to tak myślę, że te wyobrażenia często nas w kierunku tego strachu kierują i dlatego – ja jeszcze tej książki nie czytałam, ale mam w planie niedługo tak sobie dopowiadam, że – ta siła umysłu zaczyna się…, nie wiem, czy to się zaczyna od pokonania tego lęku, ale na pewno uświadomienia sobie, że coś wywołuje w nas ten lęk.

Asiu, mam takie wrażenie od wielu lat i to też chyba jeszcze bardziej pomaga mi się w zdystansowaniu do pewnych rzeczy. Wierzę, że dystans jest bardzo potrzebny wielu osobom w życiu, w każdym obszarze, że my jesteśmy uczeni, żeby o wszystko walczyć i w którymś momencie po prostu albo jesteśmy zrezygnowani, albo przemęczeni tą walką non stop. Walczymy o relacje, walczymy o siebie, walczymy o marzenia i tak dalej. I tak naprawdę walka się nigdy nie kojarzy z czymś fajnym. Ja sobie powiedziałem kiedyś, że musi być jakiś powód, że pojawia się strach, musi być jakiś powód, że pojawia się stres, musi być jakiś powód, że pojawia się lenistwo i tak naprawdę dzisiaj strach i stres – ja ich traktuję jak sojuszników.

To ciekawe.

Przykładowo stres się pojawia w momencie, kiedy występują dwie rzeczy w moim życiu. Na przykład, kiedy mi na czymś zależy i tak naprawdę w czym pomaga mi stres? W tym zrozumieniu tego, że tak naprawdę na dany moment, kiedy się stresuję czymś, nie skupiam się na niczym innym, nie interesują mnie rachunki, nie interesują mnie inne rzeczy tylko ta dana sytuacja. Więc jeżeli przychodzi sportowiec i mi mówi: „Norik, brakuje mi koncentracji”, ja mówię: „To zrób coś, co Cię będzie stresować”. I najczęściej jest: „A dlaczego?”. Ja mówię: „A skupisz się na czymś innym niż na tej danej rzeczy, która Cię stresuje?”. „No nie”. Ja mówię: „To ćwicz w taki sposób koncentrację, rzucaj sobie wyzwania”.

Mhm, ciekawe bardzo

I dla mnie strach i stres to są sojusznicy.

Czyli stres w kontekście właśnie koncentracji uwagi, a strach? Dlaczego jest to sojusznik?

Strach buduje bardzo dużo pokory. Rok temu i w tym roku tak naprawdę doświadczyłem chyba takiego największego lęku fizycznego, jaki miał miejsce w moim życiu. Znalazłem się w górach na 900 metrach na grani, która miała 1,5 kilometra długości. 900 metrów w dół z jednej i 900 metrów z drugiej bez takiego naprawdę doświadczenia. Gdyby nie strach, to bym zignorował tę górę, tę grań i tak naprawdę nie skupiłbym się na tym, gdzie, w którym momencie mam postawić nogi, złapać się i tak dalej. Przestałbym słuchać ludzi, którzy mi podpowiadali, a ten strach spowodował, że ja się zacząłem bardzo mocno angażować i uszanowałem tę górę, miejsce gdzie jestem. Wydaje mi się, że wszędzie, gdzie w życiu moim pojawił się strach, podchodziłem w taki sam sposób.

Czyli tak: sojusznicy, drogowskazy i fajne spojrzenie na coś, czego się obawiamy – ciężko powiedzieć, czy obawiamy się strachu, no nie lubimy, może tak, nie lubimy strachu, nie lubimy stresu. A w sytuacji kiedy przeprogramujemy myślenie, tak jak mówisz, żeby widzieć w nich sojuszników, to też z automatu chyba tak trochę i ten strach i ten stres powinien odpuszczać.

Bardzo często zdarza się, i to nawet u początkującego sportowca, u bardzo młodego sportowca, u bardzo doświadczonego sportowca, że ja się pytam: „Ale czego się boisz?”. „Nie wiem”. To jest troszeczkę jak – nie pracuję akurat w tym zakresie, to nie jest jakiś taki przedział, który mnie interesował kiedykolwiek, ale – fobie. Często fobia to jest podejście, takie nastawienie, nie zawsze nasze. Wystarczyło, że rodzic, znajomy, znajoma, ktokolwiek krzyknął na widok pająka przy nas, jak byliśmy w wieku, w którym jeszcze nie mieliśmy tej świadomości, tylko emocje. I na bazie tego często my zaczynamy wierzyć w czyjeś własne emocje, myśli i w to, w co druga osoba wierzy i po jakimś czasie powtarzalności tego, to staje się naszą wiarą. I tak samo jest ze strachem. Często ludzie nie wiedzą, czego się boją. A nie wiem, czy słyszałaś i nie wiem, czy zastanawiałaś się kiedyś, co jest głównym lękiem człowieka, czego najbardziej się ludzie boją.

Nie wiem, jaka jest odpowiedź na to pytanie.

Najczęściej odpowiada się, że strach przed przegraną, śmiercią, kontuzją, chorobą. Tak naprawdę, i to jest wszechstronnie gdzieś tam zauważone, że najczęściej boimy się sukcesu.

Nie wpadłabym na to.

Tracimy tak naprawdę wszystkie swoje wymówki, bo pokazujemy, że coś potrafimy jednak zrobić, potrafimy zrealizować swoje marzenia, potrafimy się spełnić i stajemy w świetle, czyli możemy być oceniani jeszcze bardziej.

I może też – dopowiadam sobie znowu – jak już osiągniemy ten sukces, to tracimy ten cel, no bo już osiągnęliśmy. I może to też jest taki dodatkowy element.

Często to jest związane też z wieloma, może inaczej, jest to związane z różnymi sytuacjami. Albo ten cel jest za mały czy za łatwy też i tak naprawdę on był tylko takim celem, żeby spróbować coś zrobić, albo nigdy nie był poparty też w pewnym sensie taką misją życiową i wizją, bo ta wizja i misja będzie czymś większym w naszym życiu. Cel to jest po prostu kolejny etap. I fajnie nawet, że o tym wspomniałaś, bo robiąc wywiady kilka lat temu, jak zacząłem i tak naprawdę kontynuując, często zadaję takim czołowym sportowcom w różnych dyscyplinach jedno bardzo podobne pytanie zawsze, czyli co jest gorsze: przegrana czy doprowadzenie się do sytuacji „co dalej?”, takiego pytania „co dalej?”. Każdy z nich, czy to jest mistrz świata na żużlu, czy to jest mistrz świata w siatkówce, czy Otylia w pływaniu, czy Paweł Nastula, czy Krzysztof Ignaczak – wszyscy powiedzieli, że przegrana to jest tylko tu i teraz. Kiedy doprowadzimy się do pytania „co dalej?” to tak naprawdę możemy zrezygnować ze swojej kariery już.

Ale co dalej po osiągnięciu tego sukcesu, tak?

Danego celu, tak. I Krzysiek Ignaczak na przykład w pewnym sensie sformułował to, że on po mistrzostwie świata kończył karierę, bo już nie wiedział, co dalej ma zrobić w sporcie.

Czyli tu pomaga ta misja, ta misja długoterminowa?

Tak.

Trochę rozmawiając o strachu i o stresie przeszliśmy do tematu szerszego niż sport, do treningu mentalnego dla wszystkich. Pytanie, czy trening mentalny jest dla wszystkich? Czy to jest narzędzie, z którego możemy korzystać my, niesportowcy?

Jak najbardziej. I tu nawet nie chodzi o promocję czy podkreślanie tego, czym ja się zajmuję. Każde z nas jest w takim miejscu i to mi mój pierwszy trener tak fajnie wyjaśnił. Wyobraźmy sobie, że jesteś leśniczym, sadzisz drzewa i w pewnym momencie zasadziłeś drzewa wokół jakiegoś kwadratu. W środku tego lasu stoisz i kręcisz się dookoła i widzisz drzewa. I tak naprawdę to się staje problematyczne, bo Ty chcesz sadzić więcej tych drzew, powiększać to pole, powiększać ten las, a widzisz tylko drzewa, więc same problemy i same ograniczenia, bo nie wiesz, w którą stronę masz iść. I tak naprawdę rolą trenera jest, żeby Cię pokierować, nie wykonać rzeczy za Ciebie. Czy każdy tego potrzebuje? Wierzę, że tak. Czy każdy jest gotowy na trenera? To jest chyba to odpowiedniejsze pytanie w tym wszystkim.

Mam, mam to pytanie właśnie na swojej liście. Właśnie, jakie kryteria trzeba spełnić, czy w jakim momencie życia być, żeby być gotowym na trening mentalny?

Jestem typem człowieka, który nie szufladkuje ani nie przypisuje ludzi do jakiejś takiej szczegółowej grupy. Mam taką tendencję do tego, że mówię, że jeżeli chcesz, żeby ktoś Cię poprowadził skrótem, żeby ktoś wykonał rzeczy za Ciebie i żebyś Ty tylko mógł czy mogła się uśmiechnąć i wykorzystać efekt czyjejś pracy bez wkładania jakiejkolwiek energii czy działania, to trener nie jest dla Ciebie. W pewnym sensie tym też się, że tak powiem, określam w momencie, kiedy ktoś chce nawiązać współpracę, bo stawiam to jasno. Jeżeli spełnisz kryteria takie, że wspólnie pracujemy nad tym, ja Cię nakierowuję, ale Ty wykonujesz działania, nie boisz się i jesteś gotowy czy gotowa na to, żeby wychodzić ze strefy komfortu, że ja Ci rzucę wyzwania, że nie będę miły tylko szczery, to jestem dla Ciebie odpowiednią osobą.

Jestem typem człowieka, który nie szufladkuje ani nie przypisuje ludzi do jakiejś takiej szczegółowej grupy. Mam taką tendencję do tego, że mówię, że jeżeli chcesz, żeby ktoś Cię poprowadził skrótem, żeby ktoś wykonał rzeczy za Ciebie i żebyś Ty tylko mógł czy mogła się uśmiechnąć i wykorzystać efekt czyjejś pracy bez wkładania jakiejkolwiek energii czy działania, to trener nie jest dla Ciebie.

A co może być takim trudnym zadaniem właśnie, bo zaintrygowało mnie to, o czym mówisz: „wychodzenie ze strefy komfortu” i że: „nie jesteś miły tylko szczery”. To jakiś taki przykład możesz podać ze swoich doświadczeń? Bez może nazwisk konkretnych.

Oczywiście. Tu chodzi o to, że to się tyczy każdego, to nie są tylko pojedyncze przykłady i że to jest rzadkość. Musimy zrozumieć to, że osoba, która przychodzi do mnie przykładowo albo do jakiegokolwiek trenera, ma pewne nawyki, ma pewien schemat, że tak powiem, wiary lub jej braku na swój albo na inne tematy. Ja nawet mogę powiedzieć: „Pozbądź się trzech rzeczy ze swojego życia i diametralnie poczujesz poprawę jakości tego życia”.

Jakieś konkretne rzeczy masz?

Tak.

Dobra, telefon?

Nie.

Nie, dobra, okej.

Żadnych przedmiotowych, żadnych materialnych, to jest najciekawsze w tym wszystkim. I wczoraj miałem też jedną taką sesję, pierwszą sesję z klientką, której to powiedziałem i po wyrazie twarzy, po reakcji widziałem takie po prostu poczucie wychodzenia ze strefy komfortu.

Zdradzisz?

Tak. Pierwsze – wymówek.

No tak.

Drugie – narzekania.

Jasne.

I trzecie – obwiniania. I siebie, i innych. Wystarczą te trzy rzeczy, żeby poprawić bardzo mocno jakość swojego życia. Oczywiście znajdą się osoby, które powiedzą: „bzdura” i że to nie działa. Spróbujmy.

Albo powiedzą – też myślę o sobie – że to nie jest wymówka, po prostu tak jest.

Czyli kolejna wymówka [śmiech].

Właśnie, tak. No chciałabym biegać więcej, ale nie mam tego czasu więcej, to co zrobić, no tak po prostu jest. Narzekania? No co mam zrobić, że pada, po prostu pada.

Kurtka.

To jest stwierdzenie, nazwanie faktu, a nie narzekanie.

Widzisz, przyjęło się i wiele osób, które już mnie znają, bardzo mocno się z tego śmieją. Musimy sobie uświadomić, że każdy człowiek ma to negatywne i to pozytywne „ja”. Ja nazwałem to swoje negatywne „idiotą”. Ja sobie powiedziałem, i mówię to każdego dnia – żeby nie było, że Norik jest świetnie zmotywowany każdego dnia i nie ma problemów, nie ma wyzwań – tylko ja sobie powiedziałem tak, że ja nie negocjuję z idiotą. Więc jak on mi mówi: „Nie idź biegać, bo jest ciemno, bo pada, bo jest zimno”, no to ja zakładam latarkę na głowę, kurtkę i idę biegać. [śmiech]

Okej, wczoraj miałam w planie iść pobiegać, nie poszłam. Nie powiem, jak się teraz czuję, ale nadrobię.

Oczywiście to była podpowiedź.

To jest ta szczerość.

Dokładnie.

Przyjmuję, przyjmuję, zapamiętam i zastanawiam się, czy powiedzieć: „Będę stosować” czy: „Postaram się stosować”, ale chyba powiem: „Będę stosować”, bo to postaram się jest takie za słabe.


To powiem jeszcze inaczej. Często obiecujemy coś sobie i innym w momencie, kiedy jesteśmy szczęśliwi i jest takie przyjęte w pewien sposób założenie, że tak można to powiedzieć, że: „Nie obiecuj przy sukcesie i nie rezygnuj przy porażce”. Więc – postaraj się. Będzie to o wiele, może nie łatwiejsze, ale tu nie będzie obietnicy, nie narzucisz sobie presji. A zawsze ten pierwszy raz postarać się zrobić coś nieszablonowego, czyli coś, co do tej pory wyglądało kompletnie inaczej, jest o wiele lepsze niż obiecać sobie, że to musisz zrobić. Nigdy nie wiesz, co się stanie jutro czy pojutrze.


Jasne. Zerkam tu sobie na takie pytanie, na którym bardzo mi zależy, żeby Ci je zadać, bo na swojej stronie internetowej piszesz: „Każdy może wyznaczyć sobie cel, który chce osiągnąć i do tego dążyć”. I czy to tak naprawdę jest? Bo przyjmijmy, że ja sobie wyznaczę cel, że przebiegnę maraton w dwie i pół godziny. I chyba jestem wtedy z góry skazana na porażkę.


Zależy, ile sobie na ten cel dasz czasu. Oczywiście musimy też patrzeć na to z perspektywy takiej – jeżeli byś mi powiedziała: „Norik, dobra, jak tak piszesz, jak tak mówisz i tym się kierujesz, to ja chcę polecieć na Marsa.” Są rzeczy, które tak naprawdę mogą się nie wydarzyć w naszym życiu, ale z drugiej strony ja wychodzę z założenia, że jeżeli tak naprawdę czegoś chcemy i tu gdzie jestem ja teraz, czy to jest to miejsce, w którym ja chciałem być. Podejrzewam, że bym chciał w jeszcze innym miejscu być. Jestem szczęśliwy, jestem spełniony w miejscu, w którym jestem, ale ja mam jeszcze większe marzenia. I tak naprawdę pytanie Twoje: „Czy przebiegnę maraton poniżej tam dwóch godzin, dwóch i pół godziny?” to trzeba też patrzeć z perspektywy, jaki jest aktualny najlepszy czas maratonu na przykład.


No, przyznam, że nie wiem, ale pewnie poniżej dwóch godzin, więc wykonalny dla człowieka to jest czas na pewno, ale dla mnie w sytuacji, kiedy nigdy maratonu nie przebiegłam… Przebiegłam półmaraton, więc to nie jest też takie zupełnie z kosmosu, tak. To nie jest właśnie ten cel związany z podróżą na Marsa. Ale dwie godziny trzydzieści minut?


To ja może odpowiem, mam taki sposób. W tym zadaniu kryje się coś więcej, ponieważ my często skupiamy się na tym „co” jako celu, zapominając, że „co” jest kierunkiem. „Co” nigdy nas nie zachęci nawet do próby. Jeżeli chodzi o cel, ja zawsze mówię – i to jest coś, czego się trzymam od początku nabywania tej wiedzy – że w tym wszystkim musisz znać swój powód. Dlaczego byś chciała to zrobić w dwie i pół godziny? W angielskim się mówi big why – to nas napędza. Znam wiele swoich sytuacji, znam wiele po prostu sytuacji, w których teoretycznie i moi trenerzy, i zawodnicy, i wszyscy mówili, że tego się nie da zrobić. Byłem pierwszym zawodnikiem w historii Irlandii Północnej, który zakwalifikował się na Igrzyska Wspólnoty Brytyjskiej nie dwa tygodnie przed Igrzyskami Wspólnoty Brytyjskiej, tylko na rok wcześniej.


Z tak dużym wyprzedzeniem?


Tak. Wszyscy albo się nie kwalifikowali wcześniej, albo mówili, że nie da rady, albo gdzieś przez przypadek zostali przepchnięci. Ja powiedziałem, że zrobię to. Jeszcze w czasie kwalifikacji, czyli tego okresu kwalifikacyjnego, kryteria selekcyjne trzeba było wypełnić pod względem dwóch turniejów z czterech, a ja powiedziałem, że zrealizuję je trzykrotnie, czyli na cztery turnieje zakwalifikuję się z każdego na te igrzyska.


I zrobiłeś.


Tak. Pamiętaj, że wtedy jeszcze byłem 15 kilo cięższy od swojej kategorii wagowej, zero kondycji, bo nie trenowałem, tylko chodziło o to, że trener mi dał nadzieję i ja sobie dopowiedziałem, dlaczego chcę to zrobić. Moim „dlaczego” było to, że ja chcę pokazać młodszej generacji dzieciaków, że się da.


Tak sobie myślę właśnie, jak sprawdzić, czy ten cel jest właściwym celem. Jak myślę o właściwym celu, to wyobrażam sobie, że on musi być ambitny, trochę taki, że mamy to lekkie niedowierzanie, czy na pewno jesteśmy w stanie, a z drugiej strony jednak wciąż w tym zasięgu. Jak będzie za mało ambitny to szkoda sobie stawiać tak mało ambitny cel, a jak będzie poza naszym zasięgiem to go nie osiągniemy. I teraz pytanie, gdzie, jak wyznaczyć właśnie tę sferę, w której ten cel powinien się znaleźć. Jakimi punktami odniesienia na przykład się kierować?


Bardzo dobre pytanie, ponieważ bardzo często albo ustalamy sobie za małe cele, albo za wysokie i w którymś momencie po prostu albo nam się już nie chce, bo to jest takie dalekie i często jest tak, że też cel jest materialny. I ja zawsze powtarzam, że były sytuacje, w których miałem złoty medal i się z niego nie cieszyłem. A były sytuacje, w których zdobyłem srebro i czułem się, jakbym został mistrzem świata. Chodziło o drogę, czyli czego doświadczasz na swój temat, czego tak naprawdę się uczysz o sobie.

I ja zawsze powtarzam, że były sytuacje, w których miałem złoty medal i się z niego nie cieszyłem. A były sytuacje, w których zdobyłem srebro i czułem się, jakbym został mistrzem świata. Chodziło o drogę, czyli czego doświadczasz na swój temat, czego tak naprawdę się uczysz o sobie.

I ten złoty medal, on Ci nie dał satysfakcji, bo było za łatwo?

Nie dał satysfakcji, bo byłem jedynym zawodnikiem w kategorii wagowej, więc nawet o niego nie walczyłem.

No, okej, to tak.

Ale nikt nie będzie kwestionował mistrza i to było takim moralnym kacem dla mnie na drugi dzień, bo ja chcę rywalizować. Jako sportowiec chcę zasłużyć na to. Może inaczej, jadąc na zawody, ja wiedziałem, że zasługuję na to, ale ja chcę walką pokazać to, a nie po prostu wejść na matę, odebrać medal i zejść.

Bardziej doceniamy coś, w co włożyliśmy wysiłek.

Dokładnie, tylko że często zapominamy doceniać wysiłek. A żeby ten cel stał się, że tak powiem, smaczniejszy w tym wszystkim, od samego początku musimy ustalić sobie, że będziemy wdzięczni za każdy krok, który wykonamy do tego celu. Ja tylko podam kompletnie inny przykład niż sportowy czy taki, można powiedzieć, biznesowy, życiowym. Ja bardziej tego doświadczyłem za granicą na Zachodzie – Święta Bożego Narodzenia. One na przykład na Wyspach często zaczynają się już po Halloween i ludzie brną w takim pędzie w tym wszystkim, że jak przychodzi Boże Narodzenie, to oni są po prostu wyczerpani. Czekają, to jest ich cel, ale oni się nie cieszą tą drogą, bo kupują rzeczy, na które ich nie stać, kupują rzeczy wiedząc, że będą musieli czekać sześć–siedem tygodni na wypłatę pod koniec stycznia.

Wiedzą, że będą cierpieć w tym styczniu, a i tak po prostu żyją w tym pędzie, żeby później mieć na co narzekać, kogo obwiniać i jakie wymówki stosować. I dlatego mówię, że tutaj nie zawsze chodzi o sam cel. Każdy cel jest do zrealizowania. Tak naprawdę, gdyby nie czyjaś wyobraźnia, bo musimy bazować na wyobraźni, to byśmy siedzieli na polu, pewnie nadzy, nie mielibyśmy ani mikrofonów, do czego mówić po prostu, ani na czym nagrywać. Tylko to jest nasza wyobraźnia, czy to jest spójne, czy to Cię przeraża, bo cel ma Cię przerazić, ale też ma Cię ekscytować. Mój cel jest taki, że każdego dnia ja się go i boję i jestem podekscytowany.

I to jest chyba taki dobry papierek lakmusowy, bo jak sobie myślę o tych dwóch godzinach trzydzieści, to mi wcale na tym nie zależy, żeby osiągnąć taki cel. Akurat w moim przypadku to nawet nie wiem, czy mi zależy na tym, żeby przebiec maraton, ale na pewno wiem, że mi zależy na tym, żeby w ciągu roku przebiec 1000 km. I tutaj faktycznie to jest taki cel, co do którego ja mam 100% pewności, że on jest w moim zasięgu, ale też mam 100% pewności, że to nie jest tak, że to samo się zrobi i że ja muszę włożyć dużo wysiłku, żeby taki cel zrealizować.

Tylko taka podpowiedź – warto nie patrzeć na to z perspektywy, jakie to jest trudne, jakie to będzie ciężkie, bo za każdym razem, kiedy będziesz stawać w sytuacji, że będziesz zmęczona, będziesz na przykład miała gorszy dzień, takie też się zdarzają każdemu, wybierzesz tę opcję kanapa, telewizor przykładowo oczywiście, znowu nie sztampuję, czy nawet książka może dobra. I ja zawsze patrzę z takiej perspektywy, że ja przez większość swojego życia bardzo nie lubiłem biegać. I teraz sobie wyobraź Norika, który ma biec o 5.00 rano w deszczu, angielska pogoda, październikowa, w deszczu, w zimnie i ciemno.

No jak nie lubiłeś, to nie biegniesz.

Biegnę, biegnę w dalszym ciągu z tego względu, że ja patrzyłem na to z perspektywy, jaką ja będę miał korzyść z robienia czegoś, co dzisiaj jest nieprzyjemne, ale to jest nieprzyjemne tylko dlatego, że ja zbudowałem taki nawyk. Więc jeżeli to jest nawyk, to ja muszę zmienić ten nawyk, bo nawyki jesteśmy w stanie zmienić. Tylko ja zawszę patrzę z perspektywy jaka jest korzyść w tym, co ja zaraz zrobię, dla mnie, ale też jest, że nie jestem w pełni samolubem też dla innych.

A jak sobie poradzić z tym, że ta korzyść będzie, tylko że ona będzie za rok. To tak długo mam czekać, tyle muszę biegać.

Nie, dzisiaj też jest jakaś korzyść. Co będzie tą korzyścią dla Ciebie?

Dla mnie taką korzyścią jest satysfakcja, że pomimo tego, że właśnie padało, wiało, było zimno, to jednak się zebrałam w sobie i wyszłam.

Asiu, zadam Ci pytanie. Jak często odczuwasz w pełni satysfakcję?

Zacznę notować, żeby precyzyjniej odpowiedzieć.

Więc jeżeli masz okazję wyjść ze strefy komfortu i udowodnić sobie, że nic Cię nie powstrzymało, to tak naprawdę odczujesz taką pełną satysfakcję w tym wszystkim.

Prawdą jest, że jak jest super słoneczko i pójdę pobiegać, to przychodzę, było fajnie. A jak jest ta pogoda gorsza i wiem, że mi się strasznie nie chciało, ale ja poszłam i wracam, no to wtedy jest potrójnie fajnie.

To już sama sobie odpowiedziałaś teraz. [śmiech]

No właśnie, czasem tak warto zdać sobie sprawę i usłyszeć, jak ktoś inny, tak jak Ty, potwierdzasz – może „potwierdzasz” to nie jest najlepsze sformułowanie – ale takim trochę lustrem byłeś w tym fragmencie rozmowy, że ja usłyszałam od Ciebie, że to co robię ma sens.

Lubimy utwierdzać się w fakcie bardzo często i tego potrzebujemy. Wrócę troszeczkę do tego, jak zapytałaś mnie o to, czy każdy powinien mieć trenera. To jest w pewnym sensie przykład, który odpowiada, że tak, bo my bardzo dużo rzeczy wiemy, ale często chcemy usłyszeć od kogoś, kto może wiedzieć troszeczkę albo więcej, albo coś bardzo podobnego, żeby utwierdzić się w fakcie. I często właśnie ten trener jest tym lustrem, tak jak to nazwałaś bardzo fajnie.

Zbliżając się do końca naszej rozmowy, mam jeszcze takie dwa pytania. Po pierwsze, to chciałam Cię zapytać, co byś poradził osobom, które są młode, nie mają też funduszy, żeby korzystać ze wsparcia trenera mentalnego, a mają taką potrzebę, żeby popracować nad tą swoją głową i nad tym, w jaki sposób stawiają sobie cele i dążą ku nim. Jaką radę mógłbyś im dać, żeby byli w stanie bez pracy, takiej bezpośredniej jeden na jeden z trenerem mentalnym, iść do przodu?

Wow! Powiem szczerze, że jak usłyszałem „młodym, takim początkującym”, zastanawiałem się, czy to nie będzie szło w kierunku, jak mają sobie poradzić z trudnościami i tak dalej.

Nie, nawet nie mówię tylko o sportowcach.

Ale to jest bardzo fajne pytanie, ponieważ dzisiaj jest bardzo dużo wiedzy darmowej, wszędzie jesteśmy w stanie natrafić na czyjeś live’y. Ja prowadzę live’y co dwa tygodnie na swoim profilu czy to na Instagramie, czy na Facebooku właśnie. Są takie kanały jak Wasz też, gdzie można posłuchać inspirujących wypowiedzi Waszych gości, ale też, z tego co już rozmawialiśmy, macie fajne pomysły na przyszłość. Także myślę, że też będę bardzo często oglądał, żeby zaczerpnąć historii drugiego człowieka, ponieważ na mnie w życiu największy wpływ miała właśnie nie tylko i wyłącznie taka czysta wiedza, za którą zapłaciłem – oczywiście to było bardzo istotne, bo wtedy inwestując w siebie doceniasz to bardziej – ale słuchając historii drugiego człowieka. I tak naprawdę dwa miesiące temu jak prowadziłem szkolenie właśnie na obozie u Otylii Jędrzejczak powiedziałem to dzieciakom, które miały od dziewięciu do piętnastu lat. Po prostu był chaos na sali w pewnym momencie i po kilku takich uwagach powiedziałem: „Słuchajcie, chcecie być mistrzami?”, wszyscy krzyknęli: „Taaak!”. A ja mówię: „To nauczcie się dwóch rzeczy: słuchać i jeszcze intensywniej słuchać”. I tak naprawdę to jest to, co bym powiedział.

Ja widzę to też po sobie w momencie, kiedy zdecydowałem się świadomie odłożyć telefon kiedy wstaję. Kiedy my wstajemy już przy budziku na telefonie, pierwszą rzeczą, którą robimy, wchodzimy do czyjegoś innego świata na Facebooku, na Instagramie czy gdziekolwiek indziej, a nie przygotowujemy siebie do dnia. Więc bardzo prosta technika, odłóż telefon co najmniej przez 45 minut do godziny czasu po wstaniu i stwórz sobie pewnego rodzaju taką rutynę. Może nie taką nudną rutynę, bo często ona tak brzmi, ale ja zaczynam od wypisywania sobie wdzięczności. Ja, jak mam chwilę też czasu na to, bo też bardzo dużo podróżuję, bardzo często prowadzę sesje wcześnie rano, to zrobię sobie taką pięcio–dziesięciominutową medytację, wypiszę sobie plany na cały dzień i dopiero wtedy podniosę telefon, żeby zaglądnąć czy jest jest jakiś mail, czy jest jakaś wiadomość. I fajnie ostatnio powiedział jeden z trenerów drużyny, z którą współpracuję. Powiedział: „Norik, powiedziałeś to ostatnio naszym dzieciakom i ja to zacząłem stosować i czuję o wiele większą energię”. Bo my mamy tendencję do tego, że my zaczynamy swój dzień od czyjegoś życia, a nie od swojego.

I od rozpraszaczy zamiast od skupienia na tym, jaki chcemy, żeby ten dzień był.

Tak, jest taka bardzo prosta zasada. Co jest najważniejsze dla sportowca na przykład na zawodach? Jego przygotowanie. A my zapominamy, że ten dzień można potraktować, jak zawody. A jak się nie przygotujemy do tego dnia? I wracając tak jeszcze dokładniej do Twojego pytania, przygotuj się do dnia i przygotuj się do spania. I bardzo prosta podpowiedź, wypisz sobie wszystkie sukcesy z tego dnia albo wszystkie doświadczenia. Albo to i to. Asiu, czy Tobie zdarzyło się kiedyś wstać jeszcze bardziej zmęczoną niż jak kładłaś się spać?

Oj, tak, zdarzyło mi się tak bardzo nie chcieć wstać nawet dlatego, że czułam się bardziej zmęczona.

A to często dlatego, że nie domknęłaś poprzedniego dnia. Ciągnęłaś za sobą myśli i emocje do spania, kiedy tak naprawdę zamiast śnić, zamiast mieć miejsce na nowe rzeczy rano, wszystko jeszcze siedziało w głowie.

Myślę, że to jest temat na kolejną rozmowę. Ja bym bardzo go zgłębiła, bo ja mam taki zegarek – ja nie wiem, czy on dobrze działa, czy nie – ale on pokazuje mi naładowanie baterii, mojej baterii. I czasem jest tak, że po nocy budzę się i mam 100% właśnie tej swojej baterii, a czasem – i przyznam, że tak było dziś rano – on mi pokazywał 37%. Ja próbuję zrozumieć właśnie z czego to wynika. Nie umiem jeszcze na dzień dzisiejszy tak złapać dokładnie przyczyny i skutku, ale to tak jak mówię, myślę że to jest bardzo ważny temat i pewnie na odrębną rozmowę. Wracając do tego pytania o to, jak młodzi ludzie mogą czy skąd mogą czerpać wiedzę na temat tego, jak pracować nad swoją głową, to czy przypadkiem Twoja książka nie jest również pomocnym narzędziem?

Jak najbardziej. W ogóle, Asiu, ta książka jest dla Ciebie.

Bardzo dziękuję.

To ja bardzo dziękuję, że mogę też Ci ją wręczyć osobiście. Bardzo często dostaję pytanie, w jakim stylu jest napisana ta książka, czy ona trafi do młodszej grupy odbiorców, czy to jest już bardziej dla dojrzałego człowieka. Ja jako sportowiec kieruję się prostotą i chciałem przekazać te informacje, tę wiedzę w bardzo prosty, przejrzysty sposób dla każdego odbiorcy. Ostatnio nawet na swoim wieczorze autorskim miałem siedmioletnią dziewczynkę, gimnastyczkę, która była zachwycona po prostu, że może przeczytać książkę, będzie jej ulubioną książką. Także ta książka też jest jedną z form nabywania wiedzy, mam taką nadzieję. Chcę też między innymi tym moim projektem inspirować młodych ludzi.

Ja jako sportowiec kieruję się prostotą i chciałem przekazać te informacje, tę wiedzę w bardzo prosty, przejrzysty sposób dla każdego odbiorcy. Ostatnio nawet na swoim wieczorze autorskim miałem siedmioletnią dziewczynkę, gimnastyczkę, która była zachwycona po prostu, że może przeczytać książkę, będzie jej ulubioną książką. Także ta książka też jest jedną z form nabywania wiedzy, mam taką nadzieję. Chcę też między innymi tym moim projektem inspirować młodych ludzi.

A tak kończąc zupełnie to mam pytanie do Ciebie o Twoje marzenia, to jest taka klamra. Na początku właśnie mówiłam, że przygotowując się do rozmowy z Tobą wiele razy w różnych innych rozmowach słyszałam jak mówisz, jak wypowiadasz to słowo odmieniane przez różne przypadki. I pytanie, o czym Ty marzysz? Jakie marzenie Ciebie napędza?

Dwanaście lat temu dostałem to samo pytanie i wtedy – to było na trzydniowym szkoleniu – powiedziałem, że nie mam pojęcia, nie wiem. Na drugi dzień zszedłem na śniadanie i ten sam prelegent, ten sam trener, który prowadził to szkolenie, przysiadł się do mnie i mówi: „Norik, miałeś noc, był bardzo intensywny dzień wcześniej, zadałem Ci pytanie bardzo wcześnie w dzień poprzedni. Czy miałeś okazję pomyśleć?”. Ja mówię: „Tak, że pierwsze takie moje marzenie było, żeby zostawić coś po sobie”. W ogóle w to nie wierzyłem, to mnie przerażało, nie miałem pojęcia jak. I to jest też bardzo istotne, żeby nie skupiać się na tym, jak to zrobimy, tylko po prostu wierzyć, że to jest coś, czym się chcemy kierować. Dzisiaj to marzenie się nie zmieniło. I tak naprawdę każdego dnia wstaję z jedną myślą, że dzisiaj chcę zainspirować jedną osobę. A takie największe marzenie? To żeby wiedza, rozwój osobisty, trening mentalny był w każdej szkole na świecie.

Ja Ci bardzo kibicuję w tym marzeniu. Myślę, że ten dzisiejszy dzień jest takim spełnieniem tego marzenia, bo mogę Ci zagwarantować, że to będzie nie jedna, a dużo, dużo więcej osób, które nas wysłuchają i zobaczą, i mam wielką nadzieję, że poczują się zainspirowane. Ja jestem, także ten cel, już Ci mogę powiedzieć, dzisiejszy osiągnąłeś. Bardzo Ci dziękuję za rozmowę.

Asiu, to ja bardzo dziękuję za zaproszenie i za możliwość zrealizowania właśnie tego marzenia każdego dnia, między innymi dzisiaj. I dziękuję Wam za to, że słuchacie. Tak jak powiedziałem, że jeżeli możecie, wspierajcie ten kanał, wspierajcie ten projekt i komentujcie, zadawajcie nam pytania. Joasia pewnie mi przekaże, jeżeli będą jakieś pytania bezpośrednio do mnie. Dziękujemy bardzo.

Dzięki.

 

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Scroll to top