NM 55: Marta Molińska – skoki spadochronowe jako sposób na życie

  • 00:55:43
  • 04 stycznia, 2022
  • 89,8 MB

Skok ze spadochronem – co sprawia, że jedni na myśl o nim wybuchają  niemałą ekscytacją, natomiast innym nogi robią się jak z waty? 

Na to i inne pytania odpowiemy w dzisiejszym odcinku! 

Zaprosiłam do rozmowy Martę Molińską, instruktorką skoków spadochronowych, uczestniczką rekordów Polski w kilku skokowych konkurencjach. Zarządza też jedną z największych stref spadochronowych w Polsce, prowadzoną przez stowarzyszenie SkyCamp. 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Marta Molińska – skoki spadochronowe jako sposób na życie” usłyszycie o tym:

  • jak zaczęła się jej przygoda ze skokami spadochronowymi; 
  • jakie są odczucia w trakcie skoku; 
  • czym różni się latanie od spadania;
  • czy skoki spadochronowe są bezpieczne;
  • co gdy spadochron się nie otworzy;
  • jak wyglądają procedury bezpieczeństwa;
  • co ciągnie ludzi do skoków spadochronowych;
  • ilu skoczków spadochronowych jest w Polsce;
  • czy skoki są dla każdego;
  • jakie są rodzaje skoków.

 

Uwielbiam tą energię, którą emanują moi goście , kiedy rozmawiamy o ich pasjach. Po prostu nie da się nią nie zarazić! Mam nadzieję, że wiele i wielu z Was także zaraziło się chęcią do doświadczenia tych niezwykłych emocji, o których mówiła Marta i poczucia, że Wasze życie dopiero się zaczyna.

A może ktoś z Was ma to doświadczenie już za sobą i chce się podzielić wrażeniami ze skoku? 

Będę wdzięczna za każdy komentarz w mediach społecznościowych czy w aplikacjach podcastowych. 

skok ze spadochronem, Marta Molińska

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

 

Linki dodatkowe: 

Więcej o Marcie znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Cześć, Marta!

Cześć, bardzo mi miło!

Dzięki wielkie za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani marzeniami. Chciałam z tobą porozmawiać przede wszystkim o skokach spadochronowych. Lubię zaczynać od początku, więc pytanie jest takie – jak Twoja przygoda ze skokami się zaczęła?

Muszę powiedzieć, że zaczęła się dosyć trywialnie, w tym sensie, że nie ma tutaj żadnych wyjątkowych historii kryjących się za tym początkiem. Był taki czas w moim życiu, kiedy potrzebowałam resetu dla głowy, a że jedną z rzeczy, które miałam na swojej bucket liście było skończenie ze spadochronem – myślę, że wiele osób coś takiego ma – to postanowiłam to marzenie zrealizować.

W tamtych czasach pracowałam w bankowości i finansach, moimi klientami wówczas była taka para, której syn jest instruktorem spadochronowym i tak po prostu gdzieś pamiętałam, że mam jeszcze kontakt do tych ludzi, to się odezwę i zobaczę, może ich syn wciąż się tym zajmuje.

Okazało się, że tak – aktualnie jest moim partnerem i mamy dzieci, więc historia potoczyła się w bardzo nieoczekiwanym kierunku, także czasami jest tak, że zupełnie drobne decyzje w życiu przeradzają się w takie kamienie milowe, które zupełnie wykolejają życie i nadają mu nową jakość i koloryt. Tak też było w tym przypadku.

Wracając do początku, zadzwoniłam do nich i zapytałam, czy mogą mnie pokierować dalej. Zostałam skierowana do Sebastiana, on z kolei skierował mnie na lotnisku. Przyjechałam, żeby skończyć ze spadochronem. Wszystko odbywało się normalnie – przyjechałam pełna emocji, podekscytowania, ręce mi się trzęsły. Dziś się z tego śmieję, ale miałam w domu spisany testament na wypadek, gdyby zdarzyło się tak, że nie wrócę z tego lotniska, ale sama przygoda to było coś tak absolutnie dużego i ciężkiego, jeśli chodzi o emocje, że nie sposób tego opisać.

Gdyby nie to, że do tego skoku miałam wykupione filmowanie i zdjęcia, większości bym nie pamiętała. Nie pamiętałam pierwszych dziesięciu sekund skoku po wylądowaniu, tak duży był to ciężar emocji.

Natomiast rzeczywiście ten skok to było coś absolutnie fenomenalnego.

To był skok w tandemie?

Tak, z instruktorem. Sam wyskok, swobodne spadanie, moment, w którym siedzisz na progu samolotu to jest coś tak dystansującego do życia, które zostawiasz na ziemi, że naprawdę nie sposób opisać tego słowami. Siedzisz na tym progu i wydaje ci się, że zaraz umrzesz. Że to jest to, to jest ten morn, w którym kończy się twoje życie. Potem wypadasz z tego samolotu i wiesz, że ono właśnie się zaczęło.

Naprawdę. To brzmi może poetycko i romantycznie, ale naprawdę tak było!

Naprowadziłaś mnie na kilka pytań! Jak to jest, że wychodzisz z domu z przeświadczeniem, że możesz nie wrócić. Dla mnie to jest niewyobrażalne, żeby podjąć taką decyzję, w przypadku której realnie rozpatrujesz taką ewentualność!

Trochę jest tak, że codziennie wychodzimy z domu i nie rozpatrujemy tego w tych kategoriach. Możesz nie wrócić, bo może potrącić cię samochód, bo będzie strzelanina w banku. Możesz nie wrócić w z dowolnie innego powodu.

Tak, przy czym nie podejmujemy świadomie tej decyzji.

A czy to normalne, że człowiek ma swój testament mając dwadzieścia-kilka lat? Ludzie nie piszą wtedy testamentów. Nie mają zgromadzonego dobytku w takiej wielkości, żeby to miało sens ani nie myślą w takich kategoriach, że nie wrócą do domu. Natomiast skok w tandemie to jest coś takiego, że przychodzi ci do głowy myśl, że to jest jednak ryzykowna rzecz, a jednak chcesz to zrobić. Coś cię ciągnie. Coś woła. Mówi: „ej, spróbuj tego. To musi być fajne”.

Jak wejdziesz na stronę internetową w zasadzie dowolnej strefy spadochronowej, to widzisz roześmiane, pełne radości i szczęścia twarze ludzi, którzy są w szalonym spadaniu. To nie może być przypadek. Oczywiście, każda strefa spadochronowa wybiera najlepsze zdjęcia, ale mimo wszystko te emocje nie są udawane. Nie jesteś w stanie tam zapozować. Tam są autentyczne emocje.

Czy to się da jakoś wyjaśnić ludziom, którzy tego nie przeżyli? Jakie są te emocje? To poczucie, że twoje życie dopiero się zaczyna? Czy to jednak trzeba przeżyć?

To jest bardzo indywidualna kwestia, bo każdy ma zupełnie inną wrażliwość i inne doświadczenia. Inną perspektywę na to, co przeżywa. Inny poziom empatii.

Natomiast można powiedzieć coś, co brzmi dobrze marketingowo, że musisz to przeżyć, żeby to zrozumieć, jak ktoś nie przeżył, to nie ma szans, żeby zrozumiał jak to jest. I jest w tym trochę prawdy, natomiast ja lubię odnosić się do pewnego aspektu skoków spadochronowych, który uważam za bardzo istotny i w jakimś stopniu wspólny dla wszystkich. To oderwanie, o którym wspomniałam wcześniej.

Jak skaczesz ze spadochronem, to jesteś naprawdę w 100% tylko sobą. Bo zobacz – tutaj jesteś albo pracownikiem, mamą, szefową albo teściową, albo synową, cała masa kontekstów. Żyjemy jako społeczność w miastach, państwach, rodzinach, mniejszych lub większych społecznościach.

Jak skaczesz ze spadochronem, to jesteś naprawdę w 100% tylko sobą. Bo zobacz – tutaj jesteś albo pracownikiem, mamą, szefową albo teściową, albo synową, cała masa kontekstów.

Zresztą, nie bez powodu mówi się, że ten społecznościowy aspekt ludzkości jest coraz bardziej istotny i tutaj oczywiście media mają bardzo duże znaczenie. Natomiast tak było od zarania dziejów. Że zawsze żyliśmy w kontekstach my versus ktoś inny.

W różnych rolach.

Dokładnie tak. Natomiast jak jesteś tam na górze, to nie ma znaczenia, czy jesteś mama, pracownikiem, szefem czy kimś innym. Tam jesteś tylko sobą, Joanną. Jesteś po prostu ty i tylko ty. Wszystko, co zostaje na ziemi przestaje mieć znaczenie. Zacznie je mieć, jak wrócisz na ziemię i z powrotem jesteś we wszystkich swoich rolach, ale przez czas, kiedy jesteś w swobodnym spadaniu, jesteś w 100% sobą. To daje tak nową perspektywę na siebie, na własne życie i na to, kim się jest troszeczkę w oderwaniu od tych ról, jaką się jest osobą, jaką się ma wrażliwość i po prostu kim się w życiu jest, że dla mnie to jest nadawaniu życiu nowego sensu.

Bardzo cenię to w tym sporcie i tej aktywności.

Nie skakałam, nie wiem, czy dodać słowo „jeszcze”. Za to często mi się śni, że latam. Nie na zasadzie, że wyskakuję i swobodnie spadam, tylko idę i wzbijam się w powietrze, unoszę się nad ludźmi, nad budynkami. To jest takie rewelacyjne uczucie – zawsze po nocy, kiedy o tym śnię, budzę się z taką pozytywną energią.

Nie wiem, czy tu jest jakieś powiązanie z tymi skokami, ale mam to w głowie. Lubię ten sen i czasem go zapraszam. Myślę sobie wieczorem, że chciałabym, żeby dziś mi się to znów przyśniło. To jest jedyny sen, który do mnie wraca.

Jest dużo technik, które mogą pozwolić na wywołanie takiego snu. Zresztą, świadomy sen to nie jest bajka i jest realny. Kilka razy miałam przyjemność faktycznie obudzić się we własnym śnie i jak każdy skoczek spadochronowy pierwsze co robię, to idę na 4000 metrów. Chyba jest to naturalna dla wszystkich rzecz, natomiast to uczucie, które masz w tym śnie to jest tylko namiastka tego, co się naprawdę czuje jak się lata.

Wiesz, jaka jest różnica między lataniem a spadaniem?

Nie.

Spadać może kamień, jak go rzucisz do studni. Natomiast latanie to jest coś, nad czym masz kontrolę. I jak oczywiście mówimy, że podczas skoków spadochronowych mamy etap swobodnego spadania, czyli to sugeruje, że tak naprawdę lecimy, jak ten kamień w dół. Nie jest to do końca prawda.

Jak lecimy w tandemie, to pilot jest osobą, która o wszystkim decyduje. I technika wyjścia z samolotu, i stabilizacja tej sylwetki pary tandemowej, bo wiadomo, że osoba, która robi to pierwszy raz pomimo instruktażu na ziemi może się nie zastosować, emocje mogą wziąć górę i tak dalej. Siłą rzeczy pilot musi w 100% zapanować nad całą formacją dwuosobową. W tym momencie nie można powiedzieć, że to jest spadanie, tylko to jest faktycznie lot!

Pilot ma pełną kontrolę nad tym, jak układacie na powietrzu i choćbyś wierzgała nogami i rękami na wszystkie strony, co część klientów robi, trochę zagarniając tę wolność po prostu dla siebie i korzystając z niej na maksa, potrafią machać do kamerzysty, wysyłać buziaczki, pokazywać serduszka lub inne rzeczy, natomiast taka żywiołowość to jest coś, co jest bardzo ważne w skoku. Natomiast dla tandem pilota to jest coś, nad czym musi zapanować. Oczywiście wszyscy tandem piloci w Polsce, zresztą nie tylko w Polsce, natomiast o Polsce chcę powiedzieć, ponieważ tutaj są bardzo wygórowane progi, żeby w ogóle móc zostać tandem pilotem. Trzeba mieć minimum 1000 skoków, odpowiednie przeszkolenie, zdany egzamin państwowy i odpowiedni wpis do licencji, do świadectwa kwalifikacji. Tylko takie osoby mogą wziąć zupełnie zielonego pasażera na przejażdżkę z 4000 metrów w dół.

Wracając do początku – czy pamiętasz, dlaczego ten skok spadochronowy był na Twojej Bucket liście? Co cię ciągnęło do tego skoku? Dziś już masz te doświadczenia, ale może jeszcze jesteś w stanie sobie przypomnieć?

Chyba nie! Dużo rzeczy było na mojej Bucket liście, w tym był skok spadochronowy. Może dlatego, że to jest takie „klasyczne” marzenie. Chcesz skoczyć ze spadochronem? Chcesz robić coś ekstremalnego, nad czym być może nie masz kontroli, ale masz poczucie, że to bezpieczne?

Wielu naszych klientów pyta na ile to jest bezpieczne. Czy to jest coś strasznego, czy mogę umrzeć, czy się zdarzają wypadki i tak dalej. To jest naturalne i to jest naturalna obawa, zresztą stąd też m.in. był ten mój testament, natomiast mi nie przyszło do głowy, by zapytać, czy to jest bezpieczne, ale to mogło wynikać z tego, że jak przyjechałam wszyscy byli bardzo spokojni, weseli, uśmiechnięci. Atmosfera ogólnej radości na lotnisku sprawiła, że mi nie przyszło do głowy, żeby zapytać.

Ale jak to jest?

Z tym bezpieczeństwem? A czy narty są bezpieczne?

Nie, miałam wstrząśnienie mózgu.

A czy jazda na rowerze jest bezpieczna.

Nie, trochę kontuzji miałam!

I tak, i nie. Możesz jechać na rowerze i może ci się nigdy nic nie stać. Możesz jeździć na nartach i może Ci się nigdy nic nie stać. Możesz skakać ze spadochronem i może ci się nigdy nic nie stać!

Ale statystycznie rzecz biorąc?

Statystycznie rzecz biorąc wypadki są niezwykle rzadkie.

Oczywiście czasami pojawia się argument, że nie mogę porównywać roweru do skoków ze spadochronem. Przecież na rowerze jeździ prawie każdy, a na spadochronie garstka ludzi. Nie taka garstka, bo jednak skoczków jest parę tysięcy, ale mimo wszystko porównując do liczby osób, która jeździ na rowerze, to wiadomo, że jest to ułamek.

Natomiast ja mówię w tym momencie nawet procentowo – ryzyko urazu podczas jazdy na nartach jest o wiele wyższe. Jeżeli w ogóle to ryzyko istnieje, to liczone w promilach, to mówimy głównie o skokach samodzielnych, kiedy sama sterujesz spadochronem, decydujesz o tym, kiedy zaciągniesz spadochron do lądowania, jak to wygląda podczas tych skoków. I w kursie na samodzielnego skoczka i później w tych samodzielnych. Natomiast podczas skoku tandemowego wszystkim się zajmuje tandem pilot, więc to on decyduje i o tym, że w ogóle idziemy na skok, czyli ocenia warunki pogodowe pod kątem zachmurzenia, wiatru, kierunku tego wiatru, siły i tak dalej.

Natomiast ty skąd masz wiedzieć, czy warunki są odpowiednie do skoku? Oczywiście czasami będą jednoznaczne – huragan, wiatr i tak dalej, jakieś mega opady, natomiast czasami na przykład niebo jest błękitne, wygląda super, a nie skaczemy. Klienci czasami się irytują wtedy, bo mówią, że halo, przecież jest piękna pogoda!

A my widzimy w komunikatach pogodowych, że na dużej wysokości jest bardzo silny wiatr z niekorzystnego kierunku względem lotniska i wiemy, że taki skok nie byłby bezpieczny. Wracając do kwestii bezpieczeństwa – zarówno decyzja o tym, czy idziemy do samolotu czy nie, jak i sama technika lądowania to wszystko po stronie ludzi, którzy zajmują się tym najczęściej całe życie i zjedli na temacie, żeby.

Szczerze? W moim odczuciu skoki spadochronowe to jest jedna z naprawdę ekstremalnych aktywności, pod kątem tego, co od skoków dostajesz, a z drugiej strony naprawdę są to zaawansowane techniki i przewidywania pogody, i sposoby szkolenia nawet młodych skoczków, żeby unikać jakichkolwiek kontuzji. Nie mówię, że one się w ogóle nie zdarzają, ale jeśli tak, to one głównie dotyczą skoczków samodzielnych.

Szczerze? W moim odczuciu skoki spadochronowe to jest jedna z naprawdę ekstremalnych aktywności, pod kątem tego, co od skoków dostajesz, a z drugiej strony naprawdę są to zaawansowane techniki i przewidywania pogody, i sposoby szkolenia nawet młodych skoczków, żeby unikać jakichkolwiek kontuzji. Nie mówię, że one się w ogóle nie zdarzają, ale jeśli tak, to one głównie dotyczą skoczków samodzielnych.

Pozostaje jeszcze kwestia, która brzmi dramatycznie – a co jak się nie otworzy spadochron? To pytanie się często pojawia.

Dzisiejsze systemy spadochronowe są zupełnie inne niż w dawnych czasach. Wielu ludzi kojarzy spadochron z okrągłą pieczarką, najczęściej białą, która nie ma żadnej sterowalności i tam, gdzie człowiek zostanie rzucony, to tam musi lądować. Tak to też nie wygląda dzisiaj. Te systemy mają zupełnie inną konstrukcję, mają systemy zabezpieczające, które jeszcze nas dodatkowo wspierają w sytuacjach zagrożenia, więc mamy kilka planów.

Jest plan A, w którym wszystko idzie w porządku. Mamy plan B, czyli mamy spadochron zapasowy. Mamy nawet plan C, którym jest automat spadochronowy, taki mały komputerze ukryty w spadochronie, który w razie czego sam otworzy nam spadochron zapasowy, jeżeli na pewnej krytycznej wysokości będziemy lecieć nadal zbyt szybko.

Jest kilka takich systemów, które to wspomagają czy zabezpieczają dodatkowo i statystyka mówi, że w przypadku skoczków samodzielnych mniej więcej raz na 1000 skoków zdarza się, że spadochron główny nie otwiera się prawidłowo. To nie jest to, że on się nie otwiera. Być może linka przejdzie nad czaszą spadochronową, być może będzie to innego rodzaju awaria. Może linki skręca się wokół własnej osi. Różne są sytuacje, natomiast procedura awaryjna jest prosta. Wypinamy spadochron, który się nie nadaje do lądowania i otwieramy drugi, który na pewno się nadaje, bo ma zupełnie inną konstrukcję, ma inny system otwarcia i tutaj ta niezawodność jest niemalże 100%.

Pod tym względem ci skoczkowie samodzielni muszą się liczyć z tym, że mniej więcej raz na 1000 skoków może się zdarzyć, że ten spadochron otworzy się nieprawidłowo. W przypadku skoków tandemowych ta statystyka jest jeszcze bardziej optymistyczna, bo mniej więcej raz na 5000 skoków tandemowych zdarza się, że trzeba zmienić spadochron główny na zapasowy.

Ile skoków oddałaś?

2400 coś tam.

Czy twoja personalna statystyka potwierdza?

Moja personalna statystyka tego nie potwierdza, ponieważ jeszcze nie miałam żadnej awarii, natomiast muszę zrobić ukłon w stronę naszych układaczy, ponieważ to oni za każdym razem składają mój sprzęt, który otwiera się perfekcyjnie w każdym moim skoku.

Póki co niech tak zostanie, natomiast wiem, że nawet jeżeli przyjdzie taki moment, w którym będzie trzeba wypiąć spadochron główny i otworzyć zapasowy, to ja wiem, że on jest złożony na pewno tak, że otworzy się prawidłowo, bo spadochrony zapasowe układane są przez zupełnie innego rodzaju układaczy, takich mechaników spadochronowych, w naszym środowisku zwanych riggerami. Oni muszą mieć osobne uprawnienia do tego, żeby w ogóle móc układać spadochrony zapasowe.

Czyli je się układa bardzo rzadko rozumiem i one są w tym ułożeniu na stałe?

Nie do końca. Jeśli masz samochód, musisz raz na rok robić przegląd techniczny, czy wszystko jest w porządku. Nawet jeżeli jest idealnie, to, tak czy inaczej, trzeba go zrobić. Tutaj jest dokładnie tak samo, z tym że ten przegląd robimy raz na 6 miesięcy. Czyli spadochron zapasowy trzeba rozłożyć, przewietrzyć i złożyć jeszcze raz. Jeżeli on by tam lata tkwił w tym małym plecaczku, no to wiesz – być może jest przechowywany w wilgotnym pomieszczeniu, być może dostanie się jakiś piasek albo inne zanieczyszczenie. Na to nie możemy sobie pozwolić. Jednak mówimy o skokach ze spadochronem. Jest to aktywność, w której naprawdę chcemy mieć działający plan B, a nie taki, na który machamy ręką.

Jeśli masz samochód, musisz raz na rok robić przegląd techniczny, czy wszystko jest w porządku. Nawet jeżeli jest idealnie, to, tak czy inaczej, trzeba go zrobić. Tutaj jest dokładnie tak samo, z tym że ten przegląd robimy raz na 6 miesięcy. Czyli spadochron zapasowy trzeba rozłożyć, przewietrzyć i złożyć jeszcze raz.

Nie zostawiamy tutaj niczego przypadkowi, chcemy mieć sprzęt, który jest sprawdzony pod każdym możliwym kątem. Raz na 6 miesięcy każdy spadochron przechodzi dodatkowy przegląd.

Kusi mnie, żeby zadać Ci pytanie o ten rozwój. Powiedziałaś, że można by długo na ten temat, ale w jakiejś takiej pigułce. Czy da się chociaż trochę opowiedzieć?

Da się! Chociaż będzie to bardzo powierzchowne. Słuchaczy, którzy trochę więcej wiedzą o skokach spadochronowych przeproszę za bardzo powierzchowne potraktowanie tematu, ale tak. Kończysz school spadochronowy, jesteś samodzielnym skoczkiem. Co to oznacza? Możesz skakać bez instruktora w powietrzu, ale to nie oznacza, że jesteś już całkiem samodzielna. Jesteś dalej studentem, nie masz jeszcze uprawnień. Sama nie decydujesz, kiedy możesz skakać, kiedy nie. Decyduje o tym instruktor. Sama nie decydujesz o tym, na którym spadochronie możesz lecieć, bo one mają różne rozmiary.

Też decyduje o tym instruktor. Natomiast w samym skoku jesteś sama.

Oczywiście lądujesz sama, ale to zawsze tak jest. Co dalej?

Jak skoczysz kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt razy skoczysz sama, no to jest to nadal bardzo fajne, ale już troszeczkę jakikolwiek surrealistycznie to brzmi, ale może się znudzić. Zaczyna pojawiać się element skakania wspólnego, z innymi ludźmi. Co się wtedy dzieje? Na początku zaczynasz skakać z innymi osobami, które są bardziej doświadczone niż Ty i tworzysz malutkie formacje spadochronowe. Dwu, trzy, czteroosobowe.

Czasami to są proste rzeczy, tylko tyle, żeby się chwycić a ręce i tyle – i po prostu lecieć, cieszyć się z tego, że się jest razem. Potem wchodzą troszeczkę bardziej ambitne zadania, które sobie taka grupa przygotowuje, żeby zrobić jakiś tzw. punkt, czyli jakąś formację, układ, a potem zmienić go jeszcze w trakcie swobodnego spadania. A potem być może trzeci punkt i tak dalej.

Następnie wchodzą takie zagadnienia, jak zupełnie inne pozycje podczas swobodnego spadania, bo to do czego jesteśmy przyzwyczajeni na początku to jest spadanie tzw. płaskie, czyli brzuchem do dołu. Natomiast są inne możliwości. Możesz lecieć głową w dół. Możesz lecieć głową w górę, żyli to jest head down albo head up. Możesz lecieć w kącie, czyli nie brzuchem do dołu, do końca, ale też nie do końca wertykalnie, co oznacza, że też przemieszczasz się w przestrzeni. To musi być odpowiednio zaplanowane, nie może być chaotyczne, musisz wiedzieć, w którą stronę lecisz, to nie jest tak, że tak, jak wyjdzie, tak polecisz, bo są jeszcze inne grupy w rzucie.

Możesz lecieć głową w dół. Możesz lecieć głową w górę, żyli to jest head down albo head up. Możesz lecieć w kącie, czyli nie brzuchem do dołu, do końca, ale też nie do końca wertykalnie, co oznacza, że też przemieszczasz się w przestrzeni.

Można by się rozwodzić i tak dalej, ale to jest kolejny etap rozwoju. Najczęściej skoczkowie, którzy opanują już latanie na brzuchu zaczynają eksplorować inne pozycje podczas swobodnego spadania w tzw. kącie albo wertykalne pozycje, tzw. freefly’owe.

Ale oprócz tego jest cała masa jeszcze innych kierunków rozwoju, w których można pójść. Na przykład skoki wingsuitowe, czyli w takich kombinezonach jak latające wiewiórki. Można robić skoki z balonu, które są w ogóle zupełnie inne, ponieważ nie masz samolotu, który się z tobą przemieszcza, tylko jesteś jakby zawieszona i nie ma hałasu, nie ma pędu powietrza i tak dalej. Skaczesz nie w próżnię oczywiście, bo często coś takiego słyszę – oczywiście, że nie! Lecisz w powietrzu, ale lecisz bardzo swobodnie i dopiero rozpędzając się nabierasz tych strug powietrza i dopiero masz jakąkolwiek manewrowalność.

Są skoki w nocy, są skoki z szybowców lub innych statków powietrznych oraz są też takie kierunki, które są bardzo dobre dla ludzi, którzy lubią rywalizację. Masz różnego rodzaju zawody, w których też jest niezliczona ilość konkurencji, jest ich bardzo dużo! Są tzw. 4-way’e, czyli zespoły czteroosobowe, które mają zadanie stworzyć odpowiednie punkty, które są losowane.

Są podobne zespoły nie latające płasko, tylko właśnie wertykalnie, tzw. VFS. Są zawody w canopy pilotingu, czyli w pilotowaniu ciszy spadochronowej, gdzie są też cztery subdyscypliny. Są dyscypliny freestylowe i cała masa innych, które dotyczą tylko i wyłącznie zawodów. Masz rekordy w największych formacjach płaskich, wertykalnych, jednopunktowych, wielopunktowych. Jak czasami rozmawiam z moimi nie spadochronowymi znajomymi, jak oni słyszą, że są w ogóle jakieś zawody spadochronowe – to na celność lądujecie, jak rozumiem? I to jest jedyna rzecz, która przychodzi do głowy, bo po prostu nie znają tego, jak wiele ten sport potrafi dać. Jak wiele bardzo różnych ścieżek istnieje. Oczywiście lądowania na celność też są, jako jedna z dyscyplin, ale jak mówię – to jest jedna z co najmniej kilkudziesięciu, a na to wszystko to oprócz tego, że wszystkie dyscypliny funkcjonują w skokach spadochronowych, to większość z nich funkcjonuje również w tunelu aerodynamicznym, który jest osobną kategorią. Jest symulatorem lotu swobodnego, więc tam można odtworzyć wiele z tych dyscyplin, które robimy w powietrzu.

To faktycznie mega rozbudowana pigułka! Mnie przychodzi jeszcze do głowy, to, że jak tak opowiadasz to słucham, że skoki spadochronowe dużo dają pod kątem takiego rozwoju osobistego, bo z jednej strony słyszę o wielu zasadach, procedurach, które trzeba stosować. Z drugiej strony daje to niesamowita wolność. To jest takie nieoczywiste zderzenie jednego z drugim. Wydaje mi się, że to jest coś, czego brakuje na co dzień ludziom.

My się też często buntujemy – a w wieku nastoletnim to już w ogóle! – przeciwko różnym regułom, nie mając świadomości, że umiejętnie zastosowanie reguł otwiera nowe możliwości. I to słyszę, że te skoki to mogły dać. Współpracę, naukę zaufania do drugiego człowieka i to tylko pierwsze myśli, które mam w głowie. Ty pewnie masz dużo głębiej to rozpykane, ale faktycznie to pewnie temat na drugą rozmowę.

Tak, jak najbardziej. Tutaj muszę powiedzieć, że pytałaś wcześniej o to, jaki typ osobowości czy człowieka nadaje się do skoków, natomiast chciałam podkreślić, że na skoki, zwłaszcza mówię o tych szkoleniowych, przyjeżdżają naprawdę bardzo różni ludzie. Czasem są to studenci u progu swojej dorosłości. Czasami to są dyrektorzy ważnych firm. Czasami to są wojskowi. Czasami ludzie, którzy zajmują się właściwie wszystkim. Handlem, fryzjerstwem, behawioralnymi zajęciami z psami.

Jest cała masa różnych zajęć – każdy człowiek znajduje w tych skokach dla siebie coś innego, ale mnóstwo osób dzieląc się później swoimi spostrzeżeniami i z kursu i z samych skoków waśnie mówi, że dużo te skoki im dały i dużo się podczas skakania nauczyli. Nie tylko swobodnego spadania, ale też takiego podejścia do swojej pracy.

Jest cała masa różnych zajęć – każdy człowiek znajduje w tych skokach dla siebie coś innego, ale mnóstwo osób dzieląc się później swoimi spostrzeżeniami i z kursu i z samych skoków waśnie mówi, że dużo te skoki im dały i dużo się podczas skakania nauczyli. Nie tylko swobodnego spadania, ale też takiego podejścia do swojej pracy.

Skoki dają zupełnie nową warstwę pokory, której się oduczyli, bo życie ich do tego zmusiło, bo mają taki zawód, zarządzają dużymi zespołami, gdzie liczy się silna ręka, gdzie liczy się zdecydowanie, szybkie decyzje i ci ludzie bardzo często podkreślają, że skoki im niesamowicie dużo dają. Raz ze względu na pokorę, której się uczą i dociera do nich, że teraz nie oni tutaj rządzą, tylko muszą się stosować do tego, co mówią instruktorzy, co jest dla nich czasami nowe i nawet czasami na początku irytujące.

A i zdarzało się tak, że studenci się buntowali. Natomiast jeżeli przejdzie się przez ten etap takiego wewnętrznego buntu i najdzie człowieka refleksja, że zastosuje się do tego, co mówią, bo ewidentnie wiedzą co robią, to później – zwłaszcza chcę się odnieść do grupy „dyrektorów” czy ogólnie ludzi, którzy mają swoje biznesy, bo to podobna grupa – to ci ludzie bardzo często mówią później, że skoki dały im zupełnie inną perspektywę na ich własną pracę.

Że poleganie na zespole, poleganie na sprzęcie czasami czy umiejętność wysłuchania innych uczestników skoku, ich perspektywy na to, jak ten skok przebiegał sprawia, że są bardziej otwarci w rozmowach ze swoimi współpracownikami. I takich przykładów mogłabym podać wiele, natomiast to jest jeden z takich wyraźniejszych, który pokazuje, jaka jest korelacja pomiędzy skokami a życiem, które mamy dalej na ziemi.

Mam jeszcze całą masę pytań, ale to faktycznie albo na drugą rozmowę, albo już offline. Ale w ramach rozmowy chciałam się jeszcze zapytać o twoje osiągnięcia i osiągnięcia także Polaków.

Jesteś uczestniczką czterech różnych rekordów.

Tak, zupełnie ja zupełnie nie poszłam w stronę zawodniczą, jeżeli chodzi o rywalizację sportową. Tylko bardziej w stronę rekordów. Ale ilość obowiązków na lotnisku jest tak duża, to też nie są to moje największe priorytety.

Ale są takie wydarzenia sportowe, w których po prostu chcesz wziąć udział i chyba najważniejszym osiągnięciem jest aktualny rekord Polski, ustanowiony w 2015 roku, więc dosyć dawno temu. Cały czas czekamy, aż będzie okazja, żeby ten rekord pobić, To była formacja stworzona ze 100 polskich spadochroniarzy. Byliśmy ubrani w białe i w czerwone kombinezony, więc utworzyliśmy na niebie wielką, polską flagę. Stworzyliśmy największą formację spadochronową złożoną z samych Polaków. Dodam, że byliśmy ósmym narodem na świecie, który to w ogóle zrobił.

Także to jest faktycznie niemałe osiągniecie, jeśli chodzi o dużą grupę ludzi, którzy w dodatku nie skaczą ze sobą na co dzień, bo każdy jest z innego lotniska i rzeczywiście jak ja zajmuję się tym zawodów, więc część z tych ludzi, która była na rekordzie to ludzie, którzy są na co dzień moją konkurencją. A na tę parę dni, kiedy byliśmy na rekordzie, to wszystkie podziały i kwestie konkurencyjności i tak dalej, to wszystko zostało odłożone na bok i byliśmy tylko i wyłącznie my, spadochroniarze rekordziści, przyszli dopiero.

Było to naprawdę bardzo fajne, oczyszczające doświadczenie, ale muszę też powiedzieć, że tak jak wszystkie inne rekordy, które były kobiecymi rekordami były świetne, tak tnę jeden konkretny był naprawdę wyjątkowy.

Wyobraź sobie, że trenujesz w upale, prawie 40 stopni. Jesteś w pełnym rynsztunku, czyli kombinezon, spadochron, kask na głowie, wysokościomierz na ręce i tak dalej, wszystko masz na sobie. Trenujesz dwie godziny, zanim pójdziesz do samolotu i nie ty jedna, tylko 100 innych osób, a właściwie więcej, bo jeszcze byli kamerzyści, którzy też z nami trenowali i dopiero po tych dwóch godzinach, zmordowana idziesz do samolotu i dopiero teraz czeka cię najtrudniejsze zadanie, czyli każdy uczestnik tego rekordu miał dokładnie swoje miejsce w formacji. Jakby dwie osoby się zamieniły, to już nie ma rekordu, więc tutaj nie ma żartów. Musi być wszystko dokładnie tak, jak na obrazku przedstawionym sędziom, którzy później to oglądają z nagranych filmów!

Mieliśmy 10 skoków i w ciągu nich trzeba było temu rekord zrobić. Pierwsze skoki według kapitanów sektorów, bo cała formacja podzielona była na sektory i każdy miał swojego kapitana, no to kapitanowie nie byli zbyt optymistyczni, a wręcz miałam wrażenie, że są lekko zrezygnowani. Ale z każdym skokiem cała grupa się zaczynała dogrywać, były jakieś roszady, ktoś gdzieś się wymieniał i tak dalej. Zmierzaliśmy już do końca tego wydarzenia, a nadal nie udało się tego rekordu zrobić. Czasami brakowało bardzo mało, ale na przykład ja dolatuje do swojego miejsca i akurat byłam osobą, która zamykała nasz sektor, więc póki mi się on cały nie złoży, to ja nie mogą zadokował, czyli chwycić za rękę osoby, którą mam docelowo chwycić, żeby zamknąć i jeśli oni się nie złożą, to ja nie mogę nic zrobić.

Nawet jeżeli ja zamknę ten swój sektor, to widzę, że po drugiej stronie formacji wszy skro się sypie, a to oznacza, że już na pewno nie odbudujemy tego w odpowiednim czasie, bo na zadanej wysokości musimy się wszyscy rozejść. A żeby 100 osób się odpowiednio odseparowało, to jest niemałe zadanie!

Mieliśmy skok dziewiąty, gdzie piloci nie byli do końca pewni czy lecieć czy nie, bo zaczęły nachodzić jakieś chmury, ale stwierdziliśmy – dobra, lećmy, bo prawdopodobnie zdążymy jeszcze przed tymi chmurami. Wznosimy się, było 5 samolotów, więc każda grupa w innym samolocie i na wysokości mniej-więcej 4000 metrów, gdzie skoki rekordowe były mniej więcej z 6500 metrów z dodatkową aparaturą tlenową i tak dalej, tam się na dłuższa chwilę zatrzymaliśmy i po wysokościomierzach widzimy, że się nie wznosimy. Zaczynamy się martwić, ktoś zaczął się dopytywać pilota, o co chodzi i plotka się rozeszła po samolocie, że są chmury i nie wiadomo, czy lecieć dalej czy nie lecieć, czy zrzucać tych wszystkich ludzi w tę chmurę czy co.

To nie były bardzo duże chmury, ale przy tak dużej grupie to trzeba bardzo na siebie uważać. Ostatecznie wznieśliśmy się jeszcze trochę i był taki sygnał do wymarszu, żeby zrobić ten skok, ale nikt nie miał specjalnie wątpliwości, że skoro normalnie skoczymy z 6500 metrów, to z 4300 to się nie ma szansy udać, bo nie zdążymy, jest za mało czasu. I wszyscy trochę wyluzowali.

Zeszło ciśnienie, że ten skok nie, tylko w następnym, a teraz tak treningowo spróbujmy to złożyć na tyle na ile się uda i zróbmy z tego doby materiał edukacyjny na następny skok. Składa się mój sektor w miarę sprawnie, dochodzi do tego, że cały jest złożony, czyli ja też dokuje. Lecę, czekam aż coś innego się wywali. Lecę w dół, wszystko jest. To jest tak duża formacja, że nie jesteś w stanie objąć wzrokiem będąc na tym samym poziomie co się dzieje po drugiej stronie. Nie masz pewności, czy wszystko się pozamykało.

Trzymam tę rękę i nagle – mówię całkiem serio – był taki moment, w którym po prostu czujesz, że to jest to. To jest ten moment, w którym udało się ten rekord zrobić. Patrzysz po innych ludziach i wszyscy mają uśmiech od ucha do ucha. Czyli wszyscy to poczuli, nie tylko ja. To nie jest tak, że ja sobie coś wymyśliłam. Wszyscy poczuli tę energię idącą przez całą formację. Że ona się zrobiła symetryczna. Że jest stabilna. I lecimy.

Trzymam tę rękę i nagle – mówię całkiem serio – był taki moment, w którym po prostu czujesz, że to jest to. To jest ten moment, w którym udało się ten rekord zrobić. Patrzysz po innych ludziach i wszyscy mają uśmiech od ucha do ucha. Czyli wszyscy to poczuli, nie tylko ja. To nie jest tak, że ja sobie coś wymyśliłam. Wszyscy poczuli tę energię idącą przez całą formację. Że ona się zrobiła symetryczna. Że jest stabilna. I lecimy.

Potem każdy słyszy swój wysokościomierz akustyczny, który daje nam sygnał do tego, aby się rozejść, więc puszczamy się, pierwsza fala, czyli najbardziej zewnętrzni odjeżdżają i jak się rozchodzimy, to ja tylko rozglądając się na lewo i prawo widzę, że wszyscy pozostali, którzy się oddzielają od formacji robią „Taaaak!”.

Czyli wiadomo! Nie masz pewności 100%, ale po prostu czujesz, że to był ten moment, że to się naprawdę udało. Wszyscy jak otwierają spadochrony, to słyszę, jak się na nich drą. Jak z emocji po prostu prawie wybuchają. Wylądowaliśmy, sędziowie dostali materiał nagraniowy i po pół godziny zebraliśmy się, żeby go obejrzeć i organizatorzy ogłosili, że ten rekord udało się dokładnie w tym momencie zrobić.

W tym momencie, kiedy wszyscy poczuli tę energię. To naprawdę brzmi metafizycznie, ale tak było. Do teraz opowiadając o tym trzęsą mi się ręce, pomimo tego, że to było 6 lat temu. A w dalszym ciągu traktuje to jako jeden z najwspanialszych skoków w moim życiu.

I tym samym chciałam podziękować pozostałym 99 osobom, które były w rekordzie oraz organizatorom i kamerzystom. Bo to było naprawdę coś i musimy to powtórz®żyć!

I zrobić kolejny rekord! To tego ci ogromnie życzę! Czy jest jeszcze jakieś inne marzenie, któremu mogę kibicować i właśnie tą dobrą energią wspierać jego realizację?

Odległe w czasie, ale możesz trzymać te kciuki bardzo długo. Chcę wyszkolić moje córki na mądrych i bezpiecznych skoczków.

Będę bardzo mocno trzymać kciuki. Kibicuję i mam wielką nadzieję, że może tutaj na tej kanapie z którąś, może z dwójką z nich będę mogła spotkać się i porozmawiać na temat tego, jak one spełniają swoje marzenia.

Dziękuję bardzo.

Dzięki wielkie!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top