NM 65: Justyna Kozerska – Moda jako sposób na życie

  • 00:41:08
  • 24 maja, 2022
  • 56,4 MB

Zapraszam Cię na spotkanie z Justyną Kozerską, projektantką sukni ślubnych i wieczorowych, ekspertką modową i w temacie wizerunku. Justyna jest także właścicielką atelier modowego „Maco Maco”. 

Rozmawiamy o modzie i związku mody z realizacją marzeń. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to zupełnie niepowiązane tematy, a jednak znalazłyśmy powiązania i to na dwóch poziomach – personalnym, dotyczącym Justyny oraz szerszym, defacto dotyczącym każdego z nas. Jak zawsze, pytam także moją gościnię o jej drogę, tę już przebytą i tę, która jest przed nią.

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Justyna Kozerska – Moda jako sposób na życie” usłyszycie o tym:

  • czym dla niej jest moda;
  • kiedy zdała sobie sprawę z ważności mody w jej życiu;
  • jak wyglądała jej droga zawodowa;
  • kiedy dowiedziała się co chce robić w życiu;
  • jak wyglądały początki jej pracowni;
  • jaki wpływ wywarły osoby, które spotkała w życiu;
  • w jaki sposób znalazła się w telewizji;
  • jakie ma marzenia i jak je realizuje; 
  • dlaczego moda pomaga w budowaniu pewności siebie;
  • jak podchodzić do swojego ubioru.

 

Będę się powtarzać i bardzo się z tego powodu cieszę – uwielbiam energię moich gości. To słychać i widać. Przyznam, że dziś miałam słabszy dzień, doprowadził do tego splot różnych wydarzeń. Jednak dzięki rozmowie z Justyną czuję ogromny przypływ energii. Właśnie taki efekt ma kontakt z ludźmi, którzy są pasjonatami tego co robią, którzy aktywnie spełniają swoje marzenia. 

Już wkrótce zapraszam Cię na kolejną rozmowę pełną pozytywnych emocji! 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

 

Linki dodatkowe: 

Więcej o Justynie znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

 

Cześć, Justyna! Dzięki wielkie za przyjęcie za przyjęcie zaproszenia do podcastu Napędzani Marzeniami. Dziś temat inny niż zazwyczaj, bo nie będziemy mówić o wyzwaniach sportowych czy podróżniczych. Będziemy mówić o modzie. I chciałam się Ciebie zapytać na start, czym dla Ciebie jest moda.

Cześć, Asiu! Bardzo mi miło i bardzo dziękuję za zaproszenie. Jestem naprawdę szczęśliwa, że mogę tu być. Przeglądałam Waszych poprzednich gości i faktycznie temat modowy to nie jest częsty temat, jaki się spotyka. Czym dla mnie jest moda? Dla mnie – absolutnie całym światem! Absolutnie całym światem, totalnie moją codziennością, wszystko układam praktycznie pod to i jak tak sięgnę w głąb siebie, to było tak od zawsze, tylko nie zawsze miałam tego świadomość, że tak jest.

A jaką masz definicję mody taką… Kurcze, nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Raczej myślałam o tym, że powiesz, że to jest sposób, w jaki się ubieramy, może że aktualne trendy, że ta moda się zmienia. I właśnie z takiej perspektywy standardowego człowieka, dla którego moda jest elementem jego życia – bo zaraz pociągnę ten wątek, że moda jest w Twoim przypadku całym Twoim życiem – ale właśnie z perspektywy człowieka, dla którego moda jest elementem życia, to jak można ją zdefiniować?

Wiesz co, tak naprawdę, jak pracuję jako projektantka i jako stylistka, i widzę, że jak zgłasza się do mnie osoba, która chciałaby zmienić swój ubiór, bo dla niektórych to jest po prostu ubiór i ja mam zupełnie tego świadomość, bo jak rozmawiam z księgową, to ja też nie wiem, o czym ona rozmawia, a dla niej są to bardzo ważne rzeczy, tak że tutaj mam świadomość tego, że nie każdy to odbiera w taki sposób jak ja. I to jest super. Bo problem byłby, gdyby każdy to odbierał w ten sam sposób.

Ale nawet na przykładzie osób, które zgłaszają się do mnie po stylizację, mam wrażenie, że modą, ubiorem naprawdę jesteśmy w stanie ubrać kogoś w pewność siebie; w coś, co pokaże, że on się czuje dobrze. I to jest tak, ze umiejętność przedstawienia komuś mody jest taka, że faktycznie, jak jesteśmy totalnymi laikami i zobaczymy te wymyślne przekrzyżowane kreacje na pokazach mody, gdzie one naprawdę mają wzbudzić kontrowersje i dlatego są tak przedstawiane i zobaczymy sobie taką osobę, która po prostu chciałaby wyglądać dobrze, to jak zrobimy to etapami, to naprawdę to może się sprawdzić.

Ale nawet na przykładzie osób, które zgłaszają się do mnie po stylizację, mam wrażenie, że modą, ubiorem naprawdę jesteśmy w stanie ubrać kogoś w pewność siebie; w coś, co pokaże, że on się czuje dobrze.

W Twojej odpowiedzi padło sformułowanie „pewność siebie” i ja właśnie później chciałam do tego nawiązać, mam tutaj na liście swoich pytań, czy moda może być narzędziem do kształtowania pewności siebie. I bardzo się cieszę, że to już padło z Twojej strony i do tego dojdziemy, ale bym chciała teraz przejść do Twojej historii. Powiedziałaś, że moda jest i była od zawsze całym Twoim światem, nie zawsze sobie zdawałaś z tego sprawę. Kiedy zaczęłaś zdawać sobie sprawę z tego, że ona jest dla Ciebie tak ważna?

Z racji tego, że w moim domu moda, krawiectwo były odkąd pamiętam. Moja mama jest krawcową i stąd na pewno się to wszystko wzięło, i to był właśni ten czas, kiedy ja nie zdawałam sobie sprawy, że to jest cały świat, w którym ja uczestniczę. I pamiętam takie momenty, w których moja mama szyła, nawet w domu, i ja siedziałam, patrzyłam, jak to wszystko wygląda, jak to jest upinane na manekinach itd. I jak moja mama pracowała u naprawdę topowych polskich projektantów, ja byłam takim małym dzieckiem, chodzącym do przedszkola czy do wczesnych klas szkoły podstawowej, ona zabierała mnie na te pokazy, ja gdzieś tam przedostawałam się na ten backstage, ja to totalnie chłonęłam. Zawsze moje wszystkie koleżanki ze szkoły czy z liceum mówiły: „Ty zawsze masz takie super sukienki”, a ja to wszystko zawsze sama wymyślałam. Wszystko, wszystko. Ale to było nieświadome, dla mnie to było zupełnie naturalne.

Mam wrażenie teraz, jak o tym mówię, teraz mi to przyszło do głowy, że to jest trochę jak z dziećmi, które mają dwujęzycznych rodziców. One chłoną te języki zupełnie nieświadomie. Ja tak samo, zupełnie nieświadomie chłonęłam tę modę, mimo że moja mama jest krawcową, nie projektantką i nie potrafi zaprojektować, to gdzieś tam zawsze łatwiej mi to wszystko przychodziło, bo widziałam, jak wygląda proces tworzenia tego wszystkiego.

I później przyszedł czas wyboru szkoły po gimnazjalnej, czyli liceum, ja zawsze byłam gdzieś tam pochłonięta taką artystyczną częścią. Nie do końca byłam świadoma tego, czy na pewno moda to jest to, co ja chcę robić. Bo tak jak mówię, dla mnie to było naturalne to, że mama mi szyje to, co ja sobie wymyślę, to, że ja sobie wybieram tkaninę. I nigdy wcześniej nie pomyślałam, że to jest jakiś sposób na życie, tylko że tak po prostu to wygląda i to jest fajny świat, ale on po prostu jest.

Gdzieś tam był pomysł w międzyczasie na bycie aktorką, pamiętam wtedy czasy gimnazjum, mój nauczyciel zapytał nas na koniec, kto jakie ma plany. Jak ktoś powiedział, że chce być nauczycielem, to świetnie, jak ktoś chce być architektem wnętrz, to świetnie, i ja powiedziałam, że chcę być aktorką czy pójść w jakimś kierunku artystycznym. I pamiętam, że on wtedy na całą klasę powiedział: „Ale wiesz, że skazujesz się na bezrobocie?”. I to jest właśnie to, co naprawdę może skrzywdzić takiego młodego człowieka, który zastanawia się. Poruszyło mnie to do tej pory, mam 28 lat, miałam wtedy 14 czy 15, kiedy on tak do mnie powiedział, pomyślałam sobie wtedy „Ja ci pokażę, zobaczysz!”. I poszłam do tej szkoły artystycznej. I powiedziałam sobie, że naprawdę chcę to zrobić.

W międzyczasie jeszcze, jak byłam w gimnazjum, trafiłam na taki konkurs Destination Imagination, to jest taki międzynarodowy konkurs kreatywności. Finał jest organizowany w USA, a edycje są robione mniej więcej w każdym kraju. I polega on na takim kreatywnym rozwiązywaniu problemów, ale konkurs jest teatralny. Plus są takie małe dzikie karty – jeżeli się wygra, to jest się przyłączanym do jakiejś drużyny i startuje się w tym finale międzynarodowym. I co niesamowite – i tego wtedy też nie byłam świadoma – to ja zdobyłam tę dziką kartę, za najlepszy strój sceniczny. Więc, mimo że konkurs był teatralny i chciałam być wtedy aktorką, to zdobyłam tę dziką kartę na ten konkurs sceniczny. Więc to też było super.

Niestety w konkursie nie wystartowałam, bo szkoła, do której uczęszczałam wtedy, nie przychyliła się do tego, żeby mi pomóc, ja nie miałam wtedy funduszy takich, żeby to wszystko było zapłacone przez moich rodziców, a tak jak mówię, szkoła nie stanęła na wysokości zadania i mi nie pomogła, ale na szczęście trafiłam do tego liceum, które było wspaniałe, i tam po raz pierwszy wystartowałam w konkursie na projektanta i udało mi się go wygrać. I to był wtedy taki moment, że mówię sobie: „Jejku, ja to zrobiłam. To już nie jest takie po prostu, że ja sobie rysuję, mówię mamie, co ja chcę, tylko ja to naprawę zrobiłam i to naprawdę zostało docenione”. I jak słyszałam od jury, że to było zupełnie coś ponadto, czego można oczekiwać po 16-letniej dziewczynie, to był moment, w którym sobie powiedziałam: „To jest naprawdę mój sposób na życie”.

Później zrobiłam maturę i jakoś tak w międzyczasie stwierdziłam, że te studia niekoniecznie są mi potrzebne i że ja nie do końca chcę to robić. I mając 18 lat, założyłam z moim bratem firmę odzieżową. Projektowałam stroje sportowe. I gdzieś tam to była inna moda. Tak że znam modę z każdej strony. Bo na co dzień teraz zajmuję się sukniami ślubnymi i wieczorowymi, więc te suknie to jest takie wypielęgnowane czasami marzenie naprawdę od dziecka. Jak ja rozmawiam z tymi dziewczynami, to nie jest sukienka – to jest suknia ślubna.

A znam też modę z tej strony, gdzie projektowałam jako 18-latka ciuchy sportowe, lifestyle’owe, udało nam się zdobyć kontrakt na zaprojektowanie odzieży dla reprezentacji Polski w wakeboardzie, więc dla mnie to było coś. Miałam 19 lat i zaprojektowałam ciuchy dla reprezentacji Polski. To było coś naprawdę super, tylko że ja nie do końca się w tym spełniałam. Tak że ja czułam, że fajnie jest projektować tę odzież codzienną, ale niekoniecznie to jest to, co daje mi 100% radości z tego wszystkiego.

Mam wrażenie teraz, jak o tym mówię, teraz mi to przyszło do głowy, że to jest trochę jak z dziećmi, które mają dwujęzycznych rodziców. One chłoną te języki zupełnie nieświadomie. Ja tak samo, zupełnie nieświadomie chłonęłam tę modę, mimo że moja mama jest krawcową, nie projektantką i nie potrafi zaprojektować, to gdzieś tam zawsze łatwiej mi to wszystko przychodziło, bo widziałam, jak wygląda proces tworzenia tego wszystkiego.

Dopytam jeszcze. To liceum to było już liceum kierunkowe, czy to było liceum ogólnokształcące?

Liceum było ogólnokształcące, ale mocno ukierunkowane dla artystycznych dusz, tak bym to nazwała. Była klasa dziennikarska, była klasa aktorska, do której poszłam ja, była klasa muzyczna, plastyczna. Ja do plastycznej nie poszłam, bo chciałam być aktorką. Tutaj trzymałam się tego do końca.

Skończyłam liceum i moja wychowawczyni, która jest wspaniałą kobietą, mam kontakt z nią do teraz, powiedziała: „Justyśka, ty musisz pójść na studia, nie ma innej możliwości!”. I stwierdziłam, że aktorstwo to chyba nie jest do końca to, co mnie cieszy i co bym chciała robić, ale mówię sobie: No dobrze, no to co? Byłam na wolontariacie w domu dziecka przez całe to liceum i tak stwierdziłam, że a może w tym kierunku?

Totalnie stanęłam na środku skrzyżowania i nie wiedziałam, w którą stronę pójść. I właśnie tutaj zrodził się ten pomysł, że pedagogika. Poszłam na pedagogikę… totalnie nie to! Pomoc wolontariacka jest super i pójście na te studia też pokazało mi jakieś narzędzia pracy, które mogłabym wykorzystać, gdybym chciała pójść w tę stronę, ale to w ogóle nie było to, co chcę robić w życiu.

Równocześnie prowadziłaś firmę z bratem?

Równocześnie prowadziłam firmę, nie przerywając tego, do tej pory to robimy, tylko już na trochę innych warunkach – ja tylko projektuję, a oni zajmują się całą resztą.

Pewnego dnia jechałam samochodem, świeciło słońce, leciała piosenka Dżemu, i tam był taki piękny tekst: „Mam już tego dość. Po co mi to wszystko”. I ja dokładnie, jadąc tym samochodem, powiedziałam sobie: Mam już tego dość. Po co mi to wszystko? I w tym momencie podjęłam decyzję, że już ani razu nie zjawiłam się na tej uczelni. Ani razu. I dokładnie tego samego dnia poszłam do mojego brata i powiedziałam: „Posłuchaj, robimy tak: Ja znajduję pracownię, musi być na Saskiej Kępie, wynajmujemy ją i ja chcę mieć tę pracownię, chcę robić sukienki wieczorowe, suknie ślubne, to jest to, co ja chcę robić w życiu”. I to było 100% świadomej decyzji. Pierwszy raz poczułam, że to jest dokładnie to, co ja chcę robić w życiu. I dokładnie tak było.

I poczułaś to. To nie jest tak, że byłaś na tym skrzyżowaniu i zrobiłaś sobie listę: pedagogika – plusy i minusy, dalsze projektowanie odzieży sportowej – plusy i minusy, suknie wieczorowe, ślubne – plusy i minusy. Nie?

Ja nie należę do tych osób, to nie zawsze jest dobre, ale ja naprawdę poczułam, że to jest to, co ja chcę robić w życiu. Dlatego mówię, że moda jest całym moim światem. Bo jest ze mną totalnie od zawsze. Teraz ja po prostu już tym żyję. To po prostu poszło dalej i jestem w miejscu, w którym jestem bardzo zadowolona. Nauczyłam się jednej rzeczy, której wydaje mi się, że na początku nie mogłam zupełnie zrozumieć. To jest trochę à propos marzeń i ambicji. Bo marzenia są wspaniałe i mam je i mam kierunki, w które chcę iść, tylko że wcześniej nie dostrzegałam tego, że ta droga do tego marzenia jest najistotniejsza. Nie samo marzenie. Bo w życiu może się wydarzyć tyle rzeczy, na które totalnie nie mamy wpływu, a ta droga to jest coś, co przeżywamy teraz, bo życie jest tu i teraz. Nie wiemy, co będzie jutro, nie wiemy, co będzie pojutrze, wiemy, co jest teraz, na to mamy wpływ. I ja wtedy, jadąc tym samochodem, słuchając tej piosenki Dżemu, powiedziałam sobie: Tak, na to mam wpływ. Chcę to zmieniać, chcę robić w życiu to, co sprawia, że jestem szczęśliwa. I tak sobie pomyślałam o tym nauczycielu z gimnazjum, który uczył nas WOS-u i mówię sobie: No i co?

Nauczyłam się jednej rzeczy, której wydaje mi się, że na początku nie mogłam zupełnie zrozumieć. To jest trochę à propos marzeń i ambicji. Bo marzenia są wspaniałe i mam je i mam kierunki, w które chcę iść, tylko że wcześniej nie dostrzegałam tego, że ta droga do tego marzenia jest najistotniejsza. Nie samo marzenie. Bo w życiu może się wydarzyć tyle rzeczy, na które totalnie nie mamy wpływu, a ta droga to jest coś, co przeżywamy teraz, bo życie jest tu i teraz. Nie wiemy, co będzie jutro, nie wiemy, co będzie pojutrze, wiemy, co jest teraz, na to mamy wpływ.

No właśnie. I teraz ciężko powiedzieć, czy on Ci pomógł, czy on Ci zaszkodził. Bo z jednej strony faktycznie takie słowa, że skazujesz się na bezrobocie, mogą totalnie podciąć skrzydła, z drugiej strony mogą dodać takiej energii, że ja ci pokażę, że zrobię to, co chcę zrobić, nieważne co ty powiesz.

Wiesz, bo złość w takich momentach jest napędzająca niejednokrotnie, ale nie każdy taką złość otrzyma. Więc jeżeli on usłyszy takie słowa od nauczyciela przy całej klasie, niekoniecznie może to na niego dobrze wpłynąć. Tak że tutaj to chyba jest siła charakteru i wypracowania, bo nie zawsze każdy jest silny. I ja też nie zawsze jestem silna. I niejednokrotnie było mi bardzo przykro, że coś takiego usłyszałam.

Tak, tak. To, co ja powiedziałam, to absolutnie nie jest w obronie tego nauczyciela, myślę, że tak się zdarzyło, że w Twoim przypadku zadziałało to na ambicje, ale absolutnie nie wyobrażam sobie, jak można tego typu słowa do młodego człowieka powiedzieć.

Droga. Najważniejsza jest droga. Powiedziałaś, że okay, spotkałaś się z bratem i powiedziałaś „pracownia, Saska Kępa” – to była taka decyzja płynąca prosto z serca. Jaka była dalsza droga?

Jaka była dalsza droga? Usiedliśmy. Zastanowiliśmy się, co i jak. Trzeba pamiętać, że ja byłam dziewczyną na pierwszym roku studiów. Ja nie miałam zaplecza finansowego pozwalającego na to, żeby otworzyć sobie pracownię, zrobić sobie to wszystko tak, jak chcę. Ale miałam coś niesamowitego, czyli ambicję i wsparcie rodziny – niewyobrażalne. Moja rodzina dla mnie, jeśli zabrakłoby mi nogi, to wiem, że oni mi ją dadzą. I to jest nawet nie do opisania, jaka to jest dla mnie ważne w życiu.

Usiedliśmy, zastanowiliśmy się, co i jak, i tak jak wspominałam, nie miałam zaplecza finansowego pozwalającego na to, żeby wynająć sobie wymarzoną pracownię z drewnianą podłogą i wielkimi okiennicami, to zupełnie tak nie wyglądało. Znalazłam sobie pracownię, na którą było mnie w tym momencie stać, mój brat pożyczył mi pieniądze. I własnymi rękami przez trzy tygodnie zrobiliśmy remont totalnej rudery, którą wynajęliśmy. To było absolutnie najbrzydsze pomieszczenie, w jakim kiedykolwiek byłam, ale doprowadziliśmy je do takiego stanu, w którym uwielbiałam tam być. Uwielbiałam tam przychodzić, spędzałam tam dzień i noc i było mi tam wspaniale.

Poszłam do mojej mamy i jej powiedziałam o tym, ona pracowała u polskich projektantów, tak jak wspominałam, przez 12 lat pracowała u jednego z najlepszych polskich projektantów i w międzyczasie on zamknął swoją działalność, moja mama straciła pracę i to wszystko było w jednym roku. Ona chciała troszkę odpocząć od innych artystów, robiła trochę w domu jakieś inne rzeczy, i ja do niej poszłam i powiedziałam: „Słuchaj, to jest ten czas. Idziesz ze mną, ja już wszystko wymyśliłam i to robimy”. Moja mama była totalnie przerażona, co z tego wszystkiego wyniknie i pamiętam, jak zrobiliśmy ten remont, moja mama tam przyszła i tak: „No i co ja tu będę robić?”.

Ale wszystko z biegiem czasu i małymi krokami potoczyło się super i uważam, że miałam niesamowite szczęście do ludzi, na których trafiłam na swojej drodze. Bo to wszystko poszło jak taka nitka. Ja bardzo dużą wagę przykładam do każdego projektu, który wypuszczam spod mojej ręki i zawsze to tłumaczę, że to nie jest tak, że chcę zrobić sukienkę, wydać i mnie to nie interesuje. Ja się pod tym podpisuję.

To też jest tak, że czasami się nie zgadzam na jakieś poprawki w projekcie, bo wiem, że to nie będzie dobrze wyglądało. I tak jak wspominałam o tej księgowej. Ja księgowa mi powie, że to trzeba policzyć w ten sposób, to ja z nią nie dyskutuję, bo ja się na tym nie znam. Więc trzeba mieć tę świadomość, że czasami trzeba po prostu zaufać komuś, kto w danej dziedzinie wie trochę więcej od nas i trochę dłużej w tym siedzi.

Ale miałam coś niesamowitego, czyli ambicję i wsparcie rodziny – niewyobrażalne. Moja rodzina dla mnie, jeśli zabrakłoby mi nogi, to wiem, że oni mi ją dadzą. I to jest nawet nie do opisania, jaka to jest dla mnie ważne w życiu.

A jeśli klientka się upiera?

To pokazuję jej na manekinie, że niekoniecznie to tak może wyglądać. To też nie jest tak, że ja przyszłam i wszystko wiedziałam. Ja się wszystkiego uczyłam. Pamiętam przecież, jak wszystkie moje pierwsze spotkania były w pracowni, to ja siedziałam z moją mamą i ona tłumaczyła na zasadzie konstrukcji, jak to powinno wszystko wyglądać. To nie było tak, że ja od razu wszystko wiedziałam. Ja wiedziałam, co chcę zaprojektować, ale zaprojektować to jest jedno, a żeby wiedzieć, jak daną sukienkę stworzyć, jak to powinno konstrukcyjnie wyglądać, to jest zupełnie inna rzecz.

I to trochę różni projektanta od osoby, która tę sukienkę wykonuje. I ja, zanim miałam pracownię taką, że podpisuję się już tylko i wyłącznie swoim nazwiskiem i tylko i wyłącznie robię takie rzeczy, to współpracowałam z różnymi projektantami i widzę, że jednak ten kurs krawiecki to jest coś, co jest po prostu nieocenione. Zawsze się śmieję do mojej mamy, że to są dinozaury, bo krawcowych już nie ma. Nie wiem, czy słyszałaś, żeby ktoś teraz na pytanie „Kim będziesz?” odpowiadał – krawcową. No nie, będziesz projektantem, mało kto chce być krawcową. Więc trochę tak to działa. A tutaj moja mama dała mi niesamowitą wiedzę, i to jest coś, czego nie kupiłabym za żadne pieniądze. Nie dałby mi tego absolutnie nikt. I nie poświęciłby mi też tyle czasu.

À propos mamy, powiedziałaś, że była przerażona. Dlaczego?

Moja mama ma taki charakter. Ona jak ma coś zmienić w swoim życiu, to jest to dla niej taka ogromna zmiana, że ona się bardzo tego boi. Bardzo bała się jakiejś takiej odpowiedzialności. Wydaje mi się, teraz tak patrząc z perspektywy czasu, że to, że jestem jej córką, to też ma znaczenie. Ale zaryzykowała i jestem jej za to ogromnie wdzięczna.

Kiedy szłyśmy przez to od początku, zdobywałyśmy pojedyncze klientki, później wszedł Facebook, Instagram, cała machina social mediów, więc już zadziałało nam wszystko tak, jak ja o tym marzyłam, i to właśnie było też trochę to moje marzenie. Tak jak wspominałam, bardzo dużą przykładam wagę do tego, jak robię moje projekty, że to jest naprawdę robione na 100% i moich możliwości i możliwości mojej pracowni, tego, pod czym ja się podpisuję. Dzięki temu klientki często polecają mnie dalej i tak to wszystko szło. W międzyczasie udało mi się zrobić, zupełnie nieświadomie, dla bardzo znanej dziennikarki sukienkę ślubną. Gdybym wiedziała, kim ona jest, to może bym się zestresowała, ale nie miałam tej świadomości i podeszłam do tego tak, jak do każdej panny młodej, więc zrobiłam cały wywiad, porozmawiałam, czy ma jakieś sprecyzowane oczekiwania co do sukni i w ogóle, co do całego dnia, bo to też bardzo często jest tak, że dziewczynom podobają się sukienki boho, ale ślub chcą mieć glamour, więc to trzeba gdzieś tam też złapać w ryzy.

I ja też jestem od tego, żeby porozmawiać z tą dziewczyną i trochę jej pomóc, bo ja słyszałam tych historii już naprawdę wiele, bo stworzyłam wiele sukien ślubnych. Każda z tych historii jest inna, ale z każdej wyciągam jakieś wnioski i staram się przekazać je dalej i trochę pomóc okiełznać to, bo pamiętajmy, że przy ślubie jest świadkowa, która coś doradza, mama, która coś doradza, teściowa, która coś doradza, przyjaciółka, która coś doradza i sąsiadka, która mówi, że absolutnie nie możesz mieć takiej sukienki, bo nie.

Tak że tutaj ta dziewczyna, która stoi przed organizacją tego wesela i jest to bardzo duże wydarzenie w jej życiu, często jest też zagubiona. Są dziewczyny, które wiedzą, czego chcą, mówią, że chcą tak, tak, tak i tak, i super. Ale są też dziewczyny, które przychodzą właśnie z takimi trzema doradczyniami, każda mówi co innego, i kogo posłuchać? Więc to też jest taka trochę umiejętność, żeby komuś z tym pomóc.

Wspomniałaś, że miałaś dużo szczęścia, bo pojawiały się w Twoim życiu osoby, które powodowały, że Twoja droga rozwija się właśnie w takim kierunku, w którym chcesz, żeby się rozwijała. Czy to szczęście dotyczy także osób, które wprowadziły Cię do telewizji? Bo można Cię spotkać w różnego rodzaju programach.

Tak, na pewno. To jest właśnie ten element, o którym mówiłam, że trzeba być w odpowiednim miejscu o odpowiedniej godzinie w odpowiednim czasie. To jest coś takiego, że jak zrobiłam już tę suknię dla tej dziennikarki, to okazało się, że dziennikarka ma stylistę, który zobaczył tę sukienkę, mówi: „Kto to zrobił?” i kontakty są przekazywane dalej.

Tak że trochę to jest szczęście napotkanej osoby na swojej drodze, a trochę własna praca. Bo gdyby ta sukienka nie była wykonana tak, jak była wykonana, to nikt by nie zapytał, kto tę sukienkę zrobił. Później doszedł kontakt do Tańca z Gwiazdami i wykonywałyśmy sukienki do tego programu. Sukienki niesamowicie kolorowe, niesamowicie można było wyżyć się artystycznie. Tempo pracy przeogromne, z tygodnia na tydzień, wszystkie programy robione live, więc nie było opcji, żeby coś przełożyć. Sukienki miewały po 12-15 tys. kamieni, każdy jeden kamień był klejony ręcznie. Więc to było naprawdę coś. Wspominam to z uśmiechem na twarzy, to była wspaniała przygoda w moim życiu, dała mi bardzo wiele, wiele nauczyła, ale też bardzo wiele musiałam poświęcić w swoim życiu i skupić się tylko i wyłącznie na tym.

Pamiętam momenty, w których pracowałam tyle, że moi znajomi mówili: „Halo?”, a ja im odpowiadałam: „Wybaczcie, ale ja to muszę zrobić, to jest program na żywo, to musi iść”. Ale to było super. Efekt, który potem się widziało w telewizji, było spełnieniem moich ambicji i to było niesamowite, mówiłam sobie Jezu, jakie to jest fajne. Pamiętam, jak siedziałam jako kilkuletnie dziecko, oglądałam Taniec z Gwiazdami, a teraz siedzę na tej kanapie i oglądam sukienki, które zrobiłam. W życiu o tym bym nie pomyślała. W życiu nie wpadłabym na to, że ja te sukienki kiedykolwiek mogę robić. To nie było nawet moje marzenie, bo to przyszło nagle zupełnie znikąd i sprawiło mi ogromną radość i satysfakcję. To było naprawdę super.

A co do telewizji, to jeszcze zupełnie odrębny temat, i tu też są sytuacje trochę z przypadku, a trochę z własnej pracy. Byłam na imprezie, nawet nie branżowej, ale zaprojektowałam sobie sukienkę, która powstała też w krótkim czasie, jak to u mnie bywa, i zatrzymał mnie chłopak i zapytał, co to jest za sukienka, skąd ona jest. Ja mówię, że to mój projekt. Mało tego, powstał wczoraj wieczorem, dziś została uszyta, a jestem wieczorem w tej kreacji. Znajomy znajomego, pogadaliśmy itd. i odezwał się po kilku dniach, że on współpracuje z programem śniadaniowym i że poszukują stylistki i że uważa, że sprawdziłabym się świetnie.

Było to już 2,5 roku temu, albo nawet 3. Poszłam pierwszy raz, zupełnie nie wiedząc, na co się piszę. Jestem do dzisiaj i rewelacyjnie się w tym odnajduję. Bardzo dużo frajdy mi to sprawia. I co jest niesamowite, że na początku zastanawiałam się, jakie to jest wszystko duże, niesamowita ilość kamer, jak ci prowadzący się w tym odnajdują, jak to wszystko działa, ale faktycznie z biegiem czasu jesteśmy w stanie się trochę przyzwyczaić do tej sytuacji i po prostu w to pójść.

Więc tak sobie myślę, że to ryzyko, które podjęłam i podjęcie tego marzenia, które trochę było wtedy nieświadome, tak bardzo mi się opłaciło i tak bardzo jestem szczęśliwa, że zadecydowałam to, co zadecydowałam i że nie rozpisałam tej tabelki. Bo nie wiem, czy gdybym to zrobiła, to czy te plusy i minusy przechyliłyby się we właściwą stronę. Ale opłacało się.

Byłam na imprezie, nawet nie branżowej, ale zaprojektowałam sobie sukienkę, która powstała też w krótkim czasie, jak to u mnie bywa, i zatrzymał mnie chłopak i zapytał, co to jest za sukienka, skąd ona jest. Ja mówię, że to mój projekt. Mało tego, powstał wczoraj wieczorem, dziś została uszyta, a jestem wieczorem w tej kreacji.

Mówisz o marzeniu, mówisz o drodze. Czy mówisz o jakimś konkretnym marzeniu, które masz sprecyzowane i wiesz, że w jakimś horyzoncie czasowym chcesz do niego dojść? Czy ono jest takie namacalne, zdefiniowane, że można je jednym, dwoma zdaniami opisać?

Nie. Myślę, że największym moim marzeniem jest rozwój w tym, co robię. I to jest to, co zrozumiałam – że nie konkretny cel, a droga. To jest właśnie to, o czym mówię. O Tańcu z Gwiazdami nigdy nie pomyślałam, o występowaniu w Pytaniu na Śniadanie nigdy nie pomyślałam, o zrobieniu Projektu Lady też nigdy nie pomyślałam. Jakby to wszystko przyszło pracą, którą robię na co dzień. Gdybym stanęła w pewnym momencie i zatrzymała się i nie rozwijała dalej, te wszystkie momenty by do mnie nie przyszły, więc ten rozwój to jest chyba moje największe marzenie. Rozwój w tym kierunku, w którym podążam.

A jak, tak namacalnie realizujesz ten rozwój? Czy to są kursy? Czy to jest próbowanie innego typu projektów, bo mówiłaś o odzieży sportowej, suknie ślubne, suknie wieczorowe… No właśnie, jak ten rozwój realizujesz w praktyce?

Bardzo dużo czasu spędzam w hurtowaniach tkanin i tam jest dla mnie wiele inspiracji. Uwielbiam pracować na jedwabiach i naturalnych tkaninach, dla mnie przepaść między tkaniną naturalną a tkaniną sztuczną jest ogromna. Te sukienki zupełnie inaczej się układają, zupełnie inaczej wyglądają, zupełnie inny odbiór ma panna młoda, albo po prostu moja klientka, która wybiera ode mnie projekt. I widzę, jak to pracuje i jak wygląda.

Co do samych kursów, nie robię czegoś takiego, bardzo dużo czasu spędzam w internecie, oglądając inspiracje. Dla mnie taką codzienną nauką jest nawet przygotowywanie się do programów, bo tematy, są narzucane przez produkcję i ja się do tego tematu przygotowuję. Więc to jest fajne, że ja się cały czas rozwijam. Bo mogłabym się zatrzymać i powiedzieć, że ja już wiem, jak zrobić sukienkę i nie potrzebuję już więcej. Niekoniecznie. To tak nie działa. Jeżeli rozmawiamy np. o gramaturach tkanin, niekoniecznie jest mi to potrzebne na co dzień, ale dobrze jest to wiedzieć, bo można po prostu odpowiedzieć na więcej pytań, można więcej zaoferować klientce i to jest coś, co na pewno też pomaga.

Wracając do pewności siebie, dlaczego myślisz, że ubrania, moda pozwala zbudować tę pewność siebie?

Z doświadczenia. Jak mam klientkę, ha! Nawet nie klientkę, bo czasami stylizuję też mężczyzn, i u nich też to widać, np. miałam raz chłopaka, który zgłosił się do mnie, bo postanowił, że chce zawalczyć o awans w pracy. Pracuje w korporacji i postanowił o ten awans zawalczyć i uznał, że do tego potrzebny jest mu inny wygląd, bo jak będzie inaczej wyglądał, to będzie bardziej pewny siebie. Więc to widać w oczach, widać po wyrazie twarzy.

Umiejętność ubrania kogoś polega na tym, że jeżeli ktoś ubiera się zwyczajnie, standardowo, nie wyszukuje nie wiadomo jakich trendów, które panują teraz w modzie, i ja bym nagle wyskoczyła z założeniem koszuli tył na przód, to ta osoba mogłaby raczej wybiec z tej przymierzalni albo z mojej pracowni, i zupełnie się nie dziwię. Jestem w ogóle przeciwniczką za małych ciuchów, i to jest coś, czego nienawidzę i zawsze z tym staram się walczyć. I tutaj często napotykam się z taką ścianą, że ale jak to, dopasowana koszulka jest dobra. Może dopasowana tak, ale za krótka niekoniecznie.

Więc tutaj bardzo ważny jest też wywiad, jaki przeprowadzi się z daną osobą. Jakie on ma oczekiwania, jaki status w pracy, bo to też jest różnica i trzeba wziąć to pod uwagę. Albo to, czy on chce zmienić garderobę codzienną, czy tylko garderobę do pracy. I wtedy, etapami, można pokazać, jak możemy zmienić swoją garderobę. I w tym procesie zmiany, po raz któryś jak zmieniamy tę odzież przed lustrem, nagle jest moment, że jejku, to naprawdę dobrze wygląda. I uśmiech na twarzy i zupełna zmiana myślenia jest super.

Znam z autopsji. Bo też czasem, jak nagrywamy jakieś filmy i przychodzi wizażysta i maluje mnie i potem patrzę w lustro, to faktycznie, ten uśmiech z automatu pojawia się na twarzy i jest taka satysfakcja, kurcze, że ja mogę tak wyglądać.

Tak, bo ja mam w ogóle wrażenie, że niektóre osoby mówią sobie, że oni tak nie będą wyglądać, bo nie mają np. 1,8 m wzrostu, 90 w biodrach. Nie! Absolutnie nie! Moda to nie jest wymiar, który jest podawany 96-69-96, absolutnie nie! Modą należy się bawić. Nie należy ślepo podążać za trendami, bo nie tędy droga, zupełnie. Teraz są modne bardzo intensywne kolory. Ja nie czuję się w nich dobrze i nie będę ich zakładać. I nie ma z tym problemu. Trzeba pamiętać o tym, że należy mieć swój styl, należy mieć swoje przekonania, ale fajnie jest sięgnąć do profesjonalisty, do osoby, która się tym zajmuje, żeby to z Ciebie wydobyć. To jest to, co z tym makijażem. Wiesz, o co chodzi? Ja sama też bym się tak nie umalowała tak, jak maluje mnie makijażystka. ALe fajnie jest wziąć od niej jakąś radę, którą można sobie przenieść na co dzień do swojego świata.

No właśnie. À propos rad. Nie wiem, czy to jest możliwe, żeby udzielić takich uniwersalnych rad, ale poproszę Cię o takie właśnie uniwersalne rady odnośnie do ubierania się. Co zrobić, żeby tę pewność siebie zwiększać?

Takie uniwersalne rady nie są chyba tutaj najlepszym kierunkiem, bo każdy z nas jest inny. Ale! Takie totalnie podstawowe rady, to są te za małe ciuchy, z którymi walczę, bo to jest naprawdę zmora. Wiele osób zakłada za małe ciuchy, nie wiem, czym to jest spowodowane. Więc trzeba mieć tutaj tego świadomość. Niepodążanie ślepo za trendami.

Co do samych kolorów, zauważyłam, że dziewczyny o większych rozmiarach mają tendencję do tego, że muszą ubierać się na czarno. Absolutnie nie! Jasne kolory pięknie rozświetlają naszą twarz. I jeżeli jesteśmy zmęczone, potrzebujemy takiego fajnego rozświetlenia, to biała koszula przy twarzy naprawdę super się sprawdzi. À propos białego, to ostatnio właśnie zaczepiła mnie pewna dziewczyna i zapytała, jak to jest z tym białym, bo jak zakłada białą koszulę, to nie wygląda w niej dobrze. Bo między białym a białym jest ogromna różnica kolorów. Jeżeli wybierzemy taki biały niebieski, on naprawdę jest mało twarzowy, ale jeśli wybierzemy ciepłą biel, to ona zdecydowanie świetnie na nas zagra.

Co do spodni, jeżeli chcemy wydłużyć optycznie swoje nogi, zakładamy spodnie z wysokim stanem i wkładamy sobie bluzkę do środka. Jeżeli nasze proporcje sylwetki na to nie pozwalają, to świetnie sprawdzi się samo wsadzenie koszulki z przodu do środka, a z tyłu wyciągnięcie. Tak że tych rad jest naprawdę dużo, ale gdzieś tam trzeba to wszystko dopasować do siebie.

Justyna, już tak na sam koniec, jak bym mogła Cię poprosić o radę też, albo taką myśl, którą chciałabyś, żeby zapamiętali widzowie, słuchacze. Jakąkolwiek. Czy związaną z realizacją Twojej drogi, pasji, bo urzeka mnie, jak opowiadasz o modzie, faktycznie widzę, czuję i słyszę, że ta moda jest całym Twoim światem, więc to może być rada związana z pasją, z czymkolwiek. Jedna myśl.

O kurcze, mam teraz w głowie tyle myśli, jak to złączyć w jedno?

Dobra, zwiększam limit, może być do trzech myśli.

Tak sobie myślę, że chyba niepoddawanie się mimo wielu napotkanych przeszkód. Bo teraz fajnie to brzmi z perspektywy czasu, jak sobie rozmawiamy, ale jak byłam w tym samochodzie, słuchałam tego Dżemu, to niekoniecznie byłam przekonana, czy to na pewno jest dobry pomysł. I miałam momenty, że np. niekoniecznie starczało mi na czynsz, bo były takie czasy, jakie były i nie miałam tych klientek za dużo.

Niepoddawanie się, podążanie za swoimi marzeniami, nieprzejmowanie się tym, co powiedzą w koło, i to też się tyczy tych moich panien młodych, żeby one się niekoniecznie tym przejmowały, ze mama albo babcia powiedzą: „A dlaczego ty nie masz takiej koronki na tej sukience?”. To jest Twój dzień, to jest Twoje życie i to jest Twoja droga. i nikt tego życia za Ciebie nie przeżyje. A życie jest tu i teraz.

Wielkie dzięki! Piękna puenta. Do zobaczenia! Kibicuję Twojej drodze.

Dziękuję bardzo.

Będę się powtarzać i bardzo się z tego powodu cieszę. Uwielbiam energię moich gości. To słychać i widać. Przyznam, że dziś miałam słabszy dzień, doprowadził do tego splot różnych wydarzeń. Jednak dzięki rozmowie z Justyną czuję ogromny przypływ energii. Właśnie taki efekt ma kontakt z ludźmi, którzy są pasjonatami tego, co robią, którzy aktywnie spełniają swoje marzenia.

Już wkrótce zapraszam Cię na kolejną rozmowę pełną pozytywnych emocji.

Do zobaczenia!

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top