fbpx

NM 35: Działam, żeby moim prawnukom żyło się lepiej. Rozmowa z Michałem Pacą

  • 00:48:34
  • 16 lutego 2021
  • 66,6 MB

To miał być pierwotnie odcinek o lasach i fundacji Las Na Zawsze. Jak możemy je chronić i wspierać rozwój obszarów porośniętych drzewami. Okazało się jednak, że mój rozmówca to arcyciekawy człowiek o znacznie szerszym spojrzeniu na świat i życie. 

Dlatego rozmowa ewoluowała wręcz naturalnie w kierunku edukacji, społecznej odpowiedzialności biznesu, bogactwa i wiedzy. 

Myślisz, że w tym temacie wszystko zostało już powiedziane? Jestem przekonana, że nie jedno zdanie Cię zaskoczy 🙂

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Działam, żeby moim praprawnukom żyło się lepiej” z Michałem Pacą usłyszycie o tym:

  • jak powstała fundacja Las Na Zawsze;
  • jaka jest rola drzew w przestrzeni miejskiej;
  • jak można wspomóc sadzenie lasów;
  • co się stało, że przewartościował swoje życie i zaczął się angażować w to, co ważne;
  • w jaki sposób łączy biznes z działalnością prospołeczną;
  • dlaczego zaczął angażować się w edukację młodych ludzi;
  • dla kogo skierowany jest program School of Life i co daje uczestnictwo w nim;
  • czym jest dla niego społeczna odpowiedzialność biznesu;
  • jak sprawnie dzieli czas pomiędzy tak wiele projektów;
  • jakie ma podejście do posiadania pieniędzy i tematu bogactwa;
  • co zmieniło w jego życiu Porozumienie Bez Przemocy;
  • czym jest medytacja w ruchu i jak pomaga mu w życiu;
  • jakie ma marzenia?

 

Zapraszając gości wiem, że są ciekawymi i inspirującymi osobami, jednak niezmiennie zadziwia mnie to przy każdej okazji. 

Entuzjazm i energia Michała sprawiły, że mam w sobie jeszcze więcej siły i chęci do działania, a przede wszystkim myślę intensywnie, jak ja mogę zadbać o pokolenie moich praprawnuków. 

Michał to osoba, którą z łatwością można nazwać wzorem do naśladownia. Swoją postawą może przyprawiać wręcz o zawstydzenie, jednak pokazuje też, że każdy z nas może dołożyć cegiełkę do polepszenia tego świata, który w końcu wszyscy razem dzielimy. 

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Las Na Zawsze - działam, aby prawnukom żyło się lepiej

Osoby i miejsca wspomniane w rozmowie:

Więcej o Michale znajdziesz tu:

 

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

Michał, bardzo się cieszę, że przyjąłeś zaproszenie do podcastu Napędzani Marzeniami. Dziękuję ci! Jest to bardzo ciekawy zbieg okoliczności, ale tak jak przed rozpoczęciem nagrania sobie powiedzieliśmy „nie ma zbiegów okoliczności, to po prostu miało się wydarzyć”.

Początkowo chciałam porozmawiać z tobą o fundacji Las Na Zawsze, dlatego że w pewien sposób skradliście moje marzenie! Bo ja miałam kiedyś takie, żeby posadzić 1000 drzew.

Bardzo się cieszę, że to marzenie skradliście i chciałam zapytać jak do tego doszło – a lista pytań jest naprawdę długa. Zacznij więc o od lasów!

Doszło do tego tak, że myślę, że mnóstwo osób miało ochotę sadzić lasy, tworzyć przestrzeń dla drzew – i akurat się okazało tak, że miałem trochę wolnego czasu i środków, więc ja się tym zająłem. W taki sposób, że znalazłem ludzi, którzy mieli ochotę dokładnie na to samo – połączył nas jeden z naszych wspólnych znajomych.

Dla mnie jest to tak, że miałem moment, w którym bardzo poruszyła mnie taka świadomość, kiedy stałem pod drzewem, pod którym stoję bardzo często – ze dwa razy w tygodniu – patrzyłem na nie, obok stał mój dwunastoletni syn i uświadomiłem sobie, że pod tym drzewem za 70 lat Jaś będzie mógł stać ze swoimi prawnukami. Czuję głębokie wzruszenie, taką niesamowitą energię do robienia rzeczy, jak mam myśl, że coś, co robię ma znaczenie dla moich praprawnuków. Dla tego pokolenia, którego ja nigdy nie spotkam. Wtedy właśnie poczułem tę energię do tego, żeby sadzić lasy. Sadzenie lasów to jest uproszczenie tego, co my robimy.

Jak mówisz Napędzani Marzeniami, to gdzie ja się czuję jakby to był mój podcast, bo ja od któregoś momentu w życiu, jak odpuściłem sobie udowadnianie innym kim jestem albo że jestem lepszy niż rówieśnicy ze SGH-u i tak dalej, i dałem się ponieść marzeniom, to ja po prostu jestem szczęśliwszy. Robię więcej rzeczy, które mają znaczenie dla mnie, które mam ochotę robić.

Marzenia są dla mnie nieodłącznym elementem codzienności.

Bardzo się cieszę! Bo to oznacza, że jesteś właściwym gościem. Właśnie z takimi osobami jak ty, które realizują aktywnie swoje marzenia chce rozmawiać i pokazywać jak te marzenia spełniają.

Powiedziałeś o tym momencie, że stałeś pod drzewem z synem i pomyślałeś, że za 70 lat to Jaś będzie stać ze swoimi wnukami pod tym samym drzewem.

I co się wydarzyło? Okej, była ta myśl i co dalej – zacząłeś rozmawiać, opowiadać czy od razu pomyślałeś o tym, że chcesz, żeby było więcej takich drzew?

Wiesz co – paradoksalnie tego samego dnia przyszła do mnie nazwa, bo ktoś powiedział, że coś trzeba zrobić „raz na zawsze”. Usłyszałem „Las na zawsze” – ta nazwa została. W ciągu kolejnych czterech tygodni pojawiły się osoby – ja powiedziałem komuś, ktoś powiedział, że zna jeszcze kogoś, a dla mnie życie to jest sport drużynowy. Robienie czegoś samemu nie ma sensu. Zawsze jest dużo fajniej otaczać się ludźmi, z którymi jest ci dobrze, bo nawet jak coś się nie powiedzie, to przynajmniej spędziliśmy czas w dobrym towarzystwie. A jak się powiedzie, to nie dość, że spędziliśmy czas w dobrym towarzystwie, to nam się powiodło.

Tak się zaczęło z Iką i Krzemykiem. Założyliśmy Fundację i na ziemi należącej do Iki posadziliśmy nasz pierwszy las z grupką znajomych.

Wiesz, od tego momentu minął rok i 9 miesięcy. I cały ten czas to jest dla nas taka nauka i korygowanie naszego kursu. Co my chcemy robić, jak chcemy robić. Na początku myśleliśmy, że sadzimy drzewa – ale jak usłyszeliśmy, że lasy państwowe albo ktoś się chwalił, że w Polsce posadzono rocznie 500 milionów drzew, to szybko się okazało, że nam nie chodzi o sadzenie drzew. To był jakiś opis jednej z możliwości tego, co robimy. Ale nam chodzi o to, żeby stworzyć więcej przestrzeni dla natury. My nie sadzimy drzew – my sadzimy metry kwadratowe lasów, bo na stu metrach kwadratowych lasów, leśnicy w lasach państwowych posadzą sto sadzonek i mają w statystykach posadzenie stu drzew na stu metrach kwadratowych. Wszyscy wiemy, że w dojrzałym lesie, duże drzewa potrzebują średnio 50, 100, 200 metrów kwadratowych obszaru, który zajmuje.

W związku z tym stąd nasza mania tego, żeby nie zafałszowywać rzeczywistości tym, że sadzimy drzewa. Bo to, że się posadzi kilka drzew obok siebie to jest fajna statystyka. Ale prawda jest taka, że musimy zwrócić jak największą część ziemi polskich. Gospodarowanie w naturze po to, żeby ona utrzymywała świat ludzi w równowadze. A taki mamy klimat, że u nas to się w 95% skończy lasem, więc Las Na Zawsze.

Pięknie brzmi ta misja! Chciałabym to pogłębić. Pierwotnie, moja koncepcja to było 1000 drzew. W kontekście 500 milionów to brzmi faktycznie jak ziarnko piasku w morzu, ale skąd mój pomysł przyszedł – z takiej obserwacji tego, co się dzieje w moim miasteczku, w którym mieszkam. Zauważyłam, że coraz więcej jest wycinanych, że zarówno miasto wycina drzewa, jak i ludzie wycinają drzewa, które rosną po prostu w ich ogrodach. Nie rozumiałam tego, skąd to się dzieje, bo ja w ogrodzie mam wiele drzew i każde z tych drzew dla mnie coś znaczy. Mam swoje ulubione drzewa, mam powody, dla których jedno drzewo lubię, a dla których inne.

Moje rozumowanie było takie, że to jednak jest wartość – te drzewa przydomowe. W ogródku przydomowym czy drzewa przy ulicach. Ty trochę patrzysz na to inaczej, bo mówisz o tej przestrzeni, mówisz o lesie, o metrach, hektarach, a te pojedyncze drzewa – no właśnie. Troszkę mniejsze znaczenie im nadajesz. To jak to jest?

Po prostu się tym nie zajmuję. Skupiam się na czymś, co mnie najbardziej pociągało, ale te pojedyncze drzewa mają ogromne znaczenie. Drzewa w przestrzeni miejskiej mają ogromne znaczenie. Z której strony na to nie spojrzymy – w miastach, w których jest dużo drzew ludzie spędzają mniej czasu w szpitalach, ludzie rzadziej doświadczają depresji.

W szpitalach, ludzie, którzy leżą w pokojach, które mają okna na tereny zielone – z tych pokoi wychodzi się szybciej niż z pokoi, za których oknami są budynki. Jest jeszcze jeden smaczek. Z tymi pojedynczymi drzewami ludzie bardzo często czują jakąś więź. I smutne jest to, że one czasem znikają, bo właściciel uznał, że jest okazja, żeby wyciąć to drzewo, bo jest działka w środku miasta, może być warta dużo więcej bez tego drzewa. I to nasze szukanie równowagi – nas, ludzi – między tym, ile zostawiamy miejsca przyrodzie a ile zabieramy do naszego użytkowania bardzo często jak zejdzie na poziom indywidualnej decyzji człowieka, który ma działkę, która z drzewem jest warta 500, ale bez tego drzewa 1500, to niestety wtedy ta brutalna ekonomia ścina pojedyncze drzewa, które bardzo często są piękne, są symbolami jakiegoś krajobrazu lokalnego, miejskiego.

W szpitalach, ludzie, którzy leżą w pokojach, które mają okna na tereny zielone – z tych pokoi wychodzi się szybciej niż z pokoi, za których oknami są budynki. Jest jeszcze jeden smaczek. Z tymi pojedynczymi drzewami ludzie bardzo często czują jakąś więź. I smutne jest to, że one czasem znikają, bo właściciel uznał, że jest okazja, żeby wyciąć to drzewo, bo jest działka w środku miasta, może być warta dużo więcej bez tego drzewa.

Tak – ten przykład, który podałeś: jest na pewno bardzo prawdziwy. 500, 1500 z drzewem, bez drzewa. Mnie jeszcze bardziej zasmuca to, kiedy ludzie, którzy sytuacji, kiedy to nie wpłynie na wartości działki, ale drzewo duże gubi liście, w związku z czym trzeba je grabić, to robi bałagan. Takie sytuacje mnie zasmucają i co tu zrobić, żeby ich nie było?

Pewnym remedium jest – nie chcę ciągnąć tego wątku dalej. Myślę, że tu mamy wspólne podejście.

Wracając do Lasu Na Zawsze – jak można pomóc wam współtworzyć ten projekt? Gdybym chciała się przyczynić do tego, żeby powstały dodatkowe metry, hektary lasu?

Jest bardzo dużo sposobów – to zależy od tego, co masz ochotę zrobić. Te lasy są na zawsze, bo my tę ziemię kupujemy. Pierwszy element jest taki, że można nas wspierać po prostu wysyłając nam pieniądze.

Posadzenie jednego hektara z nami to jest koszt 35 000 zł. Jeżeli oddajemy pieniądze od darczyńców indywidualnych, to wszystkie te pieniądze my wydajemy na sadzenie lasów. Na sadzonki, na kupno ziemi, na samą akcję związaną z sadzeniem.

Natomiast jeżeli pracujemy z firmami, to firmy płacą więcej. W zależności od modelu albo 40 000 zł za hektar albo 50 000 zł – firmy de facto finansują działalność administracyjną fundacji. To, że mamy w tej chwili czteroosobowy zespół, który fundacja utrzymuje, to jest właśnie dzięki działaniom CSR-owym firm.

Dzięki temu mamy zdolność tego, żeby posadzić 50, 60 lasów rocznie. Za chwilę będziemy w takim momencie, że będziemy gotowi na to, żeby spłynęło do nas więcej pieniędzy, niż spływa dzisiaj od osób indywidualnych, bo my będziemy te lasy sobie sami sadzić.

Druga rzecz jest taka, że my bardzo lubimy, jak ludzie przyjeżdżają do nas na sadzenie. W tej chwili myślę, że będziemy mieli dwa sadzenia otwarte wiosną, pozostałych 13 jest z firmami. Jesienią te otwarte będą 3, z firmami będzie ok. 20 i zawsze uczestnictwo w sadzeniu to jest takie nasze święto. Nie każdy widzi ile pracy musimy włożyć, żeby znaleźć się w miejscu sadzenia, ale zapraszamy wszystkich, którzy tylko mogą posadzić nawet kilka drzew albo po prostu pobyć w tej przestrzeni, którą my na zawsze zwracamy naturze. To jest budowanie więzi – z naturą, z przyrodą, która ja czuję, że jest niezwykle ważna, żebyśmy traktowali ten świat z większym szacunkiem i kiedy ścięcie drzewa podwyższa wartość mojej działki – umiem powiedzieć, że nie. Umiem powiedzieć, żeby to drzewo zostało, bo ono tutaj było, kiedy ja tu przeszedłem, więc ja je zostawię.

Ten element budowania więzi, świętowania jest dla nas deserem wiosenno-jesiennym.

Czy terminy tych nasadzeń są udostępnione? Jak można do was dołączyć?

Tak, na Instagramie Las Na Zawsze, który właśnie rusza i na Facebooku, który jest równocześnie prowadzony. Tam są wszystkie informacje o tym, kiedy sadzimy, kiedy zapraszamy na sadzenie.

To podlinkujemy w notatkach do naszej rozmowy, żeby wszyscy chętni mogli się zapoznać.

Michał, rozmawiam z tobą jako z osobą, która współtworzy fundację. Jest to działalność społeczna. Ale tak naprawdę – pierwotnie, jesteś przedsiębiorcą, ekonomistą, absolwentem Szkoły Głównej Handlowej – uczelni, która kształci przyszłych finansistów, managerów, dyrektorów, członków zarządu – przedsiębiorców właśnie.

Jak to się stało, że ty teraz sadzisz lasy?

To była bardzo długa ścieżka i miała dużo zakrętów, ale gdzieś w wieku 35 lat zorientowałem się, że bardzo dużo rzeczy, które ja robię w życiu robię z miejsca udowadniania komuś i chęci bycia jak najbogatszym. To było ciężkie – czułem się jakbym pchał to życie przed sobą.

To była bardzo długa ścieżka i miała dużo zakrętów, ale gdzieś w wieku 35 lat zorientowałem się, że bardzo dużo rzeczy, które ja robię w życiu robię z miejsca udowadniania komuś i chęci bycia jak najbogatszym. To było ciężkie – czułem się jakbym pchał to życie przed sobą.

Miałem niezwykłe szczęście w życiu – w ramach tych rzeczy, które robiłem, były rzeczy, które dawały mi niezwykłą satysfakcję. Zacząłem się dobrze zastanowić nad tym, co łączy te wszystkie rzeczy – bardzo pomogła mi w tym książka Simona Sinka, Start with why. To był jedne z takich elementów, który naprowadzał mnie na to co jest dla mnie bardzo ważne.

2,5 roku temu postanowiłem, że nie będę się więcej angażował w rzeczy, które nie są zgodne z tym, co jest dla mnie życiowo naprawdę ważne. Stać mnie na to, żeby zarabiać mniej i robić rzeczy, które sprawiają mi radość.

Dzisiaj tego właśnie doświadczam – jestem otoczony naprawdę niesamowicie fajnym zespołem ludzi. Bardzo się nawzajem wspieramy i jednocześnie widzę, że te przedsięwzięcia biznesowe, w które byliśmy zaangażowani jakoś wychodzą lepiej niż wtedy, kiedy tak strasznie to wszystko pchałem.

Doświadczam takiej niezwykłej jakości życia z tym że jestem skoncentrowany na tym, żeby angażować się tylko w rzeczy, które są zgodne z tym, na czym mi naprawdę zależy. A to, co znalazłem – ta rzecz, która łączy wszystkie moje rzeczy, które sprawiają mi radość to jest właśnie to, że jak ja mam poczucie, że pokolenie, którego nigdy nie spotkam, że to dla nich jest ważne – to od razu mam plus sto punktów do energii i rwę się do tego, żeby zacząć coś robić wokół tego tematu.

Czyli to jest to twoje dlaczego.

To jest to moje dlaczego. Tak – tam są moje dary. Z jednej strony to, co jest moimi talentami – czyli czymś, co mi przychodzi naturalnie. Naturalnie mi przychodzi robienie rzeczy razem z ludźmi, ryzykowanie tam, gdzie inni nie mają ochoty, potrzeby, a z drugiej strony dla mnie efektem tego działania ma być to, że to pokolenie praprawnuków, kiedyś usiądzie i pomyśli „oni też myśleli o nas”. To daje mi jakąś niezwykłą radość. Nie umiem tego wytłumaczyć, ale po prostu ja to czuję całym ciałem.

Las Na Zawsze jest jednym z takich projektów, ale są też inne.

Tak. Duża część związana z tym moim szczęściem przedsiębiorcy. Poszedłem na SGH, bo chciałem być jak najszybciej najbogatszy. Bardzo szybko zrozumiałem, że bycie pośrednikiem finansowym, maklerem, blokerem to jest taka rzecz, w której jak się jest dobrym, to można bardzo szybko zarobić bardzo dużo pieniędzy. Pod koniec pierwszego roku uświadomiłem sobie, że to nie jest dla mnie. Nie chcę być pośrednikiem, chcę tworzyć prawdziwą wartość. Zaczynam studiować ochronę środowiska. Mój ojciec współprowadził firmę zajmującą się oczyszczalniami ścieków. Dołączyłem do niego i zacząłem swoją misję sprzątania.

Dzisiaj zajmujemy się przede wszystkim recyklingiem organicznym, czyli odpadami, z których można zrobić nawozy – dla mnie jest to najczystsza forma recyklingu, w której widać największą wartość. Mamy globalny problem związany z tym, że wyjaławiamy ziemię na tej planecie nawożąc ją chemicznie. To jest powszechna praktyka. Co roku wyjaławiamy obszar wielkości Polski. Musimy więc dziś intensywnie myśleć, w jaki sposób możemy zwracać do gleby warstwę próchniczą. Duża część mojej działalności jest związana właśnie z firmą Ziemia Polska, w której robimy nawozy poprawiające właściwości gleby, którą wykorzystują rolnicy albo z działalnością firmy bioodpady.pl, która zbiera odpady spożywcze, kuchenne i też robi z nimi różne rzeczy tak, żeby one mogły trafić z powrotem do wykorzystania rolniczego. Czasem jest to fermentacja, czasem to jest kompostowanie, ale to są te główne obszary, w które ja jestem zaangażowany biznesowo.

Właśnie! Biznesowo. A jeszcze poza biznesowo, na twojej stornie michalpaca.pl jest informacja o tych trzech obszarach, które są dla ciebie istotne. Ekologia, społeczeństwo i edukacja.

W edukacji jest też taka rzecz, która daje mi bardzo dużo radości – to jest program School of Life. Miałem ogromną frustrację związaną z edukacją. Jak spojrzałem na to, jak bardzo mnie w życiu spowolnił ten system edukacji, w którym funkcjonowaliśmy razem, to założyłem fundację, która nazywała się Rzucam Szkołę. Fundacja była takim krzykiem „nie!”, że coś tutaj nie działa, musimy coś zmienić, ale bez pomysłu jak to zmieniać.

Dwa lata później zaczęliśmy tworzyć program School of Life. To jest program dla młodych ludzi, którzy chcą dać sobie rok na to, żeby dobrze się zastanowić, jaki jest ich kierunek życiowy.

W związku z tym, że jest to School of Life – to nie jest to tylko o szukaniu tego, co naprawdę ich rozpala w życiu i dawaniu sobie odwagi, żeby za tym podążać bez względu na to, co świat wydaje się, że ode mnie chce. My tam wnosimy bardzo dużo rzeczy praktycznych o tym, jak budować relację na przykład. Jak tworzyć relacje, które będą prawdziwym fundamentem naszego życiowego szczęścia. Wnosimy tam elementy związane z finansami i przedsiębiorczością, bo rynek finansowy wydaje się większości ludzi niezwykle skomplikowany. A on nie jest – wystarczy kilka prostych wskazówek, żeby nie popełniać tych błędów i więcej rozumieć na temat jego funkcjonowania.

W związku z tym, że jest to School of Life – to nie jest to tylko o szukaniu tego, co naprawdę ich rozpala w życiu i dawaniu sobie odwagi, żeby za tym podążać bez względu na to, co świat wydaje się, że ode mnie chce.

Pracujemy nad rzeczami, które związane są z kreatywnością, komunikacją, z umiejętnościami współpracy. I w tym wszystkim mamy nadzieję, że ludzie, którzy wychodzą z programu School of Life to są ludzie, którzy będą mieli odwagę podążać za swoją intuicją, będą mieli odwagę być szczerymi ze światem, będą mieli odwagę do tego, żeby nie aspirować do tego, żeby być normalnymi.

Chciałam dopowiedzieć, żeby realizować swoje marzenia.

Tak jest. School of Life to jest program o marzeniach.

. Właśnie – jakkolwiek szalone by one nie były, to teraz nawiązując właśnie do tej odwagi realizowania się poza tą normalnością powszechnie rozumianą.

Do kogo jest skierowany ten projekt? Do jakiej grupy wiekowej? Czy jakoś inaczej określacie?

Mówimy, że to jest program dla osób od 18 roku życia. Dobrze jest mieć jakiś etap zamknięty. Ale są osoby w tym programie, które miały taką motywację, żeby z nami pracować, że pomimo tego, że one wcale nie skończyły liceum, są w tym programie.

Z drugiej strony chodzi nam o znalezienie ludzi, którzy przekonają nas do tego, że oni to czują. Że to naprawdę jest dla nich program, więc tam też są osoby, które mają 28 lat. Ten moment nadchodzi w różnym czasie dla każdego. Ten moment, w którym naprawdę chcemy podążać za samym sobą, bo to, czego doświadczamy w życiu do tej pory nam po prostu nie wystarczy.

A w jaki sposób to jest finansowane? Powiedziałeś, że to jest Fundacja.

Tak, to jest finansowane na dwa sposoby. Jeden jest taki, że prosimy uczestników o to, żeby znaleźli kwotę, która jest kwotą oznaczającą dla nich pewien minimalny wysiłek co miesiąc. Że to nie jest 5 zł, które są w stanie wydać i w ogóle tego nie czują tylko prosimy, żeby znaleźli swoją kwotę, która jest dla nich… Że to jest kwota, nad jaką się muszą pochylić i zastanowić, czy to warte.

Dla niektórych jest to 50 zł, dla niektórych – 700 zł. Ta skala wielkości to spektrum płatności jest bardzo różne. Z tego my pokrywamy ok. 15% kosztów z tego programu, a resztę pokrywają firmy, z którymi jestem związany jako część naszej działalności wspierającej edukację, przyszłość, świat – jakkolwiek byśmy to nazwali.

Najważniejsze koszty związane z programem to są po prostu koszty wyjazdów, koszty związane z zatrudnieniem trenerów, osób, które ten program prowadzą. To jest 50 dni warsztatowych w ciągu roku – ci ludzie poznają się tak dobrze, jak rzadko kogo do tej pory. Spędzają też dużo czasu sami ze sobą. To też jest niezwykłe doświadczenie, na które w świecie, w którym żyjemy zazwyczaj nie ma czasu.

Jak tak opowiadasz, to przychodzi mi do głowy sformułowanie: społeczna odpowiedzialności biznesu. Co ono dla ciebie oznacza?

Dla mnie to jest fajny koncept, który próbuje biznes, korporacje wyrwać z miejsca odpowiedzialności jedynie z perspektywy zysku, tylko ogromnym, smutnym rozdźwiękiem tego świata, w którym żyjemy dla mnie jest to, że wymyśliliśmy genialny koncept pod tytułem spółki, korporacje, gdzie możemy się zrzucać drobnymi kwotami po to, żeby te organizacje robiły wielkie rzeczy. Tylko straciliśmy – i niestety w związku z tym mechanizmem rozłączenia pomiędzy inwestycją a tym, co ta inwestycja za sobą niesie, one dla mnie są po prostu wyrazem naszej chciwości. Korporacje działają po to, żeby dać zysk akcjonariuszom. Tam już nie ma zgodnie z prawem zważywszy na to, jak to będzie oddziaływało na przyszłe pokolenia. Nic takiego nie ma.

W związku z tym CSR na dzień dzisiejszy to jest dla mnie listek figowy, taka próba wydania części pieniędzy na coś, co jest dobre. I oczywiście – korporacje bardzo często to wykrzywiają tak, żeby wypromować się jako świadome organizacje, ale dla mnie one nie są wiarygodne, jeżeli jako grupy, które mogą zmieniać świat na lepsze, one muszą być przyparte do muru, żeby zaczęły to robić, bo dla korporacji kluczowy jest biznes. To, żeby kwartał był zamknięty z zyskiem, by wyceny szły w górę.

Opowiadając o korporacjach domyślam się, że masz na myśli duże firmy, notowane na giełdach, gdzie kurs akcji jest w dużej mierze uzależniony od wyników finansowych. I faktycznie mam podobne postrzeganie i chciałam odbić myśli dotyczące tego hasła społeczna odpowiedzialność biznesu – dla mnie najbardziej kuriozalnym objawem, przykładem był konkurs na najlepszy raport w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu. Czyli porównujemy raporty jak kto jest w stanie pokazać, że prowadzi społecznie odpowiedzialne działania.

Z drugiej strony chciałabym jakoś odczarować to sformułowanie, bo ono w takim pierwszym odruchu dla mnie też ma bardziej negatywny oddźwięk. Nie wiem – bo ja widzę w nim dużo dobrego!

Powiem ci, jak ja o tym myślę i co mi pomaga w tym, żeby pracować z niektórymi firmami w ramach Fundacji Las Na Zawsze na przykład.

Mi pomaga to, że ja zawsze patrzę na ludzi, którzy stoją za tą organizacją. Zdarza się, że dzwonią do nas ludzie, u których w ogóle nie czujemy serca do tego, co robimy. Oni sobie pomyśleli, że jak wszystkim pokażemy, że sadzimy lasy to będzie zajebiście.

To będzie najlepszy raport!

Tak! A są ludzi, którzy po prostu tak się cieszą na myśl, że oni mogą razem z nami zrobić coś, co ma dla nich znaczenie, że my im nie odmawiamy. Z czasem te firmy z mojej perspektywy nie robią rzeczy – napędzają konsumpcję, czasem robią rzeczy, które dla mnie są kontrowersyjne, ale jak tam są ludzie, którzy chcą robić coś dobrego, to ja nie powiem „nie”. Zróbmy coś dobrego razem, a nie skupiajmy się na tym, co nas dzieli, co nam się nie podoba w naszych działaniach. Uczmy się robić rzeczy razem, jeżeli tylko one są dobre.

Zmieniając temat: zadaję sobie pytanie, jak ty to wszystko godzisz? Czasowo, organizacyjnie, intelektualnie, bo tych projektów jest dużo!

Moja praca to jest albo to, w czym się bardzo dobrze odnajduję – to jest budowanie relacji, nawiązywanie kontaktów i to jest zaczynanie nowych rzeczy. Na przykład teraz jestem cały sobą w spółce bioodpady.pl, bo w tym roku robimy tam rzecz niezwykłą i cała Warszawa nas usłyszy, więc ja się skupiam na tym. Mam to szczęście, że są ze mną ludzie, którzy jak rzeczy są na pewnym etapie, to oni je biorą i prowadzą. Często zaskakują mnie tym, jak bardzo są w tym efektywni. Są w tym lepsi niż ja, bo ja się nadaję do tej pierwszej szarży, a później jak już trzeba wprowadzić porządek, to rzeczywiście to jest czyjaś inna rola.

Zaczynam i znajduję ludzi, którzy pomogą mi to dzieło zwieńczyć.

Jak ty znajdujesz tych ludzi? Oni widząc energię, którą generujesz i to pozytywne podejście, to domyślam się, że to jest po prostu takie naturalne przyciągnie – ale może coś więcej, może podpowiesz?

Nie muszę daleko szukać, bo my rośniemy organicznie i ludzie, my razem rośniemy. Mam takie szczęście, że ludzie zostają, pracują z nami. Założyliśmy spółkę Ziemia Polska 12 lat temu i pierwsza osoba, którą zatrudniliśmy cały czas jest z nami. Właśnie dołączyła do zarządu. Jak ludzie się sprawdzą, to ja mam gotowość – nawet sprawdzam, jak ja im ufam, to lubimy widzieć, jak oni się z nami rozwijają, więc my rzadko szukamy ludzi z zewnątrz, tylko po prostu rozkładamy się wewnątrz. Kto jest gotów na to, żeby wziąć więcej? Kto ma ochotę?

W ten sposób to działa zupełnie dobrze.

Podziwiam – jeszcze podziwiam to, że potrafisz tak przekazać ten następny etap rozwoju przedsięwzięć i projektów innym. Sama mam trudność – wchodzę w ten szczegół i uczę się oddawania.

To nie było wcale proste. Tyle lat uważałem, że jak ja czegoś nie zrobię, to nie będzie zrobione tak dobrze, jak ja bym to zrobił, że ja de facto opóźniałem mnóstwo rzeczy. I dopiero w tym momencie zaakceptowałem, pogodziłem, czerpię teraz z tego radość, że wystarczy, że rzeczy będą zrobione wystarczająco dobrze. Nabrałem luzu, lekkości. Moje życie – ja się bardzo mało w efekcie stresuję. Poczucie stresu, niezadowolenia są bardzo odległe i czasem się pojawiają, ale ważne, żeby rzeczy były zrobione wystarczająco dobrze i żeby robić je w dobrym towarzystwie. To są moje główne myśli przewodnie.

To nie było wcale proste. Tyle lat uważałem, że jak ja czegoś nie zrobię, to nie będzie zrobione tak dobrze, jak ja bym to zrobił, że ja de facto opóźniałem mnóstwo rzeczy. I dopiero w tym momencie zaakceptowałem, pogodziłem, czerpię teraz z tego radość, że wystarczy, że rzeczy będą zrobione wystarczająco dobrze. Nabrałem luzu, lekkości.

Biorę to dla siebie. Biorę dużo więcej, ale w szczególności to.

Michał, a wracając od początków, do twojego dlaczego – myślisz z perspektywy twoich praprawnuków, bo 70 lat dziś to jest szansa na praprawnuki. Wracając do dzisiejszego dnia.

Czy są takie zmiany w społeczeństwie, które ty byś chciał, żeby zadziały się teraz, żeby działy się teraz, bo to są procesy długotrwałe? O czym marzysz w perspektywie tu i teraz?

Marzę o tym, żeby naszym naturalnym sposobem działania było myślenie o przyszłych pokoleniach. Nie wiem, jak to zrobić. Staram się wnieść tego jak najwięcej do mojego życia, ale to jest moje marzenie. To, żebyśmy myśleli z jak najszerszej perspektywy o tej planecie, na której żyjemy. O wszystkich ludziach, którzy tutaj się pojawia – nie o sąsiadach, tylko żebyśmy starali się brać pod uwagę to, jaki my mamy wpływ na całą planetę, cały ekosystem, który współtworzymy, a jednocześnie, żebyśmy z pełną mocą, jasnością, zaangażowaniem działali na takim poziomie, do jakiego jesteśmy powołani. Sam działam lokalnie.

Wierzę w to, że urodziłem się nad Wisłą po to, żeby tutaj zmieniać świat, a nie po to, żeby jechać tam, gdzie to łatwiejsze, gdzie wydaje się, że tam jest lepiej, gdzie jest wiecej ludzi, którzy myślą tak samo, jak ja. Chciałbym, żebyśmy w naturalny sposób mieli zmieniać na taki, w którym chcemy żyć tutaj, gdzie zostaliśmy posłani.

Mi to jest bardzo bliskie. A tak sobie myślę, że wiele osób słuchając naszej rozmowy może pomyśleć, że tobie jest łatwo, że może mi jest łatwo w taki sposób myśleć, dlaczego, że jesteśmy przedsiębiorcami. Założyliśmy firmy, zarobiliśmy pieniądze – te firmy cały czas są naszym źródłem zarobku i dzięki temu mamy taką przestrzeń także finansową, żeby myśleć właśnie o tej przyszłości. Czy ty się zastanawiałeś, jak można by sprawić, aby osoby, które są w innym momencie życia, inne warunki, żeby też im nie ułatwić, odpowiedzieć, w jaki sposób oni mogą kontrybuować dla tej lepszej przyszłości dla nas wszystkich?

Dużo o tym myślę, bo to rzeczywiście jest taka sytuacja, która nas dzieli. Jedno to jest to, że ja walczyłem o to, żeby mieć jak najwięcej pieniędzy, bo myślałem, że one dadzą poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj jestem w bardzo klarownym miejscu, że ja się czuję bezpieczny, nie dlatego, że mam dostęp do zasobów materialnych. Czuję się bezpieczny, bo wierzę, że jestem otoczony ludźmi, którzy mnie wesprą.

Mówię o mojej rodzinie, mówię o moich partnerach biznesowych, mówię o moich przyjaciołach. Jestem święcie przekonany, że jest mnóstwo osób, na które ja mogę liczyć i że jak będę potrzebować pomocy, to oni będą moim wsparciem.

Nie liczę na państwo, nie liczę na fundusze emerytalne. Wierzę, że moim największym kapitałem jest to, ile ja mam osób, na które mogę liczyć. I to jest jeden aspekt. Drugi to jest wiara w samego siebie. To jest poczucie, że jestem w stanie dać sobie radę niezależnie od tego, jak duże wyzwanie staje przede mną.

Wierzę, że moim największym kapitałem jest to, ile ja mam osób, na które mogę liczyć.

Te dwie rzeczy sprawiają, że żyję tak, że wszystkie moje nadwyżki finansowe kieruję w stronę fundacji. Na koniec miesiąca mam mniej na koncie niż 60% społeczeństwa. Mam świadomość, że do mnie przychodzą pieniądze, mam kadry, mogę się zadłużyć, jeżeli jest krótkoterminowa potrzeba i tak dalej, ale mam ten komfort, że przede wszystkim wierze w samego siebie i w ludzi, którzy mnie otaczają. I to jest fundament mojego bezpieczeństwa. Jak mam to, to mogę zredefiniować swoją relację z pieniędzmi.

To też jest element School of Life – poświęcamy tam dużo czasu na zdefiniowanie słowa bogaty”, „biedny”. Dla mnie osobą biedną jest osoba, która ma pieniądze, a jednocześnie bez przerwy coś musi zrobić. Nie wykorzystuje tych zasobów finansowych do tego, żeby być wolnym w życiu, żeby podążać za tym, co naprawdę chcę robić albo przynajmniej tego szukać. Z drugiej strony osoba bogata to jest dla mnie ktoś, kto ma więcej pieniędzy niż potrzebuje. Potrzeby to jest coś, co jesteśmy w stanie kreować i zmieniać. Jak zejdziemy nisko z naszymi potrzebami, to może się okazać, że potrzebujemy naprawdę niewiele, żeby być bogaczem.

Z ostatniego School of Life wyszło nam to, że ktoś będzie robił kurs otwarty na temat zdrowej relacji z pieniędzmi i być może wypuścimy coś takiego jako materiał do tego, żeby ludzie mogli sobie szerzej pomyśleć, a nie musieli brać udziału w całym programie School of Life, żeby doświadczyć tej perspektyw.

Czy do wszystkiego, o czym opowiadasz, doszedłeś sam? Z jakim? Mówisz jako osoba bardzo doświadczona życiowo, którą niewątpliwie jesteś, ale mam na myśli, że da dojrzałość, która słyszę w tym, o czym opowiadasz to jest coś, czego spodziewałabym się od 60, 70-latka.

Jest tak tylko dlatego, że nie znasz mojej żony. Mam cudowną partnerkę życiową.

Ale nie ma 60 czy 70 lat?

Nie ma! Aga zajmuje się porozumieniem bez przemocy. To jest taka metoda komunikacji, która opiera się na szczerości i na empatii. Szczerość może być bolesna, dlatego empatia może być kluczowa, żeby ją przekazywać w sposób, który uwzględni gotowość innych na usłyszenie danych informacji.

Bardzo dużo rzeczy, które uosabiam znalazły się w moim życiu dzięki tej ścieżce, na którą weszła Aga, dzięki temu, jak ona poznaje świat, ile ona przykłada wagi do relacji interpersonalnych, do czucia drugiego człowieka. W pewnym sensie Aga zabrała mnie na taką ścieżkę uczenia się – uczenie się od różnych ludzi.

Teraz dużo medytuję, ale zanim byłem gotowy na medytację, to żeby tę całą energię wyrzucić znalazłem coś takiego, jak medytacja w ruchu albo świadomy taniec To jest po prostu pięć rytmów. To jest sposób na to, żeby znaleźć kontakt z tym, kim naprawdę jestem poprzez ruch. Przez 4 lata bardzo intensywnie tańczyłem i uwaga – jak mówię „taniec” to taniec jest czymś, co robię dla siebie. Jeżeli ja ruszam się biorąc pod uwagę to, jak ja wyglądam dla innych, to wtedy występuje. Chodzi o to, żeby całe nasze życie było tańcem, a nie występem. Medytacja w ruchu w uproszczeniu – jest to ten taniec, gdzie moje ciało rusza się tak, jak potrzebuję. To pomogło mi zrzucać kolejne warstwy mojego udawania. Udawania, jaki ja jestem i dzielenia się z ludźmi moimi słabościami, żeby de facto mi było łatwiej.

To jest dla mnie fascynująca podróż w głąb mnie, gdzie moja ścieżka to jest miks porozumienia bez przemocy, pięciu rytmów, medytacji w diadach i czytania albo uczenia się od ludzi, do których mnie ciągle. Kiedyś miałem taką listę wybitnych motywatorów, których chciałbym spotkać i tak dalej. Teraz mam tak, że nie zbierze mi się. Czytam książki, do których czuję jakiś pociąg z wiarą, że znajdę tam coś, co dzisiaj jest dla mnie ważne i co pomoże mi zrobić kolejny krok do tego, żeby być naprawdę autentycznym. Koniec końców jak ja znajdę swoją autentyczność, jak działam z tego miejsca, to jest niezwykle proste. Tam nie ma dylematów co jest właściwe, co nie. Wszystko jest jasne, wszystko jest klarowne. I to jest takie moje marzenie, moja podróż do własnej autentyczności. Odkrywanie siebie.

Chciałabym, żeby dzieci w szkole uczyły się jak tę podróż rozpocząć, bo nie da się jej zakończyć. To jest wieczna podróż i to jest takie moje marzenie, żeby kiedyś podziałać w tym obszarze edukacji, żeby ona pozwalała dzieciom wchodzić na tę drogę.

Zdecydowanie tak. Bardzo lubię znaleźć w istniejącym systemie lukę, w którą mogę się wpasować ze swoją wizją i niestety jest tak, że momentem, który się wydaje dobry jest ten moment, kiedy dzieciaki wchodzą w dorosłość, w moment, w którym kończą szkołę – ale im wcześniej będziemy zaczynali, tym mam głęboką wiarę, że tym lepszy zostawimy świat przyszłym pokoleniom.

Z tym przesłaniem, żebyśmy działali tak, żeby zostawić świat lepszy przyszłym pokoleniom chciałaybm zostawić naszych słuchaczy i widzów. Dziękuję ci serdecznie za tę rozmowę – jestem pod wrażeniem liczby tematów, które poruszyliśmy. Podlinkujemy twoje media, twoją stronę, Las Na Zawsze w notatkach, żeby słuchacze mogli się z nimi zapoznać. Życzę sobie, żebyśmy pozostali w kontakcie!

Bardzo chętnie! Bardzo dziękuję, że mnie znalazłaś i że mogliśmy się w ten sposób spotkać.

Michał, dzięki wielkie. I do usłyszenia!

Dziękuję, do usłyszenia!

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Scroll to top