NM 54: Anna Kubisz – o pasji, modzie i ekologii

  • 00:40:54
  • 14 grudnia, 2021
  • 65,2 MB

Zapraszam Cię do spotkania z Anną Kubisz – projektantką mody, fotografką, artystką, aktywistką. Ania tworzy unikatowe i piękne projekty ubrań z elektroodpadów. Czyli eko-moda ze zużytego sprzętu elektrycznego i elektrotechnicznego.

Po co to robi? Jak do tego doszło, że się tym zajmuje? 

Zapraszam do słuchania!

W odcinku “Anna Kubisz – o pasji, modzie i ekologii” usłyszycie o tym:

  • kim tak naprawdę czuje się Ania,
  • jakie były jej początki,
  • skąd wzięła się idea ekologicznych projektów,
  • jak być ekologicznym w świecie mody,
  • skąd wziął się koncept „Moda na recykling”,
  • jak współpracuje ze złomowiskiem w Tarnowskich Górach,
  • w jaki sposób dobiera swoje projekty,
  • jak podchodzi do życia codziennego,
  • jakie ma marzenia.

Kibicuję Ani w jej drodze do kreowania świadomej oraz ekologicznej myśli w świecie mody.

 

Pasja pasja i jeszcze raz pasja. Właśnie przez pryzmat tego słowa zapamiętam naszą rozmowę! 

Warto ją mieć i warto jej szukać. Pasja daje poczucie spełnienia i szczęścia. 

A jakie Wy macie pasje? Podzielicie się w komentarzach? 😊 

Anna Kubisz, Ekomoda, projektantka mody

Do usłyszenia w kolejnym odcinku!

Linki dodatkowe: 

Więcej o Annie znajdziesz tutaj:

Podcast Napędzani Marzeniami dostępny jest też:

A jeśli spodobał Ci się ten odcinek, będę wdzięczna za komentarz i podzielenie się tym odcinkiem z innymi osobami, którym jego treść może być przydatna. Będzie mi też miło jeśli poświęcisz chwile i zostawisz krótką ocenę podcastu w iTunes – dzięki temu inne osoby łatwiej dotrą do tego podcastu.

 Cześć, Ania! Dzięki wielkie za przyjęcie zaproszenia do Napędzani Marzeniami.

Asiu, to ja dziękuję za zaproszenie!

Na start chciałabym zapytać kim Ty się czujesz. Bo przedstawiłam Cię jako fotografkę, projektantkę mody, artystkę, także jako aktywistkę. A jak Ty sama siebie widzisz? 

To jest bardzo dobre pytanie i takie, z którym mam zawsze największy problem, jak na nie odpowiedzieć. I tak było zawsze – odkąd byłam małą dziewczynką! Pamiętam, że zawsze zazdrościłam wszystkim znajomym, którzy wybrali sobie konkretną drogę i wiedzieli, że chcą studiować to i to, po studiach chcą robić to i to, pracować tu i tu. Natomiast ja zawsze miałam taki dylemat, że kompletnie nie wiedziałam. Robiłam daną rzecz, spełniałam się w tym, a już za chwilę czułam, że chcę robić coś zupełnie innego!

Jeśli nawet uda mi się odpowiedzieć na to pytanie teraz to boję się, że po wyjściu do mojej głowy może wejść jakiś nowy pomysł i to się zmieni. Natomiast rzeczywiście, aktualnie najbardziej czuję się projektantką, bo teraz tym się zajmuję. Projektantką recyklingową – rzeczywiście ma to związek z ochroną środowiska. Wszystko zaczęło się od projektu z Europejską Platformą Recyklingu, gdzie robiłam ubrania z elektroodpadów, czyli zużytego sprzętu elektrycznego i elektronicznego.

Nie było to łatwe, ale robiłam też podczas tej akcji warsztaty z dziećmi z całej Polski ucząc ich trochę kreatywności, ale też to o czym wspomniałaś – skupialiśmy się na tym, żeby właśnie elektroodpadów nie wyrzucać do zwykłych koszy na śmieci. To była taka myśl przewodnia – a ubrania były trochę pretekstem do tego, żeby zwrócić uwagę na ten bardzo ważny problem, ale też, żeby pokazać dzieciakom, że można zrobić coś z niczego. Że można nadać życie odpadom, które na początku wydaje się, że do niczego się nie nadają i tak zawsze przed warsztatami, gdy na stołach leżały właśnie zużyte sprzęty, różnego rodzaju elementy, które wybierałam najpierw w zakładach przetwarzających ten sprzęt, to wszyscy później mówili „Ania, jak my to zobaczyliśmy, to pomyśleliśmy sobie, że nie ma możliwości, żeby coś z tego zrobić”. A powstały rzeczywiście kreacje, które potem zresztą na finałowym pokazie mody zaprezentowały na sobie gwiazdy i o dziwo, wszyscy stwierdzili, że to są kreacje, które nadają się na ściankę – i niektóre z nich powiedziały, że chętnie je wypożycza. Rzeczywiście to był taki projekt związany z modą, ale też ochroną środowiska. I teraz kontynuuję to przedsięwzięcie.

Ostatni mój projekt to ubrania z rzeczy znalezionych na złomowisku, więc różnego rodzaju metali i drutów. I z tego powstał też kalendarz, bo w sumie też jestem fotografem, więc robiłam zdjęcia. Tu zmienia się tylko środek przekazu, natomiast myśl przewodnia artystyczna i że moje ubrania bardziej podążają w stronę sztuki niż mody.

Bardzo dużo opowiedziałaś już i chciałabym wypytać Cię o więcej szczegółów dotyczących tych projektów, ale najpierw chciałabym wrócić do tych początków. Powiedziałaś, że teraz czujesz się przede wszystkim projektantką mody – a wracając do dzieciństwa. Jak to się zaczęło?

To jest zabawne, że czasem najbardziej oczywiste rzeczy najtrudniej jest nam sobie uświadomić. Teraz jak patrzę w przeszłość, to wydaje mi się, że to było oczywiste, że będę to robić. Natomiast podczas mojego życia wcale takie nie było!

Myślę, że to jest bardzo istotne, żeby w życiu znaleźć rzecz, którą się kocha. To jest najważniejsze. Pamiętam, jak w podstawówce zrobiłam plecak dla siebie i mojej przyjaciółki. To był plecak z wykorzystaniem elementów folii, w którą był opakowany kalendarz. To była czarna folia przypominająca strukturą lateks. Uwaga, udało się przeszyć ją na maszynie! Zrobiłam więc dwa plecaki, które naprawdę z perspektywy czasu oceniam jako bardzo dobre.

Pamiętam, jak w podstawówce zrobiłam plecak dla siebie i mojej przyjaciółki. To był plecak z wykorzystaniem elementów folii, w którą był opakowany kalendarz. To była czarna folia przypominająca strukturą lateks. Uwaga, udało się przeszyć ją na maszynie!

Umiałaś już szyć? Czy to był pierwszy…?

Tak, szyłam na maszynie. Byłam samoukiem. Natomiast była to maszyna trochę dziecięca, więc skala trudności była jeszcze większa. Teraz myślę, że nie wiem, czy udałoby mi się na niej coś uszyć! Rzeczywiście – patrząc na mój wiek i na materiały, które miałam do dyspozycji, to stwierdzam, że to było fajne. O tyle fajne, że pamiętam, że moja wychowawczyni zapytała, gdzie kupiłam te plecaki, bo chciałaby taki sam sprawić swojej córce. To były czasy, kiedy w sklepach naprawdę nie było dużego wyboru ani zbyt wielu rzeczy. Powiedziałam, że sama je uszyłam.

Miałam wrażenie, że się obraziła – potem po zebraniu szkolnym moja mama wraca i mówi „Słuchaj, ta wychowawczyni naprawdę się obraziła, bo ona mnie zapytała o plecaki. I powiedziała, że byłaś na tyle bezczelna, że nie chciałaś się przyznać, gdzie to kupiłaś, żeby jej córka nie miała takiego samego. Mnie też nie chciała uwierzyć!”. Ale mama w końcu przekonała panią, że zrobiłam to ja.

To był pierwszy moment, kiedy wykorzystałam elementy, które nadawały się do kosza. Zawsze miałam problem z poczuciem niezrozumienia, że dostrzegałam piękno w brzydocie, natomiast wiedziałam, że dostrzegam to tylko ja. Nie wiedziałam jak to zrobić, żeby pokazać innym, że te rzeczy są piękne. Struktura, połysk – teraz myślę, że mi się to udaje, że poprzez zmianę kontekstu jestem w stanie przedmiot, który teoretycznie nadaje się do śmieci i może być obiektywnie uznany za rzecz brzydką, pokazać jako coś pięknego. Wyostrzyć, uwypuklić te rzeczy, które są w nim piękne. I z tego się najbardziej cieszę, bo to jest trochę tak, że kształty, które wychodzą z głowy i przenikają przez tę barierę świata materialnego stają się czymś tak niesamowitym, że mam wrażenie, że mogę dotknąć swoich myśli i że inni mogą też ich dotknąć.

Oczywiście to jest czasem trochę niebezpieczne, bo wtedy ta rzecz jest narażona na krytykę. Czasem przejście przez tę barierę jest na tyle trudne, że ten kształt trochę się zmienia i jest już czymś innym. Ma swoje życie i staje się taki trochę obecny. I możemy na to spojrzeć bardziej obiektywnie – a mimo wszystko jest to coś, co kocham robić i cieszę się, że znalazłam tę lukę dla siebie.

Cofnijmy się do tego plecaka.

W międzyczasie zajmowałam się artystycznymi rzeczami, malowałam. Kończąc podstawówkę wydawało mi się, że będę zdawać na ASP i zostaną malarką, do czego zachęcała mnie moja nauczycielka plastyki. Pamiętam, że zawsze mówiłam mojej mamie, że jeżeli wybiorę inny kierunek studiów, to będzie to największy błąd mojego życia. I mimo tego, że byłam bardzo dobra z innych przedmiotów i wyczuwała, że rodzice będą chcieli mnie pokierować w inną stronę, to naprawdę za każdym razem podkreślała, żeby absolutnie kierować mnie w tę stronę. Ale tak się nie stało z kilku powodów, m.in. też, bo byłam trochę trudna. Uwielbiałam przyklejać gumy do żucia na obrazy, malować szminkami, nie stosować się do reguł. Bałam się, że jeżeli będę musiała przejść przez te wszystkie etapy, które są konieczne i jak najbardziej teraz z perspektywy czasu wiem, że trzeba przez to przejść – mówi się o tym, że trzeba potrafić wszystko, żeby namalować to co naprawdę się chce.

Byłam wtedy trochę zbuntowana i stwierdziłam, że nie będę tego robić. Wybrałam Uniwersytet Warszawki, Wydział Historyczny. Po studiach magisterskich Wydział Psychologii i Psychologii Reklamy. Pracowałam też w korporacjach, zajmowałam się marketingiem, robiłam różne rzeczy. Byłam grafikiem, ilustrowałam książki dla dzieci, byłam researcherem w różnego rodzaju programach, także było bardzo zmiennie. Co chwilę miałam ochotę na coś nowego, ale jednocześnie bardzo angażowałam się właśnie w to, co robiłam.

W pewnym momencie pojawiły się kombinezony motocyklowe. Poznałam mnóstwo dziewczyn, które jeździły motocyklami. Poczułam, że one mają bardzo duży problem ze znalezieniem stroju dla siebie, dlatego że rynek oferował tylko i wyłącznie kostiumy męskie, po prostu w mniejszym rozmiarze.

To było związane z projektowaniem, ale trochę to był taki mój bunt przeciw temu, że nie było kombinezonów dla kobiet. Postanowiłam, że muszę to zmienić i doczekać momentu, kiedy będę na stacji benzynowej i zobaczę dziewczynę, która podjedzie w kasku i ja od razu będę wiedziała, że to jest kobieta.

Tak się stało. Zaprojektowałam kombinezony motocyklowe, które zresztą bardzo się spodobały. był to bardzo trudny projekt, ponieważ poza tym, że musiał być kobiecy – kombinezony miały wiązania gorsetowe, więc były naprawdę niestandardowe, ale oprócz tego też bezpieczne.

Musiałam też nauczyć się wszystkiego o bezpieczeństwie, o protektorach, o rozmieszczeniu protektorów, o materiałach, z jakich są produkowane. Od tego się zaczęło. Potem te moje projekty zawsze koncentrowały się wokół kobiecości, pokazania siły kobiety i poza ubraniami z recyklingu robię też oczywiście inne, natomiast to są zawsze mocne struktury, takie pancerze, które nadają kształt. Szerokie ramiona – to jest siła, erotyka – ale ona właśnie również pokazana jest w kontekście tej siły.

Jak od tych strojów motocyklowych potoczyła się Twoja droga w kierunku eko, mody związanej z ekologią? Pytam też, dlatego że stroje motocyklowe na pierwszy rzut oka nie kojarzą się z ekologią! Ze skórą, która jest mocno krytykowana. Ma swoje plusy w kontekście bezpieczeństwa, ale pierwszym skojarzeniem ekologia nie jest.

Tak, to prawda, natomiast jeżeli mówimy o materiałach. To jest bardzo ciekawe – masz rację w kontekście skóry, chociaż rzeczywiście są teraz nowoczesne materiały, więc kombinezony motocyklowe nie muszą być ze skóry. Są materiały, które są jeszcze trwalsze niż skóra, natomiast apropo materiałów, to jest bardzo ciekawe i w kontekście ekologii.

Ostatnio moja przyjaciółka powiedziała do mnie „Ania. Mam płaszcz skórzany, który jest po mojej babci. Znalazłam go w szafie i jest super, pasuje na mnie. Jak uważasz – czy ja mogę w nim chodzić?”. Żeby ludzie nie pomyśleli, że nie jest ekologiczna. Miała dylemat i pomyślała, że nie będzie w nim chodzić.

Powiedziałam do niej, że to jest bardzo błędne myślenie! Jeśli coś już jest, to trzeba z tego skorzystać. I wyrzucanie dobrej rzeczy do kosza nie jest ekologiczne. Kupowanie nowej, dlatego że chcesz być postrzegana jako ekologiczna jest błędnym założeniem. To samo dotyczy plastikowych opakowań. To, że ludzie na przykład wyrzucają wszystkie plastikowe pojemniki, które mają w domu po to, żeby być ekologicznym. Nie o to chodzi! W ekologii nie chodzi o materiał tylko o to, żeby ten był jak najbardziej wytrzymały i by jak najdłużej pojawiał się w obiegu.

Jeśli coś już jest, to trzeba z tego skorzystać. I wyrzucanie dobrej rzeczy do kosza nie jest ekologiczne. Kupowanie nowej, dlatego że chcesz być postrzegana jako ekologiczna jest błędnym założeniem.

Kiedyś kobiety przekazywały sobie z pokolenia na pokolenie suknie ślubne tak jak pierścionki zaręczynowe, ubrania. Ta tradycja zniknęła i wymieniamy garderobę co chwilę. Te materiały są na tyle słabe, że po kilku praniach trzeba to zrobić. To samo dotyczy reklamówek. To jest taka śmieszna historia. Pamiętam czasy, kiedy pojawiły się pierwsze plastikowe reklamówki.

Byłam u babci i znalazłam mega oldschoolową reklamówkę, która miała z 20 lat. Moja babcia cały czas z niej korzystała! Nie chodzi o materiał tylko o to, że nauczyliśmy się wyrzucania i to jest wszystko takie szybkie. Kiedyś powiedziałam, że to samo dotyczy relacji międzyludzkich. Podchodzimy do nich podobnie – że wszystko musi nam pasować od początku. Jeśli drobny szczegół się psuje, to wyrzucamy to i szukamy kolejnej rzeczy.

W ekologii dla mnie najważniejsza jest mentalność i myślenie. I to, żeby słuchać samego siebie. Żeby nie kierować się trendami, dlatego że te trendy też się zmieniają. Coś, co teraz jest ekologiczne za chwilę nie jest. Tak samo było z wypożyczaniem ubrań. Mówiono o tym, by to robić, ponieważ jest to ekologiczne. Okazało się, że koszty wydawane na środki transportu i pranie są na tyle duże, że to wcale ekologiczne nie jest!

Wydaje mi się, że po prostu należy ograniczyć, nie kupować. Jeśli tak – to tylko rzeczy dobrej jakości, które służyć będą na lata. Przekazywać z pokolenia n pokolenie, wymieniać się ubraniami i to jest ekologia. A nie trzymanie się standardowo wytyczonych przez innych schematów.

Mam skórzany kożuszek po mojej mamie. Też przemknęło mi przez głowę, czy powinnam go nosić. Nie spodziewam się, żeby w Polsce ktoś mnie oblał farbą, ale jest takie myślenie, że masz na sobie kożuch, futro i jesteś nieekologiczną. Bardzo fajnie, że to przedstawiłaś w taki sposób. Miałam na swojej liście pytań właśnie takie, jak rozumiesz tę odpowiedzialną modę, bo to nie jest proste. Dziś z jednej strony mowa jest o tym, aby nie w sieciówkach, bo produkowane w krajach Trzeciego Świata. Że nie z bawełny, bo uprawa jej to bardzo dużo wody. Nie z tworzyw sztucznych, bo one to pochodne ropy naftowej.

Zakazów jest ogromne duzi to, o czym opowiedziałaś, czyli żeby jak najbardziej wydłużać cykl życia tej jednej, konkretnej rzeczy jest wartością.

Mam wrażenie, że tych zakazów jest bardzo dużo i spotkałam się z wieloma opiniami, że ludzie czują się zrażeni przez to, że jest wiele zakazów. W momencie, kiedy ich jest za dużo, to stają okoniem do tego i przestają o tym myśleć. Dlatego też trzeba zadziałać odwrotnie. Pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie przeskoczyć, bo, Przyzwyczailiśmy się do pewnego standardu życia i bardzo trudno będzie nam z tego zrezygnować. Chociaż młode pokolenie już myśli zupełnie inaczej.

Pojawia się też często mnóstwo oszustw związanych z ekologią i firmami, które deklarują, że coś jest ekologiczne, a tak naprawdę wcale tak nie jest, Ludzie oszukani w ten sposób też w pewnym stopniu po jakimś czasie się od tego odwracają.

Nie unikniemy tego. Myślę, że najlepszym rozwiązaniem jest to, żeby starać się kupować jak najmniej. Zastanowić się, czy to naprawdę jest nam potrzebne, czy chcemy sobie poprawić nastrój? Czy z jakich powodów to kupujemy? I wtedy okaże się, ze wcale tego nie potrzebujemy.

Ale jeśli chcemy poprawić sobie nastrój, chcemy poczuć się inaczej, że coś się zmienia w wyglądzie?

Możemy delikatnie zmodyfikować rzecz, którą mamy przy pomocy dodatków. Natomiast uważam, że każda kobieta powinna mieć w szafie super skrojoną sukienkę – skrojoną na miarę – w której będzie czuła się świetnie. Wtedy naprawdę nie potrzeba wielu różnych ubrań.

Mówiłyśmy o sieciówkach. Dziewczyny mają problem z dopasowaniem ubrań, głównie dotyczy to spodni. To jest trauma – kupowanie nowej pary jeansów! Znam dziewczyny, które mówią, że jak idą po spodnie, to jest dramat!

Natomiast zawsze mówię, aby pamiętać o tym, że nie ma idealnego rozmiaru, że to nie jest tak, że pojawiła się Afrodytą, ktoś ją zmierzył i stwierdził, że to jest rozmiar 36, a tutaj mamy idealną panią w rozmiarze 38. Tylko to jest matematyczna średnia! Taki człowiek nie istnieje. Tkanka tłuszczowa rozkłada się w ten sposób, że u niektórych na ramionach jest więcej, u niektórych w biuście. Inne kobiety mają szersze biodra. Nie ma opcji, aby w sieciówce wybrać dla siebie odpowiedni rozmiar, bo to jest po prostu niemożliwe. Nie wpadajmy w kompleksy, że coś nie pasuje. To nie pasuje, dlatego że taki człowiek nie istnieje.

Natomiast zawsze mówię, aby pamiętać o tym, że nie ma idealnego rozmiaru, że to nie jest tak, że pojawiła się Afrodytą, ktoś ją zmierzył i stwierdził, że to jest rozmiar 36, a tutaj mamy idealną panią w rozmiarze 38. Tylko to jest matematyczna średnia! Taki człowiek nie istnieje.

Natomiast uszycie sukienki u krawcowej sukienki, która będzie idealnie na nas leżała, idealnie podkreślała nasze kształty, w której będziemy wyglądać dobrze, podkreśli nasze atuty – myślę, że jest to taka radość, że nie potrzebujemy szukać wtedy nowych rzeczy. Tylko jedna taka wystarczy i możemy modyfikować to za pomocą dodatków.

Poza tym jest to bardzo modne, aby pojawiać się drugi raz w tej samej kreacji. Już te czasy, kiedy nie można tego zrobić dawno minęły. Wszystko sprzyja ku temu, by tak nie robić!

Jak to jest, że ty jako projektantka mody zachęcasz do tego, żeby nie kupować nowych rzeczy i raczej trwać przy tym, co już mamy?

Po pierwsze zachęcam do tego, żeby szyć na miarę. By zgłaszać się do projektantów. Po drugie – masz rację, ale to jest też zabawne, że moje projekty są na tyle niestandardowe i na tyle bardziej związane ze sztuką niż z modą, że ja nie mam żadnej kolekcji, którą sprzedaję. To są naprawdę unikatowe rzeczy! Może rzeczywiście trochę strzelam w kolano, ale to, co mówię – uważam, że warto zgłaszać się do dobrych krawcowych, do dobrych projektantów właśnie po to, żeby u nich uszyć sobie fajną rzecz i mieć jedną, którą później można przekazać dalej.

Pytanie było prowokacyjne, bo ja naprawdę mocno zgadzam się z twoim przesłaniem. Od pewnego czasu staram się wybierać dwie drogi, czyli kupować faktycznie z bardzo dobrej jakości materiałów i rzeczy, które wiem, że posłużą mi na lata, bo też mają taki ponadczasowy fason i można je w różny sposób stylizować. A druga droga, to właśnie ubrania z drugiej ręki. Mamy niesamowitą frajdę i z takiego punktu widzenia kosztowego, a po drugie z punktu widzenia ekologii.

Cieszę się, bo z mojej perspektywy mam coś nowego, a nie kosztowało mnie to dużo pieniędzy i nie wiąże się z tym nic złego dla świata.

Dokładnie tak. Mam w szafie mnóstwo ubrań z lumpeksów, od koleżanek, które dzwonią i mówią, że wyrzucają i pytają, czy chcę.

Mam mnóstwo rzeczy, które przerabiam. Wszystkie kreacje, które robiłam na różnego rodzaju festiwale, do klipów czy na różne wyjścia, które wydawałyby się spektakularne, tak naprawdę wszystkie materiały pochodziły właśnie z lumpeksów! Nigdy nie kupiłam nowej rolki materiału. Zawsze przerabiam, ale też jestem z tym szczera. Zawsze mówię – pamiętam, jak zrobiłam dla Idy Nowakowskiej sukienkę na festiwal w Opolu, który prowadziła. Powiedziałam do niej, że dół to jest sukienka kupiona za 5 zł. Gorset – 10 zł plus protektory dziecięce na nakolanniki i dodatki.

Odczuwam dumę z tego i ona też była mega zadowolona, że ma na sobie coś za 25 zł, a wygląda to fajnie. Pamiętajmy, że ubrania można przerabiać. Można malować. I wcale nie trzeba mieć super umiejętności manualnych. Jeśli się chce, to zawsze można to zrobić.

Wracając do projektu „Moda na recykling”. Skąd się wziął koncept takiego przedsięwzięcia?

Przechodziłam przez etap fascynacji płytkami drukowanymi. Rozkręcałam komputery i to, co tam widziałam naprawdę mnie urzekało. Zawsze mówiłam „Zobaczcie, jakie to jest piękne! To jest taki mikroświat, mikrokosmos”. I wszyscy patrzyli na mnie i mówili „Ania… Naprawdę?”. Po spotkaniu z Europejską Platformą Recyklingu okazało się – stwierdziliśmy razem, że to będzie bardzo fajny pomysł, żeby zwrócić uwagę na ekologię, ale poprzez taki kreatywny sposób, żeby pokazać, że te rzeczy są piękne! Chodziło też o to, by zwolnienia®ich uwagę najmłodszego pokolenia na to, czym są elektroodpady. To brzmi trochę enigmatycznie i czasem nie zdajemy sobie sprawę z tego, że zepsuty kabel – ni mówię o bateriach, ale zepsuty telefon, żelazko, słuchawki. Takich rzeczy nie wyrzucamy do kosz ana śmieci, tylko one muszą trafić do zakładów przetwarzania po to, żeby chronić zasoby naturalne.

Zresztą, ostatnie medale olimpijskie były z recyklingu, z telefonów komórkowych. To fajny przykład! Poza tym one są niebezpieczne też dla środowiska. Te wszystkie sprzęty, które przenosiłam po spotkaniu z profesjonalistami w zakładach przetwarzania, którzy uznali, że te materiały są już bezpieczne, to też po to, żeby pokazać dzieciakom, że to są rzeczy, które są w Waszych sprzętach, które macie w domu. Tak są zbudowane w środku i tam są rzeczy, które można ponownie wprowadzić w obieg i wykorzystać.

A ubrania, jak wspomniałam, były pretekstem do tego, żeby to pokazać. A dla mnie też trochę, by zwrócić uwagę na to, że jeżeli jesteśmy w stanie zrobić coś ze śmieci, to to, co mamy w szafie naprawdę jeszcze się nadaje i o wiele łatwiej będzie nam przerobić te rzeczy w szafie, niż zrobić ubranie ze śmieci. Ale też starałam się zrobić to tak, by one na pierwszy rzut oka nie wyglądały, jak zrobione ze śmieci.

I rzeczywiście pod tym kątem jestem przekonana, że mi się to udało, dlatego że wielokrotnie słyszałam, gdy ktoś mówił „ale te koraliki, to one są takie podobne do układów scalonych! Fajnie ktoś to zaprojektował!”. Ja mówię: „nie, to są właśnie układy scalone!”.

Ten projekt był naprawdę moim ukochanym dzieckiem, dlatego że miał w sobie po pierwsze: fajne przesłanie, po drugie: uczy kreatywności. Dzieciaki na tych warsztatach nie sięgnęły nawet przez ułamek sekundy po telefon komórkowy, bo rzeczywiście widziałam w ich oczach ten zapał do tego, by zrobić coś fajnego. I powiem szczerze, że czasem czułam się nawet trochę zazdrosna, bo te pomysły były super!

Najmłodsi mają tak otwarte umysły, że są w stanie zrobić naprawdę fajne rzeczy. To są bardzo trudne materiały, ale ja je uwielbiam, bo dają duże pole do popisu. Wtedy efekty mogą być bardziej spektakularne.
To dzieci wspólnie z Tobą współtworzyły te ubrania?

Dokładnie tak. Robiły też swoje dodatki, biżuterię, różnego rodzaju rzeczy. To były dzieciaki z całej Polski! Zwiedziłam trochę kraj po to, by nieść ekologiczne przesłanie, ale też kreatywne. Finałem, tak jak wspomniałam, był właśnie pokaz mody, na którym gwiazdy zaprezentowały te kreacje. Tym samym też to było super, że pokazały dzieciakom, że nie trzeba mieć markowych ubrań. Że one zakładają coś na siebie, co zrobiły małe rączki najmłodszych! I że to jest fajne – i tak można robić.

Właśnie chciałam zapytać Cię o te gwiazdy, które brały udział w projekcie. Czy łatwo było namówić znane osoby do tego, żeby założyły takie ubrania zrobione m.in. ze śmieci?

Okazało się to bardzo łatwe i sama jestem zdziwiona, bo pamiętajmy o tym, że to musi być też dopasowane. Dziwnym trafem zawsze udaje mi się tak, że wszyscy się śmieją, że mam linijkę w oku. Przychodzę na przymiarkę i mam tak naprawdę jedną kreację wybraną już dla danej osoby. Nie ma wachlarza wyboru, dlatego że jest konkretna ilość kostiumów, która powstała. I najczęściej było tak, że ktoś zakładał to na siebie i mówił „o kurczę, ale super!”. Przeglądał się w lustrze i „no jak uszyte na mnie! Ekstra!”. I że pasuje do osobowości, świetnie.

W większości przypadków było faktycznie tak, że od pierwszego strzału było ogromne zadowolenie. Czasem drobne poprawki, modyfikacje trzeba było zrobić. Z reguły jednak osoby są szczęśliwe, zresztą pojawiły się nawet głosy, żeby wypożyczyć potem te kreacje na jakieś eventy, więc myślę, że to świadczy o tym, że jednak się podobało.

Super! Myślę, że coraz mocniej widać zaangażowanie znanych ludzi w ważne społecznie projekty i przesłania. Bardzo fajnie, że i w Twoim projekcie tak dużo znanych nazwisk uczestniczyło.

Ja też się cieszę!

To jest jeden głośny projekt, który zrealizowałaś w obszarze odpowiedzialnej mody. Umawiając się na to dzisiejsze spotkanie wspominałaś, że chciałabyś zrobić to po 11 listopada, bo realizowałaś inny, duży projekt. Mogłabyś zdradzić jego szczegóły?

Mogę jak najbardziej! Tym razem były to ubrania z rzeczy znalezionych na złomowisku, więc też w duchu upcyclingu. Złomowisko w Tarnowskich Górach jest naprawdę super. Po pierwsze, niesamowita ekipa. Niesamowity prezes, który jest wizjonerem i wyobraź sobie, że oni robią torby z poduszek powietrznych. To niesamowite, że są złomowiskiem i jednocześnie wykorzystują maksymalnie to, co tam znajdują. Dla mnie torby z poduszek powietrznych to genialny pomysł, bo jest to niezwykle wytrzymały materiał i po co wyrzucać go do kosza, skoro można użyć powtórnie!

Tym razem były to ubrania z rzeczy znalezionych na złomowisku, więc też w duchu upcyclingu. Złomowisko w Tarnowskich Górach jest naprawdę super. Po pierwsze, niesamowita ekipa. Niesamowity prezes, który jest wizjonerem i wyobraź sobie, że oni robią torby z poduszek powietrznych. To niesamowite, że są złomowiskiem i jednocześnie wykorzystują maksymalnie to, co tam znajdują. Dla mnie torby z poduszek powietrznych to genialny pomysł, bo jest to niezwykle wytrzymały materiał i po co wyrzucać go do kosza, skoro można użyć powtórnie!

Ta koncepcja niezwykle mi się spodobała – powstał taki pomysł, żeby pójść dalej. Powstały na przykład sukienki z pasów samochodowych, z drutów miedzianych, z metali znalezionych na złomowisku, z poduszek powietrznych też dwie kreacje. I było to dla mnie niesamowicie ciekawe, bo z takich materiałów jeszcze nie tworzyłam. Pasy samochodowe okazały się rewelacyjnym materiałem, który ma niezwykły połysk i w momencie, gdy to się kroi i zrobi z tego jedną całość, to naprawdę ten materiał wygląda jak milion dolarów! To było niesamowite odkrycie. Poduszki powietrzne też super. I te metale kolorowe powstały z tego gorsety. Suknia z drutu, która tak naprawdę jest w całości zrobiona tylko i wyłącznie z drutu, nie ma tam żadnego innego kawałka materiału. To było też wyzwanie, ale udało się.

Stwierdziliśmy, że robimy kalendarz. Modelki będą właśnie w tych kreacjach, właśnie na złomowisku, w naturalnym swoim otoczeniu. I będą pokazywały, że na złomie można znaleźć coś ciekawego i nawet tam znaleźć rzeczy, które można wykorzystać. Zresztą ja podczas sesji poznałam pana, który pracował właśnie na złomowisku i pomagał mi robić scenografię do jednego ze zdjęć. I przyniósł różnego rodzaju garnuszki dzbanuszki, poobijane – niezwykle się tym zachwyciłam, bo były to piękne rzeczy. Spojrzeliśmy sobie w oczy i poczuliśmy takie porozumienie. Jestem przekonana, że byłam pierwszą osobą, która tam na miejscu poczuła to samo! I on powiedział, że te rzeczy tak naprawdę zabiera do domu. Bo one są piękne, a koledzy nazywają go złomiarzem, śmieciarzem. Powiedziałam, że zgadzam się z panem w 100%, bo te rzeczy są piękne!

Później co chwilę przynosił mi kolejne rzeczy. To też jest fajne – trzeba zwrócić uwagę na to, że czasem piękno tkwi w tym, że ten przedmiot ma swoją historię. Że jest w nim jakaś tajemnica. Piękno nie zawsze musi być oczywiste. Cieszę się z tego, że ludzie to dostrzegają. Że nie tylko marka, nie tylko materiał, nie tylko to, że coś jest promowane marketingowo, tylko właśnie wracamy trochę do tradycji, do korzeni i zaczynamy odczuwać to, że ta historia zaklęta w tym przedmiocie jest czymś bardziej intrygującym.

Czy te torby mają jakiś swój brand? Jest jakiś sklep, w którym można je kupić?

Złomowisko OLMET i na stronie internetowej można kupić właśnie torby z poduszek powietrznych i z pasów!

Po pierwsze, one są piękne, po drugie – są niezwykle wytrzymałe, idealne na zakupy, więc uważam, że to jest świetny pomysł. Chcę wprowadzić kopertówki z pasów samochodowych. Jeszcze tego pomysłu im nie pokazałam, ale myślę, że to będzie coś fajnego.

Podlinkujemy tę stronę w notatkach do tego podcastu, bo strasznie mnie to intryguje i sama chętnie zapoznam się z tą ofertą.

W tym wszystkim, co opowiadasz czuję przede wszystkim misję. Działanie w kierunku tego, co jest dla Ciebie ważne, co pewnie uważasz, że jest ważne dla świata. A chciałam się pytać, czy da się podzielić działanie na grupy, że to robię i na tym zarabiam – te działania to jest właśnie realizacja misji, którą sobie przyjęłam, a te działania realizuję, bo sprawiają mi przyjemność?

Właśnie w zarabianiu jestem najgorsza! Niestety, nie potrafię tego robić i od zawsze miałam problem z tym, żeby w ogóle zaplanować cokolwiek, dlatego że nie potrafię wybiegać zbyt daleko w przyszłość. Bardzo koncentruję się na tym, co robię w danej chwili. Ostatnio rozmawiała z przyjaciółką i powiedziała, że to jest super. Że uważam, że to jest moją największą wadą, a generalnie to ona by tak chciała, by koncertować się na tym, co robi w danej chwili. Tez ostatnio mam takie myśli, że w ogóle w swoim życiu rzeczy, które traktowałam jako moje największe kompleksy czy wady, okazuje się, że pod pewnym kątem to może być fajne. I że inni uważają, że takie jest.

Wchodzę w to, co czuję, zawsze. Nie myślę o konsekwencjach i jeżeli przy okazji jestem w stanie zarobić na tym coś, co da mi szansę, że tak powiem, przeżyć, to super. Natomiast jeżeli tak nie jest – a w wielu przypadkach tak nie jest – to nie ma to dla mnie znaczenia, bo robię to, dlatego że muszę, dlatego że to kocham i nie ma innego wyjścia.

Pamiętam, że kiedyś moja przyjaciółka powiedziała do mnie: „Ania, ja cię podziwiam, że ty robisz to cały czas – akurat wtedy robiłam sukienkę z worków na śmieci, to był mój projekt dla mnie – podziwiam, że robisz to tak od lat, nie poddajesz się i cały czas dążysz do tego. To jest naprawdę niesamowite”.

Pomyślałam sobie, że ogóle nie mam takich myśli, że ja się staram czy się nie poddaję. Dopiero jak ona mi to powiedział, to pomyślałam, że to dziwne, ale nie robię tego, dlatego że do czegoś dążę. Robię to, bo czuję, że muszę. O czym wspomniałam, to jest trochę egoistyczne z mojej strony, bo to taka potrzeba akceptacji tego, by inni dostrzegli to, co ja widzę, żebym nie czuła się takim totalnym alkenem, że widzę w przedmiocie coś niezwykłego, a wszyscy uważają, że to jest brzydkie, że to jest śmieć. Że to się nadaje do kosza.

W momencie, kiedy uda mi się sprawić, by inni dostrzegli to piękno, to czuję się taka spokojniejsza i bardziej zrozumiana. To mi daje poczucie – jakby w ten sposób komunikuję się ze światem i to jest moja droga komunikacji, którą wybrałam. Zawsze mówiłam, że słowa są jednym z najtrudniejszych środków komunikacji, a ja wybrałam taki.

Jak opowiadasz, to ja mam w głowie dwa słowa. Pierwsze to jest pasja. Wydaje mi się, że to o czym powiedziałaś, czyli że robisz, bo musisz. Bo czujesz, że nie możesz inaczej. Że musisz to wydobyć z siebie. To jest w pewnym sensie definicją słowa pasja. A z drugiej strony słowo sztuka. Wydaje mi się, że to jest taka główna charakterystyka artysty. Robi, bo czuje, że chce to swoje przesłanie pokazać światu i chciałby, żeby świat zrozumiał to, co artyście gra w duszy.

Wy zajmujecie się spełnianiem marzeń i realizowaniem pasji. To, co powiedziałaś jest niezwykle istotne, bo uważam, że najważniejsza rzeczą w życiu jest znalezienie swojej pasji, czegoś, co się kocha. Każdy człowiek ma jakiś zelant, o którym czasem nie wie. Natomiast każdy z nas jest wyjątkowy i może to w sobie znaleźć. I to, co powiedziałam na początku, że często te rzeczy oczywiste wcale dla nas takie nie są. I dla mnie to też kiedyś nie było oczywiste. Chociaż teraz się zastanawiam, jak to było możliwe. Natomiast to jest na tyle cudowne, kiedy już znajdzie się to, co się kocha, że wtedy naprawdę nie potrzebujemy niczego.

Pytania, czy młodych artystów, co zrobić, by osiągnąć sukces, jak to zrobić. Myślę, że to nie o to chodzi. To nie jest istotne. To niczego nie zmienia. Więc przeciwnie – w tworzeniu nawet może przeszkadzać, wydaje mi się.

Myślę, że najważniejsze jest to, żeby skupić się właśnie na danej chwili i cieszyć się tym, co robimy w danym momencie. Nie myśleć o tym, czy to się sprzeda, spodoba. Bo to nie jest istotne. Sam etap tworzenia jest najważniejszy. Zresztą tak jak w życiu. Nie dążymy do żadnego celu. Najważniejsza jest każda chwila, którą spędzamy i to, co robimy. I z niej należy się cieszyć i czuć to w danej chwili. Myślę, że tak jest ze wszystkim.

Nie dążymy do celu, ważna jest droga. I jednocześnie mamy marzenia i te marzenia ważne jest, by nas napędzały i właśnie. Jakie Ty masz przed sobą marzenie, którym możesz się podzielić ze słuchaczami?

To jest zawsze dla mnie najtrudniejsze pytanie, to o czym wspomniałam – dzieje się dużo i ja tak naprawdę dzisiaj mam wrażenie, że to, że mogę robić to, co robię jest po prostu spełnieniem moich marzeń. I moim marzeniem jest to, bym mogła to robić dalej. By nie kończyli mi się pomysły i żebym nie poczuła nigdy, że zrobiłam już wszystko, bo chyba to by było najgorsze.

Z poprzednim gościem rozmawialiśmy o tym, że czymś, co jest najtrudniejsze w życiu jest osiągnięcie sukcesu. Bo: co dalej? Trzymam bardzo kciuki za Twoje marzenie, Twoje marzenia i tę drogę, i to poczucie, że cały czas masz kolejne pomysły i nigdy ich nie zabraknie.

Namawiam wszystkich widzów i słuchaczy do tego, by również śledzili Twoją drogę i obserwowali Cię w mediach społecznościowych. Myślę, że wystarczy tylko raz wejść na Twój profil. Sama się od razu uśmiechnęłam, jak zobaczyłam Twoje projekty, Twoje zdjęcia. One faktycznie dla mnie wyglądają jak dzieła sztuki, a. nie jak ubrania. Wydaje mi się, że one są dziełami sztuki. Nie ubraniami. Nie pójdziemy tak ubrani do pracy czy na wyjście z przyjaciółmi.

To jest coś, co się podziwia i coś, co skłania do tego, żeby zastanowić się nad światem i pomyśleć trochę o swoim podejściu do mody.

Bardzo dziękuję za zaproszenie. Chciałam ze swojej strony powiedzieć, że bardzo się cieszę, że jest taka osoba jak Ty, która pomaga ludziom spełniać marzenia i też pomaga w kreatywności, bo to nie jest łatwe. Pomaga też w znalezieniu tych marzeń, co jest tak naprawdę najtrudniejsze. Super przedsięwzięcia i ja też tutaj chylę czoła, bo jestem naprawdę pełna podziwu.

Ogromnie Ci dziękuję. Dlatego rozmawiam z Tobą, z ludźmi, którzy pokazują swoją drogą, że marzenia są przeróżne i warto o nich myśleć, właśnie po to, by inspirować jak najwięcej ludzi do tego, żeby marzenia mieć i podążać tą drogą ich realizacji.

Także dziękuję Ci serdecznie.

Ja też bardzo dziękuję!

I do zobaczenia!

Dzięki.

 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Scroll to top